Diablo było moją ukochaną serią od czasów premiery jedynki. Dwójkę ogrywałem maniakalnie przez lata... Trójka sprawiła, że zwątpiłem w serię. Ale dopiero czwórka dokonała cudu, zostawiłem ją po tygodniu grania i po raz pierwszy od początku serii nie zamierzam nawet kupować dodatku. Brawo Blizzard... A raczej to, co z was zostało.
To samo można uzyskać bez RT? :D No faktycznie, coś masz nie tak ze wzrokiem albo nie rozumiesz jak działa RT. Bez niego NIGDY nie uzyskasz w pełni realistycznych odbić świetlnych, a to zawsze będzie zauważalne i mózg zawsze będzie dostrzegał różnicę.
Pozostawię cię z twoimi teoriami spiskowymi, bo nie chce mi się tłumaczyć rzeczy oczywistych.
Tak jak już wcześniej ci napisałem, pierwsze gry w 3D też wyglądały jak gówno, a wymagały o wiele droższego sprzętu... To rozumując tak jak ty, do dziś powinniśmy tkwić w 2D. Przecież było ładniejsze i działało na karcie graficznej za 100zł, a nie na akceleratorach za tysiące...
Więc jak mi piszesz o "dzisiejszych" cenach kart i poziomie gier, to chyba mało wiesz jak to wyglądało 30, czy 20 lat temu. Jak wchodził 3dfx Voodoo i dobry komp do grania kosztował 5 tys. przy najniższej krajowej na poziomie 350 brutto, to faktycznie, było taniej niż dzisiaj :D Sam akcelerator 3dfx VooDoo kosztował o ile pamiętam ponad 1000zł. To 3 najniższe wynagrodzenia. Przy dzisiejszych wynagrodzeniach to byłoby jakieś 13 000zł za kartę albo ponad 50 000zł za zestaw komputerowy. Mało?
Tęcza
Jesteś właśnie przykładem takiego naiwniaki który już jest zaprogramowany, że trzeba będzie co jakiś czas kupować nowy podzespoły.
Nie kolego, ja po prostu mam świadomość tego jak to działa i że postęp technologiczny wymaga zwiększania mocy obliczeniowej... Nikt nie mówił, że granie to tania zabawa. Jak nie chcesz, to nie musisz grać w 4K i z włączonymi wszystkimi bajerami... Możesz sobie poobcinać do minimum, zmniejszyć rozdziałkę i nadal grać w tę samą grę, ale na o wiele tańszym sprzęcie... Więc miej chociaż świadomość, że to Twoja zachcianka generuje koszty, a nie "korporacyjni oszuści".
Ja gram w gry od niemalże 40 lat... Zaczynałem od komputerów 8 bitowych. Więc idąc Twoim tokiem myślenia, to najlepiej byłoby, żebyśmy zatrzymali się w tamtych czasach i grali w Tetrisy i Pacmany... A czekaj, przecież nadal możesz to robić... Więc po co zawracasz sobie głowę jakimiś RT?
To nie jest żadne zabezpieczenie korporacyjnych oszustów, tylko normalny tok ewolucji...
Pewnie nie wszyscy mają tyle lat, żeby pamiętać rozwój gier od samego początku, ale to już było.
Kiedyś gry były w 2D i dążyły do coraz większego fotorealizmu, czy szczegółowości grafiki. Później weszła rewolucja z akceleratorami 3D i gry przeszły w trzeci wymiar, co oczywiście otwierało mnóstwo nowych możliwości. Ale cena była taka, że gry w 3D wyglądały jak totalne g...o w porównaniu z klasycznymi 2D, a wymagały o wiele droższego i mocniejszego sprzętu. Zobaczcie, ile generacji kart 3D wymagało dojście do momentu, w którym gry 3D są równie ładne jak odpowiedniki 2D... W zasadzie można polemizować, czy to w ogóle nastąpiło. Ale nikt za bardzo nie chce wracać do dwóch wymiarów.
To samo jest z RT. Ta technologia znacznie poprawi wygląd gier i realizm świata, ale zajmie to sporo lat i będzie wymagało paru generacji drogiego sprzętu.
Moim zdaniem pospieszyłeś się i dużo straciłeś. Serial faktycznie trochę traci rozpęd, ale dopiero w 5 sezonie, może dlatego że nadal czekamy na jego zakończenie...
D4 w moim osobistym rankingu absolutnie zmiażdżyło wszelkie inne odsłony z mobilką włącznie. W kategorii szybkości zanudzenia. W D2 grałem w sumie dobrych 7 lat, w kiepskie D3 mimo wszystko rok czy dwa, nawet w Immortal grałem ze 2-3 miesiące. D4 pożegnałem bez żalu po kilku dniach. To chyba sporo mówi o najnowszej odsłonie.
A kiedyś płacił 1/4 wypłaty i też kupował... Prawda jest taka, że kto ma kupić ten kupi, najwyżej trochę pomarudzi.
25 lat temu gry na PC kosztowały po 100-150... Powiedziałbym, że 400zł w relacji do dzisiejszych zarobków to i tak taniej... Wtedy to była np. tygodniówka. Wtedy się sprzedawały, to sprzedadzą się i teraz.
Też siedzę w tym klimacie od początku (w sensie h'n's bo ogólnie gram dłużej) i mam dokładnie odwrotne odczucia. Chyba żadna gra z gatunku nie zanudziła mnie tak szybko jak D4... Przeszedłem fabułę w weekend, później pograłem jeszcze z tydzień i odłożyłem grę z nudów. To dla mnie absolutny rekord. W tym kontekście zgodzę się, że nie mają konkurencji :D
Tylko chyba wam umknęło, że dla niektóych to jest praca... :D Grają, bo robią z tego content, a nie dla rozrywki jak większość kupujących...
Osobiście też już mnie denerwuje te przerabianie każdej gry na "grę usługę". Oznacza to tyle, że człowiek kupuje kota w worku, bo nawet jeśli teraz gra mu się podoba, to za miesiąc albo rok może być już czymś kompletnie innym...
A tak naprawdę ułatwia to producentowi byle jakie projektowanie i później robienie ciągłych zmian, żeby "było coś do roboty".
I co za różnica, kogo tam wysłali dla zbudowania wiarygodności? I tak zaprezentowali ustaloną oficjalną wersję firmy. Chyba nie myślicie, że puszczają tam ludzi żeby gadali co im ślina na język przyniesie...
Chyba żartujecie... To czysty PR i uprawianie polityki... Nie raz już pokazali, że obiecają co tylko będzie trzeba, a później wydymają graczy.
Do tego zbierasz ciągle tony żółtych przedmiotów, zrobionych na jedno kopyto. Popatrz na D2... Ile tam było możliwości kombinowania i frajdy z tym związanej... A to znalazłeś jakąś runę, którą mogłeś użyć lub ulepszyć, a to jakiś przedmiot który mógł być użyty do zrobienia słowa, jak nie jakiś ciekawy rare, to wypadał jakiś unikat, od którego oczy się świeciły, bo od razu dawał jakieś fajne staty... Do tego dla bardziej zaawansowanych najróżniejsze możliwości craftu itd.
Tutaj? Lecą tony żółtych przedmiotów. Statystyki są na jedno kopyto, do tego zupełnie niejasne i nieintuicyjne, co dla mnie psuje całą frajdę. Bo o ile "na chłopski rozum" czujesz czym jest np. +5% odporności na ogień, +20% zwiększone obrażenia, "nie można zamrozić" itp itd. o tyle jakieś wydumane na siłę "odsłonięcia", "osłabienia", "przytłoczenia" itp itd. nie mówią totalnie nic... Trzeba się doszukiwać jak dana mechanika działa i uczyć się na pamięć, żeby w ogóle efektywnie porównywać, co nam się przyda, a co nie... I to mówię jako stary wyjadacz serii od D1 począwszy i "fan tabelek excela". To jest SZTUCZNE GMATWANIE statystyk, żeby wydawały się bardziej skomplikowane, a tak naprawdę mają ukryć jak banalna jest tu itemizacja. Nawet legendarki są tak naprawdę nadal kompletnie losowymi przedmiotami, które też nie dają poczucia satysfakcji, a często są zwyczajnie gorsze od żółtych itemów... TEGO SIĘ NIE DA OBRONIĆ.
Teraz będą znowu sztuczne zmiany balansu co chwilę, żeby wymusić przerabianie postaci od nowa i wydłużyć rozgrywkę... Dlaczego musisz co chwilę grać nowy sezon? Żeby nie było widać, że po krótkim graniu brak jest już progresu.
Jeśli radą Blizzarda do graczy narzekających na nudę jest "odpocznijcie od gry", "nie grajcie zbyt długo" itp. to ludzie... PRODUCENT ODRADZA KORZYSTANIE Z WŁASNEGO PRODUKTU... Przecież ten produkt się kupuje właśnie po to, żeby się NIE nudzić :D
Jakoś nie pamiętam, żeby ktoś musiał mi polecać, żebym odstawił D2, kiedy tłukłem nocami jak po.....ny. No, przynajmniej nie dlatego, żebym się nie znudził... :D
PS. Jakby była za 4zł w game passie ilu z was w zębach te 4pln niosło żeby pograć w te ch*jowe diablo?
Jedno jest u was pewne - brak honoru ha tfu
To jak zapłaciłem 350zł i nie gram bo mnie znudziło, to za 4zł bym leciał i grał? :D Gdzie tu logika? :D
Tak czy inaczej, wszyscy chyba jesteśmy zgodni co do tego, że żaden pasek, dobry czy zły ;) nie mierzy czasu :) Reszta to technikalia ;)
A mierząc postęp pełna płynność też jest wątpliwa, bo ze 120 plików pierwsze 10 wczyta się np. w sekundę, a kolejne 2 w 5 sekund.
Aż się przypominają czasy komputerów 8-bitowych, kiedy gra wczytywała się z kasety magnetofonowej np. 5-10 minut :D
No to są sposoby o których pośrednio wspominałem, co nie znaczy, że nie jest to nadal zgadywanie, czy powiedzmy szacowanie, ale z czysto teoretycznego punktu widzenia oczywistym jest, że to nie jest 100% realne i prawidłowe wskazanie czasu :)
Dlatego porównałem to do dystansu, liczba załadowanych plików to dystans do pokonania i pasek pokazuje wtedy nadal postępy w dystansie, a nie czas :) A przecież nie każdy etap, plik itd. załaduje się w takim samym czasie. Ba, gra nie musi nawet z góry wiedzieć ile plików ma załadować, bo to może się różnić w zależności od zapisanego stanu gry chociażby i może być doczytywane w trakcie samego ładowania na podstawie zawartości pliku :)
Stąd też oczekiwanie graczy, że jakiś pasek jest w stanie pokazać rzeczywisty upływ czasu mniej więcej tak jak robi to zegarek powiedzmy, jest nierealne i niewykonalne przy obecnym stanie wiedzy ;)
Dlatego musielibyśmy najpierw umówić się, co to znaczy "prawidłowo działający" :) Dla mnie wiele pasków może być prawidłowo działających, bo ja je traktuje właśnie raczej jako wskaźnik postępu (ile % plików zostało załadowanych itp), a nie jako wskaźnik czasu :)
No bo co to znaczy "dobrze działający pasek"? Jedyne co pasek może zrobić, to pokazać, że ukończył się pewien etap ładowania.
Logicznym jest, że aby pasek mógł płynnie w czasie rzeczywistym pokazywać realny procentowy CZAS ładowania, to aplikacja musiałaby z góry ten czas znać :D A to niestety wymaga zdolności jasnowidztwa :D
Żeby to może komuś lepiej uzmysłowić: wyobraźcie sobie, że trwa maraton. Komentator może Wam powiedzieć wyłącznie, że jakiś zawodnik pokonał już np. 1/3 dystansu, ale NIE MOŻE powiedzieć, że upłynęła 1/3 czasu jego biegu, bo nie wie ile czasu zawodnikowi zajmie dotarcie do mety :D
Mógłby co najwyżej zgadywać, np. na podstawie jego średniego tempa z pokonanego dystansu, czy nawet jego wcześniejszych wyników, ale przecież to wszystko tylko zgadywanie, bo może ulec zmianie...
Tak samo pasek postępu, w najlepszym razie może próbować ZGADYWAĆ ile potrwają dalsze etapy działania aplikacji, ale to wyłącznie zgadywanie, więć 100% dokładność i płynność paska jest niemożliwa :D
Haha... Co za trol :D Jak wynika z komentarzy, tydzień po napisaniu tej genialnej opinii gość nie skończył jeszcze nawet kampanii :D
I jeszcze "bawią go opinie ludzi, którzy narzekają na grę" :D Zagrał jeden akt i wypisuje niestworzone rzeczy o mechanice gry itd :D
Jak widać najbardziej chwalą grę osoby, które ledwo ją liznęły :D Tak, przy kampanii też bawiłem się dobrze... Problem zaczyna się później.
Carlito widzę, że ty już nie tylko chwalisz to, czego jeszcze nie przeszedłeś, ale już na zapas wychwalasz "co oni na pewno dodadzą w przyszłości" :D Dobra komedia.
Gościu, ty nawet nie przeszedłeś jeszcze kampanii, to co ty możesz o tym powiedzieć... Zawsze wypowiadasz się na tematy, o których nie masz pojęcia? Po co wprowadzasz ludzi w błąd? :D Co ty wiesz o itemizacji grając na pierwszym poziomie trudności i nie mając wbitego poziomu nawet? :D
Nie ma to jak analizować i oceniać Diablo, nie mając nawet ukończonej kampanii... :D I jeszcze zarzucać innym głupotę itd. :D To może ja kolejną grę ocenię po okładce... :D A jak ktoś będzie miał inne zdanie, to powiem że "ci dzisiejsi gracze się nie znają" :D
I jeszcze taki dostanie komentarz "nie dyskutuj z trollami i ludźmi którzy grę widzieli na YT" :D Ja oceniłem grę będąc już na koszmarze, a znawca oceniał ją najwyraźniej po ukończeniu 1 czy 2 aktu (bo tydzień później nadal nie ukończył gry)... To kto tu widział grę na YT? :D Teraz już wiem skąd te rzucanie ogólników i bezsensowne odniesienia do innych gier...
Biorąc pod uwagę, że chyba mamy podobny gust w zakresie Diablo, to osobiście nie jestem zadowolony z zakupu D4. To taka mieszanka D3 i Immortala, czyli części, które najmniej mi się podobały. D2 rządzi, a z D4 spokojnie można poczekać na rozwój sytuacji, np. zobaczyć co wprowadzą w pierwszym dodatku. Na dzień dzisiejszy to gra jest warta przejścia kampanii i niewiele więcej. Sam oceń czy warto na to wydać ponad 300zł, czy nie.
"Dzisiejsi gracze" :D Ja gram od prawie 40 lat... Gdybyś był starym graczem, to pewnie już po samym moim nicku wywnioskowałbyś, jaka była jedna z moich ulubionych gier :D
Sorry, ale rzucasz same ogólniki na poparcie swojej opinii, w stylu "to samo Forza", "to samo Game of Thrones" itp itd. Daruj, ale gadasz głupoty.
Tak D2R ma wiele przestarzałych rozwiązań... Bo to gra sprzed ponad 20 lat z odświeżoną grafiką... Serio nie możesz tego pojąć? To teraz, pomijając rozwiązania, głównie dotyczące interfejsu itp. które są przestarzałe, popatrz na całokształt gry... Sednem Diablo jest walka i itemizacja. Pomiń sobie powierzchowne wrażenia wizualne i przyjrzyj się jak wygląda mechanika obu gier...
Itemizacja to jest PRYMITYWNA akurat w D4. To powinno być serce tej gry, a 20 letnie D2 przerasta je w tym aspekcie o lata świetlne. Co tutaj masz? Wszystkie przedmioty są praktycznie zrobione na jedno kopyto, czy to rare, legendarka, czy unikat... W D2 dzięki przedmiotom mogłeś tworzyć buildy wykorzystujące nawet sztandarowe skille z innych klas... A tutaj co? Jakieś biedne podbicie współczynników i lekka modyfikacja działania skilla?
Walka? W D2 było spamowanie skillami, ciągłe przemieszczanie po mapie itd. a tutaj? Czekanie na cooldowny? :D
Weź mnie chłopie nie osłabiaj z tym "arcydziełem" bo chyba nie potrafisz spojrzeć poza grafikę :D A przyznaję, że to akurat jeden z bardzo niewielu punktów, w których D4 błyszczy.
Uważasz innych za troli, ignorantów itd. a sam piszesz gdzie indziej, że patrzysz tylko na grafikę i siekanie potworków :D No to faktycznie, głęboka analiza gry :D
Carlito78 jak przeczytałem Twoją odpowiedź, to zacząłem się zastanawiać, czy to na poważnie, czy trolling level expert... Różnorodność przeciwników? Praktycznie wszędzie podobni przeciwnicy. Krainy ładnie zrobione, ale przeraźliwie puste. Genialne zadania poboczne? :D Kilka typów zadań, które powtarzają się w nieskończoność? :D To samo z podziemiami itd :D Już tracę rozeznanie do którego podziemia wchodzę, bo też powtarza się w nich kilka tych samych schematów :D Drzewko umiejętności nieskomplikowane :D Rozrzucone, że nie da się tego czytelnie wyświetlić i jeszcze podzielone na siłę na jakieś poziomy mistrzowskie, których system na pierwszy rzut oka i bez oglądania poradników jest praktycznie jednym wielkim chaosem :D
Walka nie powoduje chaosu, gdzie nawet sami twórcy pracują nad uproszczeniem efektów, bo w trakcie walki panuje za duży chaos :D
System przedmiotów, w którym różnice między przedmiotami rzadkimi, legendarnymi i unikalnymi zdają się kosmetyczne :D Niestety obiecywanego systemu słów runicznych brak :) Itemizacja w D2 była o niebo lepsza :)
Dobreeeee :)
Ja kolejny raz dałem się nabrać na ten sam numer :D Pluję sobie w brodę, że przed zakupem nie zweryfikowałem dokładnie od podstaw, czy spełnili obietnice sprzed premiery. I co? :) Napaliłem się na powrót run i słów runicznych jak szczerbaty na suchary, gram, gram, myślę "gdzie te k....a runy??", sprawdzam "gra wystartuje bez systemu run"... :D Banda partaczy i oszustów. Tyle można o nich powiedzieć. Wypisz wymaluj "Areny PvP" z D3... Grajcie i szykujcie postać, dodamy po premierze! Ktoś je widział do dziś? :D
Dokładnie, na plus oprawa wizualna i kampania, cała reszta to dno. Dla mnie od D2 cała frajda zaczynała się PO skończeniu kampanii, a tu dokładnie na odwrót. Dopóki robiłem fabułę, to grało się fajnie, po przejściu na koszmar po paru godzinach gry mam dość.
Tak, tak, leszcze casuale :D W D1 grałem przed maturą :D W D2 grałem jakieś 7 lat, ogólnie podejrzewam, że dłuzej gram niż Ty żyjesz :D I od niczego się nie odbijam, bo jak na razie to cały czas progresuję i nie mam problemu. Natomiast chyba nie zrozumiałeś w czym problem. Bo nie w tym, że nie daję rady :D Tylko w tym, że jest to zwyczajnie nudne :D Rozwijanie postaci dla samego rozwijania... Będę miał 100 level i zabijanie potworków w I akcie będzie niewiele prostsze niż na początku gry :D To pytanie: jaki jest sens tego rozwoju? Żeby popatrzeć na rosnące cyferki? :D Ja chcę poczuć moc tej postaci, a nie jarać się arkuszem kalkulacyjnym ile zadaję obrażeń itd. :D
I co ma wspólnego Butcher z D1 ze skalowaniem? :D To że było go trudno zabić nic tu nie zmienia, bo idąc do niego postacią na 50 lvl powiedzmy zabiłbyś go już spojrzeniem :D
Hahaha... No to kupiłem D4 i tak się zacząłem zastanawiać nad itemizacją. Gdzie są te runy? Przecież pamiętam, że w 4 miały być znów słowa runiczne... Czytam... Blizzard poinformował, że gra wystartuje bez systemu run... :DDD
Ciekawe kiedy je dodadzą? :D Bo przypomniało mi się, jak przy D3 powiedzieli, że gra wystartuje bez aren PvP, ale dodadzą je później :D Okazało się że nigdy :D
Skubańce zrobili znów ten sam numer :D
Dla mnie są skończeni.
Przeszedłem fabułę na normalu i dalej już mi się nawet nie chce grać po paru godzinach...
Przez skalowanie czuję się, jakby moja postać w ogóle nie nabierała mocy. Kto to wymyślił i czemu to ma służyć? Już nawet nie ciekawi mnie jakie będą przedmioty legendarne itp. Już widzę, że ta gra to będzie wieczna farma dla sztucznego podbijania statów, które w ogóle nie zmienią odczuwalnej mocy postaci. I tłuczenie sezonów od nowa... Gra dla masochistów.
Wizualnie gra jest świetna, ale rozgrywka zanudziła mnie szybciej niż D3, a sądziłem że to niemożliwe. Pozostaje chyba wysłużone D2R. Fabuła mi się podobała, ale to nie jest warte ponad 300zł.
Angry Zeus ok, ale właśnie ciągle mówimy o dwóch kompletnie różnych rzeczach. A chciałbym zauważyć, że tutaj dyskusja toczyła się odnośnie potrzeby 8K w grach, a nie jako powierzchni roboczej. I do tego odnosiła się nawet wypowiedź, którą wstępnie zacytowałeś. Myślę, że nikt tu nie podważał korzyści z większych powierzchni roboczych do pracy, bo nikt o tym nie wspominał.
W DTP nie wyświetlasz 60 czy 120 kl/s zmieniających się obrazów, więc dyskusja o ostrości itd. w tym kontekście też nie ma sensu. Nie ma potrzeby wyrywać z kontekstu wypowiedzi, kiedy się do nich odnosimy. Ja osobiście uważam, że w grach te 8K, czy jak napisałeś później 16K po prostu nie ma sensu. To jest zwykły wyścig zbrojeń i popisywanie się, kto ma mocniejszy sprzęt.
Ale tak wracając do tych powierzchni roboczych itd. Ja pracuję obecnie na dwóch 27" monitorach i naprawdę czuję, że znacznie bardziej męczy mi to wzrok, mimo że staram się je przyciemnić na ile się da. Po prostu oczy siadają. Realnie siedzę pewnie też ok. 1m od monitora i po całym dniu ślęczenia przed ekranem robi się już masakra.
Angry Zeus wszystko spoko, większa powierzchnia robocza itd. Weź tylko pod uwagę, że za tym musi iść wielkość ekranu, bo wyświetlanie 8K na 24" monitorze nie ma chyba większego sensu, bo jest po prostu nieczytelne. Z kolei ciągłe zwiększanie rozmiaru monitora też jest pomyłką, jeśli siedzimy blisko niego. Powoduje to tylko, że trzeba non stop kręcić głową, żeby ogarnąć ekran, a do tego ilość światła padająca z tak dużego panelu dużo bardziej męczy oczy. Niedługo będziemy siedzieć przed 50" monitorami, w odległości 50cm?
No i ostatecznie dodajmy jeszcze jedną kwestię. Praca w środowiskach graficznych, a granie to są dwa różne zastosowania. Co dobrego przynosi w grze ultra szeroka panorama na wielkim panelu? Tego już nawet widzenie peryferyjne nie obejmie. Ja tam wolę mieć monitor który mogę wygodnie objąć wzrokiem, a nie kręcić głową próbując nadążyć za akcją i zamiatać myszą hektary ekranu. Może w niektórych grach takie szerokie pole widzenia ma sens, ale w większości jest raczej zbędne.
Napędzanie rynku sztucznym jaraniem się rozdzielczościami itd. wyłącznie po to, żeby wcisnąć ludziom sprzęt za 20 tys. zł, tak jakby nie dało się grać na sprzęcie 4 razy tańszym. Przy okazji można ukryć fakt, że gry robią się coraz nudniejsze i bardziej męczące, w bezsensownym pędzie za tym "realizmem". Jeszcze trochę to gry nie będą się różniły niczym od normalnego życia i będziecie w nich siedzieć 8h dziennie zarabiając wirtualne pieniądze, żeby Wasza postać przeżyła od pierwszego do pierwszego ;D
Granie zamieniło się w to samo, co wyścigi audiofili, bo ktoś podobno słyszy różnicę w dźwięku między sprzętem podłączonym za pomocą zwykłego kabla zasilającego i takim podłączonym kablem za 10 tys. zł.
Zamiast cieszyć się grami i szukać wciągającej rozgrywki, to zrobiło się udowadnianie, że widzi się różnice w detalach niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika, a już z całą pewnością niedostrzegalnych w trakcie rozgrywki, a nie śledzenia pixeli na screenach wyświetlanych równolegle do siebie.
Zrobiło się to samo co kiedyś, po wprowadzeniu pierwszych akceleratorów 3D, wyścig na detale, tylko gry się zrobiły jakieś takie nie bardzo...
Szkoda, że jak CDR nie zapłacili mu tyle ile by chciał, to już gier nie wychwalał...
Netflix mu płaci właśnie za to, żeby swoim autorytetem potwierdzał jakość serialu i widać chętnie to robi.
Gry adaptowały jego książki znacznie lepiej, a dowalał im ile wlazło. Ciekawe...
Obsadzanie czarnoskórych w serialu ogólnie mi nie przeszkadza. Pod warunkiem, że nie są to postacie, których charakterystykę znamy konkretnie z opisów z książek. I tutaj nie chodzi wyłącznie o kolor skóry, ale o całość. Jeśli w książce bohaterka jest nastoletnim rudzielcem, to nie chcę, żeby w serialu grała ją 40-letnia blondynka, bo to psuje zanurzenie się w historii. Ktoś, kto czytał książki, ma w głowie obraz tej postaci, a to co widzi na ekranie się z tym kłóci i wybija z rytmu. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że jeśli taka postać zachowywałaby się podobnie jak w książkach, to może to wyglądać nienaturalnie albo wręcz idiotycznie. Itd.
Dlaczego Sapkowski jechał po grach, które o wiele lepiej oddawały jego uniwersum? Bo wziął kasę z góry, nie był zaangżowany w ich produkcję i miał wywalone...
Tutaj jestem przekonany, że Sapkowski też nie ma żadnego realnego wpływu na kształt serialu, płacą mu za to, że jest publicznym potwierdzeniem tego, że robią to dobrze. Właśnie po to, żeby nikt nie mógł powiedzieć "to tak nie powinno wyglądać".
Lepsze żale, że zrobili "nie po mojemu", niż wychwalanie serialu bez jego obejrzenia i obrażanie ludzi za to, że im się nie podobał.
A petycja o odwołanie, to nie są wycieczki osobiste :D To jest ocena pracy, normalna sprawa w dorosłym życiu. Jak klient przyjdzie i powie, że skopałeś jakieś zlecenie i że nie chce z Tobą więcej współpracować, to mu powiesz że nie życzysz sobie wycieczek osobistych? :D
Po raz kolejny bawisz się w wycieczki osobiste i wymysły na temat mojego życia, co paradoksalnie więcej mówi o Tobie niż o mnie.
Ja za to nadal dostrzegam u Ciebie pewną niekonsekwencję, bo z jednej strony bronisz lepienia gniotów dla kasy, a z drugiej nie akceptujesz prawa konsumenta do wyrażania oczekiwań względem produktu.
A skoro nie obejrzałeś serialu i nie możesz ocenić fabuły, to skąd Twoje niezwykle konkretne oceny fanów? Nawet nie znasz materiału, a już wiesz, że mają nieuzasadniony ból dupy...
A jak chcesz mi zaimponować oglądaniem po angielsku to sorry... nie wyjdzie. Przy okazji, oprócz dubbingu jest lektor, a polskie tłumaczenie raczej próbuje ratować fatalne angielskie dialogi, gdzie nawet matka Nenneke rzuca mięsem nie wiadomo po co... Żenada. Co jak co, ale Sapkowski dba o językci klimat. I od nijakiego angielskiego "catch up" wolę usłyszeć lektora mówiącego "nie mitręż".
Połowa dialogów Yennefer składa się z rzucania pojedyńczych "kurew", to co tu się może nie podobać? Oskarowa produkcja.
Dialogi zapiszą się złotymi zgłoskami na kartach kinematografii.
A te relacje międzyludzkie... Cóż za realizm... Zupełnie jakby ojciec, którego poznałeś dwa dni temu, chciał Cię sprzedać za flachę pedofilowi, a pięć minut później siadalibyście wspólnie do wigilii i ze wzruszeniem wyglądali pierwszej gwiazdki... Jak tu uniknąć emocji...
Poprawność polityczna? Wszelkie feministyczne wstawki, których nie brakowało w obu sezonach. O obsadzaniu ról niezgodnie z charakterystykami postaci już nie będę wspominał, bo to detal na tle wszystkiego innego.
Nie, nie podpisałem się, ale cieszę się, że sam się pogrążasz, próbując uciekać się do wycieczek osobistych z powodu braku argumentów. Tak jak myślałem, nie potrafisz wymienić ani jednej mocnej strony serialu, powtarzając tylko jak mantrę "mi się podoba" i brednie o "ultra fanach". Jakby mi się coś podobało, to myślę że potrafiłbym przynajmniej krótko wymienić choć kilka powodów dla których tak jest. Podobnie jak mogę wymienić kilka dla których tak nie jest. No cóż, widocznie serial faktycznie przemawia do bezmyślnych.
Płacą, to mają prawo pisać petycje o co tylko chcą, nie sądzisz?
A co do "agresji" itd. to wróć do swojego pierwszego wpisu i sobie przypomnij, zamiast odwracać kota ogonem. Przecież już na wstępie porównałeś wszystkich niezadowolonych do fanatyków religijnych i określiłeś ich zdanie mianem "bólu dupy", panie nieagresywny. Imponujący poziom dyskusji.
Serio po tym wszystkim, co producentka zrobiła z fabułą, przejmujesz się jeszcze tym, czy grają tam czarnoskórzy? Bo dla mnie wygląd aktorów ma w tej chwili nawet nie trzeciorzędne znaczenie.
Nie jest wybitna, ale ten serial przy niej to i tak szlam.
Gdybym nie znał książek, to na 100% bym tego nie obejrzał, podobnie jak wielu innych Netflixowych wymysłów, przygodę z którymi zakończyłem maksymalnie na jednym odcinku.
Sam powiedziałeś, że to coś zostało stworzone dla kasy, więc chyba klienci mają prawo wyrazić swoje oczekiwania? W końcu to oni płacą :D Jak to mówią, klient płaci, klient wymaga :D
Po raz kolejny używasz tego samego argumentu, tylko wyrażonego innymi słowami... A ja Ci znów powtarzam, że każdy ma prawo wyrazić swoją opinię o tym "dziele" i bzdurą jest, że nie mamy prawa wymagać, aby było dobre.
Skoro jest takie dobre i przystępne, to powiedz mi co konkretnie jest w tym serialu dobrego?
Potrafisz mi opisać fabułę, relacje między postaciami oraz to, jakie wywołują emocje, nie wykorzystując wiedzy zdobytej z książek? Bo skoro apelujesz, aby traktować serial jako zupełnie niezależne i samodzielne dzieło, to tak zróbmy.
Mogę się założyć, że pani Lauren klei tę całą "fabułę" na bieżąco i na bank nie ma przemyślanej całości na ileś tam sezonów. A co za tym idzie, sama nie wie, gdzie te wszystkie aktualne wysrywy intelektualne ostatecznie zaprowadzą bohaterów. Obawiam się, że będzie jedynie coraz gorzej, bo wszystkie zmiany jakie wprowadziła już teraz sprawiają, że fabuła książek jej nie uratuje. Ona już na tym etapie przestała przystawać do wymysłów showrunnerki. A gdzie można zajść idąc w nieznane bez mapy i kompasu?
Moim zdaniem cały jej misterny plan w pizdu. Bo mi to wygląda tak, że wymyśliła to sobie na wzór wielu innych seriali, w których praktycznie każdy odcinek to jakaś tam osobna historyjka, a jedynie spaja je jakby w tle, motyw przewodni danego sezonu.
Problem w tym, że tutaj to się chyba nie mogło udać, bo głównej fabuły jest tak mało, że trudno się w nią choć minimalnie wczuć, czy dostrzec jakieś powiązania, nie mówiąc o niuansach.
Walki z potworami i potyczki z ludźmi, nad tym idiotyczny wątek monolitów, pomieszany z babą jagą, a jeszcze wyżej tajemnica pochodzenia Ciri, Rience, po czym dopiero gdzieś w tle wojna z Nilfgaardem, konflikty rasowe i polityka królów oraz Loży. No i Dziki Gon... A wszystkie te poważne wątki podane w takich strzępach, że niewiele z nich zostało.
Skoro mieli tyle materiału źródłowego do upchnięcia w marnych 8 odcinkach, to po jaką cholerę było tam jeszcze wymyślać tonę zbędnych, idiotycznych historyjek, które zmarnowały połowę czasu antenowego... Nie pojmuję.
Jak to gdzieś przeczytałem, ekipa pani Lauren czytając materiał źródłowy, z przerażeniem zastanawiała się, co właściwie jest ich historią... No to z tej obawy dołożyli jeszcze drugie tyle od siebie najwyraźniej ??
Pamiętając zażenowanie poziomem efektów specjalnych z naszego Wiedźmina, nigdy nie podejrzewałem, że po 20 latach i obejrzeniu zachodniej produkcji, podzielę taką opinię.
Już dawno zrezygnowałem z opłacania Netflixa, właśnie dlatego, że miał do zaoferowania niemal wyłącznie tego typu gówniane seriale dla średnio rozgarniętych nastolatków.
Tutaj liczyłem na coś lepszego, z uwagi na książki. Ale widać, że nie ma już na co.
Nie musi być tak samo. W grach nie było, a były genialne...
Problemem jest to, że ten serial jest o niczym i kupy się nie trzyma...
Nagle Geralt, Yennefer i Ciri przytulają się i zachowują jak kochająca rodzina...
A powiedz mi, czy w serialu widziałeś coś, co taką relację zbudowało? Czy jedynie wiesz, że tak powinno być z książek? Nie wspominając już, że pięć minut wcześniej Yennefer próbowała zdradzić/zabić Ciri w zamian za odzyskanie mocy... Po prostu genialne.
Wygłodzone i wynędzniałe elfy wędrują do dalekiej Cintry, aby zawrzeć sojusz. Na miejscu czarodziejce rodzi się dziecko i już nie chcą sojuszu, odwidziało im się...
W ogóle jesteś w stanie przywołać jakieś znaczące dialogi z tego sezonu? Odczułeś jakieś budowanie relacji między postaciami? Poczułeś politykę królów? Intrygi, zamiary? Orientujesz się w konstrukcji tego świata? Kto jest kim, z kim walczy, co chce uzyskać?
Bo ja wiem tylko tyle ile przeczytałem w książkach. Serial nie buduje dosłownie żadnych emocji, relacji, fabuły... Główną atrakcją stały się chyba przywołujące potwory monolity, cała reszta "nie istnieje". Dialogi o niczym. Fabuła szczątkowa, skupiająca się na nieistotnych rzeczach.
Jak ma mi się podobać serial o niczym? Gdybym nie czytał książek i nie grał w gry, to już dawno przestałbym go oglądać, bo jest dziesiątki tego typu lub lepszych seriali fantasy, na które i tak nie mam czasu.
Z tego samego powodu, z którego pierwszy sezon (jak zły by nie był), był lepszy od drugiego. Bo był oparty na krótkich opowiadaniach, które trudno było tak bardzo skopać.
W momencie kiedy wzięli się za pokazywanie spójnej fabuły, to polegli już na całej linii.
Osobiście mam wrażenie, że próbowali zastosować tę samą sztuczkę co w pierwszym sezonie. Czyli powymyślali i wprowadzili jakieś idiotyczne historie poboczne jako sedno serialu, a główny wątek tylko gdzieś tam pomiędzy nimi upchnęli. Niestety, tym razem nie wyszło.
Uwielbiam opinie takie jak Twoja..
Z jednej strony "ból dupy fanów", a z drugiej strony usprawiedliwienie kiepskości serialu "więcej nie wymagam, to nie jest rozrywka najwyższych lotów" :D
Czyli w praktyce przyznajesz, że serial jest słaby, ale twierdzisz, że taki właśnie być powinien... :D Niezły fikoł tu odwaliłeś muszę przyznać :D Nie złamałeś kręgosłupa?
Tak, dorzuć jeszcze do tego obowiązkowo wspominkę o fanatykach religijnych itp. to już dobitnie wykażesz się intelektem.
Tu nie chodzi o to, że nie da się zrozumieć o co chodzi. Tylko o to, że zmiany są idiotyczne i bezsensowne. Po co psuć dobrze ułożoną fabułę, byle tylko na siłę wprowadzać idiotyczne zmiany na zasadzie "bo ja tak chcę"?
Pierwszy z brzegu przykład, elfy w Cintrze. Zawierają sojusz, zadają sobie trud dotarcia do Cintry, po czym nagle olewają wszystko, bo czarodzejce urodziło się dziecko. Więc już nie będziemy walczyć ,nie chcemy sojuszu, w dupie mamy co się stanie z naszym ludem... To jest tak głupie, że szkoda gadać.
Jak na razie to jedyny efekt jest taki, że czarodziejki wyszły na jakieś rozkapryszone histeryczki, które próbują pokazać mężczyznom ich miejsce, ale zginęłyby bez nich marnie w tydzień.
Itp. itd. U Sapkowskiego wszystko miało jednak jakiś sens, jakąś tam głębię, logiczne przyczyny. Tutaj to jakiś zlepek na siłę wymyślonych scen, które tworzą karykaturę fabuły.
Jeśli ktoś bezmyślnie przyjmuję całą tę papkę i mu to nie przeszkadza, bo "wie o co chodzi", to spoko. Można i tak.
Co do "Ninja Warriors" to w książkach Ciri też ćwiczyła na mordowni, tu akurat nie ma się do czego czepiać, tak to wyglądało w oryginale.
A Fenn o ile pamiętam był gnomem.
Co do reszty to się w pełni zgadzam.
Ten wątek elfów w Nilfgaardzie to jakaś kpina. Nie wiadomo o co im tam chodzi. W ogóle jak na wojującą feministkę, to pani Lauren odwaliła wyjątkową kichę, bo jedyne co pokazała, to rozkapryszone i irracjonalne kobiety, które narzekają na ucisk ze strony mężczyzn (biedna Fringilla od powrotu Cahira stała się stłamszona i nawet wygląda na mniejszą :D ), a próbując rządzić sprowadzają tylko na wszystkich wokół nieszczęścia. Więc chyba efekt odwrotny do zamierzonego :D
A mi tam Dijkstra nie pasuje nawet obsadą. Aktora lubię, faktycznie pasuje do roli twardziela, ale... Książkowy Dijkstra wyglądał na wielkiego, tłustego i tępego wieprza, przez co nikt nie posądziłby go o nieprzeciętny intelekt, ani bycie szpiegiem. W serialu wygląda zdecydowanie zbyt dystyngowanie i inteligentnie.
Proste pytanie... Czy gdybyśmy nie znali Wiedźmina, nie czytali książek, nie grali w gry, to czy obejrzelibyśmy ten serial?
Ja jestem przekonany, że odpuściłbym to, uznając za kolejne kiczowate fantasy, robione na fali popularności gatunku.
Na razie jestem po 5 odcinkach i jedyne co na razie mogę powiedzieć, to... Co to k...a jest?!
Wszyscy, którzy narzekaliśmy na pierwszy sezon, nie wiedzieliśmy jeszcze że serial dopiero dostarczy nam prawdziwych powodów do zmartwień.
To co oglądam to już w ogóle nie jest Wiedźmin. To nie są niewielkie zmiany w scenariuszu, to jest jakaś alternatywna opowieść. I to opowieść nie wiadomo o czym. Po pięciu odcinkach widzę, że fabuła praktycznie nie posunęła się naprzód, bo skupia się na jakichś idiotycznych, wymyślonych przez autorów, scenach, które nic nie wnoszą poza ogólnym zamętem.
Do tego historia, dialogi, postacie, to kompletne dno. Bez wyrazu, bez znaczenia. Gdzie tu czytanie między wierszami? Gdzie dylematy moralne? Gdzie miejsce na rozważania o naturze świata? Tutaj wszystko jest pisane chyba pod 12 latka, bo bardziej przypomina to bajki Disneya, gdzie wszystko musi być czarno białe i powiedziane wprost. To jest taki serialik na poziomie jakichś "Przygód Merlina" czy hgw.
Łatwo jest "nie żałować" kiedy nie wie się, co się straciło. Pod tym względem można zazdrościć tym, którzy nie czytali książek. Gdybyś je przeczytał, to wiedziałbyś, że mogłeś dostać wielokrotnie lepszy serial.
I tu nie chodzi o jakieś gorzkie żale psychofanów, że coś jest inaczej niż w książce. Tu chodzi o to, że te zmiany zrobiły z serialu nic nie znaczącą papkę, jakich mnóstwo.
Ja pierwszy komputer dostałem jakieś 35 lat temu, to w ogóle nie chcę myśleć, co by teraz narzekacze powiedzieli... Gry się wczytywały z taśmy z magnetofonu, po 5-10 minut za każdym razem żeby uruchomić daną grę. I człowiek siedział bez ruchu, bo tupnięcie w podłogę skutkowało błędem wczytywania i cały proces od nowa... To mniej więcej tak, jakby teraz za każdym razem aby zagrać, trzeba było na nowo instalować grę i jeszcze z ryzykiem że wywali błąd instalacji.
Teraz ludzie nie mają nawet pojęcia jak dobrze mają i ciągłe narzekanie na wszystko.
Od 4 dni serwery głównie leżą.
A co do do rady powyżej, to nie po to kupiłem grę, żeby grać offline. Dla single player w ogóle bym jej nie kupił, bo wystarczająco wiele razy przeszedłem oryginał. Cała zabawa jest na multi.
Od 4 dni serwery leżą, z krótkimi przerwami... Gra niegrywalna.
Problemy w dniu premiery rozumiałem. Teraz to się już robi jakaś kpina.
Producenci raczej powinni się martwić, bo taka sytuacja na dłuższą metę zabije rynek gier na PC. Po co się wykosztowywać, jeśli można kupić konsolę za połowę ceny samej karty graficznej? Po co robić wypasione graficznie gry, w które zagra kilka procent graczy PC? W tej chwili przeciętny PeCet do grania to koszt ~8 tys. 4 razy więcej niż konsola.
A wtedy okaże się, że do kopania crypto też nie trzeba tworzyć super zaawansowanych kart, tylko jakieś okrojone wersje. Zresztą, coraz więcej crypto będzie w modelu PoS, a nie PoW.
Edytowałem, bo po ponownym połączeniu jednak cofnęło mi sorcę tylko o jeden lvl i kawałek aktu... Nie wiem jakim cudem co chwila im się to zmienia :/ cuda wianki na serwerach... No nic, trzeba przeczekać...
Problemów ciąg dalszy :/ Oby szybko to naprawili...
Zastanów się, ile gier online startuje bez żadnych problemów technicznych w dniu premiery? Pewnie każdy jest poirytowany, że nie może dziś zagrać, ale ja tam nie zamierzam robić z tego dramatu. Ważne żeby to ogarnęli i żeby później śmigało.
A ten problem z utykaniem na serwerze był już w becie, zgłaszałem go nawet. Oby to naprawili bo jest faktycznie upierdliwe, jak przez 2h nie można się wbić na postać.
Ja też się spodziewałem, a i tak kupiłem. Większość gier ma drobne problemy w dniu premiery. Moim zdaniem nie ma o co robić wielkiego halo, na pewno niedługo zacznie działać.
To, że Tobie się nie podoba, to nie znaczy, że innym nie może. Dla mnie D3 to jest kompletny sh.t, D2 z poprawioną grafiką i delikatnymi usprawnieniami interfejsu jest 3x lepsze.
A co jest lepszego niż w D3? Chociażby klimat i możliwość PvP. Dla mnie samo to już sprawia, że między tymi grami jest przepaść.
Ale one nie są sztucznie zawyżane... Można odpalić w full hd na niskich detalach i śmiga na starym sprzęcie... A różnica w jakości obrazu jest minimalna. Po prostu te wszystkie zaawansowane cieniowania, wygładzania itd. żrą w cholerę mocy, a przekładają się na bardzo niewielką część efektu ostatecznego.
Też wziąłem na jutro wolne, bo i tak bym nie usiedział w robocie :D
Ale te 3 godziny dzisiaj to najgorsza tortura.
W sumie to mogliby zrobić jakiś kolejny lockdown z pracą zdalną.
Dla mnie najlepsza zmiana jaką zrobili w D2R względem oryginału, to udostępnienie zawartości z laddera dla całej gry. Wcześniej w dużym stopniu granie na ladderze wymuszane było przez niezbędne itemy/słowa runiczne, które były dostępne tylko na nim. Teraz każdy będzie mógł sobie grać na spokojnie własnym tempem, nie martwiąc się, że nie może korzystać w pełni z gry.
Ciężko będzie dziś usiedzieć w robocie czekając na godzinę zero :D
Wygląda na to, że niekoniecznie... GTX 660 podana w minimalnych...
Może jak przestawisz na widok retro to coś z tego będzie ;)
U mnie na bank na start sorca pod farmę, jak się wzbogacę to robię hammerdina, a później to się zobaczy na co fantazja przyjdzie :) Może jakiegoś necro na szkielety albo coś innego. No i oczywiście gdzieś jeszcze obowiązkowo będzie pala smiter.
Wygląda na to, że dla postaci tworzonych online nie będzie, w becie nie działało...
Zadziała pewnie tylko dla postaci offline.
Jak dla mnie sorca pod mf to niemalże jedyny słuszny wybór na start, jeśli chcesz szybko ubrać postacie.
Czy gra się trudno? Sorcy nie robisz do przechodzenia sobie całej gry itd. tylko do farmienia bossów i kilku opłacalnych lokacji dla itemów. A później ubierasz sobie postać, która sprawia Ci największą frajdę.
Żadna inna postać, bez game endowych itemów, nie da Ci takiej szybkości farmy.
Ale nikt nie mówi o graniu na singlu... Przecież można grać multi tylko że na non ladder. Skoro wszyscy i tak startują w tej chwili od zera, to nie masz kompletnie żadnej różnicy, poza jednym jedynym faktem, że na ladderze widzisz, kto ma obecnie najwyższy level.
Co kto lubi, dla mnie osobiście wbijanie max levelu to nigdy nie była zabawa ani cel, raczej ubranie sobie na wypasie kilku różnych postaci, czy zabawa w PvP.
Poza tym i tak i tak nie ma szans wbić tego 99 w czołówce, więc co za różnica. Frajda, że w ogóle się wbije? Zwłaszcza że ten 99 lvl kompletnie o niczym nie świadczy, jeśli mówimy o sile postaci. Sztuka dla sztuki. To itemy są sensem gry.
Laddery były fajne głównie ze względu na reset ekonomii niszczonej przez boty. Skoro teraz wszyscy startują z niczym, to dla mnie jest to dokładnie ten sam efekt, co start nowego sezonu. Później mogę sobie grać na kolejnych ladderach.
A po co Ci ten ladder, skoro i tak wszyscy startują od zera, więc wychodzi na to samo, co zaczynałbyś nowy sezon?
Poza tym wszystkie elementy z laddera są dostępne w normalnej grze... No, chyba że uważasz że będziesz się ścigał z czołówką o to, kto pierwszy wbije 99lvl...
Że to nie strzelanka, gdzie więcej FPS znaczy lepiej? Co Ci tutaj da 60fps? Płynniejszą animację ognia, czy efektów? Ale w poruszaniu się postaci i walce nic to nie zmieni...
Od kiedy na singleplayer jest ladder? O ile pamiętam, to tworzysz postać na BN i bez różnicy, czy grasz sobie solo czy w multi...
Co do laddera, to cała zawartość laddera będzie teraz dostępna także na non ladder, więc nie będzie w nim żadnej nowej zawartości poza samym rankingiem.
Druga kwestia, że jaki jest sens wypuszczenia od razu laddera, skoro i tak wszyscy startują od zera? Więc tak czy inaczej, jest to identycznie jakbyś wystartował z nowym sezonem. A jak ladder wyjdzie, to stare postacie zostaną po prostu na non ladder i nic się dla nich nie zmieni.
Dla mnie obowiazkowo na start czarodzejka, prawdopodobnie pójdę w zamieć, jako budżetową wersję magic find. Dopiero trzeba będzie uzbierać sprzęt dla innych postaci...
Może sprzedawaliby w komplecie z zewnętrznym napędem DVD, bo obecnie to już nie montują? :D
Po pierwsze, za 59zł to na pewno nie kupiłeś gry w dniu premiery. Po drugie, nie kupiłeś za tyle D2+LoD, chyba że 10 lat po premierze. Ja pamiętam, że za edycję Battle Chest płaciłem właśnie 200zł... Po trzecie, od premiery tej gry zarobki wzrosły coś koło 4-krotnie, a ty oczekujesz, że ceny gier się nie zmienią? :D
Jak dla mnie nic nie ucierpiało, a tylko jest lepiej. Zastanawiałem się, czy jeszcze mnie wciągnie, siadłem do bety i wsiąkłem na weekend.
Oj błagam... 180zł to jest teraz jedno rodzinne wyjście do kina, na 2h seans... Ile godzin spędzisz przy grze? Ceny gier są niewiele wyższe niż 20 lat temu, bo pakiet D2+LoD kosztował prawie tyle, a zarobki wzrosły przez ten czas kilkukrotnie...
Naprawdę nie ma się na czym skupiać, tylko na cenie? Ja tam kupiłem w preorderze i nie mogę się doczekać i serio koło d...y mi lata, czy ta gra by kosztowała 200, czy 50zł. Po prostu wiem, że będę miał frajdę z ponownego zagrywania przez setki godzin.
Zagrałem w betę i najarałem się jak szczerbaty na suchary. Nie mogę się doczekać powrotu starego, dobrego Diablo. Chociaż mnóstwo rzeczy trzeba sobie będzie przypomnieć, bo mimo tysięcy wysiedzianych godzin, kilkanaście lat przerwy robi swoje.
Myślę, że bez dania zawartości laddera do single/non ladder by popłynęli...
Ta gra jest skierowana głównie do starszych graczy, opiera się na nostalgii itd.
A my już nie mamy tyle czasu co za dzieciaka i praktycznie nikt nie będzie siedział 24/7 w grze, tłukąc laddera żeby złożyć Enigmy itp itd. Musimy mieć możliwość składania sobie tego powoli.
Nie mam pojęcia skąd pomysł, że system lepiej jest aktualizować niż robić nowy...
Nowe systemy mają zupełnie nowe rozwiązania, poprawiają bezpieczeństwo itp itd. Nie da się wszystkiego przebudować za pomocą samych aktualizacji.
Skoro to nikomu nie potrzebny wyścig, to czemu nie pracujemy nadal na MS DOS? Skąd się w ludziach bierze ta potrzeba negowania wszelkiego postępu?
Oczywiście, że nowe systemy to też nowe problemy, ale inaczej się nie da.
A po co dalej tkwić uparcie na Win7, kiedy można za darmo zrobić upgrade do 10, która już za chwile sama zostanie zastąpiona nowszą wersją, to nie mam pojęcia...
Przy okazji, dla developerów brak wsparcia starych systemów też jest wygodniejszy, bo nie muszą się martwić o łatanie dodatkowych bugów i problemów, tylko mogą skupić się na mniejszej liczbie konfiguracji.
A czego byś oczekiwał od remastera gry? Gdyby mieli z tego zrobić nową grę, to nazywałaby się właśnie Diablo IV.
Ja tam właśnie w remaster chętnie zagram, bo D2 to świetna gra, tylko przyda jej się odświeżenie grafiki i dostosowanie do obecnych systemów.
Bo niestety, ale jedynka jest na dzień dzisiejszy tak bardzo przestarzałą grą, że raczej niewiele osób by w nią zagrało. I niestety ale remaster grafiki by tu nie pomógł.
I jeszcze jedno. Żałosne to jest tak naprawdę to, że firmy nie potrafią obstać za swoimi pracownikami, tylko dla dobrego PR rzucają ich na pożarcie, kiedy w praktyce nie zrobili nic sprzecznego z oczekiwaniami firmy.
Ci od Chrono Shift to też dobre cwaniaki...
1. Sami chcieli zbić kapitał na pracy Riot. Riot mówił im rok wcześniej, żeby przestali...
2. Teraz gość od Chrono najpierw mówi do pracownika Riotu, żeby nie owijał w bawełnę i walił prosto z mostu o co im chodzi. A kiedy ten spełnia jego prośbę, to robi screeny i leci się skarżyć na "gangsterskie metody" :D Bo mówienie wprost czego oczekują, to najwyraźniej "gangsterska metoda" :D
Podawanie z inflacją też nie jest do końca miarodajne, bo wskaźnik inflacji też jest tylko orientacyjny, nie wszystko drożeje w tym samym tempie.
Sądzę, że mimo inflacji jednak obecnie ludzie są w stanie kupić trochę więcej nawet za najniższe wynagrodzenie. Więc nie wiem czy jest sens czepiać się szczegółów, nie jesteśmy na portalu ekonomicznym.
Do tego jak się nie mylę, jest to średnia w sektorze przedsiębiorstw, a do tego zestawienia brane są pod uwagę wyłącznie firmy zatrudniające powyżej 10 osób.
Więc nie wiem czemu ta średnia miałaby być nierealna?
Inna kwestia, że w naszych realiach cała masa osób oficjalnie zarabia najniższą krajową, a ile dostają pod stołem to tego statystyki już nie pokażą...
Nic nowego, w Diablo III obiecywali szumnie tryb PvP z arenami itd. byle tylko skusić ludzi do zakupu. Ciągnęli tę bajkę przez prawie rok, że już zaraz, już niedługo, żeby naiwni dalej kupowali. A później oświadczyli, że nie zrobią, bo... nie umieją :D
W przypadku normalnego produktu byłoby to oszustwo, a gry to nawet zwrócić nie można...
Nigdy więcej...
Jeśli pisarz ma ochotę pisać fantasy o elfach i krasnoludach, musi trzymać się kanonu.
No faktycznie, nie wynika z tego absolutnie, że pisarz musi trzymać się kanonu... :D
Jedno pytanie z odpowiedzią chyba możesz?
Z tego co przeczytałem do tej pory to wynikło tylko tyle, że Sapkowski stwierdził, że tam gdzie nie mówił precyzyjnie o kolorze skóry, to ludzie sobie mogą sami dopowiedzieć...
No, ale w wielu przypadkach napisał jednak precyzyjnie...
Przy okazji, dziwi mnie tylko, że zmiany wyglądu postaci są wyłącznie jednokierunkowe jak do tej pory... Jeszcze się nie trafiło, żeby ktoś był "jaśniejszy" niż powinien :D
No i ciekawe jak będą wmawiać widzom, że Francesca jest uważana przez wielu za najpiękniejszą kobietę świata...
No najpierw stwierdziłeś pośrednio, że to Sapkowski wie lepiej, jaki jest wykreowany przez niego świat. To ja Ci wstawiłem, co Sapkowski powiedział na ten temat i nawet to, że kanonu należy się trzymać.
To obróciłeś kota ogonem, twierdząc, że nieważne jaki świat wykreował, bo możemy go sobie zmieniać...
I nie widzisz tu sprzeczności? :D
Nie dałeś mi nawet szansy... I nadal, zamiast wstawić szerszy fragment, to wykorzystujesz pyskówki do wmawiania mi, że niby i tak wiadomo co bym zrobił... Żenada. Poziom dyskusji sięgnął dna. Może od razu dopisz jeszcze parę zdań na temat tego, co rzekomo myślę i chcę napisać i będziemy już mieli dyskusję z głowy...
Czyli zacząłeś od tego, że podobno próbujemy wiedzieć lepiej od Sapkowskiego, jak wygląda wykreowany przez niego świat, ale w świetle kolejnych argumentów, zmieniłeś już zdanie na takie, że co z tego skoro możemy go sobie zmieniać jak nam się podoba? :D
Co zaorał? Wstawiając wyrwane z kontekstu pojedyncze zdanie, do którego nie mogę się odnieść, bo nie mam dostępu do źródła? :D
No mega zaoranie :D Dobre standardy dyskusji :D
Uwielbiam dyskusje z ludźmi, którzy próbują wygrać za wszelką cenę, a nie dojść do prawdy :D
Nie mam dostępu do treści wywiadu, więc nie mogę się odnieść.
Dodatkowo, w tym przypadku o kolorze skóry było pisane wyraźnie, więc cytat słabo go dotyczy...
Mordę to może sam masz...
Wstawiłem ci fragment wywiadu, jak nie potrafisz ogarnąć rozumem, to poczytaj sobie więcej, może znajdziesz w sieci...
Przedstawiłem co powiedział o kanonie Sapkowski, zauważyłeś tam fragment
Jeśli pisarz ma ochotę pisać fantasy o elfach i krasnoludach, musi trzymać się kanonu.?
Sapkowski jest fanem Tolkiena i trzyma się tego kanonu. Jak Ci to nie pasuje, to wyjeżdżaj z mordą do niego, że jest głupim rasistą i dlatego nie opisał elfów jako czarnych...
A to że Tolkien jest jednym z najważniejszych pisarzy fantasy, to oczywistość. I właśnie dlatego stał się kanoniczny, a inni trzymają się reguł wykreowanego świata...
Jak chyba nie zauważyłeś, Sapkowski się z Tobą nie zgadza co do tego... Ty jednak najwyraźniej wiesz lepiej od niego...
Po drugie jednak, w linku na samej górze było napisane, że to istoty pochodzące od elfów.
Nawet jeśli jednak chcesz się upierać, że to tylko inna odmiana, to nadal jest to odmiana, która żyje oddzielnie, inaczej się zachowuje, ma własne zwyczaje itd.
Więc nawet jeśli przyjmiemy sobie, że takie istoty istnieją, to nie mają one nic wspólnego z elfami opisanymi w historii, a Francesca jest zwykłym elfem, nawet królową elfów... Nie jest więc czarna.
Udowodniłem ci, że się mylisz i istnieją również elfy o ciemnym kolorze skóry.
Istoty pochodzące od elfów... Pies pochodzi od wilka, a wilkiem nie jest...
A Francesca jest królową ELFÓW. Nie zamieszkuje bagien, ciemnych lasów i jaskiń i nie cechuje się złym charakterem... Szkoda, że umyka ci, że to co próbujesz wymusić, nie ma sensu, bo musiałaby być mrocznym elfem stojącym na czele elfów właściwych... Których wygląd i cechy są dokładnie i ściśle opisane... A skoro Francesca nie jest mrocznym elfem, tylko elfem, to nadal to co wypisujesz nie ma najmniejszego sensu.
Gdy zacząłem pisać fantasy, istniała już ontologia „magicznych królestw”, fantastycznych światów: powstała u Tolkiena, rozwijała się u innych autorów, została nieźle rozpracowana w komputerowych grach role-playing. Powstał kanon, klasyka. Jeśli elfy są zwiewne, mają po pół metra albo mniej i skrzydełka, to jest Edmund Spenser, to Szekspir, absolutna klasyka mitologii i demonologii. A jeśli elfy nie są zwiewne i mają 1,80 m., a krasnoludy trochę mniej i topory, to jest fantasy tolkienowska i zmienić się tego nie da. Jeśli pisarz ma ochotę pisać fantasy o elfach i krasnoludach, musi trzymać się kanonu.
Zapoznajcie się więc z kanonem tolkienowskim i przestańcie wysuwać argumenty, że wszystko sobie można dowolnie zmieniać, bo fantasy to i tak tylko takie głupie bajki dla dzieci, gdzie wszystko jest zmyślone...
Ostatni raz ci odpisuję... Po pierwsze, to są zupełnie oddzielne istoty, a nie taki kolor elfa, co to sobie mieszka razem z innymi, pomieszanymi w wiosce...
Przedstawić Francescę jako mrocznego elfa, to jak umieścić psa dingo na czele wilczego stada, w opowieści o Puszczy Białowieskiej
Po drugie, gdzie się je przedstawia? W kanonie tolkienowskim?
Daruj, ale bystry to ty nie jesteś i słabo rozumiesz co czytasz.
Moderacja: Prosimy o uspokojenie emocji i zaprzestanie wzajemnego się obrażania. W przypadku niedostosowania się do tej prośby Administracja lub Moderacja podejmie przewidziane Regulaminem Forum -> https://www.gry-online.pl/regulamin.asp?ID=2 działania.
Widzę, że nie tylko nic nie zrozumiałeś ze wstawionego cytatu, ale nawet nie rozumiesz co sam piszesz...
Mroczny to słowo o innym znaczeniu, niż czarny. To po pierwsze. Po drugie, najwyraźniej nie pojmujesz czym jest kanon. A z linku, który wstawiłeś, wynika że mroczne elfy to istoty pochodzące od elfów...
Tak, mam, wstawiłem ci już cytat pod twoim kolejnym wpisem, czyli łącznie z tym powyżej, nawet dwa... Po cholerę zabierasz głos w temacie, będąc kompletnym ignorantem o zerowej wiedzy?
Dla ciebie może nieistotne, a dla osób zainteresowanych gatunkiem wręcz przeciwnie.
Nie ma to jak dyskusje z ignorantami w temacie, o którym chcą koniecznie się wypowiadać...
Przytoczę Ci fragment z wywiadu z Sapkowskim, na temat światów fantasy...
Gdy zacząłem pisać fantasy, istniała już ontologia „magicznych królestw”, fantastycznych światów: powstała u Tolkiena, rozwijała się u innych autorów, została nieźle rozpracowana w komputerowych grach role-playing. Powstał kanon, klasyka. Jeśli elfy są zwiewne, mają po pół metra albo mniej i skrzydełka, to jest Edmund Spenser, to Szekspir, absolutna klasyka mitologii i demonologii. A jeśli elfy nie są zwiewne i mają 1,80 m., a krasnoludy trochę mniej i topory, to jest fantasy tolkienowska i zmienić się tego nie da. Jeśli pisarz ma ochotę pisać fantasy o elfach i krasnoludach, musi trzymać się kanonu.
To poszukaj sobie, jak to wygląda u Tolkiena skoro już wiesz o czym mowa...
Ciekawe, dlaczego przy kręceniu Władcy Pierścieni nikt się nie upierał, żeby wywracać wszystko do góry nogami w imię jakichś przygłupów wysuwających arcymądre argumenty typu "widziałeś kiedyś jakiegoś elfa?".
Nie wspominając już, że była elfką, a te są blade, a nie ciemnoskóre... Może następnym razem zrobią z elfów krasnoludy, bo czemu nie... Przecież w adaptacji wszystko wolno...
A Ty masz jakieś wieści od Sapkowskiego, że elfy mają ciemną skórę i czarne kręcone włosy? Bo właśnie powiedział w wywiadzie, że Wiedźmin to fantasy klasyczne i kanoniczne, wiesz co to oznacza w takim razie?
Póki co, to właśnie piewcy poprawności politycznej próbują na siłę wypaczać świat fantastyki, bo im jakoś nie pasuje.
Geralt może tylko zgadywać ile Yennefer ma lat. Jak wyżej wspomniano, jedyny raz kiedy podaje swój wiek, to w świątyni, jako "tajemnicę spowiedzi".
Ale Geralt też młodzieniaszkiem ponoć nie jest, więc nie zdziwiłbym się, gdyby byli w podobnym wieku.
Wiedźmini wolno się starzeją, a Geralt nie wygląda na mlodzieniaszka, więc parę lat na karku już musi mieć.
Bo my chcielibyśmy widzieć Wiedźmina takim jakim go znamy? A oni po prostu traktują to jako kolejne fantasy o jakimś tam zabójcy potworów.
Ja rozumiem, że adaptacja może sobie wszystko zmieniać po swojemu. Pytanie tylko, kiedy znika sens nazywania tego choćby adaptacją? Jeśli zmieni się cały wydźwięk historii itd. to co zostaje? Nazwy postaci?
To tak pomijając już najróżniejsze bezsensowne zmiany, żeby nie pisać setny raz o tym samym...
Tym co zdecydowanie pogorszyło odbiór serialu jest bezsensowny pośpiech. Pani Lauren uparła się, żeby od samego początku wprowadzić do serialu Ciri i Yennefer, w dodatku pokazując rozbudowane wersje ich historii, a do tego doprowadzić do finału w postaci spotkania Geralta z Ciri... I to wszystko upchnęła w 8 odcinkach. Dwa tomy, plus jej własne pomysły... Rozumiem, że w takim tempie, to całej historii wystarczy jej jeszcze na jakieś 2 sezony? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ostatnie tomy to w dużej mierze opisy wojny i porządku świata po niej, co raczej nie będzie odwzorowywane w serialu...
Skutkiem tego pędu, wszelkie motywy (poza tymi dodanymi przez nią) są przeskoczone totalnie po łebkach i tracą cały smak. Dostajemy jakieś wyrwane z kontekstu, jedno liniowe mądrości, które dla osoby nie znającej całości materiału tracą w zasadzie znaczenie. Mądrości te bywają wskutek tego powtarzane do znudzenia, aby uświadomić ludziom jak są ważne, co w cale nie dodaje im głębszego sensu.
Generalnie powiedziałbym, że oglądając pierwszy sezon miałem wrażenie jakbym oglądał zwiastun albo przypomnienie typu "w poprzednich sezonach".
Przykra jest świadomość, że taka ilość materiału źródłowego została po prostu zmarnowana. Jeśli dalsza historia będzie prowadzona w podobny sposób, to obstawiam, że znów dostaniemy strzępki historii, za to z rozbudowanymi wątkami będącymi radosną twórczością pani Lauren.
Był żylasty ale umięśniony. Trudno określić dokładnie stopień tego umięśnienia. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wyobrażenie o męskiej umięśnionej sylwetce znacznie zmieniło się przez ostatnie 30 lat, to można w zasadzie uznać, że ktoś pokroju Cavilla mógłby się wpisywać w ten obraz.
Wystarczy spojrzeć na filmy. Większość obecnych aktorów 30 lat temu mogłaby zagrać Rambo, który to wtedy wydawał się niewiarygodnie umięśniony.
Generalnie srebrny miecz jest na niektóre potwory, wymagające użycia srebra. Z ludźmi i pozostałymi potworami/zwierzętami itp itd. walczy stalowym.
No właśnie poglądy twórców przekładają się na fabułę, więc w pewnym sensie analizujemy je, czy tego chcemy, czy nie, bo oglądamy bohaterów przez nich wykreowanych. Ja widzę cechy postaci na ekranie, a to że wiem że wynikły one z poglądów pani Lauren np. to już jest kwestia wtórna.
Silne kobiece postacie też mi nie przeszkadzają. Ale kobiety są silne u Sapkowskiego, w serialu robią się karykaturalne na wzór współczesnych feministek. Tak jak napisałem, jędzowata to Yen była w książkach, w serialu zwyczajnie podła. Do gier się nie odnoszę tutaj zupełnie.
To trochę tak, jakby silną męską postacią nazwać bandytę, który okrada, morduje bezbronnych ludzi i gwałci kobiety, kiedy przyjdzie mu ochota, bo może... O, może zróbmy taką główną męską postacią Bonharta i rozpisujmy się, jaki jest wspaniały :D Tak ja to widzę mniej więcej.
Na razie pozostaje tylko czekać na kolejne sezony. Pierwszy pod względem prowadzenia postaci mi osobiście się nie spodobał. Może jeszcze będzie lepiej, Yennefer faktycznie pod koniec jakby zaczyna się zmieniać, oby poszli w tym kierunku.
Może dlatego, że Sapkowski zwyczajnie nie ujawnił jej przeszłości?
Być może, ale skoro nic takiego w książkach nie było, to nie możemy na wyrost zakładać, że tak robiła. Tutaj zaś jest to wyraźnie przedstawione.
Z tego co w książce widzimy, miała jednak jakieś zasady i nie zdradzała bliskich jej osób dla zdobycia władzy.
Nie wiem, skąd ten pomysł, bo ja nie współczułem i nie podziwiałem.
Nie wiem, może to z powodu komentarzy samej Lauren, która to wielokrotnie zachwycała się tymi postaciami potężnych, kopiących tyłki kobiet. Oraz wieloma komentarzami ludzi zachwyconych postacią Yennefer, wzruszających się jak to ją życie skrzywdziło.
Nie widzę też żadnego usprawiedliwiania, bo nie czuję potrzeby uważania jednej z głównych postaci za kogoś dobrego.
Jednak w książkach była postacią co do której postępowania można było mieć wiele zastrzeżeń i wątpliwości. W serialu jest dla mnie postacią bardziej złą, niż dyskusyjną. A biorąc pod uwagę, że jest to ukochana głównego bohatera, to ma to jednak jakiś wpływ na odbiór historii. Bo dla mnie historia jest jednak o czymś, a nie pustą historyjką służącą za tło dla siekania się mieczem. Ciekawi mnie jak poprowadzą to w dalszych sezonach, bo póki co to przesłaniem zaczyna znacząco rozmijać się z książką.
A nie wystarczy Ci manipulowanie Geraltem w taki sposób, by załatwił za nią problemy i w efekcie został wtrącony do lochu? To jest kapryśność albo wredota? :-)
Dla mnie tak. Po pierwsze, Geralt był dla niej wtedy obcą i przypadkową osobą. Po drugie, posłała za nim Jaskra z życzeniem aby Geralta uniewinniono (a sądziła że to Jaskier ma ostatnie życzenie dla dżinna...). To pokazuje, że jednak robiło jej różnicę, czy zapłaci głową za jej kaprysy. Serialowej Yennefer by to nawet nie obeszło. Zrobiła coś aby go wyciągnąć?
Yennefer zawsze postrzegałem jako straszną jędzę, sam fakt, że kocha Geralta i Ciri to osobna sprawa.
Bo była straszną jędzą. Ale dla bliskich potrafiła się też poświęcić. W serialu poświęca bliską osobę i jej marzenia dla własnej korzyści. To już kompletnie inny kaliber.
Tę orgię traktuję jako takie "dopełnienie obrazu" zepsucia. Bardziej przejmującymi jego dowodami są chociażby sceny z adeptkami w Aretuzie, zawistne potraktowanie koleżanki błyskawicą albo "współpraca" po przemienieniu ich w węgorze. Czy też dokonanie na sobie "symbolicznej aborcji" dla zewnętrznego piękna, czy też zdradzenie dla władzy Istreda, którego niby kochała.
Nie twierdzę, że w książkach była miła i sympatyczna, ale właśnie o to chodzi... Jest różnica między kapryśnością i wredotą, a dążeniem do władzy po trupach i brak jakichkolwiek hamulców moralnych przed krzywdzeniem bliskich dla osiągnięcia celu.
Tego Yennefer w książkach nie robiła.
No właśnie, żadne dzieciństwo nie usprawiedliwia złych rzeczy, które się robi. Dlatego w książce informacje o nim były zdawkowe i podawane w odpowiednim czasie, pozwalając na lepsze zrozumienie jej postaci. Tutaj są przedstawione szczegółowo i z góry, stanowiąc usprawiedliwienie dla jej podłości. Mamy współczuć i podziwiać "jak wyrosła".
BTW. rzecz nawet nie tylko w samej Yennefer, cała instytucja magów pokazana jest w sposób odrażający (kadetki zasilające Aretuzę, itd.). Naprawdę można zacząć kibicować książkowemu Nilfgardowi, żeby zrobił z tym porządek.
No i właśnie nie rozumiem, co miała ta orgia do budowania postaci? Chcieli koniecznie pokazać Yennefer jako do szpiku kości zepsutą wstrętną wiedźmę? Czy to może taka wizja "empoweringu", że jak baba bierze udział w orgiach (w dodatku orgii w której magicznie zmusza ludzi do udziału w niej), to jest taka super, bo silna i wyzwolona?
Ja już kolejny raz to napiszę, ale dla mnie Yennefer w serialu jest nie tyle książkowo wredna i kapryśna, co zwyczajnie podła i zepsuta. Jeśli to jest współczesna wizja silnej kobiety, to mnie osobiście zbiera na wymioty. A jej ckliwa historia o dzieciństwie ma służyć za usprawiedliwienie wszystkich podłości jakich się dopuszcza. Przecież miała ciężkie dzieciństwo, więc klaszczmy wszyscy jak pięknie sama wciela się w rolę oprawcy.
Jeśli chodzi o adaptację Sapkowskiego do realiów świata fanów elektronicznej rozrywki, to chyba średnio udana :D
Po tym, jak przedstawiono magów i królestwa północy, to chyba należałoby kibicować Nilfgardowi...
W książkach Geralt również dużo pukał, nie tylko Triss ;)
Co do scen łóżkowych w serialu, to ja osobiście nie miałbym nic do ich ilości, a bardziej raczej do ich sensu. Sceny są wciskane na siłe, tam gdzie ich w książkach nie było, a służą chyba tylko temu, żeby wszystko było "bardziej". Jak zepsute czarodziejki, to muszą być obowiązkowe orgie, itd...
No jednak nie do końca. W serialu chyba każda jedna męska postać, która ma cokolwiek do powiedzenia, zostaje zamieniona na postać kobiecą albo spaskudzona... Zaś kobiety stają się momentami wręcz karykaturalne.
Zobaczymy jak będzie w dalszych sezonach.
Po pierwsze, oczywiście że cokolwiek prędzej spodoba się komuś, kto nie ma punktu odniesienia... Trudno więc się dziwić, że statystycznie bardziej podooba się tym, którzy nie znają książek... To nie jest uprzedzenie, tylko możliwość porównania. Jeśli widzisz tylko jedną rzecz, to z oczywistego powodu nie możesz powiedzieć, czy podoba Ci się "bardziej".
Po drugie, jeśli mamy dyskutować o tym, że coś jest lepsze bo podoba się większości, to zarzucę cytatem :D
- Zdrowie jej miłości Anny Henrietty! Zdrowie wicehrabiego Juliana de Lettenhove!
- Zdrowie! Vivant!
- a ona dała mu dupy - dokończyła kolejną niemądrą anegdotę Angouleme. Młodzi rycerze zanieśli się rżącym śmiechem.
[...]
Cicho przygrywała na gęślach i fujarkach kapela z galeryjki, popisywali się swym kunsztem akrobaci, żonglerzy i połykacze ognia. Trefniś usiłował rozśmieszać, ale gdzie mu tam było do Angouleme.
Potem zjawił się niedźwiednik z niedźwiedziem, a niedźwiedź ku ogólnej uciesze zrobił kupę na podłogę. Angouleme posmutniała i przygasła - z czymś takim trudno było konkurować
A ja mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się dobrej ekranizacji Wiedźmina.
Przepisałem tekst z napisów z google. Ale teraz puściłem sobie wywiad jeszcze raz i posłuchałem uważniej tego co mówi Lauren. I mówi "the second to last book" :D Więc już totalnie nie masz nawet punktu zaczepienia w całych tych swoich wywodach :D I jak widać mimo błędnego przepisania drugiego "the" miałem rację, że nawet z kontekstu się to kupy nie trzyma. Wielki znawco :D
Powiem ci tyle.... Dla mnie ktoś, kto nie potrafi się przyznać do najdrobniejszego nawet błędu jest żenujący. Ty chyba uważasz to za zaletę, bo poszedłeś w zaparte nawet w obliczu rażących błędów z twojej strony, jednocześnie doszukując się najdrobniejszych drobiazgów na podważenie tego co ja pisałem.
Czyli dokładnie tak, jak się spodziewałem... A co się stało z "obowiązkiem przedstawiania dowodów"?
Kiedy skończyły ci się argumenty, to zamiast dowodów widzę typowe:
- nie mam już siły rozmawiać,
- nie chce mi się tłumaczyć,
- niby mam rację, ale nie będę ci wyjaśniał dlaczego, bo i tak nie zrozumiesz :D
Póki co, to jedyne źródło jakie przywołałeś, aby mi coś udowodnić, to google translator :D Który jak ci wytknąłem myli się w tłumaczeniu względem słownika... Ale ty i tak wiesz lepiej, no ale... nie będziesz tłumaczył...
Nie mam zamiaru pisać o tym co w języku angielskim znaczy przedimek oznaczony "the" i dlaczego sprawia on że dwa wyrażenia z powyższej dyskusji mają kompletnie różne znaczenia.
To jednak nagle zostałeś wybitnym anglistą i masz niepodważalne dowody, ale nie będziesz tłumaczył... To przywołując twoje własne słowa: po co podajesz argument, którego nie jesteś w stanie obronić? :D
A wiesz jak to mówią? Jeśli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić, to po prostu tego nie rozumiesz :D Jak dla mnie to po prostu kłamiesz w tym momencie, próbując stworzyć pozory posiadania jakiejś wiedzy, którą jednak nie zamierzasz się podzielić :D
Nie mam zamiaru tłumaczyć ci dlaczego przekłamanie które zastosowałeś (jak się okazało świadomie) z tym Netflixowym (rzekomym) zakazem, wypaczało sens twojej wypowiedzi.
Ah oczywiście... Ale to, że ja cię złapałem na zwykłym kłamstwie, które ty jeszcze nazwałeś "czepianiem się słówek", nic nie zmienia... :D Tego też nie zamierzasz tłumaczyć :D
Powiem ci tyle... Żenada na całego.
I tak jak napisałem powyżej, powołałeś się na poboczny fakt, jako rzekome wypaczenie sensu wszystkiego co napisałem :D
Typowa dyskusja na forum "o rygorze dowodu naukowego" :D
Bo tracisz czas na szukanie i podawanie czegoś, co nikomu nie jest tak naprawdę potrzebne. Domaganie się ich bierze się wyłącznie z liczenia na to, że ich nie masz :D
Jeśli je dostarczysz, to i tak nic to nie zmieni. Taki
Bo tu nie chodzi o żadne dowody, ani sprawdzanie faktów, tu chodzi o to, żeby mieć rację za wszelką cenę :D
Można z góry z kogoś szydzić i robić głupka, ale jak się pojawią dowody, to niewielu stać na przyznanie się do jakiegokolwiek błędu.
Opowiadania przeskakiwały w czasie, ale było to sensownie ułożone... Nie wiem, czy pamiętasz, ale w Ostatnim Życzeniu Geralt po walce ze strzygą leży pokiereszowany w świątyni Melitele... Kolejne opowiadania są przerywane krótkimi wstawkami z wątkiem świątyni i Nenneke. I np. Nenneke pyta Geralta, jak i Yennefer się w ogóle poznali, więc Geralt opowiada jej, rozpoczyna się opowiadanie z dżinnem. Do świątyni przybywa Jaskier, w rozmowie pyta Geralta, czy pamięta ich pierwszą wspólną wyprawę i zaczyna się opowiadanie o krańcu świata itd. Więc przeskoki w czasie są dość oczywiste i łatwe do zauważenia... Wiadomo, że opowieści te dzieją się przed akcją ze strzygą i przed pobytem Geralta w świątyni. Nenneke wspomina też o rozstaniu Geralta i Yennefer i nie życzy sobie, żeby Geralt się jej wypłakiwał, ani nie będzie robić za pośredniczkę z Yennefer. Tom Miecz Przeznaczenia rozpoczyna się od opowiadania ze smokiem, gdzie Geralt i Yennefer spotykają się ponownie, rozmawiają o tym, jak to Geralt pewnego dnia zostawił ją, odchodząc bez słowa, więc wiemy wprost, że to się dzieje już po tomie Ostatnie Życzenie... Itd.
W serialu dla odmiany mamy przeskoki ze sceny na scenę, gdzie w trakcie jednego odcinka toczy się równolegle kilka wątków, które dodatkowo przeskakują w czasie... To zupełnie inny rodzaj miszmaszu... Nie jest to nijak oznaczane, widz dopiero po postaciach, dialogach itd. musi zgadywać gdzie i kiedy dzieje się akcja. To jest dopiero niezłe pomieszanie dla kogoś, kto ma pierwszy kontakt z Wiedźminem.
Nie wydaje mi się, żeby Geralt nie akceptował u siebie chęci stania się człowiekiem, założenia rodziny itd. Przecież takie było jego ostatnie życzenie, a życzenia nie wypowiedział raczej nieświadomie.
Ja niestety widzę to inaczej, wiedząc o zaangażowaniu ideologicznym pani Lauren... I obawiam się, że jest to znacznie prostsze i bliższe prawdy wyjaśnienie... Po prostu Geralt jest pokazywany jako "typowy patriarchalny samiec" :D Stąd gadka o dzieciach. Stąd tekst Yennefer o tym, że Geralt ogranicza wolność innych ludzi.
A walka z dżinnem, kiedy próbuje namówić Yennefer do ucieczki? "Bohaterski obrońco, szlachetny psie, mogę odnieść sukces wyłącznie za twoim przyzwoleniem? Sama dam radę... wyp.....aj!" :D
Powiedz mi, że to nie są wymysły feministek? :D
Mamy opowiedzianą szczegółową historię o początkach Yennefer i Ciri, ale Geralta już nie? Mało ważny? :D
A tak, żeby sprecyzować co jest sednem, bo jednak Ci umyka...
Więc sprecyzowałem, że okrojenie i skakanie w czasie wynikało z założeń twórczyni, która chciała za wszelką cenę przedstawić od razu historie Ciri i Yennefer. I że i tak mamy szczęście, bo początkowo to Ciri miała być centralną postacią i narratorem, opowiadającą swoją historię, a serial miał się zacząć wątkiem z Pani Jeziora.
I to jest sedno.
To, czy Lauren pomyliła tytuł książki, czy nie, czy zmieniła zdanie bo Netflix się nie zgodził, czy z obawy o oglądalność i reakcje publiczności, brak materiału źródłowego po zmarginalizowaniu Geralta, czy z innego powodu, to są już kwestie drugorzędne.
Dla jasności dodam, że to ja przyjąłem założenie, że to Netflix się nie zgodził, bo tak mi podpowiada kontekst i rozsądek. Natomiast zdecydowanie tak, taka była jej wizja i plan, kiedy pierwszy raz poszła sprzedać Netflixowi pomysł na nakręcenie Wiedźmina.
Plan był taki: Lauren zależy głównie na opowiedzeniu historii "silnych kobiet". Ciri jest centralną postacią i narratorem. Serial zaczyna się od Pani Jeziora, Ciri siedzi na brzegu jeziora, spotyka mężczyznę i opowiada mu swoją historię.
Ile może być Geralta w historii opowiadanej przez Ciri, z jej punktu widzenia, to nietrudno sobie wyobrazić, bo ona ma raczej mocno ograniczony wgląd w jego przygody. Zapewne pojawiałby się więc głównie tam, gdzie ich historie się krzyżują i tyle.
Ile to by zostawiło materiału na serial i jak by wpłynęło na odbiór i oglądalność, chyba też nietrudno zgadnąć. Więc trzeba było zrewidować pogląd i Lauren olśniło pod prysznicem, że może to pogodzić opowiadając 3 historie na raz.
Twoje google translate zwrot "the second to last" także tłumaczy "od drugiego do ostatniego", a już przykłady ze słownika Merriam Webster, które ci zacytowałem, pokazują że tak nie jest :D I tyle z twojego źródła :D
Chcesz wrócić do sedna? To przypominam że sednem twojej wypowiedzi było między innymi stwierdzenie że przed takim poprowadzeniem fabuły powstrzymał autorkę Netflix. Tego jakoś wyjaśnić nie próbujesz.
I znów rozdrabniasz na szczegóły, żeby rozmyć sedno :D Co, nie potrafisz przyznać, że nie miałeś racji w jakimkolwiek aspekcie? :D
To że powstrzymał ją Netflix przyjąłem w domyśle, to fakt. Z jakich przesłanek, to już pisałem wcześniej, więc wyjaśniałem... Co nie zmienia faktu, że historia miała wyglądać tak jak napisałem... Odniesiesz się do tego wreszcie, czy będziesz jak dziecko zasłaniał oczy i udawał, że nie widzisz? :D Taka zabawna różnica między nami, ja potrafię ci przyznać rację tam, gdzie uważam że ją masz, ty idziesz w zaparte w każdym jednym aspekcie, a jak nie możesz, to migasz się od odpowiedzi :D Nawet jak ci wytknąłem istotne przekręcenie mojej wypowiedzi, to napisałeś, że się migam łapaniem za słówka :D
Nie muszę, po prostu mam.
No to brawo ty... :D Jak już zauważyłem, ty nie potrzebujesz niczego udowadniać, twoje domysły są faktami, a teraz jak widzimy, możesz też określać że ty masz rację i już :D
Nie pomyliła się, po prostu nie chodziło jej o przedostatnią książkę, ale o tym za chwilę.
Masz jakiś dowód na to? :D Bo twoje domysły to nie są fakty :D Wspomnę jeszcze, że zdarzało jej się w wywiadach pomylić np. tytuły opowiadań, więc skąd ta pewność? :D Ale o tym za chwilę... :D
Super :). Cały problem w tym że fraza której definicję mi podałeś to "second to last", natomiast fraza użyta w wywiadzie to "the second to the last", proponuję wpisać obie np. w googlowskiego translatora, rezultat napewno cię zadziwi :D. Reasumując podałeś prawdziwą definicję frazy, tylko nie tej co trzeba :D.
I tak google translator stał się wyrocznią językową :D To tyle odnośnie wymagania rygorów dowodu naukowego :D
Udowodnij mi, że fraza wyklucza użycie "the" :D
A już tym bardziej co miałaby oznaczać karkołomna konstrukcja "starts with the second to the last book"? Zaczyna się od drugiej do ostatniej książki? :D To długo się zaczyna... Ciekawe gdzie się kończy... :D
Po drugie, już nawet sam kontekst pokazuje, że twoja teoria nie trzyma się kupy. Skoro miałaby powiedzieć "od drugiej do ostatniej" to dlaczego powiedziała "którą jest Pani Jeziora", powinna wymienić tytuły książek o których mówi, a nie tylko jednej. Później mówi o rozpoczęciu od Ciri siedzącej nad brzegiem jeziora, co również wskazuje na rozpoczęcie Panią Jeziora, a nie "od drugiej" książki.
I ostatecznie, Pani Jeziora JEST przedostatnią książką o świecie wiedźmina, bo ostatnią jest Sezon Burz. To, że ty sobie interpretujesz, że numeracja dotyczy tylko sagi, bo tak ci wygodniej, to są już twoje domysły :D Sezon Burz jest ostatnią książką, tak samo jak pierwszą książką nazywają Ostatnie Życzenie, chociaż nie jest ona częścią sagi... Tak więc nic tu się nie trzyma kupy, poza tym, że bardzo chcesz mieć rację... Chyba, że chcesz mi teraz wmówić, że scena z Ciri siedzącą nad brzegiem jeziora i spotykającą mężczyznę pochodzi z "drugiej książki"...
No i właśnie, pominąłeś istotę całej dyskusji... Czyli to, że rozkręciłeś aferę na podstawie tego, że źle zrozumiałeś moją pierwszą wypowiedź... Do tego się już nie odniosłeś? :D Przecież to jest sednem wszystkiego... :D
Jak by nie numerować książek, to nie podważa tego co napisałem: Ciri miała być główną bohaterką i narratorką, opowiadającą własną historię, a serial miał rozpocząć się od Pani Jeziora, z Ciri siedzącą nad brzegiem.
I co, o tym już nie chcesz rozmawiać? :D Tak bardzo chcesz się skupić na detalach, że rozmywasz sedno...
Było pierwsze życzenie, tylko bardzo słabo podkreślone. Geralt chyba krzyknął, że chce mieć święty spokój, czy coś takiego, nie zauważając jeszcze, że dżinn się uwolnił i dusi Jaskra.
Ale tak poza tym, to zgadzam się, opowiadania brutalnie zarżnięte, sens względem książek wypaczony...
W wątku ze smokiem nie tylko same przedstawienie postaci i walki było słabe...
Yennefer dowiaduje się, jakie było ostatnie życzenie Geralta? (w książce wiedziała to od razu) i obrażająca się o to, że w takim razie to wszystko nie jest prawdziwe, że ich związek to tylko magia, a Geraltowi wyrzucająca, że ograniczanie czyjejś wolności do decydowania o sobie stało się jego znakiem rozpoznawczym...
Podobnie wcześniej Geralt wygadujący Yennefer, że nie rozumie po co ona chce mieć dziecko, skoro jej tryb życia na to nie pozwala i mówiący jej wprost, że uważa że nie nadaje się na matkę...
WTF? Przecież to jest totalne wypaczenie historii... Życzeniem Geralta było (prawdopodobnie) właśnie to, żeby stworzyli rodzinę lub coś w tym stylu... Na koniec podchodzą do Borcha, a ten mówi że już po ich twarzach widzi o co im chodzi (czy może sprawić że będą mieli dziecko), ale niestety nic z tego nie będzie...
Więc jak to się ma do tych bzdur, które i Yennefer i Geralt wygadują w serialu?
Dla Twojej informacji "od drugiego do ostatniego" to byłoby "FROM second to the last".
Po pierwsze, Pani Jeziora jest ostatnią a nie przedostatnią częścią sagi.
Fakt. Ale to jest tłumaczenie z wywiadu... Tak powiedziała Lauren. Może się pomyliła, może uznała że ostatni jest Sezon Burz, nie wiem. Nie zmienia to faktu, że tak brzmi jej wypowiedź.
Po drugie, "przedostatni" to "last but one" lub "one before last". "Second to the last" oznacza od drugiego do ostatniego.
Niby prosiłeś, żeby Cię poprawić, a jednak idziesz w zaparte... To też muszę Ci udowodnić, bo znów nie Twoją robotą jest sprawdzić sobie informacje? Czy jest w ogóle jakiś scenariusz zakładający, że sam sprawdzisz jakąkolwiek informację, czy zawsze ktoś to musi robić za Ciebie? Ty nie masz problemów z podawaniem niesprawdzonych informacji jak widzę...
Definition of second to last. : done or placed just before the one that comes last
the second to last paragraph
the second to last thing she said.
Merriam Webster Dictionary
znaczenia:
fraza przymiotnikowa
(1.1) przedostatni
https://pl.wiktionary.org/wiki/second_to_last
Wystarczająco źródeł? Czy jeszcze nic nie udowodniłem i muszę się postarać?
Co nie zmienia faktu że nie możesz swoich z dupy wyjętych domysłów podawać jako fakty.
Dobrze, że za to Ty możesz wszystko... Ty wiesz lepiej "bo tak" i z założenia racja jest Twoja, a ktoś musi wszystko udowadniać... :D
Po raz kolejny, to co ty sobie sądzisz czy nie sądzisz nie ma znaczenia ponieważ nie jest to żadnym faktem.
Przecież ci to wkleiłem w cytacie, sama to powiedziała... Znów problemy z tłumaczeniem, czy tylko tak bardzo chcesz iść w zaparte?
Nie próbuj się wymigać łapaniem za "słówka".
Komedia... Czyli teraz to już nawet wiesz lepiej, co ja miałem na myśli? :D Przekręcasz MOJĄ wypowiedź i to twoja interpretacja jest słuszna? :D Ja nie mogę snuć domysłów na temat Lauren, ale twoje "domysły" (niezrozumienie) o mojej wypowiedzi są słuszniejsze, niż to co ja napisałem i co Ci tłumaczę? :D
Widzę, że tu już w ogóle nie chodzi o fakty, tu chodzi o to, że Ty musisz mieć rację i koniec... A jak fakty mówią inaczej, to tym gorzej dla faktów...
Zamieniłeś sobie słowo "końcówka" (skoro Pani Jeziora jest ostatnią częścią, to pasuje to jeszcze bardziej), na "koniec" (a właściwie to nawet na "po końcu" czyli jeszcze dalej), zmieniając sens mojej wypowiedzi i wmawiasz mi, że masz rację, a ja się migam "łapaniem za słówka" :D
Skoro nawet moją własną wypowiedź przekręcasz jak chcesz i wmawiasz mi, że wiesz lepiej, to żadna ilość cytatów i dowodów z mojej strony niczego tu nie zmieni.
Pytanie tylko, dlaczego tak bardzo nie chcesz wierzyć w taką wersję wydarzeń? Nie pasuje Ci to ideologicznie, czy chodzi o to, że to ja nie mogę mieć racji?
Przynajmniej teraz wiem czemu tak się broniłeś przed pokazaniem tego wywiadu, po prostu wersja showrunerki jest skrajnie różna od tego co napisałeś.
Nie jest skrajnie różna.
Z tego co tu wyczytałem (jeśli się mylę to proszę mnie poprawić, mój angielski nie jest idealny) showrunerka w pierwszej kolejności chciała stworzyć wersję opowiadającą wydarzenia od 2 do 5 części sagi.
Faktycznie, Twój angielski nie jest idealny... Kiedy poszła pierwszy raz "sprzedać" Netflixowi pomysł zrobienia ekranizacji Wiedźmina, chciała zacząć opowieść od "second to the last" czyli PRZEDOSTATNIEJ ("drugiej od końca") części, którą jest "Lady of the Lake", czyli Pani Jeziora. Ciri miała opowiadać SWOJĄ historię spotkanemu mężczyźnie. Ciri miała być GŁÓWNĄ postacią i swego rodzaju narratorem.
Jednak nasza autorka cały czas miała wrażenie że będzie w tym zbyt mało spojrzenia oczami Geralta
Nie cały czas, tylko kiedy zaczęła pisać tę wersję, zauważyła że będzie tam za mało Geralta. Można się domyślić, że taka wersja po prostu by nie przeszła... Nie sądzę, że to Lauren tak się martwiła o biednego Geralta, skoro już na wstępie powiedziała, że to co ją interesowało, to opowiedzenie historii tych kobiet, z ich perspektywy, a nie oczami Geralta i uczynienie z Ciri głównej bohaterki serialu.
i któregoś pięknego dnia wpadła na to że opowie trzy przeplatające się opowieści.
No właśnie i w końcu wpadła na pomysł jak pogodzić swoją wizję, z koniecznością pokazania historii Geralta... Nie trzeba chyba być geniuszem, żeby zgadnąć jak brak Geralta odbiłby się na oglądalności i że Netflix raczej na to nie poszedł, co zmusiło ją do kombinowania... Sugeruje to nawet "when I first was pitching Netflix", czyli był raczej kolejny raz.
No sorry ale nie wiem jak to się ma do twoich rewelacji brzmiących:
Chciała opowiedzieć historię Ciri dziejącą się po zakończeniu sagi tylko Netflix zabronił jej tego.
Faktycznie, ja też nie wiem, jak to się ma do TWOICH rewelacji, chyba że pokażesz mi, gdzie ja napisałem, że to miała być historia Ciri "po zakończeniu sagi"... Napisałem "zaczynając od końcówki sagi". Przedostatnią książkę można chyba nazwać końcówką (nie końcem), a cytat wyraźnie mówi o opowiadaniu historii Ciri przez Ciri, zaczynając od Pani Jeziora? Więc jeśli cały ten raban był o to, że nie zrozumiałeś tego co napisałem, to daruj... Ale nie wmawiaj mi, że ten cytat pokazuje zupełnie coś innego niż twierdziłem. Najpierw nieuważnie przeczytałeś co napisałem, a później niepoprawnie przetłumaczyłeś jeszcze wstawiony fragment wywiadu. I na tej podstawie odtrąbiłeś zwycięstwo...
I nie broniłem się przed wstawieniem... W końcu jednak odwaliłem za ciebie robotę, bo tobie się szukać nie chciało, a mnie jałowa dyskusja zaczęła irytować.
Gdzie Ciri widziała Geralta i o nim słuchała? Przecież Calanthe robiła wszystko, żeby się nie spotkali...
Za to co do ich spotkania, nawet jeśli wykażę się dobrą wolą i uznam, że jakimś cudem poznała że to on i dlatego rzuciła mu się w ramiona, to i tak scena jest idiotyczna. Bo po tym rzuceniu Ciri jest zupełnie niezainteresowana Geraltem... Nie chce wiedzieć kim jest, dlaczego jest jej przeznaczeniem, itp itd. Totalnie nic. Rzuca mu się w ramiona i rozemocjonowana zadaje tylko jedno pytanie: "Kim jest Yennefer?"... Porażka. Dla mnie scena miała zerowy wydźwięk emocjonalny. Już w polskim serialu było to zrobione lepiej.
Jak dla mnie, to w momencie kiedy ktoś zaczyna usprawiedliwiać dlaczego coś jest złe, kończy się recenzja, a zaczyna "fanbojstwo" czy jak to zwał. Ogólnie mam wrażenie, że ludzie próbują stwarzać pozory własnego profesjonalizmu, poprzez odwoływanie się do kwestii budżetów, zawiłości procesu produkcyjnego itp itd.
Dla mnie kwestia jest prosta, liczy się efekt końcowy. Jeśli coś jest spie....one, to jest. Można szukać przyczyn, żeby uniknąć tego w przyszłości. Jednak gadanie, że powinniśmy na coś przymknąć oko bo..., to już co innego.
I zgadzam się, że gdyby adaptacja była udana, to nikomu by nie przeszkadzało, że jest adaptacją i nie trzeba by nad tym dyskutować. A jeśli nie jest, to po prostu twórcy zawiedli i tyle. Mam sobie wmawiać, że nie może mi się nie podobać, bo to adaptacja? :D
A już totalny zgrzyt mam, kiedy czytam że nie można oczekiwać świetnego scenariusza, bo nie mieli budżetu jak Gra o Tron... Bo przecież dobry scenariusz kosztuje... No tak, trzeba najmarniej światowej sławy twórcy, żeby ulepić coś sensownego z gotowych, bestsellerowych powieści...
Naprawdę od lat nieodmiennie zadziwia mnie, jak ludzie na forach internetowych domagają się przestrzegania rygoru dowodu naukowego dla wszystkiego o czym się rozmawia, choćby dyskusja była o d....ie :D Do tego najczęściej wybiórczo i wtedy kiedy im to pasuje...
Jak już napisałem, dla mnie po pierwsze to nie jest dysputa naukowa, żeby wszystko musiało mieć dowód. Po drugie, to nie są odkrycia, czy nowe teorie, tylko napisanie o czymś, co jak sam zauważyłeś jest dostępne w sieci i każdy może sobie wyszukać. Wymaganie, żeby to ktoś wyszukiwał nam wszelkich informacji, które chcemy mieć, to zwykłe lenistwo... Ja nie wiem, może teraz tak ludzi uczą, za moich czasów informacji szukało się samemu, teraz wszystko trzeba podać na tacy... Wstyd by mi było oczekiwać, że ktoś będzie za mnie czegoś szukał, zanim zadałbym sobie choćby minimum trudu, żeby sprawdzić to samemu.
Skoro napisałeś, że 15 sekund zajęło Ci znalezienie podobnego artykułu, to najwyraźniej da się. Nie poczuwam się w obowiązku do odwalania za kogoś roboty, kiedy tylko wyrazi takie życzenie. Jeszcze raz podkreślam, że mi nie zależy czy on mi wierzy, czy nie. Ale gdyby chciał twierdzić, że kłamię, to już on powinien dostarczyć na to dowody, a nie ja, że mówię prawdę.
Ale, żeby nie było, proszę bardzo:
To me what I wanted to capture is these women, before they were seen through the lens of anyone else. In the books all of the characters are met through Geralt. So you get Geralt's impression of them. And I wanted the world to see Ciri, who she was first.
[...]
When I first was pitching to Netflix, I pitched them a completely different version of the story, which I've actually never talked about before.
I pitched them a version of the story that actually started with the second to the last book, which is Lady of the Lake. Where Ciri sort of ends up sitting by a lake, meeting with a man and sort of telling her story. And I actually started with that narrative structure, which is to have Ciri be our focal character and be kind of our narrator.
The problem was is that, I realized as I started writting that version, that I wasn't getting enough of Geralt and his perspective, because it was all being told through Ciri.
So it actually took me a while, I went through several versions. And then I literally had one of those "aha" moments in the shower, and sort of jumped out of the shower and said to my husband, like does this make sense?
Can I tell all three of these stories at the same time and not have it be too confusing?
Nieistotne, właśnie sam podałeś powód dla którego twoje porównanie dyskusji na forum z sądem jest bezsensowne i nic nie wnosi. W dyskusji na forum NIE ISTNIEJE domniemanie że ktoś tam ma rację odgórnie.
Wnosi dokładnie tyle ile trzeba, tylko najwyraźniej tego nie rozumiesz... Domniemanie niewinności w sądzie istnieje właśnie dlatego, że w przeciwnym wypadku, dzień dnia ktoś mógłby Cię oskarżać o najprzeróżniejsze rzeczy, a Ty musiałbyś gromadzić dowody swojej niewinności lub zostać skazanym... Co generalnie nie dałoby Ci możliwości normalnego funkcjonowania.
I podobnie jest z forum, jeśli mam na życzenie każdego dostarczać dowody na wszystko co piszę, bo ktoś jest zbyt leniwy, żeby sobie poszukać ogólnie dostępnych informacji, to mogę na to stracić cały dostępny czas albo jeszcze mi go zabraknie...
Jakoś nie zauważyłem, żebyś dostarczał rozbudowaną bazę linków w każdej swojej wypowiedzi, na dowód wszystkiego co piszesz...
Poprosiłem o dowód na to, że Geralt jest tylko tłem w książkach... Nadal nie widzę, żebyś taki dowód przytoczył, a jednak użyłeś tego argumentu...
W dyskusji na forum NIE ISTNIEJE domniemanie że ktoś tam ma rację odgórnie.
A gdzie ja napisałem, że istnieje? To chyba jakieś kolejne niezrozumienie z Twojej strony... Ja napisałem, że jeśli nie masz dowodu, że nie mam racji, to nie zarzucaj mi kłamstwa. Natomiast masz pełne prawo zachować powściągliwość i nie wierzyć mi na słowo. Nie wierzenie to nie to samo, co napisanie, że nie mam racji. Dostrzegasz różnicę? Bo jest znacząca pomiędzy "twój argument jest nieprawdziwy", a "nie wiem czy twój argument jest prawdziwy".
To nie podawaj jako fakt argumentu którego nie jesteś w stanie obronić.
To nie był żaden argument, jeśli nie zauważyłeś, ja po prostu napisałem co wiem. A to dopiero Ty wkroczyłeś do dyskusji, domagając się jakichś dowodów... Przy okazji, pisząc o "racjonalnych pobudkach" do negowania tego faktu, masz na myśli co? To, że nie pasuje to do Twojego poglądu? To ja nie umiem obronić swojego "argumentu", czy Ty nie masz go czym podważyć? Bo generalnie to zrobiłeś wielkie halo z tego, że napisałem coś, o czym Ty nie słyszałeś...
Możesz nie wiedzieć i możesz nie wierzyć, ale to nie znaczy, że to co napisałem jest bezwartościowe i bezpodstawne.
O, już widzę, że schodzimy na drobne złościwości :D Nieodzowne zastępstwo dla argumentów...
Nie zarzucam ci kłamstwa tylko podważam wiarygodność tego co piszesz, z racjonalnych pobudek zresztą.
Więc jeśli podważasz, to miej jakieś podstawy. Powiedzenie "z racjonalnych pobudek" niczego tu nie wnosi.
Tak jak napisałem, masz prawo nie wierzyć, natomiast jeśli twierdzisz że to bzdury, to już miej jakiś dowód na to.
W sądzie dokładnie tak jest. Jeśli prokurator twierdzi że oskarżony jest winny to musi sędziemu udowodnić że ma rację.
No więc właśnie... Skoro stwierdzasz, że piszę bzdury, to udowodnij, że tak jest.
Jeśli chcesz wyłącznie stwierdzić, że nie masz takich informacji, więc nie chcesz się do tego odnosić, to ja z tym nie mam problemu. Ale wołanie że ja Ci coś muszę udowadniać. to już kpina.
Dokładnie, jeśli będę twierdził coś o rzeczywistości to masz prawo, w ramach dyskusji, poprosić o podanie dowodów/argumentów które sprawiają że twierdzę tak a nie inaczej.
Tak? Proszę bardzo, to na początek udowodnij mi, dlaczego twierdzisz, że Geralt jest tylko tłem w książkach.
Domniemanie niewinności wprowadzono dlatego że sędzia na końcu procesu nie może powiedzieć "nie wiem kto ma rację"
Otóż nie, domniemanie niewinności wprowadzono dlatego, że nie można skazać człowieka na podstawie niewystarczających dowodów winy, gdyż byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe i niemoralne. W przeciwnym wypadku sędzia mógłby skazywać ludzi, chociaż ich wina byłaby niepewna.
Dokładnie, jeśli będę twierdził coś o rzeczywistości to masz prawo, w ramach dyskusji, poprosić o podanie dowodów/argumentów które sprawiają że twierdzę tak a nie inaczej.
Oczywiście, poprosić mogę, ale domagać się? Moja niewiedza w jakimś temacie jest moim problemem, a nie podstawą do tego, żeby zarzucać Ci że mówisz nieprawdę. Mogę najwyżej powiedzieć, że nie mam wystarczających informacji, żeby stwierdzić czy masz rację.
A ja tak jak napisałem, nie będę teraz poświęcał godzin na przekopywanie YT w poszukiwaniu tamtego wywiadu. Jeśli ta informacja tak bardzo Cię ciekawi, to możesz poszukać sam.
To tak z ciekawości... Dlaczego w serialu od razu dostajemy dogłębne wątki pochodzenia Yennefer i Ciri, przedstawiające postacie i ich motywacje, a producentka nie pokusiła się nawet o przedstawienie historii Geralta? Przecież serial jest kierowany do szerokiej publiczności, a nie fanów książek, więc wcale nie muszą oni znać postaci i wiedzieć, kto to taki jest "wiedźmin"... Czyżby jednak postać Geralta nie była specjalnie w kręgu zainteresowań Lauren?
Piszę na forum publicznym, zgadza się. I co z tego wynika? "Sprawdzam" możesz mówić... Jeśli gdzieś się pomylę czy skłamię, to masz prawo mi to wytknąć. Ale to nie działa na zasadzie "póki nie udowodnisz,to kłamiesz".
To ja mam obowiązek uzupełniać braki wiedzy każdego uczestnika forum? Jak ja chcę sprawdzić jakieś informacje, to szukam, a nie oczekuję, że ktoś ma mi wszystko podać.
Krótko mówiąc, według Ciebie to działa tak, że Ty możesz komuś w dowolnym momencie zarzucić kłamstwo, a to ten ktoś musi udowadniać, że mówi prawdę? :D Coś tu chyba nie gra...
Więc nie dziw się że traktuję twoje rewelacje jako niezbyt wiarygodne.
Masz pełne prawo traktować je jak tylko zechcesz. Możesz mi nie wierzyć, ale to nie to samo, co zarzucać mi, że mówię nieprawdę.
No mogę, tylko że tzw. ciężar dowodu leży po stronie tego który tezę stawia a nie tego który zachowuje się względem niej sceptycznie, to chyba oczywiste.
Tylko chyba pomyliło Ci się z rozprawą naukową... Ja nie tworzę tu żadnych nowych teorii, ani nie odkrywam nieznanych faktów. Mówię o czymś, co zostało powiedziane i co jest dostępne w sieci do sprawdzenia. Jeśli nie chce Ci się szukać, to nie szukaj. Natomiast jeśli zarzucasz mi jakieś kłamstwo, to już wypadałoby mieć dowód, a nie oczekiwać, że to ja będę poświęcał czas na szukanie dowolnych informacji, jakich tylko ktoś sobie zażyczy.
Jeśli mielibyśmy iść tą drogą, to ja mogę zacząć się od Ciebie domagać dowodów na każdą jedną rzecz, którą napiszesz, a Ty będziesz stawał na rzęsach, żeby to udowadniać. Widzisz absurd sytuacji?
Ja tylko napisałem co wiem na temat powodu takiej konstrukcji fabuły. To Ty podałeś to w wątpliwość i zacząłeś się domagać źródeł. Nie będę teraz na nowo przeszukiwał YT, żeby odnaleźć jakiś wywiad który oglądałem ze 2 tygodnie temu... Równie dobrze możesz sobie poszukać, skoro tak bardzo potrzebujesz twardych dowodów.
Źródłem jest sama showrunnerka i mówiła o tym w wywiadzie. Jest gdzieś na YT.
A to, że Geralt nie jest w sadze najważniejszą dla losów świata postacią to jedno, jednak skoro poznajemy świat z jego perspektywy i w większości czytamy o jego przygodach, to chyba jednak nie jest tylko tłem w książce...
Wiem że Twórcy nie wiedzieli czy będą kolejne sezony ale tak okroić opowiadania to woła o pomstę do nieba. Po co chcieli wszystko upchać w tych 8 odcinkach? Nie mogli skupić się na tych kilku opowiadaniach i oddać ich pełen książkowy klimat żeby wciągnąć widza?
Mogli... Ale nie chodziło o niepewność przyszłych sezonów... Tylko o fakt, że głównodowodząca miała własną wizję serialu o wiedźminie... A było nią opowiedzenie historii Ciri i Yennefer, silnych kobiet... Pierwotnie chciała w ogóle opowiadać historię Ciri, zaczynając od końcówki sagi... Tylko temu, że Netflix nie zgodził się na jej pomysł, zawdzięczamy fakt, że musiała znaleźć sposób, jak z powrotem wcisnąć Geralta do serialu...
Przysłuchaj się tekstom jakie rzuca Yennefer do Geralta w paru momentach, to szybko się połapiesz jaką rolę mu wyznaczyła :D
Pierwszy raz widzi gościa i rzuca mu się na szyję... Wykażmy się jeszcze maksimum dobrej woli i załóżmy że jakimś cudem wyczuła, że to jest ten Geralt, którego miała odnaleźć... Rzuca mu się więc na szyję i co? Żadnej rozmowy, wyjaśnień... Pierwsze i jedyne słowa jakie wypowiada: "Kto to jest Yennefer?"...
Rzeczywiście, od razu poczułem tę więź przeznaczenia i znaczenie Geralta w tej historii...
Co Ty opowiadasz? W opowiadaniach jest porządek. Tutaj jest pomieszanie z poplątaniem, bo scenarzystka uparła się już od początku wprowadzić do historii Ciri i Yennefer, które w książkach pojawiają się później... To dlatego nie dało się tego zrobić bez tego ciągłego skakania... Inaczej musiałaby zacząć opowiadać historię "od połowy" i nie wracać do wcześniejszych wydarzeń...
Ja nie jestem żadnym głosem ludu, piszę własne zdanie. To akurat ty mnie za nie obrażasz, a nie na odwrót, więc nie sil się na moralizowanie... Póki co, to widzę że próbujesz mi przypisać własne frustracje.
I oczywiście, ty mnie obrazić nie chciałeś, samo tak wyszło... Ty jesteś zawsze ten dobry przecież :D Ja to co innego... :D
Kończę "dyskusję" z tobą, bo widzę że próbujesz mnie pobić doświadczeniem.
PS. Ja niczego nie robiłem między wierszami... Odpowiedziałem ci wprost i wyłącznie tym samym, co skierowałeś do mnie.
Ja ci wytykam nieznajomość medium? :D Przecież napisałem to, bo zauważyłem twój komentarz, w którym piszesz, że obejrzałeś dopiero 3 odcinki...
Ynteligentem to trzeba być, żeby obrażać kogoś za to, że wyraził niepodobającą ci się opinię i jeszcze iść w zaparte, komentując serial, którego nie obejrzałeś, ale i tak wiesz lepiej... To się dopiero nazywa frustracja. Nie chcesz uchodzić za frustrata, to nie obrażaj ludzi z powodu odmiennych opinii o serialu... Ynteligencie.
A do reszty się nie odniosłeś, dlatego że nie ma sensu i że czepiam się o niezgodności z książką, tylko dlatego że o bardziej jasne przykłady feministycznych bredni niż w scenie z dżinnem to już chyba trudno...
Ja w przeciwieństwie do ciebie potrafiłem chociaż przyznać, że gdzieś się pomyliłem. Ty frustracie potrafisz tylko obrażać. Chyba już wiem, czemu ci tak po drodze z feminizmem :D
Nie film rządzi się innymi prawami, tylko producentka za główny cel postawiła sobie opowiedzenie historii Yen i Ciri, a nie Geralta. A dopiero to wymusiło tę całą ekwilibrystykę i ciągłe skakanie w czasie. Mogła to stworzyć normalnie i byłoby ciekawiej i dogłębniej przedstawione, bez wykładania na szybko i na siłę wszystkich wątków postaci, ale wtedy musiałaby kręcić pierwszy sezon o Geralcie, a to przecież by u niej nie przeszło.
I tak mamy szczęście, że Netflix nie zgodził się na jej pierwotny pomysł, w którym serial miał być o Ciri i zaczynać się w sumie od końcówki sagi, a Geralta miało w nim prawie nie być.
Może daruj sobie psychoanalizy mojej osoby co i moich "wyraźnych problemów"? Jak ja to kocham, kiedy fanboje dowolnych opcji, czują taką wyższość moralną, że z powodu odmiennej opinii dają sobie prawo do obrażania dyskutujących na forum...
Może ciebie nie uderza, a może nie znasz książek. Pokaż mi gdzie w książkach są pokazane takie poglądy jak w serialu...
Tak, przesłuchałem jeszcze raz dialog, faktycznie nie powiedział o walce z ludźmi, powiedział o rośnięciu w siłę. Za to Toruviel powiedziała o kontynuowaniu walki, zaczynając od teraz, na co król przystał... Zaś Geralt gotowy był umrzeć, byle tylko nie nazywali go człowiekiem :D
Dziwne, że nie odniosłeś się do pozostałych przykładów, które przytoczyłem. Czyżbyś nie zrozumiał prostego tekstu?
A przepraszam... Ty już zdążyłeś mi zarzucić problemy, chociaż jeszcze nie obejrzałeś serialu... Gratuluję. Ciekawe jak miałbyś dostrzec ten feminizm w czymś, czego nawet nie obejrzałeś :D Kto tu ma problemy...
Gdzie w książkach Yen świadomie kazała sobie wyciąć narządy rodne, jako cenę za karierę? Gdzie było tyle feministycznego chrzanienia o tym, jak to rola matki ogranicza kobiety przed dokonywaniem wielkich rzeczy? Gdzie było o tym, że lepiej żeby dzieci umierały (w domyśle były poddane aborcji) niż żyły na świecie z niepewnym losem? Gdzie były pretensje Yen jakoby została zmuszona do bycia czarodziejką i siłą odarta z możliwości posiadania dziecka?
W ogóle gdzie sens w poszukiwaniu lekarstwa, skoro dała sobie wyciąć macicę?
Gdzie w opowiadaniu "Kraniec świata" Geralt powiedział elfom, że powinny nabrać gdzieś sił i walczyć z ludźmi? :D Przesłanie totalnie wypaczone względem książki... No ale jak feministka prowadząca serial miałaby umieścić dialog, w którym Geralt mówi elfom, że muszą się dostosować do zmieniającego się świata i nauczyć żyć z ludźmi, a nie mścić się w ślepej nienawiści na tym, kto się akurat nawinie i ostatecznie zginąć? Jak to tak? Pokrzywdzona mniejszość miałaby nie posuwać się do przemocy w "walce o swoje"? :D
A scena z dżinem? Gdzie Yennefer zamiast powiedzieć Geraltowi, żeby uciekał, kiedy próbuje ją odciągnąć od dżina wiedząc, że ten ją zabije, wykrzykuje jakieś kretyńskie:
"Bohaterski obrońco, szlachetny psie... Mogę odnieść sukces wyłącznie na twój rozkaz? Poradzę sobie sama... Wyp.....aj" :D
No wypisz wymaluj jak w książce... Nikt tu nie przemyca żadnej swojej idiotycznej feministycznej ideologii :D
Dużo tu jest wypaczeń względem przekazu książki, ale to opowiadanie przebiło chyba wszystko. Tak to jest, jak się zaczyna na siłę wciskać własną idelologię do dzieła, które nie do końca do niej pasuje...
Błagam, nie opowiadajcie tylko, że nie da się zrobić dobrego scenariusza bez setek milionów dolarów...
Problemem jest podejście głównej odpowiedzialnej za serial, która to jako feministka, wymyśliła sobie, że opowie głównie historię Ciri i Yennefer i wszystko podporządkowała temu celowi jak widać... Gdyby nie ta obsesja związana z ukazaniem "silnych kobiet", to można by było spokojnie tworzyć fabułę w kolejności, w jakiej dzieje się to w książkach i wszystkim by to wyszło na dobre. To nie jest kwestia budżetu.
Jeśli od serialu oczekujesz tylko scen walki, to spoko.
Czego ludzie nie widzą? Przesłania. Książki były o czymś, serial jest jakąś papką z mądrościami godnymi feministek.
To było z wypowiedzi Bagińskiego, że w drugim sezonie zbroje zostaną zmienione, a nie jakieś wymysły ludzi.
Jak na razie obejrzałem 6 odcinków i szczerze mówiąc, jestem raczej rozczarowany...
Serial jako tako daje radę, ale liczyłem na coś lepszego.
Denerwują mnie ciągłe przeskoki akcji w czasie, równocześnie toczą się wątki rozgrywające się w zupełnie innych czasach. Ja znam książki, więc się w tym łapię, ale sądzę że dla kogoś świeżego w tym temacie, to może być trudne do ogarnięcia, bo często dopiero po występujących postaciach lub uważnym śledzeniu dialogów można się połapać, że coś się dzieje wcześniej lub później.
Strona wizualna jak dla mnie ok, nie będę się ani czepiał, ani chwalił.
Muzycznie jestem rozczarowany, zdecydowanie wolałem bardziej "słowiański" i plemienny rodzaj muzyki z gier, tutaj to muzyka jak w każdym innym serialu, niczym się nie wyróżnia.
Geralt daje radę, podobnie jak Yen i Ciri, jeśli chodzi o grę aktorów. Ale już np. taka Calanthe była dla mnie irytujaca z tą dziwną manierą.
A teraz gwóźdź programu, który powoduje, że flaki mi się wywracają momentami...
Mega pocięte historie z opowiadań, momentami wciśnięte wręcz na siłę, jak kraniec świata, z którego nie zostało nic.
Co gorsze, te historie i dialogi są nie tylko spłycone, ale wręcz wypaczone i zmieniają sens oryginału... Niestety, w serialu widać zaangażowanie ideologiczne pani producent... Kiedy słyszę kolejne dialogi wyrzygujące feministyczne bzdety, to momentami mam ochotę wyłączyć TV. Miałem nadzieję, że da się tego uniknąć, ale niestety...
Gdyby nie pośpiech i feministyczne zapędy producentki, to pewnie samych opowiadań wystarczyłoby na sezon albo i dwa, w dodatku dałoby się to przyjemnie oglądać.
Jak dla mnie w okolicach 6-7/10 bo jestem fanem Wiedźmina. Chociaż może właśnie jako fan powinienem odjąć punkt za to, co wyprawiają z fabułą i klimatem.
W przyszłym sezonie powinni zmienić osobę odpowiedzialną za serial, bo inaczej to będzie ciężkostrawne.
Biorąc pod uwagę, że Pół Wieku Poezji Później oceniłeś 10/10, a tu 7/10 to chyba ten serial musi być mega gniotem...
Powiedziałbym, że grając postać rzekomo pozbawioną emocji, radzi sobie całkiem dobrze.
Chociaż lepszy byłby Ben Affleck :D
No i tutaj się nie zawiodłem...
Zobaczcie sobie, jak można zrobić niskobudżetowy film, kiedy się wie, co się zrobić zamierza...
A mogli się np. zawziąć, że nakręcą bitwę husarską z wielkim rozmachem... ;D
Ale skąd pewność, kto co robi z sercem, a kto nie? Skąd możesz to wiedzieć?
A jeśli już tak do tego podejść, to ja zapytam... To czemu fani zrobili ten film dopiero teraz, na podstawie gier? Liczyli na łatwe zdobycie popularności? Czemu nie nakręcili tego wcześniej i w oparciu o książki? Jak widzisz bardzo prosto jest się doszukać motywacji innych niż serce i pasja.
Ja nie oczekuję, że postaci kobiece będą zmarginalizowane, ale oby się nie okazało, że Geralt to jakiś męski pomiot szatana, który tylko im przeszkadza. Skoro ulubioną postacią producentki jest Renfri, jak powiedziała i najwyraźniej opowieść chce zacząć od tego wątku, przedstawiając ją jako tą dobrą, to nie wiem jak to wróży Geraltowi...
Obawy mam, a zobaczymy jak to będzie...
Ja jak na razie to nabieram obaw o jedno. Czy producentka nie będzie chciała na siłę zrobić z tego jakiejś feministycznej wersji, bo z materiału w którym opowiada o serialu, widać że strasznie jara się postaciami kobiecymi i oby nie było tak, że zechce pod nie przekręcić całą historię.
Jak na razie trzymam kciuki za serial, co będzie to się okaże.
Czy w takim razie wygłaszanie wniosków o tym jaki ten serial będzie super, jak zajebiście dobrali aktorów itd. również mija się z celem?
Oczywiście, że tak. Zauważ, że ja w żadnym miejscu nie piszę, że będzie super itd.
I wyzywanie tych którym zmiany się nie podobają od rasistów jest idiotyzmem.
Ja nie wyzywam tych, którym zmiany się nie podobają od rasistów. Poczytaj komentarze na YT pod filmikiem o Yen np. to zrozumiesz o co mi chodzi. Kaliber obelg dotyczących rasy, jakie tam padają jest porażający. To jest tak samo porażający fanatyzm, jak ten ze strony SJW.
Nie muszę być rasistą by chcieć by białą postać zagrał biały aktor/aktorka.
Ja też bym chciał, ale nie będę wulgarnie obrażał ludzi za to, że coś jest nieco inaczej. Gdyby Yen miała zagrać np. murzynka, to miałbym już potężny zgrzyt, ale powiedzmy że to co widzę jeszcze nie przekracza moich granic wyobrażenia o postaci. Wiadomo, że jeśli nasz obraz w głowie jest skrajnie inny, to ciężko to oglądać i wczuć się w opowieść. Ale tak jak pisałem, dopóki jakieś tam granice odstępstw są zachowane, to moja wyobraźnia jest na tyle elastyczna, że się z tym uporam ;) Dużo większym problemem będzie dla mnie, jeśli faktycznie konstrukcja postaci okaże się kompletnie inna charakterologicznie itd. Wtedy będę się wkurzał.
ubie jak rzeczy i osoby są na swoim miejscu a nie wpierdala się je wszedzie bo (zgodnie ze słowami showrunnerki) Ameryka ma wielki dług wobec ludzi kolorowych przez niewolnictwo.
Ja też, ale jeśli serial będzie dobrze zrobiony, to poglądy showrunnerki nie będą mi przeszkadzały w jego oglądaniu. Tak bardzo chcę wreszcie zobaczyć dobrą adaptację, że nie zamierzam jej bojkotować.
Postać Yen jest bardzo ciekawie poprowadzona u Sapkowskiego. Dopiero strzępy informacji rzucone tam i tu pozwalały odkryć dlaczego jest TAKĄ suką (bo chyba nikt za nią nie przepadał na początku). Tutaj traktują widzów jak debili i wrzucają to w pierwszy sezon (drugi odcinek podobno). Plus jej przemowa do martwego dziecka (fragment scenariusza ktory jest dostepny) skrajnie nie pasuje do Yen.
Nie śledziłem scenariuszy itd. żeby nie psuć sobie zabawy. I wolę się jednak przekonać. To prawda, u Sapkowskiego jest to poprowadzone inaczej. Jednak adaptacja ma swoje prawa, jeśli przedstawią tę informację wcześniej, to pewnie odrze to nieco postać z tajemnicy, z drugiej strony pomoże ją lepiej zrozumieć przeciętnemu widzowi. Może nie chcieli, żeby jedna z głównych bohaterek wydała się nie do polubienia? Nie mam pojęcia. Może wczesne przedstawienie jej pochodzenia zmieni sposób prowadzenia historii, ale czy zmieni postać? Przecież charakter pozostanie ten sam (oby).
Owszem, ale jak ktoś subiektywnie pisze prawde objawioną że wygląda na dwadzieścia pare to ja mu odpowiem inną subiektywną prawde objawioną. Dla mnie wygląda jak dziecko. Nijak mi to nie pasuje, a ciało dwudziestolatki to niektóre czterdziestki mają, jednak nikt nigdy nie powie że wyglądają jak dwudziestki ;).
Ale to nie jest "prawda objawiona", bo ona MA dwadzieścia parę lat. No błagam Cię, mamy teraz stosować podejście typu "ja uważam inaczej, a jeśli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów"? Ma 23 lata i jej wygląd mieści się w spektrum wyglądu dwudziestoparolatek. W moim odczuciu wygląda na 20-parę, więc zobacz jak bardzo subiektywne to jest...
I skąd inni mają pewność że na pewno super zagra? Nie wiem. Ot misterium. Pewność że będzie super jest dozwolona, pewność ze będzie dezynteria, defetyzm i dezercja to nikt prawa miec nie może.
Ale powiedz mi, kto ma pewność? Ja wszędzie piszę, że z tego co widziałem, wydaje mi się, że może to zagrać dobrze. Zauważ pewne istotne punkty tej wypowiedzi... "z tego co widziałem", "wydaje mi się", "może". To jest pewność?
A z kolei inni piszą, że to będzie g....o, że ona się nie nadaje itd. Nie widzę tu obaw i przypuszczeń, to są już kategoryczne stwierdzenia, że tak jest, bo to już widać. To chyba subtelna różnica?
Ja to ja, i to moje zdanie ale tak. Z góry jestem negatywnie nastawiony na wszelkie zachodnie próby tłumaczenia i adaptowania wiedźmina. Właśnie ze względu na słabośc języka angielskiego w przekładzie jak i zupełnie inny rodzaj mentalności.
Przekłady zawsze coś tracą i coś zmieniają, w każdym języku, taka natura rzeczy. Jakoś nie płaczemy z powodu tego, że przez lata oglądamy najróżniejsze produkcje z lektorem, czy dubbingiem. W3 o ile kojarzę też przecież był produkowany po angielsku a na polski tłumaczony... Dlaczego polskie tłumaczenie serialu nie może być dobrze zrobione?
No ja jednak wolę żeby coś powstało, niż miało nie powstać wcale.
Dość silnie było to implikowane, na pewno nie widziała go jak brata.
No właśnie o ile pamiętam, to relacja nie była zdefiniowana. Nie traktowała go wprost jak ojca, bardziej jako takiego opiekuna, którego zesłało jej przeznaczenie. Równie dobrze mogła to być relacja mająca w sobie coś z braterskiej. Znasz przypadki rodzin, gdzie między rodzeństwem jest np. 15 czy 20 lat różnicy? Wtedy taki starszy brat/siostra są w zasadzie trochę takimi rodzicami, a trochę rodzeństwem. Nie widzę jakiejś straszliwej pomyłki w jej odczuciu, bo w pewnym sensie trudno to zdefiniować. Może ona tak to sobie wyobraża...
Dochodzimy jednak do największej i najbardziej wnerwiającej zmiany - usunięcie przeznaczenia. Calanthe mówiąca Ciri wprost by znalazła Geralta jest jak strzał w ryj. Największym motywem dla mnie tych książek jest właśnie przeznaczenie, że możemy od niego uciekać, skręcać w lewo gdy powinniśmy w prawo a i tak je spotkamy. A tu quest jak z kiepskiego rpga, idź znajdź, pogadaj.
No takie kwestie ocenię po obejrzeniu.
Sapkowski mądrze powiedział że widząc same składniki zupy, samego smaku zupy nie ocenimy. Ja na to odpowiem: "Jeśli widzę że ktoś do gara wrzuca gówno, to ja tego nie jem"
Jeśli faktycznie detale w sferze wizualnej nie pozwalają Ci dostrzegać samej historii itd. to cóż mogę powiedzieć. Przykro mi? Ja mam to szczęście, że po chwili przestanę się na tym skupiać i będę oglądał.
A teraz co ciekawsze... Aktorka grająca Ciri jest biała, zgadza się cera, oczy itd. I już wszyscy piszą, że obsada Ciri ok. A to, że akurat na starcie serialu ma 18 lat, już nikomu nie przeszkadza? Przecież powinna być młodsza...
Akurat mi to bardziej nie pasuje, niż wygląd Yen... I jeśli wyglądają jak siostry, to nie dlatego że Yen jest za młoda, tylko odwrotnie... Zastanawiam się, jak 18 latka zagra małą dziewczynkę i jak jej wiek wpłynie na przedstawienie historii i budowanie relacji między nią, a Geraltem i Yen. Bo o ile łatwo jest zrozumieć, że Geralt opiekuje się małą dziewczynką, to w przypadku 18 latki, dla niezaznajomionego z historią widza, może to już być mylące :D
I jak tu być przekonanym, że niektórym chodzi wyłącznie o zgodność z książkami, a nie pochodzenie aktorów?
Która uważa że Geralt i Ciri są jak rodzeństwo? Cudowna rodzina, dwie siostry i jeden brat który puka siostre.
A tak z ciekawości, bo może nie pamiętam już albo mi umknęło... Gdzieś było powiedziane, że Ciri uważa Geralta za ojca?
Co prawda książki czytałem dawno temu, ale nie pamiętam, żeby akcja działa się w średniowiecznej Polsce...
Czyli klasyczne "ja uważam że będzie fajne a reszta trzym ryj"?
Ja bym raczej powiedział, że nie ma po co stwierdzać z góry, że to się nie nadaje. Jeśli chodzi o "Pół wieku poezji" o którym dyskutowaliśmy w osobnym wątku ;) to ja przed obejrzeniem też ani jednego złego słowa o tamtej produkcji nie powiedziałem i nie oceniałem, że to do niczego, bo już po trailerze widać. Wygłaszanie wniosków na podstawie przypuszczeń mija się z celem. Trailery to nie film czy serial i mogą nie oddawać rzeczywistości zarówno na plus jak i minus.
A ludzie już teraz posuwają się do jakichś totalnych bluzgów i wylewania pomyj...
Znów - dla ciebie. Dla mnie i innych (patrząc po negatywnych reakcjach) nie. Jej wypowiedzi również nie pokazują by poznała postać. Ale co się dziwić jeśli z miejsca robią z niej pokrzywdzoną przez system ofiarę losu (to już wiemy).
Ale wiesz, że tak by było absolutnie z każdą jedną aktorką? Tobie by się podobała, a komuś nie... Jeśli chcesz mieć komfort widzenia postaci oczyma wyobraźni, to takie doznania zapewnia tylko i wyłącznie książka. A nie możesz nawet wiedzieć, czy wyobrażasz ją sobie tak, jak widział ją autor...
Co do "robienia z niej pokrzywdzoną przez los", to chyba nie skłamali w stosunku do książki, co do jej przeszłości? A z trailera nie wiesz jeszcze, na jakim etapie serialu ten wątek zaprezentują, ani jak będzie poprowadzona postać... Naprawdę, po co dywagować przed obejrzeniem?
Anya wygląda co najwyżej na 18.
I to jest znów w pełni subiektywne odczucie... Dla mnie nie wygląda jak 18 latka, bo 18 latki wyglądają dla mnie jak dzieci, z racji tego że jestem ponad 2 razy starszy. Aktorka ma 23 lata, wiec w tym względzie jest chyba dobrana idealnie... A jeśli Tobie wygląda na 18, to może to być np. wina tego, że w filmach aktorzy w wieku lat 20-stuparu albo 30 notorycznie grają nastolatków...
Wiele osób uważa ze tym czymś jest mniejszościowy rodowód.
Uważać mogą co chcą, pytanie czy wiedzą? U nas powszechnie uważa się, że jak ktoś ma pieniądze, to złodziej... I co z tego wynika?
Ja z tego co na razie zobaczyłem, mam wrażenie że aktorka ma szansę dobrze zagrać Yen i jej charakter. Ocenię jak obejrzę. Ale skąd niektórzy już teraz mają pewność, że nie potrafi, to nie mam pojęcia.
Nie da się przetłumaczyć na angielski wiedźmina. I to pokazał już CDPR (tak odniose się do gry, wiem serial jest na książkach) którego angielska wersja językowa brzmiała jak okrojony wiedźmin. To nie to samo.
Jeśli tak stawiasz sprawę, to rozumiem że żaden film ani serial o wiedźminie nie ma prawa nigdy poza Polską powstać? Bo chyba nie sądzisz, że gdzieś go nakręcą po polsku? I w tym momencie to problemem nie jest żadna aktorka, jej pochodzenie, czy cokolwiek innego, bo i tak wszystko jest z góry skazane na porażkę?
W biznesie zawsze robi się ustępstwa, które przyciągną klientów. Więc jeśli o to chodzi, to trudno się Netflixowi dziwić.
Bardziej martwi mnie, jeśli ktoś robi coś na siłę, w imię jakiejś ideologii.
Tak czy inaczej, o ile sam mam poglądy dość konserwatywne, to uważam że fanatyzm zasługuje na potępienie w każdej formie.
Ja rozumiem, że fajnie jest jeśli adaptacja jest raczej wierna książkom. Ale robienie jakiejś mega dramy, ordynarne bluzganie na aktorów itd. bo nie spełniają czyjegoś wyobrażenia o postaci, to jest takie samo upośledzenie umysłowe, jak domaganie się, żeby pod przymusem wszędzie wprowadzać po równo "wszystkich". Tym bardziej, że postać KAŻDY wyobraża sobie inaczej i absolutnie nigdy nie dobiorą aktorów tak, żeby wszystkich zadowolić.
Ja rozumiem, że książki są autorstwa Polaka i że jest w nich zawarte dużo z naszej kultury. Ale nie tylko z naszej i to nie jest jakaś tysiącletnia tradycja, którą ktoś podeptał. Jak widać sam autor był obecny przy tworzeniu serialu, to chyba nie poczuł, że zdeptano jego godność przez zohydzenie jego dzieła?
A wytłumaczcie mi, jakim cudem podobały Wam się gry od CDR? Przecież to było jakieś świętokradztwo... Geralt z Triss, a nie Yen? Postaci nie pasujące do opisów z książki? W ogóle jakiś dramat... Powinni im spalić studio...
Z jednej strony poprawność polityczna na siłę, a z drugiej zobacz, co się dzieje pod filmikami na YT... Ilość najgorszego sortu pomyj, jakie nasi turbosłowianie wylewają na aktorkę jest przerażająca... Ja naprawdę nie wiem co gorsze, ale czytając te brednie miałbym ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, kiedy pomyślę, że tak będą kojarzyć Polskę, dzięki pierwszej zachodniej produkcji o wiedźminie...
Jeśli ktoś bardzo chce nas przedstawiać jako rasistów i zacofanych ksenofobów, to teraz ma pożywkę, o jakiej tylko mógłby marzyć. I to jak na ironię, z powodu adaptacji książek, traktujących w dużym stopniu o nietolerancji, głupocie i nienawiści...
Co Ty opowiadasz? A z czego wywnioskowałeś, że jest mdła? Ja właśnie z oglądanych scen widzę, że potrafi zagrać wyniosłą i zimną, kiedy trzeba, a wyglądać ciepło i kobieco kiedy chce. Zresztą szukałem występów tej aktorki i zdecydowanie "mdła" to ostatnie co bym o niej powiedział. Dlatego jestem dobrej myśli. Ale ocenię jak obejrzę pierwsze odcinki... Zazdroszczę, że już teraz potrafiłeś sobie wyrobić pełną opinię, ja takim znawcą nie jestem.
Publikacja "listu od czytelnika", w którym to wychwala PWPP, podkreślając że fani są zachwyceni i cytując jak to już przed premierą chwalili, że film będzie lepszy niż Netflixa ;D Aż ocieka obiektywizmem :D
Ja powiem tak, gdyby go wydali 2-3 tygodnie później, to jest spora szansa, że nikomu nie przyszłoby nawet do głowy nazywać go najlepszym filmem o Wiedźminie jaki powstał :D A tak można przez chwilę zrobić sobie fejm :D
Widzę, że idą za ciosem i napędzają sobie marketing jak się da.
Bo w ogóle nie robimy nic z s-f/fantasy. I może to przejaw instynktu samozachowawczego i zdrowego rozsądku?
Ale jeśli już tak grubo jechać, to dla mnie choćby Legendy Polskie prezentują się lepiej.
Do Wiedźmina można się słusznie czepiać, ale już serial nie był tak pocięty jak sam film i dla mnie był jednak lepszy.
W ogóle co jest istotą filmu? Scenografia? Ujęcia? Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu jest historia. Film, jak by go nie upiększyć, jeśli jest o niczym, to jest dla mnie stratą czasu. Takie idealnie pasujące sformułowanie - przerost formy nad treścią. A PWPP jest dla mnie po prostu filmem o niczym w większej części. I to jest jego największy problem.
Czy chciałbym ten film obejrzeć jeszcze raz? Nie.
Czy mnie wciągnął? Nie.
Czy zapłaciłbym za obejrzenie go? Nie.
Czy był dla mnie warty półtorej godziny czasu? Nie.
Czy zainteresowała mnie historia i bohaterowie? Nie.
Biorąc pod uwagę takie kryteria i to jeszcze uwzględniając, że naprawdę jestem fanem wszystkiego co z Wiedźminem związane, to trudno mi powiedzieć, że film się broni i że jest dobry. Mimo kostiumów itp itd. A to, czy gdzieś nakręcili ujęcie bez cięć itd. to jest sprawa drugorzędna, na którą mogę zwrócić uwagę, jeśli główne kryteria wypadają pozytywnie.
To czy aktor zagra dobrze, czy źle ma ogromne znaczenie dla odbioru. Ale jeśli nie ma czego zagrać, bo postać jest płytsza od kałuży, to już jest dramat.
Jeśli marnie zagrany film o niczym, jest najlepszym co nakręciliśmy od 30 lat, to można wpaść w depresję.
Chociaż tu znów wpadamy w pułapkę tworzenia kategorii. Bo jeśli nie kręcimy w Polsce w ogóle fantasy, to trudno przegrać, nie mając konkurencji.
No właśnie z tego co do tej pory widziałem, to potrafi zagrać zimną i wyniosłą kiedy trzeba. Jak dla mnie to idealnie pasuje do tej postaci.
No siłą rzeczy Wiedźmin będzie bardziej kameralny od Gry o Tron, bo to nie jest opowieść o władcach 7 królestw, ich wielkich konfliktach, bitwach itd.
Tylko o garstce bohaterów splątanych przeznaczeniem. Sam Sapkowski twierdził, że obraz świata kreował tylko na tyle, na ile mu to było niezbędne do historii. To inny rodzaj opowieści. Co nie znaczy, że nie może być ciekawszy.
No więc z tego co piszesz, wynika że po prostu nie należy oceniać filmów ze względu na czas trwania i koszty produkcji, bo tego się nie da porównać.
Zaprzeczasz tym samym, że należy przyznawać jakieś dodatkowe punkty PWPP za chęci, starania, za robienie przez amatorów i niskim kosztem. Mi to pasuje. Oceniajmy efekt końcowy i tyle.
Uroda to kwestia gustu, jak dla mnie jest ładna. Za to ważniejsze jest chyba, żeby umiała grać i oddać postać? Możesz tam sobie wstawić choćby jakąś Miss Universe. I co dalej?
Jak dla mnie ważniejsze, żeby dobrze oddały klimat postaci, wygląd jest naprawdę drugorzędny, o ile nie przesadzą. Jeśli chodzi o Yennefer, to ma zbyt ciemną karnację i proste włosy... Reszta się zgadza, młoda, ładna, itd. Mogę przeżyć z takimi ustępstwami. Za to, na ile można to ocenić po zwiastunach, wydaje mi się że będzie potrafiła oddać charakter postaci i zagrać ją jak należy.
Jeśli komuś szczegóły w wyglądzie przesłaniają całą historię i charakter postaci, to ma ciężko...
Ja naprawdę rozumiem, że scenę można kręcić z kilku kamer i że to da więcej nakręconego materiału, ale to nadal jest 10 minutowa scena. Tylko jeśli chcesz mnie przekonywać, że zarówno do 30 minutowego filmu, jak do 30 odcinkowego serialu kręci się mniej więcej tyle samo scen, jedynie później większość się wyrzuca, to już jestem tutaj nieco podejrzliwy. Logika i doświadczenie życiowe podpowiadają, że jednak powinny tu występować różnice i długość ostatecznego materiału jednak przekłada się w jakiś sposób na koszt produkcji.
Jeśli nie, to dlaczego autorzy tworzyli kolejne zbiórki obiecując, że dzięki temu film będzie dłuższy, przecież i tak musieli nakręcić podobną ilość materiału...
https://www.youtube.com/watch?v=Lqf5vuJqQv0
Mam nadzieję, że jutro się przekonamy, czy faktycznie nie da się nakręcić dobrego niskobudżetowego filmu w klimacie... Co prawda jest to po części film dokumentalny, ale liczę na klasę części fabularnej.
Może i faktycznie nie pamiętasz takich czasów... To ci jeszcze opowiem...
Trzydzieści parę lat temu, 8-bitowy komputer jak ZX Spectrum, czy jakieś Atari potrafił kosztować mniej więcej tyle co roczne zarobki na poziomie średniej krajowej.
"Parę" lat później już mocny zestaw PC do gier to było koło 5 tys. zł, przy najniższej krajowej na poziomie 250zł na rękę. Teraz taki "porównywalnie wypasiony" zestaw też kupisz w okolicach 4-5 tys. Tylko że minimalne wynagrodzenie to już 1600zł.
Stacje Silicon Graphics do obróbki grafiki komputerowej i video kosztowały setki tysięcy zł. Teraz sobie zrobisz taką obróbkę na domowym komputerze i w wypasionym programie, który najprostsze efekty wyczaruje Ci w paru kliknięciach.
Do tego lustrzanka + gimbal i dron i masz sprzęt do nakręcenia uczciwie wyglądającego klipu. Chcesz lepszej jakości, szukasz profesjonalnego sprzętu, ale na czymś takim jesteś w stanie tworzyć. A dzięki postępowi dostęp do tego profesjonalnego sprzętu też jest bez porównania większy i tańszy.
20 lat temu nieosiągalne przy tak śmiesznym nakładzie finansowym.
Opowiedz mi o tym, jak to koszty sprzętu nie spadają... Opowiedz mi o tym, jak to 20 lat temu za 30 tys. dajmy na to, wypożyczyliby cały sprzęt filmowy, studio montażowe, kupili materiały eksploatacyjne (taśma filmowa chociażby), komputery do obróbki efektów itd. na czas wystarczający do nakręcenia 90 minut zmontowanego filmu, wyglądającego podobnie jak dzisiaj...
Też jestem tego samego zdania, jak coś jest dobre, to się obroni. Jeśli treść będzie warta uwagi, to ludzie przymkną oko na szczegóły techniczne nawet.
Gorzej, jak ktoś robi film i sam nie wie jak, ani po co.
Dla mnie sprawa wygląda tak, że ktoś chciał sobie zapewnić fajny element w portfolio i wymyślił że sfinansują to fani. Skupili się na szczegółach technicznych, jakie to oni chcą załatwić kamery, jakie sceny nakręcić i z jakim rozmachem. Generalnie jak czytałem opisy zbiórek, to miałem wrażenie, że istotą filmu będą efekciarskie sceny, a nie jakaś przemyślana historia. I dokładnie tak wyszło. Przy czym z efekciarskością średnio, chociaż w zbiórce zapewniali że bitwa i pojedynki będą na poziomie czołowych produkcji...
Dla mnie nakręcenie 90 minut tego spowodowane było jedynie kolejnymi zbiórkami pieniędzy. Trzeba było nakręcić shorta, jak wielu innych amatorskich twórców, ale zrobić to dobrze i nie trzeba by się było tłumaczyć budżetem.
Film o niczym.
Może małolatów bawi jeszcze, że usłyszą Liwko Liwko... tzn. Lambert Lambert... i się podjarają bo w grze to było...
Dla mnie puszczanie oczka do fanów oznacza wplecenie w treść i fabułę takich drobnych elementów, które dodatkowo wyłapią tylko fani. Tutaj te "oczka" zastąpiły fabułę.
Przypomniało mi się, że kiedyś powstała taka wybitna polska komedia "Job czyli ostatnia szara komórka"... Owo monumentalne dzieło było zbiorem wszystkich powszechnie znanych żartów i anegdot, spowitych pozorem scenariusza. Miałem podobnego cringa oglądając PWPP.
A już najbardziej śmieszy mnie te podejście, że wszystko trzeba chwalić bo nasze... Dla mnie efekt odwrotny do zamierzonego. Jak ktoś zaliczy pare gniotów ocenionych 9/10, to będzie omijał wszystko co polskie z daleka.
Rozumiem, że nie kłamiesz... Ale jeszcze tak dla pewności zapytam... Nigdy w życiu nie zdarzyło Ci się wyrazić opinii o absolutnie żadnym obejrzanym fimie, że był słaby albo chociaż średni? Podobnie o żadnej grze komputerowej?
Ceny sprzetów/materiałów spadły x10.... heh. No to już jest prawdziwe sci-fi. Sam to wymyślasz czy ktoś Ci pomaga ?
Ja nie wiem ile ty masz lat... I nie pytam złośliwie, tylko zastanawiam się, na ile pamiętasz czasy, do których się odwołujesz...
Myślisz, że 20 lat temu dało się obrobić efekty specjalne do filmu na domowym komputerze z 64 megabajtami RAM? I że były do tego darmowe programy?
A film kręciło się pewnie kamerką cyfrową 320x240 pixeli, na 8MB karcie SD?
Jak można nie kumać, że technologia tak poszła do przodu, że teraz da się nakręcić dobrze wyglądający materiał nawet na amatorskim sprzęcie za kilka tys. zł i zmontować w domu, jeśli ktoś się uprze i nie będzie miał zapędów na zostanie Spielbergiem?
A 20 lat temu jak chciałeś nakręcić coś w ogóle, to potrzebowałeś mega drogiego profesjonalnego sprzętu, bo innego nie było...
Widziałeś kiedyś taśmy ze starych wesel nakręcone na VHS? Tak wygłądałoby twoje PWPP 20 lat temu, gdyby nie wywalili tony kasy na profesjonalny sprzęt :D
A teraz dowolny filmik na YT nakręcony lustrzanką za kilka tys. zł wygląda dobrze.
A zachwycaliście się ujęciami plenerów robionymi z drona? :D No, 20 lat temu to by dopiero nakręcili...
A montaż analogowy na taśmach filmowych wymagałby nie tylko więcej czasu i pracy, ale i studia do obróbki, zaś sama taśma to nie w cenie srajtaśmy. Co to znaczy, że teraz nie mieli budżetu na kręcenie powtórek? Teraz sprzętowo nie kosztuje ich to nic, poza czasem i pracą. Kiedyś musieliby zużyć kolejne rolki taśmy...
Może to dla ciebie science fiction... nie wiem...
Znawco od siedmiu boleści, a ja ci tłumaczę po raz kolejny: te 20 lat temu, to choćby nawet nie ta benzyna i wyżywienie, to nie wystarczyłoby im tych pieniędzy na wynajęcie profesjonalnego sprzętu itd. bo w tej chwili mieli do tego dostęp za śmieszne pieniądze i właśnie dlatego nie był to największy koszt. Pojmujesz to, czy cię to przerasta?
Jak nie rozumiesz, to napiszę prościej (liczby abstrakcyjne, tylko dla zobrazowania).
Załóżmy że ceny jedzenia wzrosły x3, ceny paliwa x2. A ceny sprzętu/materiałów eksploatacyjnych spadły x10. Więc teraz ze 100 tys. wydali np. 50 na paliwo i jedzenie, 20 na sprzęt, a 20 lat temu wydaliby 20 na jedzenie i paliwo, a 200 na sprzęt.
Teraz ludzie potrafią nakręcić filmiki na YT lustrzanką za kilka tys. i obrobić to na domowym kompie i wygląda to ładnie. 20 lat temu byłoby to w ogóle niemożliwe.
Zadaje czy nie zadaje nie ma to znaczenia ponieważ to stwierdzenie jest z gruntu błędne od początku. A rozliczanie budżetu dzieląc go przez ilość godzin emitowanej produkcji to wręcz dziecięca naiwność.
Zabawne, że kolejny raz wygłaszasz tezy, których niczym nie argumentujesz. A rozliczanie budżetu nie dzieląc go na ilość godzin to nie naiwność? Zapewne czas potrzebny do nakręcenia i obrobienia kilkunastu godzin materiału jest niemal identyczny co przy nakręceniu godziny i w zasadzie pomijalny dla budżetu? Karkołomna teza... Ja rozumiem że budżet to także promocja itp itd. Mimo wszystko, długość filmu/serialu jest kluczowa. Jeśli nie, to dlaczego mówicie o tym ile to kosztują pojedyncze odcinki seriali? :D
W zasadzie mogę tylko nie widzę ku temu powodów, w przeciwieństwie do ciebie nie uważam żeby miało to jakiekolwiek kluczowe znaczenie.
Jeśli uważasz, że Twój argument był bez znaczenia, to ja to przyjmuję do wiadomości :D
A kto powiedział że nie oceniamy gry aktorskiej? Ja pierwsze co zrobiłem to oceniłem grę aktorską. I uważam że pod tym względem również PWPP po prostu wygrywa. W Wiedźminie poza Żebrowskim który naprawdę zrobił robotę nie dało się na te zblazowane gęby patrzeć.
Niby opinia to rzecz gustu, ale dla mnie to wręcz absurd :D Może i w Wiedźminie mieli zblazowane gęby, ale trudno tam znaleźć tak tragicznie zagrane postacie jak w PWPP, zaś główni aktorzy są najwyżej poprawni. Trzeba mieć sporo złej woli, żeby wmawiać, że PWPP jest aktorsko na wyższym poziomie.
Ja gry aktorskiej nie oceniałem i o to samo samo prosili tu zwolennicy tego dzieła, bo przez budżet to amatorzy... Więc ja się pastwić nie chciałem.
No cóż, wydawało mi się że było to dość czytelne, ale spoko, szybkie wytłumaczenie dla opornych: TO BYŁ SARKAZM, nie zahaczałem tam o żadne teorie.
Tak to był czytelny sarkazm, ale sarkazm nadal coś oznacza.
Sam tłumaczysz wszystkim od dwóch dni że "nie należy filmu usprawiedliwiać z powodu budżetu" a teraz wyskakujesz jak Filip z konopii i bierzesz się za ocenianie budżetu i to rzetelnie
Bo niektórzy usprawiedliwiają filmy budżetem, ale tylko wybiórczo. Ja nie mam problemu z ocenianiem bez porównania budżetu, tylko większość tutaj jest tym faktem oburzona.
Bez uwzględniania budżetu to ja temu filmowi mogę dać max 3/10, wykazując dobrą wolę i powiem szczerze, że o ile nawet tego kulejącego Wiedźmina obejrzałem w życiu pewnie ze trzy razy z sentymentu do książek, tak do PWPP ani myślę kiedykolwiek wracać, a seans uważam generalnie za stratę czasu, który mogłem lepiej wykorzystać, nawet nie opuszczając YT.
Nie zaczynam, jestem złośliwy od dłuższego czasu.
Widzę. I najwyraźniej jesteś z tego faktu dumny. Ale to już więcej mówi o Tobie, niż o mnie.
A to już spytaj tych którzy tak krzyczą. Ja nie widzę sensu porównywać tych filmów bo po prostu Wiedźmin jest obrazem o wiele słabszym i pasuje tu jak pięść do nosa, ale jak ktoś chce niech sobie porównuje, co mi do tego?
Masz prawo mieć własny gust filmowy, nie będę z tym dyskutował, nawet jeśli uważam odwrotnie.
Dyskusja z tobą to dopiero nie ma sensu, bo najwyraźniej nie czytasz odpowiedzi... A już na pewno ich nie rozumiesz...
Koszta jedzenia to jest pikuś w porównaniu do kosztach technologicznych :D
O czym ty w ogóle piszesz... Kiedyś do zrobienia efektów specjalnych trzeba było mieć drogie specjalistyczne oprogramowanie, plus stacje robocze, teraz zrobisz to od biedy w darmowym programie na domowym komputerze.
Dostęp do wysokiej klasy sprzętu, kamer itp? Koszty kręcenia na taśmach, cięcia, montażu itp itd? A teraz wszystko cyfrowo, zapis, obróbka, montaż.. Jaka jest różnica w kosztach? :D Taśma filmowa to nie klisza do aparatu :D A cyfrowo co cię ogranicza z zapisem materiału? Karta pamięci ci się zużyje? :D Czas i wysiłek potrzebne do montażu? :D Według ciebie sprzęt o parametrach zbliżonych do dzisiejszych był tańszy 20 lat temu? :D:D Kurcze, mogłem sobie kupić ze 32GB RAM do kompa 20 lat temu, bym oszczędził, a teraz trzeba wydać kilkaset zł... :D
No rzeczywiście... Główna część budżetu przy produkcji filmu, to koszty wyżywienia aktorów :D Przyznaję, nie ma sensu dłużej dyskutować.
Mnie już w opisie zbiórek zdziwiło bardziej to, że twórcy rozpływali się nad tym, jaką to wymarzoną kamerę zdobędą, jakie to najlepsze na rynku generatory dymu i deszczownice, z jakim to rozmachem nakręcą bitwy... No, jak się tak podchodzi do tematu, to szybko może zabraknąć pieniędzy. Chyba bardziej ich kręciły poszczególne ujęcia, niż praca nad fabułą i sensem filmu.
Powiedziałbym, że ktoś chciał mieć ładną pozycję w portfolio, a historia była tu mało ważna. Ale ze mnie hejter teraz...
Trzeba mieć tupet żeby porównywać ze sobą jedną z największych i najdroższych produkcji wszechczasów z lokalną produkcją jak był Wiedźmin, ale trzeba mieć jeszcze większy by porównywać produkcję profesjonalną z amatorską, którą dzieli nie tylko ponad 10-krotnie większy budżet (według Twoich wyliczeń), ale też 18 lat różnicy na niekorzyść tej amatorskiej gdzie koszta wzrosły kolosalnie w porównaniu do 2001r.
Chyba sobie żarty robisz... 18 lat na niekorzyść PWPP? :D Koszta czego wzrosły? Robocizny? Których w ich przypadku nie było...
A koszta i dostęp do technologii? :D Przez 18 lat to jest przepaść, ale akurat NA KORZYŚĆ naszych fanowskich twórców. Koszty efektów specjalnych? :D Technologia 20 lat temu i obecnie... Dostępność darmowych programów do edycji, których kiedyś po prostu nie było... Możliwość kręcenia i obróbki cyfrowej itp itd... Zlituj się, bo to szkoda komentować... Te 18 lat temu, to nawet mając te obecne 100 czy 150 tys. to Ci goście nijak by nie nakręcili 1,5h filmu fantasy na podobnym poziomie co teraz, choćby nawet ich darmowi aktorzy nic nie jedli.
Krytykować można, o ile jest to uzasadniona krytyka. Problemem jest to, że dla Ciebie argument 100 tys. zł budżetu to żaden argument. Oczywiście każdy po fakcie powie można było zrobić lepiej, ja bym sam zrobił lepiej, ale po fakcie to każdy jest mądry. Mieli ludzi jakich mieli, na lepszych ich nie było stać - proste.
Nie oceniałem gry aktorskiej, oceniałem fabułę i dialogi. Proste?
Stary zaczynasz popadać w takie opary absurdu że to powoli przekracza wszelkie granice.
OK... Trudno mi się do twojej opinii odnieść, bo nie ma tu żadnego punktu zaczepienia...
Film wiedźmin nie powstawał równolegle z serialem tylko został perfidnie i w dodatku nieudolnie z serialu wykrojony tylko po to żeby wydoić kasę za kinowe bilety.
I to w jakiś sposób zadaje kłam mojemu stwierdzeniu, że w cenie tego budżetu wyprodukowano jakieś 13h materiału?
No to skoro już jesteś taki skrupulatny w swoich wyliczeniach to może przestaniesz porównywać budżet Wiedźmina do "Władcy Pierścieni" a zaczniesz porównywać z produkcjami serialowymi z tamtego okresu, bo jako serial tamten paździerz był produkowany.
Mogę, ale nie kojarzę seriali fantasy z tamtego czasu, ani nie znam ich budżetów. Skoro podniosłeś ten argument, to możesz podać przykłady?
No to jeszcze się zaraz okaże że fakt iż przy PWPP ludzie pracowali za darmo, po prostu z czystej pasji to jest wada tego filmu, naprawdę zaczynasz zapędzać się w obszary w których logika jest wyjątkowo abstrakcyjnym pojęciem.
Nie logika, a Twoje interpretacje, daruj...
Skoro nie ocenialiśmy gry aktorskiej w PWPP, bo ze względów budżetowych grali tam amatorzy, a oceniamy całą resztę, to zastanowiło mnie ile budżetu zostało twócom Wiedźmina po opłaceniu aktorów, na produkcję. Nigdzie nie napisałem, że robienie filmu z czystej pasji jest wadą, więc po co wymyślasz takie insynuacje?
No jak oni śmieli, chamy bez szkoły, za darmo robić. Teraz się przez nich Guybrushowi wyliczenia nie zgadzają.
A tu z kolei zbliżasz się do absurdu, zahaczając o teorię, że robienie czegoś "bez szkoły" jest zaletą...
Widzisz, mnie po prostu nauczono, że metodyka i kryteria wszelkich analiz, eksperymentów, badań itd. powinny być jasne i spójne. Skoro nie oceniamy gry aktorów, tylko budżet na produkcję, kostiumy, scenografię itp itd. to próbujmy to robić rzetelnie. Zaczynasz być celowo złośliwy i przypisywać mi autorstwo Twoich własnych wymysłów.
To że tamten gniot nie wyglądał jak WP to był jego najmniejszy problem. Poza tym ja osobiście nie pamiętam żeby był on jakoś masowo do "Władcy Pierścieni" porównywany.
Ja pamiętam. I dlatego nie wiem, czemu ludzie krzyczą, że tego świeżego gniota nie wolno porównywać do innych produkcji.
Zapytam jeszcze raz, na jakiej kwocie jest ta magiczna granica, od której wolno porównywać film do innych i go krytykować?
Powtórzę, sam jesteś najlepszym przykładem na to że wolno.
Oczywiście, nikt nie jest w stanie zabronić. Chodzi mi o to, że ludzie piszą, że nie wolno, tylko trzeba chwalić bo to fanowska produkcja.
No widzisz, w co drugim poście marudzisz że ludzie usprawiedliwiają PWPP z powodu budżetu a tutaj robisz to samo w stosunku do filmu kinowego za którego odbiorca musiał zapłacić pełną cenę biletu. To hipokryzja.
Nie hipokryzja, tylko analogia. Pokazuję właśnie, że jeśli nie wolno krytykować jednego filmu z powodu budżetu, to drugiego też nie powinniśmy. A jeśli krytykujemy, to krytykujmy oba, nie stosując odmiennych argumentów.
I jedni i drudzy producenci wzięli pieniądze od osób, które chciały płacić. Jedni w biletach do kina, drudzy w zbiórce przez internet. Jeśli i jedni i drudzy czymś rozczarowali, to chyba wolno o tym napisać?
Jak się gdzieś poczułeś obrażony, to na pewno nie było to intencjonalne, ale przepraszam. Mnie też momentami ponosi fanbojstwo niektórych :)
Gusta są różne i każdy ma prawo do własnej opinii. Dla mnie irytujące są raczej poglądy na zasady oceniania, niż to czy komuś film się podobał. Bo jeśli ktoś pisze wprost, że trzeba chwalić, bo to fanowski film, to ja się z tym niestety nie zgadzam. Jak tu oczekiwać rzetelności, czy odrobiny obiektywizmu? A drażni mnie to tym bardziej, jeśli ktoś zaczyna wybiórczo stosować kryteria dla różnych produkcji, w jakiś sobie tylko znany sposób szeregując, kto zasługuje na pochwałę za "pasję", a kto na pogardę. Tak jakby wiedzieli, że jak ktoś robił film za pieniądze, to na pewno pasji w tym nie było. Przy okazji zapominając, że fani też pieniądze od ludzi na film zebrali...
Jeśli ktoś mi pisze, że no ok, niedociągnięcia itd. ale jemu film się podobał i się nie nudził, to spoko. Jego prawo i ja tą opinię szanuję.
Co do W1, to ja pamiętam że grało się przyjemnie, wkurzał system walki głównie.
Napisałem "wręcz amatorski", ale że celowo przekręcasz i wypaczasz moje wypowiedzi, to już zauważyłem wcześniej. Napisałem też że wręcz amatorski w porównaniu z Władcą Pierścieni...
Dla twojej informacji, film Wiedźmin powstał równolegle z serialem, więc 18 mln na ponad 13h materiału, co daje powiedzmy 1,4 mln na godzinę. Czyli jakieś 10 razy więcej niż w PWPP. Władca Pierścieni kosztował wtedy jakieś 300-400 mln, czyli ponad 100 mln za godzinę... Jak widzisz przebitka między Wiedźminem i Władcą to jakieś x100, a między Wiedźminem i PWPP x10.
Do tego przy Wiedźminie ludzie nie pracowali za darmo, więc odliczając wypłaty, ile budżetu zostało na produkcję?
Jakoś mimo tego nikt nie miał problemu z tym, że porównuje "Syrenkę z Mercedesem" równając Wiedźmina z ziemią za to, że nie wygląda jak Władca Pierścieni? :D Ale PWPP to już w ogóle krytykować nie wolno? :D
Umiejętność planowania budżetu i skali przedsięwzięcia, to bardzo ważny element. Jak ktoś się porywa z motyką na słońce i za 200zł chce lecieć na księżyc, to niech nie tłumaczy porażki budżetem. Może trzeba było zaplanować wycieczkę do Krakowa.
Twórcy zbierali pieniądze od ludzi i obiecywali coraz więcej i więcej, zamiast trzymać się realistycznych założeń. Czyja to wina? Z początkowych 30 minut zrobiło się półtorej godziny i planowany coraz większy rozmach produkcji...
Można było zrobić mniej, a lepiej, ale potrzeba było nieco trzeźwości umysłu, a nie kolejnych obietnic na wyrost, byle zebrać jeszcze więcej kasy.
Obiecywali ludziom bitwy i pojedynki na miarę topowych produkcji? No cóż...
Gdyby nie brali, to film by w ogóle nie powstał... To nie jest kwestia wstydu, tylko realiów. Mogli albo nie zrobić filmu w ogóle albo dostać budżet na film kinowy.
Do tego jakoś wątpię, żeby przy Wiedźminie jacyś statyści, aktorzy, oświetleniowcy, czy spece od efektów zgodzili się pracować za darmo. Więc w praktyce powiedziałbym, że twórcy nie mieli raczej środków na fanaberie.
Ja się będę upierał, że jednak fabuła i dialogi w Wiedźminie były znacznie lepsze niż w PWPP. A specjalnie obejrzałem go wczoraj, żeby jeszcze raz ocenić świeżym okiem.
Jakoś nikt tu nie ma wyrzutów sumienia oceniając go jako wielką, wysokobudżetową produkcję, gdy w praktyce jego budżet był śmieszny w porównaniu do innych tego typu produkcji w hollywood, powiedziałbym że wręcz amatorski. Bo tak, Wiedźmin był bezpośrednio zestawiany z Władcą Pierścieni. Nikogo nie obchodziła stukrotna przebitka budżetowa :)
No i w sumie, ja nie mam pretensji, nie oczekuję że ktoś ma na siłę chwalił kiepską produkcję. Tylko dlaczego nie wolno tego samego robić z PWPP? Tego już nie rozumiem...
Nadal widzę dwa przeciwstawne podejścia i tylko racjonalizowanie ich sobie tym, kto ile wydał pieniędzy. Bilety kinowe, czy zbiórka w internecie, tak czy inaczej ktoś wziął pieniądze od ludzi, prawda?
Rozumiem że nie chcesz by multi-kulti netflix witcher został przesłonięty jakimś fanowskim filmikiem
Oh, jak Ty mnie świetnie rozumiesz... I widzisz, to ma być rzetelne podejście do tematu? O jednej produkcji nic złego nie wolno powiedzieć, a drugą można cisnąć zanim się ją w ogóle zobaczyło?
Ja nie oceniam żadnego filmu przed jego zobaczeniem. I nie wiem czemu miałbym pragnąć zwycięstwa netflixa? Udziałów w firmie nie mam... Jak będzie dobry, to super, jak będzie słaby, to będzie... Ja nie wiem czy Wiedźmin Netflixa będzie multi kulti i czy będzie słaby. Jak będzie,to po nim też pojadę. Widzisz, przed premierą PWPP też byłem nastawiony pozytywnie do tego projektu i z niecierpliwością czekałem, aż obejrzę. Nie moja wina, że film rozczarował...
Odnośnie starego Wiedźmina, to poczytaj sobie komentarze nawet tutaj, jak to go chwalą :D Film jest synonimem żenady najwyraźniej do dziś. I ta sama osoba potrafi napisać, że PWPP trzeba chwalić, bo tanie i nasze, a jednocześnie wspomnieć o żenującym Wiedźminie... Dla mnie to czysta hipokryzja i tyle. Dlatego ja nie mam zamiaru niczego wychwalać na siłę, bo ktoś każe.
I zwróć uwagę, że ja żadnej nagonki nie robię na ludzi, którym się nie podobało. Dyskutuję z opiniami, ale nie obrażam ich autorów. W drugą stronę to jakoś nie działa... Warto to sobie przemyśleć...
Ja się założę, że ta Ornelia to wprost po złapaniu, trafiła na spotkanie Anonimowych Seksoholików albo terapię leczenia z nimfomanii :D
"Cześć, nazywam się Ornelia i jestem nimfomanką. Od dawna miałam problemy z utrzymaniem nóg razem, angażowałam się w związki bez przyszłości i uprawiałam seks z przypadkowymi mężczyznami.
Ale poczułam, że osiągnęłam prawdziwe dno, kiedy przez kolejny napad żądzy straciłam ukradzioną wcześniej magiczną księgę i dałam się złapać, niwecząc wszystie swoje plany zawodowe i życiowe" :D
Porównanie do Wiedźmina 1 to szkoda komentować :D Jak słusznie napisałeś, to była bardzo dobra gra, z paroma słabszymi elementami. Ale taki geniusz jak ten wyżej napisze, jak to CDR zrobili grę krytykowaną przez bardzo wielu :D
Albo biedny Sandberg z Kung Fury za 600 tys dolarów :D
Jak widać niektórzy potrafią mądrze wykorzystać budżet :D
A co mnie śmieszy najbardziej, to hipokryzja i niespójność myślenia :D Jak w 2001 nakręcili Wiedźmina za 1/100 budżetu Władcy pierścieni, to nikt się nie litował nad nimi, że przy takich środkach to efekt może być i trzeba chwalić :D
Te same osoby, które do dziś się nabijają z tej produkcji, nawet tutaj, jednocześnie twierdzą, że PWPP trzeba wychwalać bo było zrobione tanio :D Logika... Zastanawia mnie, jaka kwota jest tą magiczną granicą poniżej której trzeba chwalić, a po jej przekroczeniu można już śmiało drzeć łacha z produkcji :D
No i te oceny 10/10 :D Powinni dać 11, tak żeby zachować pozory obiektywizmu :D
Swoją drogą, na miejscu twórcy gdybym przeczytał, że ktoś dałby 2/10, ale za serce i pasję daje 10, to czułbym się mocno zażenowany :D Wolałbym już uczciwą ocenę, czy to by było 5,6, czy ile tam, ale nie być potraktowanym jak dziecko specjalnej troski. "Nie płacz syneczku, dla mamusi i tak jesteś najpiękniejszy i najmądrzejszy..." :D
Ale powiedz mi, z czego taki wniosek wysnułeś? Masz jakieś dowody na to, że by nie potrafili?
Mnie za to boli to, że ludzie tak dziwnie do tego podchodzą. Że jak ktoś robi coś profesjonalnie za pieniądze, to na pewno bez pasji i na pewno by nie umiał lepiej...
Tak jakby pasję mogli mieć tylko ci, co robią za darmo...
A myślisz, że ci profesjonaliści zostali zatrudnieni, bo nic nie umieli? Czy może ich pasja pozwoliła im rozwinąć umiejętności na tyle, żeby ktoś ich dostrzegł i był gotów postawić własne pieniądze na ich sukces?
A jesteś pewny, że ci co zrobili tanio, to daliby radę dorównać profesjonalistom gdyby mieli miliony?
Ludzie, spójrzcie realniej na życie. Ktoś ma pasję i coś robi? Super... Jakoś mu to wychodzi? Rozwija się? Rewelacja... Ale gadanie, że na pewno jest lepszy od profesjonalistów, tylko nie ma pieniędzy, to już infantylizm.
A czyja to wina, że nie potrafili zebrać większego budżetu? Widać nikogo nie przekonali do swoich umiejętności? Bo nie wierzę, że nikt nie chciał zarobić na doskonałym filmie.
Po co pisać takie bezsensowne komentarze? Pójdziesz do knajpy to też nie powiesz, że danie źle przyrządzone, jeśli sam nie umiesz lepiej? A ekipie remontowej nie powiesz, że ci coś w chałupie spier...lili, jak nie potrafisz lepiej od nich? Rozumiem, że nie oceniasz żadnych filmów, utworów muzycznych itd. o ile nie nagrałeś lepszych? Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że stosujesz się do tej zasady na co dzień.
Serio wszystkich tak bawi te "Lambert Lambert"?
Zapożyczenie tego tekstu do gry było zabawne, powtórne zapożyczenie go z gry do filmu, jak dla mnie już nieco mniej, ile razy można pożyczać to samo...
PS. Budżet Wiedźmina z 2001 jakieś 16 mln za 13h materiału, budżet Władcy Pierścieni z 2001 roku jakieś 100 mln USD (300-400mln) za 3h. Kogoś to powstrzymało od zjechania Wiedźmaka od gniotów? :D
Przy czym podejrzewam, że przy Wiedźminie żaden aktor, statysta, oświetleniowiec, czy spec od efektów nie zgodził się pracować za darmo :D
Wiecie co, tak jeszcze jedna myśl mi się nasunęła... Tutaj wszyscy bronią PWPP, bo zrobiony niskim nakładem, więc nie można wymagać itd...
I co jest zabawne, że ten nieszczęsny Wiedźmin wyszedł w tym samym roku co Władca Pierścieni. I co? Zaczęło się od wielkich protestów fanów przeciw obsadzeniu Żebrowskiego w roli Geralta :D A skończyło się na jednym wielkim szyderstwie z efektów specjalnych :D
Nikogo nie obeszło, że za jednym zamachem zrobiono serial i z niego film, czyli wyprodukowano jakieś 13h materiału. I nikogo wtedy specjalnie nie obchodziło, że zrobiono to za ~16 mln zł, podczas gdy 3h Władcy Pierścieni za jakieś 300-400mln (nie chce mi się sprawdzać kursów). Czyli godzina Wiedźmina kosztowała trochę ponad milion, a godzina Władcy jakieś 100. Kogoś to obchodziło? Nikogo. Wszyscy mieli tylko bekę, że żenujący smok i że gumowe potwory, a Władca wypasione CGI i piękne zdjęcia. I nie było, że to przecież nasi, że Wiedźmin, że tanio...
Ot, jak widać łaska pańska na pstrym koniu jeździ...
No mnie akurat to najbardziej "zabolało", może powinno tym bardziej, że to właśnie film robiony przez fanów. Istotą świata u Sapkowskiego były niuanse, ciągłe dylematy moralne, wieloznaczności i mieszanie się dobra ze złem. Powiedziałbym, że wprowadzenie banalnej fabuły i czarno-białych postaci, zabiło ducha książek.
Ja sam interesuję się nieco fotografią, hobbystycznie i mocno amatorsko. A, że jestem początkujący, to sam doskonale wiem, jak łatwo jest zgubić drogę i zacząć się skupiać na technikaliach i stronie wizualnej (w fotografii to może wydawać się normalne), a zgubić to, że fotografia ma coś przekazać. W efekcie dostajemy niby piękny, kolorowy i wyraźny obrazek, który nie wywołuje żadnych emocji i przemyśleń u odbiorcy. Mam wrażenie, że ta przypadłość dotknęła ten film. Skupili się na stronie technicznej tego, co chcieli pokazać, na "rozmachu bitew", na scenografii itd. I wszystko pięknie, tylko w tym pędzie zgubili treść.
Może ta fabuła nie musiałaby być wyjątkowo zagmatwana, z wielokrotnymi i niezwykłymi zwrotami akcji itd. Ale niech chociaż jej podstawy będą solidne, niech gdzieś w motywacjach wrogów pojawi się coś, co każe się nam zastanowić, jak powinniśmy postąpić, czy co ich doprowadziło do takich działań... Cokolwiek.
Ja rozumiem, że dobry scenariusz jest wymagający. Ale z drugiej strony, jeśli nie ma się nic ciekawego do przekazania, to po co robić film? Dla efektu? OK, rozumiem że zawsze komuś taka konwencja akurat będzie pasować. Z drugiej strony, sądziłem że fani Sapkowskiego cenią Wiedźmina właśnie za to, że unikał sztampy i jednoznaczności, to był jego znak rozpoznawczy, wyróżnik. Ale może to jednak drewniane chaty i kostiumy. Może twórcy nakręcą coś jeszcze i pójdą w innym kierunku. Czego im w sumie życzę.
Również pozdrawiam.
Tak, co do strony wizualnej to ja się zgadzam, że film wypada dobrze, część ujęć tak jak pisałem też jest dobra. Tutaj od początku nie miałem żadnych większych uwag. Ładne kostiumy, ładne ujęcia. Wszystko się broni.
Co do Geralta to masz rację z tymi widłami :D Niech będzie, że taką mocno naciąganą teorię mogę tu przełknąć w przypadku Lamberta, chociaż poziom nieuwagi w tych warunkach musiałby osiągnąć poziom krytyczny :D Tak czy inaczej uznałem to za jeden z mizerniejszych punktów programu :D
Przyznaję rację, rola sołtysa też chyba najbardziej mi przypadła do gustu, obraz ludzi na wsi pasujący do Sapkowskiego. Chociaż u niego ostatecznie sołtys okazałby się pewnie nieco bardziej chytry niż usłużny :D Ale tak, to była ta lepsza strona filmu.
Co do głównego złego, to ja złośliwie powiedziałbym, że najwyraźniej pokonał smoka. Aż się dziwię, że któryś z bohaterów na jego widok nie wyciągnął z kieszeni piątaka.
Scena z prochami Jaskra i Lambertem pod drzewem też wywołała uśmiech, dobrze oddana natura świata.
Jak gdzieś napisałem, moje największe rozbawienie wywołało chyba śmiertelne przerażenie na twarzy chłopa, widzącego zaginięcie młodego Jaskra i jego późniejsze wyjaśnienie przyczyny tego przerażenia "Na własne oczy widziałem, chłop się lizał z chłopem".
To już dla mnie chyba wyczerpało listę dobrych scen, w sensie ciekawych, a nie tych ładnie nakręconych ujęć. Z dialogami jeszcze gorzej, bo praktycznie nic wartego uwagi nie wyłapałem. Może za stary jestem, może zbyt wiele razy słyszałem już te same lub podobne teksty, nie wiem... Ale zdecydowanie spodziewałbym się czegoś więcej w tym aspekcie.
Tak, fabuła prosta jak w filmach o mścicielach, których miejsce słusznie pozostało w latach '90. Co do nowych produkcji to można się pastwić nad wieloma, ale ja nie jestem zwolennikiem równania w dół i przekonywania, że jeśli w hollywood mogą nakręcić coś infantylnego, to my również powinniśmy ;) Przy wątku młodego i Ornelii poziom tak gwałtownie zapikował, że naprawdę aż mnie skręciło i musiałem odpocząć.
Jeśli chodzi o sceny walk, to ja nigdy nie lubiłem tych powydziwianych, zaprzeczających fizyce wygibasów w filmach. Może dlatego że od dziecka trenowałem sporty walki i mimo, że to tylko filmy, to jednak żenadometr momentami przekracza skalę ;) Tutaj problemem jest to, że te walki są tak drewniane, że już bardziej się nie da. Cieszyłbym się, gdyby przypominały potyczki współczesnych rycerzy. Tutaj mam wrażenie, jakby próbując wyprowadzić cios, bohater robił uginania ramion 20kg mieczem zamiast hantli. No ale dobra, tego nawet też się nie czepiam, rozumiem że walki zrobić jest trudno i to wymaga jakiegoś budżetu i czasu. Przysięgam, że gdyby nie ta fabuła i dialogi, to oceniłbym film sporo wyżej.
Jeśli chodzi o przekleństwa, to nawet nie jest problem w tym, że ich jest za dużo. Ja nie jestem z tych wrażliwych. Problemem jest to, że one kompletnie niczemu nie służą tam, gdzie występują, poza plugawieniem języka. Niczego nie podkreślają, nie akcentują, nie dodają mocy, ani humoru. Po prostu są... bo tak... Bo widocznie cynizm Lamberta można rozpoznać wyłącznie po bluzgach. Znacznie bardziej wolałem Geralta, który okazywał go poprzez celne spostrzeżenia i riposty.
Podsumowując, nawet jak na film fanowski, to uważam, że powinni się byli solidniej skupić na tej nieszczęsnej fabule i dialogach, zamiast na tym jakie generatory dymu i kamerę zdobędą za fundusze. Można było spokojnie oszczędzić czasu i pieniędzy na scenach erotycznych, czy "bitwach", które i tak wypadły blado, a w zamian za to opowiedzieć więcej historii. Może kameralniej, w przekazie ustnym, itd. Ja mam wrażenie, że próbowali siebie i wszystkich przekonać na siłę, że potrafią to zrobić z rozmachem, a po drodze pogubili najistotniejsze szczegóły.
Przy czym ja jeszcze raz podkreślę, że mi strona wizualna i tak się podobała, nie mam jej nic do zarzucenia. Ale bez dobrej historii jest ona dla mnie niczym.
Zresztą z tego powodu już dłuższy czas temu przestało mnie bawić oglądanie wszelkich filmów o superbohaterach, gdzie chyba coraz bardziej chodzi o pokazanie efektownych wybuchów i demolki coraz większych połaci miast, a historii niewiele, przez co wszystkie filmy stają się takie same.
Braku fabuły nie wybaczę żadnemu filmowi, bo bez niej nie widzę sensu oglądania go.
Tak, wielką wadą tego filmu było pocięcie go z serialu. I tak, scenarzysta rzeczywiście zażądał usunięcia swojego nazwiska z napisów, jak wieść niesie.
Film oglądałem kilka razy, ale już dawno, więc postanowiłem sobie odświeżyć.
Fakt, jest mocno pocięty, w związku z czym w fimie dzieje się dużo i sceny dynamicznie przenoszą nas od jednego fragmentu opowieści do drugiego. Ale żeby to był losowy zlepek scen, w którym nie wiadomo o co chodzi, to jednak bym nie powiedział. Zresztą tak mi się zdawało, że nigdy nie miałem podobnego wrażenia. Książki czytałem, też już bardzo dawno, pewnie ze 20 lat temu, ale jednak łatwiej mi kojarzyć fakty. Plusem na pewno jest to, że dzięki temu wiem więcej o postaciach pojawiających się w filmie, dla przypadkowego widza będą one dość anonimowe. Fabuła jednak układa się w całość i wątpię, żeby nie dało się w niej odnaleźć.
Film rzeczywiście jest słaby, tu nie ma co polemizować. Ale słabszy od PWPP? Oj nie...
Fabuła może przeładowana, ale w żadnym miejscu nie robi z widza idioty. Żebrowski udźwignął rolę wiedźmina znacznie lepiej. Sceny walk mocno pocięte, ale pocięte w taki sposób, że wyglądają bardziej "wiedźmińsko", oddając dynamikę. Pominę milczeniem Geralta walczącego kataną, no cóż...
Przynajmniej czarny charakter nie rzuca wszystkiego aby oddać się szalonej kopulacji. A wiedźmin nie wyraża swojego stosunku do świata jedynie poprzez bardziej metaforyczne pier....enie wszystkiego.
Chłopie... Ja już naprawdę zacząłem się zastanawiać, czy ja oglądałem inny film niż pozostali... A po tamtej scenie z Ornelią, to nabrałem przekonania graniczącego z pewnością, że scenarzysta czerpał inspiracje z wybitnej kinematografii niemieckiej lat '90-tych.
Mam też dziwne przeczucie, że gdyby ludzie oglądali coś takiego w kinie, płacąc po 30 zeta za bilet, to rzucaliby w ekran popcornem i kubłami z colą.
Obawiam się, że w sequelu jakiś wiedźmin - renegat mógłby otrzymać zlecenie porwania jakiegoś ważnego dla losów świata dziecka, ale zginąłby po nadepnięciu bosą stopą na klocek lego.
Ja serio nie wiem, czy ludzie już nie zwracają żadnej uwagi na fabułę? Jak oni oglądają filmy? Wychodzą z kina, ktoś ich pyta jak było? No, fajnie... A o czym był film? A... no... o czymś tam... Ale widoki jakie piękne były... Te ujęcie na zachód słońca... mówię ci... Jak pięknie zaszło nad dachami... I te pola... i strumień... A po niebie bociek latał.... Pięknie, mówię Ci... No dobra, a historia? O czym to? A no, był taki zły, ale go znaleźli. Coś się tak uczepił, na las patrzyłem.... Piękny...
To nie są gorzkie żale, tylko próba dyskusji :) Jednak widzę, że ludzie teraz nie chcą dyskutować o opiniach, a jedynie je wyrazić :D Nie wiem, boją się że ktoś wpłynie na ich zdanie, czy co? :D Jest zapewne tak jak piszesz, z tego powodu uznają mnie za hejtera. A ja próbuję dyskutować z tymi opiniami, które wydają mi się odmienne od mojej, to chyba naturalne? Po co dyskutować z czymś, z czym się zgadzamy? :D
spoiler start
to przez co najmniej ostatnie 30 lat nie powstało w naszym kraju NIC lepszego i mam tu na myśli zarówno filmy jak i seriale.
spoiler stop
No nie, z tym jednak się nie zgodzę. Ustalmy może chociaż, co w takim razie znaczy dobry film s-f/fantasy? Bo dla mnie trzon takich filmów stanowi historia i bohaterowie. A później, z racji gatunku, fajnie by było gdyby połączyć to z odpowiednią stroną wizualną.
W tym filmie historia jest żałośnie słaba, naprawdę. Potrafisz powiedzieć, co Cię w niej urzekło? Zaskoczyło? Wciągnęło w świat wiedźminów? Jakieś szczegóły utkwiły w pamięci? Kim byli źli, skąd się wzięli, czego tak naprawdę chcieli? Co ich motywowało? Dla mnie świat wiedźmina zawsze definiowały niuanse i dylematy moralne, trudność w jasnym rozróżnieniu dobra od zła itd. Coś tu z tego było? Ja tego nie widziałem... Tu było szablonowo jak w filmie akcji z lat '80... Dobry, zły, zbrodnia, zemsta... Happy end. Bez zawiłości, dylematów, zwrótów akcji, rozterek moralnych.
Bohaterowie? Głębia postaci? Konflikty moralne? Czarno-białe, jak z kreskówki.
Więc naprawdę nie jestem w stanie póki co ogarnąć, co stanowi o tak wysokiej ocenie filmu? Ładny widoczek w knajpie? Ujęcia krajobrazu? Kostiumy? To jest sedno filmu?
Spoko, chociaż ja akurat uważam że Żebrowski w tym całym gniocie dał radę. I podobnie wiele osób twierdzi, że jakoś ten film pociągnął. Nie mówię, że dałbym mu za to Oscara :D Ale sorry, Drążek w roli Lamberta to jednak nie ta liga nadal. Chociaż z pewnością nie dopomogły mu i dialogi, jakie musiał wypowiadać :D
W temacie dialogów, to Wiedźmin miał je wciąż lepsze, mimo wszystko. Ja rozumiem, że mówimy o filmach z totalnie różnym budżetem, ale jeśli już porównujemy jeden z drugim, to nie powinno to być istotne. Mimo wszystko fabuła i dialogi dla mnie w Wieśku trzymały się bardziej kupy, nawet jeśli nie były wierne książce. A jak wiemy adaptacja wierna być nie musi w 100%.
Tak, montaż był tam podły, to też jest prawda. Pewnie nie pomógł fakt, że równolegle z filmem montowali z tego serial... :D
Ja wiem, że to nie była produkcja wybitna :D Ale nadal, w zestawieniu 1:1 z PWPP, bez wnikania kto i za ile, to Wiesiek jest dla mnie filmem obiektywnie nieco lepszym. Bo przecież tutaj w PWPP walki itp to też jest takie drewno, że aż żal oglądać (pomijamy to z uwagi na budżet, ale jednak). Filmowcem nie jestem, więc większą wagę przykładam do samej opowiedzianej historii, niż do detali montażowych. Masz prawo mieć inne zdanie, dzięki że przynajmniej podałeś konkretne argumenty, które mogę uszanować, zamiast bluzgać, że jestem je...nym hejterem :D
BTW. Serial to ja słabo pamiętam, zmontowany na jego bazie film już bardziej. I on mnie jakoś aż tak strasznie nie odrzucał. Wizualnie wziąłbym też pod uwagę upływ 20 lat, bo jednak sam nawet sposób color gradingu itd. obecnie jest inny i stare filmy wydają się wyglądać gorzej.
Skoro jestem bezmyślnym hejterem, to streszczę swoją opinię o filmie, żeby tego hejtu nikomu już nie zabrakło...
Na plus:
- kostiumy
- muzyka
- część scenografii
Neutralne (nie oceniam z powodu niskiego budżetu, żeby się nie pastwić):
-efekty specjalne (były lepsze niż można było się spodziewać)
-gra aktorska głównych bohaterów
-sceny walk (drewno, ale robili co mogli)
-montaż
Na minus:
-fabuła (prosta, rozwleczona, sporo "kwiatków" nie trzymających się kupy)
-dialogi (wciskane na siłę bluzgi, nie wnoszące niczego do scen, słabo pasujące wciśnięte na siłę cytaty, nieśmieszne onelinery i śnięte riposty, generalnie obliczone na tani efekt)
-notoryczne popisy łóżkowe młodego Jaskra, wlepione równie na siłę co część dialogów i scen i niczego nie wnoszące
-tragiczna wręcz gra części aktorów (główny zły w filmie wywołuje zgrzytanie zębami i to nie ze strachu)
Powiem tyle, sceny łóżkowe młodego Jaskra fabularnie były wpasowane jak w pornosie, gdzie do drzwi puka hydraulik, a po 30s już przepycha rurę gospodyni.
spoiler start
Scena ze zbiegłą czarodziejką to już majstersztyk... Po paru zamienionych zdaniach daje się ujeżdżać swojemu więźniowi, zapominając o całej misternie splecionej intrydze i własnym bezpieczeństwie...
spoiler stop
Kolejny kwiatek z Lambertem:
spoiler start
Doświadczony łowca potworów, zmodyfikowany genetycznie o nadludzko wyostrzonych zmysłach i refleksie, daje się dźgnąć nożem w plecy siedzącej na podłodze pokonanej panience...
spoiler stop
Główna linia fabularna jest tak prosta i słabo nakreślona, pozbawiona detali, że przypomina mi fabułę gier RPG sprzed lat. Pojawił się demon z d...., Piekła, chce przejąć władzę nad światem poprzez zdobycie artefaktu dającego mu władzę nad ludźmi. Śmiałek podąża zgładzić demona... I prosto jak po sznurku, żadnych zawiłości, zwrotów akcji, zaskoczeń...
Moja ocena 5/10. Punkty za stronę wizualną filmu, minusy za to, co powinno stanowić jego duszę, czyli fabułę i dialogi.
Może trzeba się było trzymać pierwotnego planu i nakręcić film 30 (lub 45) minutowy, zamiast pod wpływem sukcesów zbiórek, zaostrzać sobie apetyt i obiecywać coraz więcej i więcej...
Ale wiesz co mnie dziwi?
Raz, że jak piszę że zawiodłem się na fabule i dialogach, to i tak wszyscy jadą, że to przez przyzwyczajenie do blockbusterów z CGI :D Gdzie sens? Nikt nawet nie czyta zarzutów...
Dwa, piszecie że PWPP jest lepsze od gniota z 2001r. OK, a za co ten "gniot" był najbardziej zjechany? Za żenujące efekty specjalne... Czyli jednak efekty przesądzają o tym, czy film jest dobry, czy zły?
Jak dla mnie, co by nie mówić o "Wiedźminie" z 2001, to fabułę i dialogi miał lepsze, gra aktorska przekrojowo mimo nierówności i tak była średnio znacznie lepsza niż w PWPP, muzyka lepsza, to co niby przeważa na korzyść PWPP tak bardzo? Czy każdy tylko jedzie po tamtej produkcji z przyzwyczajenia? Bo serio chciałbym to zrozumieć.
Mówić, że ludzie mają gust zepsuty blockbusterami i pluć na film z powodu efektów. A jednocześnie dawać innemu filmowi 8-9/10 mimo mocno średniej fabuły i dialogów (bo jeszcze nikt tu nie napisał, że fabuła i dialogi były zachwycające...).
No, ty dyskutować merytorycznie o filmie nie chcesz (ciekawe czemu...), za to po raz nie wiem już który, z uporem maniaka tworzysz wpisy atakujące moją osobę :D
Widać po to jesteś na forum... Trudno. Ja to przeżyję :D
A na czym polega według ciebie dyskusja? Na wpisywaniu się w wątkach z którymi się zgadzam, żeby przytaknąć? :D
Tak przy okazji, jeden z moich ulubionych filmów sci fi od lat to The Man From Earth.
Taki typowy blockbuster ze skaczącym CGI :D To tak, żebyś kolejnym razem w napadzie szału, nie zakładał że wiesz wszystko o rozmówcy na podstawie wyłącznie własnych wymysłów na temat jego gustów :D
A przy okazji ten film to doskonały przykład jak można podejść do tematu i zrobić dobry film przy znikomych środkach. W tym filmie akurat niemal 100% roboty robi fabuła i dialogi. Których podobno w PWPP nie dało się zrobić ze względu na budżet, jak tu niektórzy twierdzą...
I ten film jest oceniony średnio na niepełne 8/10, z którą to oceną w sumie się zgadzam, jednocześnie uważając go za o wiele lepszy niż PWPP. No, ale widzę że tu na GoLu to skala zaczyna się chyba na 7 albo 8 zdaniem niektórych i wszystko poniżej jest obelgą.
Piszę gdzie chcę, ale nikomu nie udzielam, ani nie odbieram pozwoleń na pisanie :D Panie Dyrektorze :D
I nie, nie czytam co piszę. Piszę bezwzrokowo, jednocześnie oglądając zwiastuny Witchera od Netflixa :D
Już się nakręciłeś, jak to mi teraz odpiszesz? :D
Widzę, że tradycje rodzinne po tylu latach wciąż silne u ciebie :D I co? Podasz mnie do prokuratury? :D I kto tu ma problemy z psychiką najwyraźniej... :D
Nie idź tą drogą przyjacielu... :D Nie pisz nic więcej niepochlebnego o filmie, bo Cię pogryzą :D A za napisanie, że po 20 min wymiękłeś, to mogą nawet zlinczować.