
Szczerze? Miłoby było zobaczyć Chicago. Pojawiło się chyba tylko w Fallout Tactics, o ile się nie mylę.
Aha, czyli Europa se zrobiła po prostu drugi Układ Warszawski i zrobiła się druga zimna wojna? Okej.
Widzę tu chyba same odpowiedzi tych, co się z grami Nintendo prawie w ogóle nie obeznało.
To, że lepiej skupić się na tworzeniu rozgrywki niż na nowej marce, to OK, szanuję to. Problem tylko w tym, że gry od (obecnego) Nintento to są zawsze odgrzewane kotlety. Które nie mają zbyt wielkiego skupienia na jakichkolwiek mechanikach, co grę jest zawsze tylko jedna-dwie, dodatkowe mechaniki, które (porównując ją do poprzednich gier danej serii) powodują przebudowę całego balansu gry pod tą właśnie mechanikę i powoduje, że poprzednie były nieskuteczne. Może się mylę co do Zeldy, bo przyznaję, nie grałem w żadną grę tej serii - Ale Pokemony, Marian, Mario Cart... Najbardziej w sumie jestem tutaj w Pokemonach obeznany, więc o nich wypowiem się najwięcej. O ile w szóstej generacji mega ewolucje się bardzo dobrze przyjęły, bo nie psuły rozgrywki i ładnie się wpasowały w serię, to potem Dynamaxy, Gigantamaxy, Terestalizacja, Ruchy Z i tak dalej to były tak naprawdę same dopychacze by pokazać, że poza nowym regionem, jeszcze bardziej mdławą fabułą, 50-100 nowymi stworkami i kolejną bandą dzieciaków udających antagonistów, którzy nie dorastającą nawet do pięt staremu Zespołowi R, zrobili coś więcej. I nagle bum, chcesz zagrać w 9 generację na starych zasadach - Nie możesz, bo musisz grindować w cholerę, żeby przewyższyć liderów lub innych bossów o kilkanaście poziomów plus dodatkowe dziesięć na mega ewolucje i terastelizacje. A powyżej setny poziom wejść się nie da... Najbardziej rewolucyjne było w sumie Legends Arceus, ale to również jest zmarnowany potencjał i dałoby się zrobić lepiej, gdyby tylko nie sama kasa się liczyła.
To nie tylko w Pokemonach tak jest, lecz, jak już wspomniałem, w Super Mario, czy Donkey Kongu. To są kotlety odgrzewane gorzej od Disneya, a to już, drodzy państwo, jest wyczyn. Do MarioCart się nie dowalam, bo to jest akurat ścigałka, poza modelem jazdy, grafiką i fabułą nie zmienia się w takich grach nic za bardzo.
Wiesz, Nintendo np. opatentowało mechanikę "rzucania okrągłymi przedmiotami w stwory", więc teoretycznie jak się ma kasę to wszystko da się opatentować nieważne jak sam pomysł patentu jest poroniony.
Super Mario Bros miał też swoją wersję aktorską z lat 90. (która była o wiele bardziej kreatywna i porządna od tego, co współcześnie wychodzi z wytwórni (a przypomnę, że bazowano się na platformówce 256pxX256px, a nie na tym, co jest teraz), ale wiem, o co Ci chodzi. Masz całkowitą rację - Minecraft i gra aktorska to jest kombinacja, która nie powinna się nawet śnić w koszmarach najgorszych scenariopisarzy, a osoba, która ją wynalazła powinna dostać nagrodę za bycie najlepszym przedstawicielem społeczeństwa lat 20. XXI wieku. Dla takich ludzi nawet w piekle nie dałoby się znaleźć odpowiedniej kary.
W wielkim skrócie - Co za idiota wymyślił coś takiego?!