Dla Take-Two pudełka nie istnieją
Przecież te dane nie mówią nic o stanie wydań pudełkowych ich gier. 94% przychodów jest z cyfry bo najwięcej zarabiają na mikrotransakcjach do GTA czy NBA.
Kontakt z Personą 1 i 2 by zabił przeciętnego nowego gracza. :D
Te części są zbyt hardkorowymi dungeon crawlerami by przeszły w oryginalnej formie dzisiaj.
Przecież w pierwszym regionie prawie nie da się expić, nawet jak się rozwali wszystkich opcjonalnych bossów.
Run leci tak mało, że szybciej leveluje się w późniejszych regionach będąc na wyższym poziomie.
Spędziłem parę godzin pomagając innym graczom ubić Malenię i też ciężko mi uwierzyć, że aż tylu graczy ją rozwaliło.
Chyba tylko ze 4 razy u innego gracza widziałem drugą fazę bo zawsze host ginął w pierwszej od tego młynka AoE.
A ten dalej wierzy, że gry Ubi są słabe bo są kopiuj-wklej, a nie dlatego, że są po prostu robione pod tabelkę excela księgowych firmy.
Macie 100 innych samograjów do ogrania, po co wam 101 w postaci soulsów? Dobrych soulslike'ów jest tylko garstka (i większość od FROM), zostawcie je w spokoju.
No i w ogóle te zdziwienie, że fani gry którzy cenią sobie ją za poziom trudności wkurzają się jak niefani chcą by poziom trudności się zmniejszył.
To tak jakby pod newsem o symulatorach wyścigów narzekać, że te gry powinny dać możliwość wchodzenia bokiem 300km/h w ostry zakręt bo tak jest fajniej i przystępniej. XD

Pewnie ich taktyką na zmniejszenie kolejek jest odstraszenie graczy dzięki krypto.
W Microsoft Flight Simulator też nie ma policji a to gra z najbardziej otwartym światem.
Przecież Returnal nie jest tylko grą której jedyną zaletą (lub wadą) jest to, że jest trudna. Fabuła nie była jakaś rewolucyjna, ale ciekawa na tyle by zacisnąć zęby i spróbować przejść dalej.
Atmosfera natomiast jest gruba i ciężko znaleźć bardziej klimatyczną grę wydaną w 2021 niż Returnal.
Jakby gra była prosta to znów byś pewnie narzekał, że Sony kolejnego samograja wydało. xd
Ubisoft najczystszy? Ten ubisoft który projektuje gry singleplayer pod sklepik ze skórkami i schemat open worlda na jedno kopyto? Ten ubisoft co ma parę spraw w francuskim sądzie o molestowanie i mobbing w pracy bodajże? Ten który chce iść w rynek NFT?
Takie same szambo co Actiblizz czy EA.
Taki np. Valheim w early access działa dobrze i nie ma żadnych większych błędów.
Mnie bardziej zastanawia po co kupować gry od gościa który nigdy ich nie kończy. XD
Ja pierdzielę, tyle gier. Z tej listy grałem w 11, a przez cały rok przeszedłem może łącznie z 20-25 pozycji maksymalnie.
Jeszcze bym Deathloopa dołożył mimo, że mi ta gra średnio podeszła.
Może ten rok nie miał takich oczywistych, uniwersalnych hitów (aczkolwiek zakładam, że kampania Halo Infinite takim hitem będzie), ale nie można powiedzieć, że brakuje w nim bardzo dobrych gier.
Ten artykuł wygląda mi na kolejną reklamę LoLa. :D
Jest jeszcze gorzej, masz np. plakaty gdzie część napisów jest po polsku, a część po angielsku.
Już wolałbym, żeby wszystko było przynajmniej tylko po angielsku niż taki losowy miszmasz.
Angażowanie Rosati i Dorocińskiego do wymodelowania na ich podstawie postaci ale kompletnie olewając polski dubbing to kolejna niezrozumiała dla mnie decyzja.
Ogólnie The Medium mi się podobało, ale to byłaby jeszcze lepsza gra gdyby twórcy poszli w 100% w polskie akcenty, bo teraz to jest tak jakby twórcy Yakuzy wywalili wszystkie znaki i plakaty napisane w kanji i zastąpili je tekstami po angielsku. Bez sensu.
Ale PS Now pozwala pobierać gry z PS4 i uruchamiać je na swojej konsoli. To nie jest tylko streaming, jednak Sony robi bardzo złą robotę pod względem marketingu, bo nikt prawie nie wie o możliwości instalacji gier.
Dodatkowo Steam Deck ma wsparcie Valve, czyli giganta branży zarówno pod względem dystrybucji jak i produkcji gier, z dedykowanym softem i Protonem, w którego Valve wpompowało sporo kasy, a który umożliwia granie w gry na linuxach. Samo to zjada te wszystkie inne mobilne PCty na śniadanie.
Dla mnie definicją wydania w pudle jest fakt, że mogę wrzucić płytę/kartridż do konsoli, zainstalować i grać bez konieczności łączenia się z internetem i ściągania patchów.
Na PC jest to obecnie zupełnie nieopłacalne dla wydawców.
Poniekąd FROM był jednym z pionierów w kwestii światów bez loadingów w grach 3D. Już za czasów PSX(!) ich seria King's Field ładowała się tylko raz na starcie i dało się przejść grę od początku do końca bez ponownego ujrzenia ekranu ładowania.
Masz jeszcze FF14, które obecnie już chyba przewyższa odrobinę WoWa pod względem liczby aktywnych graczy i jest grą płatną (dodatki) oraz z abonamentem (wymagany gdy wbijesz któryś tam level) oraz zdecydowanie taką, w którą ludzie grają przez dłuższy czas.
Wygląda na bardzo sponsorowany, jakaś śmieszna gierka o której chyba nawet fani LoLa nie mają pojęcia, że istnieje, stawiana jako dowód na to, że gry single player mają się dobrze...
Żenada.
Samo zmniejszenie nacisku na walkę na rzecz przemierzania mniej lub bardziej zdradliwych terenów w grze AAA to już jest duże odejście od mainstreamu i świeży pomysł. Oprócz DSa to tylko RDR2 podeszło podobnie do tematu i przez co też sporo graczy narzeka, że jest to nudna gra.
Własnoręczne budowanie infrastruktury ułatwiającej poruszanie się po mapie - drabiny, liny wspinaczkowe, tyrolki, autostrada (tu już akurat tylko w określonych miejscach), stacje ładujące akumulatory, schronienia przed temporalnym deszczem etc. - to też świetny pomysł.
Aczkolwiek wiele tych mechanik się marnuje przez to, że gra jest bardzo łatwa, co jest dla mnie jej największą wadą.
Death Stranding to świetna gra i mimo paru wad zjada większość segmentu AAA swoimi pomysłami i wykonaniem.
FROM zawsze był trochę do tyłu pod względem grafiki ale ogólnie ich gry wyglądają dobrze, może poza DS2 gdzie była masa prostej geometrii.
Nie przeszkodziło im to jednak by z buta wjechać w branżę i sprawić, że sporo innych studiów zaczęło kopiować ich gry na potęgę, zazwyczaj z miernym skutkiem.
Z Elden Ring będzie to samo.
Dopóki w grach Bethesdy wejście do budynku będzie wymuszało ekran ładowania (w starfield pewnie będą to ekrany między przestrzenią kosmiczną, a planetami/stacjami/statkami) , dopóty nie będzie mowy o przeskoku.
To nawet nie byłby przeskok tylko zwyczajne dogonienie konkurencji z poprzedniej generacji jeszcze.
Patrząc po statystykach w menu na ostatnim pokazie to będzie przynajmniej taka swoboda jak w DS3.
Do tego dochodzą jeszcze skille broni, które nie są już przypisane do konkretnego egzemplarza tylko można je "wsadzić" do każdej innej broni i summony.
Ciężko powiedzieć jak duże znaczenie będą miały te dwie rzeczy, ale na pewno dadzą nam więcej możliwości.
Mam nadzieję jednak, że nie będzie jak w DS2 gdzie praktycznie zawsze kończyliśmy grę z postacią, która była dobra we wszystkim.
Mnie śmieszą te zarzuty, że Elden Ring ma słabą grafikę rodem z PS3, lol.
Wystarczy spojrzeć jak FROM operuje tam kolorami, nie przypominam sobie żadnej gry wydanej ostatnio, która by miała tyle charakteru w samej kolorystyce.
Design postaci, otoczenia, budynków też jest świetny i zostawia w tyle większość gier.
Od strony technicznej jest średnio (ale na pewno nie gorzej niż to co dostaliśmy w BB czy DS3), to fakt, ale od strony artystycznej FROM gra na czele stawki.
Dla mnie to dużo ważniejsze niż tekstury w 4K czy raytracing.
Ja to widzę tak, że to jest wycięta z podstawki zawartość za którą trzeba dodatkowo zapłacić.
No ale i tak jutro będę grał, niestety Horizon jest bezkonkurencyjny i inne arcadowe wyścigi nawet nie mają co marzyć by osiągnąć taki poziom.
~5 milionów kopii poszło w cenie premium ~440zł albo w cenie DLC za ~180zł + koszty gamepassa, a podobno gry za 350zł są za drogie.
Mi się Cyberpunk nawet podobał mimo fatalnego stanu technicznego (grałem na PS5).
Na plus postacie, fabuła, muzyka, design miasta i pojazdów.
Na minus cała reszta w zasadzie, masa ledwo działających mechanik, skopana ekonomia, fatalny kreator postaci (już starusieńkie Dragon's Dogma w wersji na X360/PS3 dawało więcej możliwości czy z nowszych gier Nioh 2) itd. itd.
Widać, że gra miała potencjał być prawdziwą petardą ale została zasypana bugami, cięciami zawartości oraz wątpliwej jakości decyzjami twórców i wyszedł z tego tylko średniak.
Współczesne gry ubi nawet nie mają co startować gameplayowo do ich starszych pozycji, a co tu dopiero mówić w porównaniu do absolutnych klasyków.
Mi remastery nie przeszkadzają (o ile nie psują oryginału jak np. remaster Warcrafta 3), zwłaszcza jeśli są to gry niedostępne wcześniej na obecną generację konsol.
Im większe możliwości nabycia legalnie starszych gier działających dobrze na nowych generacjach sprzętu tym lepiej.
Wbrew pozorom zbroje w prawdziwym świecie pozwalały na dosyć dużą swobodę ruchów, więc w świecie fantasy jak mamy pancerze z fikcyjnych metali, ulepszone magią i noszone przez herosów to czemu miałoby to przeszkadzać?
Zresztą nawet teraz w prawdziwym świecie żołnierze biegają z kilkunastoma czy kilkudziesięcioma kilogramami wyposażenia. Broń palna z amunicją waży więcej niż miecz z tarczą.
Gdyby kolejne części Far Cry stały na podobnym poziomie co gry FROM Software to nikt by na UBI psów nie wieszał.
Weźmy takie AC: Odyssey (jedyna część z tej nowej trylogii w jaką grałem), jest tam z 5 rodzajów broni, wszystkie w obrębie jednego rodzaju mają takie same ruchy i różnią się tylko wyglądem i liczbą zadawanych obrażeń.
Weźmy dowolne soulsborny (oprócz Sekiro, bo tam jest tylko jedna katana, ale i tak dostajemy nowe ruchy w formie skillów i protez shinobi), tam 3/4 broni ma przynajmniej jedną cechę, która je odróżnia od innych. A to mają inne ruchy, większy lub mniejszy zasięg, prędkość ataku, skalowanie względem różnych statystyk postaci, modyfikator obrażeń w ripoście czy backstabie, typ obrażeń czy rzeczy jak każdy cios zabiera HP postaci gracza etc.
Jak spojrzymy na Bloodborne to tam każda jedna broń ma więcej możliwości niż cały arsenał w Asasynach i każda ma kompletnie inny moveset.
Dlatego więcej osób narzeka na Asassiny i Far Kraje niż na Soulsborny. Nawet Dark Souls 2, które jest dla mnie najsłabszą częścią serii i najbardziej popsutą ma więcej różnorodności niż dowolna gra UBI.
Jak doda się do tego bossów i innych przeciwników, co-op, czy pvp to Soulsy zjadają gry UBI, no sorry.
A szkoda, bo gry UBI zawsze mają świetnie zrealizowane światy, ich team do zbierania materiałów na temat tych wszystkich epok w Asasynach czy architektury istniejących miast i artyści 3D przekładający to wszystko do gry to ścisła czołówka IMO, i jest tylko kilka innych devów, którzy osiągają ten poziom.
Ale jak sobie pomyślę, że to wszystko jest zagrzebane pod stumetrową warstwą mułu zrobionego z powtarzalnych aktywności i projektowania mechanik pod grind i mikropłatności w grze single player to ja odpadam.
Łatwy sposób na zarobek dla twórców, bo jeleni gotowych płacić chore sumy za NFT nie brakuje.
Oraz nie oszukujmy się, w tym przypadku gra to tylko pretekst by obracać kasą. Ładne opakowanie dla drogiej kupy w środku i nic więcej.
MH Stories to jRPGowy spinoff z turowymi walkami i większym nastawieniem na fabułę etc.
Podoba mi się bardzo wynik tej sprawy.
Apple zostało zmuszone do dopuszczenia zewnętrznych płatności.
Epic został wykopany z appstore'a.
Orać korporacje ile tylko się da.
Nie rozumiem zupełnie jak można Death Stranding, grę która co rusz podsuwa nam pod nos nowe mechaniki przez przynajmniej 3/4 gry uznać za nudną.
^Przeciek jest z australijskiego sklepu i cena podana jest w australijskich dolarach. W przeliczeniu na euro wychodzi ~€77, czyli standardowa nowa cena.
No tak, tylko wtedy każda poziom mógł korzystać mniej więcej z połowy dostępnej pamięci RAM, bo jego druga połowa musiała być również cały czas załadowana w pamięci.
W Ratchecie mogą wykorzystać całą dostępną pamięć RAM, bo druga połowa poziomu jest wczytywana błyskawicznie z dysku SSD przy przejściu między riftami i nie trzeba jej trzymać w pamięci.
Końcowy efekt jest taki sam (zresztą był obecny np. w Titanfall 2), ale dysk SSD pozwala go wykorzystać bez pójścia na kompromis.
Co nie zmienia faktu, że Ratchet jest raczej rozczarowujący jeśli chodzi o te rifty, można było tam zrobić o wiele ciekawsze rzeczy.
EDIT: A, no i na PS5 można by zrobić taką grę z np. 30 poziomami między którymi można przeskakiwać w locie, co na konsolach poprzedniej generacji korzystających z płyt lub dysku twardego byłoby niemożliwe.
Przeciez Soulsy mają dokładnie taki sam system zapisu co proponują ludzie domagający się go (słusznie) w Returnalu.
Tam masz cały czas autosave na jednym jedynym slocie co kilkanaście sekund, możesz wyjść z gry w każdym momencie i wrócić do niej tam gdzie skończyłeś.
Fortnite był całkiem niezłą grą za czasów gdy jeszcze nie był platformą reklamową gdzie odbiorca reklamy za nią płaci poprzez kupowanie skórek postaci i sprzętu z innych popularnych IP.
Shattered Memories to jak dla mnie stoi niewiele niżej od jedynki i dwójki.
Był to udany eksperyment, ale pod warunkiem, że zna się pierwszą część. Wtedy gdy oczekując wydarzeń z SH1 dostajemy inne wątki świetnie współgra to z tematyką gry.
Co do Bloobera, nawet jakby mieli robić tylko wierny remake pierwszej czy drugiej części z lepszą grafiką to nadal są dosyć słabym wyborem, bo ich gry nie wyglądają jakoś super.
A jakby mieli robić nową część to jestem pewien, że nie uciągną tego i dostalibyśmy co najwyżej silenta na poziomie Homecoming, niestety.
Amnesia to wydmuszka dla krzyczących streamerów.
To jest żenujące grać typem, który potrafi rzucać kilkadziesięciokilogramową beczką, a nie potrafi zdzielić nią przez łeb ścigających go cherlawych zombiaków.
Do tego Amnesia przyczyniła się do zarżnięcia praktycznie całego gatunku, bo wszyscy zaczęli kopiować na potęgę te bezsensowne pac-manowe mechaniki i przez kilka lat nie było żadnego porządnego horroru.
Chyba mało która gra mnie tak zawiodła i zniesmaczyła.
Switch jako hardware to genialna maszynka, ale ta płatna subskrypcja to jest po prostu plucie w twarz klientom.
Dlaczego Nintendno musi zawsze wszystko sp... zniszczyć?
Film mi się podobał, ale momentami mogłoby być mniej hollywoodzkich klisz. Gdyby całość trzymała poziom pierwszej połowy filmu to byłoby super.
Jedynie muzyka była wręcz fatalna, Hans Zimmer to najgorszy kompozytor jaki mógł być wybrany do tego filmu.
Jak dla mnie to raczej słabo się to zapowiada.
Po pierwsze - wszystkie te horrory pokroju Outlasta czy Amnesii są dla mnie cienkie jak barszcz, a zaprezentowane demo bardzo je przypomina. Zbyt bardzo.
Po drugie - nie ma bardziej wyświechtanej lokacji niż stary opuszczony i zdezelowany dom, w którym ktoś zamordował rodzinę. Całość to jedna wielka klisza. No dobra, wszystkie Residenty to klisze filmów klasy B, ale w PSXowej trylogii twórcy dosyć sprawnie się nimi posługiwali, zwłaszcza, że jak na tamte czasy RE1 to był kamień milowy growego horroru. Dziś to już jest odrobinę za mało by ruszyć kogoś, kto lubi horror w grach i szuka czegoś świeżego.
Po trzecie - milczący bohater. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Dla mnie horror bez postaci, którą da się polubić to kupa, a nie horror. Pierwsze Residenty nie miały jakichś super postaci, ale mimo wszystko są one nadal jednymi z najbardziej ikonicznych bohaterów w historii gier. Czy to samo można powiedzieć o bohaterach Amnesii czy Outlasta? Nie. To zwykłe awatary dla gracza, puste skorupy. Tragedia.
Co prawda plus dla Capcomu za to, że przynajmniej dodali innych ludzi poza bohaterem, ale to za mało.
Mam nadzieję, że pokazane demo to tylko taka zajawka, która nie będzie miała za dużo wspólnego z pełną grą.
Chciałem jechać na Gilmoura, ale oczywiście organizator skopał sprawę jak tylko się dało i cała pula biletów poszła w pół godziny, a koniki sprzedają teraz po 5-6x więcej niż wynosiła oficjalna cena. ;///////
Warto dodać, że Persona jest niesamowicie popularna w Japonii, tak bardzo, że od kilku dobrych lat są tam organizowane koncerty z genialną muzyką z gry.
Co do walk - moim zdaniem są one dobre, podczas potyczek z bossami bez starannego planowania kolejnych akcji możemy zostać zmieceni z planszy. Jest to chyba też jedyny jRPG w jakiego grałem (chociaż nie było tego zbyt dużo) gdzie używanie umiejętności i przedmiotów nakładających pozytywne statusy na naszą drużynę opłaca się w takim samym stopniu co atakowanie.
Dopisałbym w recenzji jeszcze, że zbieranie i tworzenie Person można porównać trochę do Pokemonów. :P
Na koniec bonus: remix głównego motywu walki z Persony Q na 3DS.
https://www.youtube.com/watch?v=6DXl4lrqdeI
Drugiej części nie oglądałem i nie zamierzam, bo pierwsza część to był gniot totalny, który za przeproszeniem wysrał się na książkowy oryginał i sprowadził go do oklepanego fantasy z walką dobra ze złem.
Wygląda na to, że 3 i 4 część zostanie zignorowana zupełnie albo powiedzą, że to był sen Ripley. :P
Mad Max to taki trochę filmowy odpowiednik np. Dark Souls. Niby "gameplay" Mad Maxa to tylko jazda w tę i z powrotem z wybuchami, ale jakby się przyjrzeć trochę dokładniej to mamy tam dużo więcej niż to. Dawno w kinie nie było tak skrzętnie zaprojektowanego świata. Kult silników V8 i Immortana Joe, rytualne sprejowanie ust chromem, ludzie przemierzający bagna na szczudłach etc.
A swoją drogą Crank (Adrenalina) ze Stathamem to też małe arcydzieło kina akcji, zwłaszcza dwójka z muzyką Mike'a Pattona i np. scenami stylizowanymi na stare filmy z Godzillą. :P
Natomiast Inside Out to dla mnie rozczarowanie roku. Pomysł był ciekawy, ale wykonanie marne bardzo. Taka tam animacja dla dzieciaków z ADHD, gdzie wszystko musi być kolorowe, dynamiczne, epickie i efekciarskie, inaczej dzieciaki zaczną się wiercić i pytać rodziców kiedy koniec. Nie rozumiem zupełnie zachwytów nad tą animacją. Zwłaszcza, że np. taka Księżniczka Kaguya (aczkolwiek to chyba animacja z 2014, a nie 2015 roku) 100x lepiej porusza pewne wątki z Inside Out jak np. zmiana miejsca zamieszkania i wynikła z tego strata przyjaciół.
A oglądając Zjawę miałem ciągle przed oczami książkę Krwawy Południk autorstwa Cormaca McCarthy'ego. Dlatego dla mnie ten film był bardzo dobry, aczkolwiek zgadzam się, że rola DiCaprio była w porządku, ale na pewno nie było to coś oscarowego.
Uwielbiam tę serię, ale uważam, że w późniejszych fazach gry gdy mamy masę zwierząt i roślin to całość zaczyna robić się bardzo męcząca.
Nie mam Vity (póki co), ale non-stop katuję soundtrack z Dancing All Night, jest on wręcz wybitny.
Dwójka jest jeszcze lepsza za sprawą ciekawszego systemu walki i nietypowej jak na horror (przynajmniej w grach) lokacji - jakieś zabite dechami pustynne miasteczko w USA.
Trójka, przezornie wydana pod innym szyldem jako swoisty spin-off to dobra gra pod względem mechanik, ale jej fabuła to jeden z największych potworków jakie widziałem w grach. Już chyba nawet słynne dialogi z pierwszego Resident Evil (Jill sandwich, ehehehe) trzymają wyższy poziom, lol.
Szkoda, że Square nie ma w planach stworzenia Parasite Eve 3. Nawet wolałbym remake jedynki zamiast przehypowanego FF7...
Mi się zakończenie Twin Peaks bardzo podobało. IMO najlepszy finał serialu jaki powstał. Do czasu aż wyjdzie kontynuacja, wtedy będzie co najwyżej najlepszym finałem sezonu. ;)
Nie rozumiem tych wszystkich ludzi narzekających, że "nic się nie dzieje", bo nikt się nie bije/strzela/rozwala autami etc. (i tu mowa nie tylko o tym konkretnym serialu, ale ogólnie).
Co do FTWD, myślę, że jest ok, klimat jakiś tam jest, niezłe zdjęcia Los Angeles, momentami trzyma w napięciu. Całość zdecydowanie ma potencjał.
Jedynie mam nadzieję, że nie będzie dalej takich głupot w stylu ojca, który sam nocą odwiedza "gniazdo" narkomanów. Takie miejsca są raczej niebezpieczne, bo jak się trafi na grupkę zaćpanych ludzi to może się to źle skończyć.
PS. Jak zwykle murzyn umarł pierwszy. =)
Nie bez powodu Peace Walker jest uznawany za jedną z najlepszych gier na PSP.
Jedyne co mi się tu nie podoba to późniejsi bossowie z Extra Ops, którzy są praktycznie niemożliwi (a na pewno bardzo upierdliwi) do pokonania bez udziału przynajmniej drugiego gracza.
No i "fultonowanie" powalonych żołnierzy sprawia, że gra staje się łatwa, bo nie trzeba ich chować nigdzie, a nie można sobie pozwolić na niepozyskiwanie nowego personelu bazy.
Poczekaj na Somę a zmienisz zdanie
Soma pod względem mechaniki wygląda jak Amnesia. Fajnie, że twórcy dodali NPCów w postaci robotów, z którymi można gadać, bo fabuły w grach przedstawiane za pomocą tekstów napisanych na rozsianych tu i ówdzie karteczkach już mi bokiem wychodzą.
Gry opierające się na ucieczkach też mogą jednak wyjść poza pewne ramy, dając graczowi na przykład opcję wciągnięcia wroga w pułapkę. Wszystko sprowadza się do tego, jak pomysłowi i chętni nie ulec schematom są twórcy.
Mi od dawna marzy się gra, która wyglądałaby jak pierwsze Rambo - gracz byłby ścigany przez przeważające siły wroga i musiał zastawiać pułapki etc. ale obawiam się, że napisanie AI sensownie współpracujących ze sobą przeciwników byłoby koszmarnie trudne.
Dla mnie horrory "ucieczkowe" są słabe. O ile w Haunting Grounds mamy przynajmniej dosyć ciekawą historię i postacie (Fiony nie da się nie polubić :P), a każdy przeciwnik ma swoje zamiary co do głównej bohaterki, tak już taka Amnesia nad którą ludzie się spuszczają nie ma prawie żadnej z tych rzeczy. Bohater jest nijaki, z historii nie zapamiętałem nic (w HG grałem kilka lat wcześniej i więcej pamiętam), potwory są nijakie.
Do tego Fiona nie była taka całkiem bezbronna, w grze było parę przedmiotów, które utrudniały życie przeciwnikom, no i jeszcze miała psa. A w Amnesii mamy gościa, który potrafi rzucać beczkami, a nie może ułamać jakiejś nogi od stołu i zdzielić potwora przez łeb.
Przecież w sytuacji zagrożenia człowiek zrobi wszystko by przeżyć. Nie tyczy się to jednak bohaterów "uciekanek".
Tak naprawdę dobry horror musi straszyć fabułą i posiadać chociaż jedną postać, którą polubimy i będziemy jej kibicować. Pod względem mechaniki Amnesia czy Outlast to Pac-Man w horrorowej skórze.
I bonus na koniec: http://www.smbc-comics.com/?id=2736
:)
Wersja z NESa różni się sporo względem oryginału wydanego na komputer MSX2.
ale i parę minusów
Mógłbyś rozwinąć to? Ja bym się przyczepił tylko zakończenia, bo było dosyć przewidywalne, ale poza tym uważam, że Birdman to film totalny i każda jego składowa jak scenariusz, aktorstwo, praca kamery etc. stoi na przynajmniej bardzo dobrym poziomie.
Bez sensu, zamienili mi stronę na której miałem newsy, recenzje, artykuły, repertuar kin, program TV i polecane filmy na biednego fejsbuka gdzie mogę lajkować i komentować oceny filmów wystawione przez znajomych. Jakby mi to było potrzebne.
Cytując z Wiedźmina: Pięknie, k.., pięknie.
To może inaczej - idziesz do kina na film, który trwa 2 godziny i jest pociętą wersją znacznie dłuższej, czterogodzinnej pozycji (np. jak to było w przypadku Dawno Temu w Ameryce) - krytycy nie zostawiają suchej nitki nad takim potworkiem. Potem wychodzi wersja reżyserska (patch) i wszyscy się zachwycają.
Jednak nie zmienia to faktu, że wersja kinowa była dużo słabsza.
Można więc śmiało wystawiać słabe oceny niedorobionym grom, które odmawiają współpracy, notorycznie wysypują się, tylko jeśli patch później naprawi wszystkie te rzeczy, to wypadałoby o tym wspomnieć, może nawet w drugiej recenzji.
No i tu jest większy problem ale sadze, że szef gazety/portalu zajmującego sie grami zrozumiały jeśli pracownik wytłumaczył by, ze nie jest w stanie ocenić całości bo błąd gry mu to uniemożliwia. W takim wypadku możnaby wystawić recenzje bez oceny z adnotacją, że recenzent nie był w stanie ocenić całego produktu.
Ktoś rozprowadza do kin film, którego można obejrzeć tylko do połowy, bo taśma jest uszkodzona, dziennikarze filmowi wstrzymują się z recenzjami albo oceną, dopóki nie obejrzą całości na DVD (patch).
Genialna logika.
Potwierdzam, strzelałem w powietrze i tłum już nie był tak rozentuzjazmowany. :)
Mechanika wyborów (a w zasadzie jej brak, bo nie korzystamy z niczego więcej poza tym czego możemy użyć w każdej chwili podczas rozgrywki) w SO: The Line rządzi.
GameSkate, obawiam się, że aż tak realistycznego podejścia do RPG jeszcze nie uświadczyliśmy i długo nie uświadczymy. Twórcy Kingdom Come mieli duże problemy ze sfinansowaniem projektu, bo potencjalnym inwestorom wydawał się zbyt realny.
Ale tu nie trzeba nawet stawiać na realizm, wystarczy dać graczowi poczucie, że wypad z jednego miasta do drugiego nie jest jak wyprawa z domu do sklepu za rogiem. :)
Mi marzy się gra RPG, w której nie będziemy się potykać co 10 kroków o potwory albo wejścia do lochów czy tam innych podziemi.
Taka, w której do wyprawy z jednego miasta do drugiego trzeba się przygotować, zebrać zapasy, mapę z trasą, kompas (sorry, nie mamy magicznych GPSów, jak nie umiesz czytać mapy to jesteś w czarnej dupie) i liczyć, że jakoś dotrzemy na miejsce.
Taka, w której czasem na trasie trzeba sprzedać część wartościowego i aktualnie używanego ekwipunku (albo zacząć kraść) w jakiejś zabitej dechami dziurze, by uzupełnić zapasy, wypytać się o drogę etc.
Szkoda, że nigdy pewnie taka nie powstanie (chyba, że sam ją zrobię, heh), bo już widzę jak RPGowi puryści krzywią się na przynajmniej jedną rzecz, którą napisałem wyżej. :)
BTW, mi podobało się podejście do lokacji w Shadow of Colossus. Mamy tam mnóstwo rozległych równin, które w zasadzie są puste, ale za to świetnie gna się przez nie koniem, więc nie można narzekać na nudę podczas ich przemierzania.
Bardzo dobry odcinek, jeden z najlepszych w całym serialu IMO. Jeśli ten poziom zostanie utrzymany przez resztę sezonu to w końcu będzie można było napisać, że serial nie odstaje jakościowo do komiksu czy gry.
Miałem podobną awarię dosłownie kilka dni przed końcem gwarancji. Reklamację złożyłem przez sklep z allegro, w którym dokonałem zakupu czytnika. Po paru dniach listonosz przyniósł nowiutkiego Kindle'a. Co ciekawe na gwarancję odesłałem wersję z reklamami, a przysłali mi bez. :D
Pfff. Zawsze mam banana na ryju jak ktoś mi mówi "ale tę grę odpalisz na smartfonie!".
Odpalić odpalisz, ale powodzenia w graniu ze znajomymi np. w Tekkena albo Quake II (splitscreen <3). Czy w ogóle jakąkolwiek zręcznościową grę.
Powinieneś był napisać: "PSXa nie ma sensu brać, bo w gry z niego możesz grać na PSP".
PS One jako "przenośna" konsola to w sumie niezły wybór, bo jest ona dosyć mała i lekka w porównaniu do reszty.
PS One - 19,3 × 14,4 x 3,8 cm, waga 0,55 kg
Xbox One - 33,3 x 27,4 x 7,9 cm, waga 3,8 kg
PS4 - 27,5 x 30,5 x 5,3 cm, waga 2,8 kg
PS3 super slim - 29 x 23 x 6 cm, waga 2,1 kg
Najlepiej wziąć ze sobą NDS, 3DS, PSP i/lub Vitę (w zależności od preferencji i budżetu) albo nawet starusieńkiego GB/C/A.
Natomiast jak ktoś chce pograć ze znajomymi to polecam planszówki i karcianki. :)
Przecież gdzieś tam podczas traileru jest napisane, że to demko nie pokazuje rzeczy, które rzeczywiście będą we właściwej grze.
Ja natomiast staram się ograniczyć hype, ale Kojima, del Toro, Fox Engine to zbyt dużo jak dla mnie. Mam nadzieję, że Yamaoka też powróci, bo jego muzyka to integralna część serii.
Natomiast uważam, że użycie twarzy znanego aktora (zwłaszcza takiego kojarzonego głównie z jednej roli) jako twarzy głównego bohatera to raczej kiepski pomysł.
Przeszedłem jedynkę i dwójkę kilkukrotnie.
Dla mnie fabuła 3rd Birthday to było jak spuszczenie do kibla poprzedniczek.
"After taking Aya in, the CTI discovered that she was capable of transferring her soul from body to body, an ability dubbed "Overdive"."
Co to w ogóle do cholery jest? Fabuła poprzednich części była OK, bo wszystkie te mutacje były nieźle wytłumaczone i oparte o rzeczywistą naukę (np. to, że większość genów wszystkich ludzi faktycznie może w uproszczeniu wywodzić się z jednej kobiety http://en.wikipedia.org/wiki/Mitochondrial_Eve ) a nie jakieś, za przeproszeniem, magiczne gówno z przenoszeniem dusz. Aczkolwiek sama mechanika przenoszenia się do ciał NPCów podobała mi się.
Gdyby 3rd Birthday opowiadało zupełnie nową historię niezwiązaną z Parasite Eve 1 i 2 to bym się nie czepiał tej "magii". No ale jako, że te pierwsze części opierały się dosyć solidnie o naukę to odrzucanie tego w trójce to bardzo głupie posunięcie.
To trochę tak jakby w nowym Resident Evil zastąpić wirusy i pasożyty magiczną mocą voodoo, czy czymś podobnym. Bez sensu.
Twórcy trochę zmienili gameplay, ale nadal głównym plusem jest tutaj główna bohaterka Aya Brea oraz fabuła.
Fabuła? Przecież 3rd Birthday ma fabułę na poziomie fanficu pisanego przez jakiegoś dwunastolatka. :x Głównym plusem tej gry jest gameplay, który jest dosyć wymagający (zwłaszcza na wyższych poziomach trudności) i dający satysfakcję.
Sorry, ale dawno większej bzdury nie czytałem.
Nie zgodzę się do końca z tekstem. Pominąłeś jedną rzecz, w której fotogrametria może zdziałać cuda.
Wyobraź sobie Neverhooda, gdzie każdy plastelinowy obiekt jest sfotogramowany (:p) i możesz obejrzeć go ze wszystkich stron.
Albo weźmy animacje stop-motion (poklatkowe) jak np. Koralina albo Fantastyczny Pan Lis, gdzie każda lokacja i postać istnieje fizycznie jako makiety i figurki. Wystarczy to zeskanować i dostajemy fantastyczny świat pełen detali.
"Możemy się tylko domyślać, że Big Boss zaczyna świrować"
Nie, my to wiemy. BB ginie z rąk Snake'a w pierwszym Metal Gear (nie mylić z Metal Gear Solid).
The Phantom Pain ma pokazać jak i dlaczego Big Boss stał się tym złym.
Casha uwielbiam, nakłoniłeś mnie do kupna, zwłaszcza, że cena jest standardowa (~40zł) spodziewałem się raczej czegoś koło 70zł.
Grrrr, nie mogłem pojechać na ten koncert bo kolidował mi z egzaminami na studiach. :x
Najlepszym horrorem ostatnich 10 lat (i nie tylko) był Silent Hill: Shattered Memories, który niszczy wszystko i może być spokojnie postawiony obok klasyków gatunku z innych mediów jak film czy literatura.
Raz grałem, będąc całkiem sam w mieszkaniu, w Little Inferno w samym środku mroźnej zimy z toną śniegu za oknem i bardzo przyczyniło się to do zintensyfikowania klimatu tej gry.
Gdybym jeszcze tylko miał kominek to zacząłbym chyba palić w nim rzeczami współlokatora. :P
"Na siłę można dodać nieco tajemniczości rodem z opowiadań H.P. Lovecrafta."
SPOILERY:
spoiler start
Jeśli już to nie klimat Lovecrafta, tylko książki "The King in Yellow" Roberta W. Chambersa (aczkolwiek Lovecraft inspirował się jego twórczością), do której serial odnosi się bezpośrednio.
spoiler stop
Co do internetu zmieniającego podejście do tworzenia gier - wyobrażacie sobie tak zabugowane gry wydane np. na PS2? W tamtych czasach produkt musiał być dopięty na ostatni guzik, bo firma, która wypuściłaby grę z krytycznymi błędami już raczej nie zrobiłaby nigdy niczego innego.
Nie wyobrażam sobie teraz, by w kolejnej odsłonie Skyrima nie było ekspresowych podróży,
Jeśli gra potrzebuje opcji ekspresowych podróży to sama podróż zwyczajnie tam ssie i powinna zostać naprawiona.
Wystarczy wywalić zadania "idź z punktu A do punktu B, weź od gościa przedmiot/zabij 10 bandytów i wróć do punktu A".
Gdyby w Skyrimie była opcja ominięcia walk (które nawiasem mówiąc są koszmarnie skopane) to też byś pisał, że nie wyobrażasz sobie kolejnej odsłony bez niej? Dla mnie byłaby to tylko oznaka, że twórcy kompletnie spieprzyli mechanikę gry i próbują ratować się najtańszymi sztuczkami.
Ostatnio krąży mi po głowie koncepcja "RPGa drogi", z półotwartym, liniowym światem. Bohater wytrwale dąży do odległego, znaczącego celu i nie ma czasu na bycie chłopcem na posyłki (co jest jedną z NAJWIĘKSZYCH wad jakiegokolwiek RPGa - idź pół godziny z punktu A do punktu B, porozmawiaj z jakimś kmiotem i wracaj pół godziny do punktu startowego - groza).
Lektor w pierwszym Stalkerze tworzył niesamowity klimat, a piszę to z perspektywy kogoś, kto nie cierpi lektorów.
Gothic 1 & 2+NK miał bardzo fajny dubbing.
Koniecznie zagraj w Dark Souls.
Spokojnie zrobisz tam gościa w płaszczu wywijającego dwuręczniakiem wielkości samej postaci i korzystającego jednocześnie z magii.
Kiedyś w empiku kupiłem biografię-esej o Lovecrafcie, właśnie autorstwa Houellebecqa.
Kilka dni temu przeczytałem ją (nie polecam czytać przed snem czegokolwiek związanego z Lovecraftem :P) za jednym zamachem.
Chyba skuszę się na więcej jego prac.
Jestem zaskoczony, że domyślną tapetą nie jest zdjęcie Kim Jong-Una. :D
A mi podoba się strasznie i to nie dlatego, że to produkcja HBO.
W zasadzie to dostałem chyba coś na co czekałem od dawna - serial, który nie jest tasiemcem (z tego co wiem każdy sezon ma mieć zupełnie inne postacie), który nie robi z widza debila, nie wprowadza genialnych postaci z prawie paranormalnymi umiejętnościami (Hannibal :x ten introwertyczny gość ze swoimi wizjami morderstw sprawił, że złapałem się za głowę - jak można było spieprzyć w ten sposób tak świetny materiał?).
Do tego mamy realistyczne podejście do policyjnej roboty (no dobra, może nie do końca, ale jest bardziej realnie niż w znakomitej większości innych seriali czy filmów), wielowymiarowych bohaterów (to co McConaughey robi z Rustem wgniata w fotel, a Harrelson jako Martin dzielnie dotrzymuje mu kroku), ciekawe dialogi, które przykuwają do ekranu (rozmowa głównych bohaterów o wiernych słuchających kaznodziei), duże przywiązanie do szczegółów (np. sowa siedząca na belce zniszczonego kościoła w końcówce drugiego odcinka, albo małe nawiązania do twórczości Lovecrafta) oraz przepiękne krajobrazy Luizjany.
Jak dla mnie True Detective już teraz siedzi obok The Wire i Twin Peaks w pierwszej trójce najlepszych seriali jakie widziałem.
"Tak ciekawej obsady nie miał chyba żaden inny film z zeszłego roku."
"Adwokat" - film miał mieszane recenzje, ale na dobór aktorów na pewno nie można było narzekać.
Natomiast jakoś za około miesiąc do kin trafia The Grand Budapest Hotel. Tamtejszą obsadę można by rozdzielić na kilka filmów i w każdym grałyby ze 2-3 gwiazdy większego lub mniejszego formatu. Polecam.
A American Hustle to solidny film, chociaż jak dla mnie mógłby być odrobinę krótszy. Początek trochę się ciągnie, na szczęście później jest już lepiej.
Tajemniczy inwestor nie jest wcale taki tajemniczy:
http://www.forbes.com/profile/zdenek-bakala/
Co do samej gry - w końcu będzie jakiś przełom (ramię w ramię z Wiedźminem 3) w IMO bardzo skostniałym gatunku jakim jest cRPG.
Dajesz więcej. Dla takich tekstów jak ten warto przebijać się przez tony średnich wpisów.
Jest moc. Nie ma tu taniego efekciarstwa, czy genialnych postaci, które potrafią widzieć przeszłość bo są wrażliwe (tak Hannibal, na ciebie wskazuję), aktorstwo powala, klimat małych miasteczek USA jest, duży nacisk na dialogi jest, intryga jest, świetna muzyka też itp. itd.
Ten pilot bije na głowę chyba większość ostatnich seriali w ogóle.
Ale bank przechowujący: potiony, przedmioty o zbyt wysokim levelu, śmiecie do craftu (kaktusy, jajka, pomidory)?
Akurat jakieś żarcie czy coś to przesada, ale reszta przedmiotów - czemu nie?
Zresztą w grach wolę przekładać wygodę grania nad realizm, a bieganie do 10 różnych skrytek, gdzie możesz przechować tylko i wyłącznie przedmioty danego typu wygodne by na pewno nie było.
Nie rozumiem czemu czepiasz się banków przechowujących przedmioty.
O ile dziś już może mało kto korzysta ze skrytek bankowych, ale one nadal istnieją.
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Bizuterie-i-sztuke-mozna-trzymac-w-banku-2654615.html
No już myślałem, że nie zobaczę tu The Grand Budapest Hotel. Dawno nie czekałem tak na jakikolwiek film.
Cytat z tekstu:
Braćmi sterujemy równocześnie i niezależnie, korzystając z gałek analogowych na padzie lub odpowiednich przycisków na klawiaturze (WSAD + strzałki)
;)
Bardzo dobra gra, niektóre momenty są wręcz magiczne, np. wiosłowanie łódką przez pokryte krą morze (świetne wykorzystanie mechaniki dwóch analogów).
Mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie nam wrócić do świata wykreowanego na potrzeby tej gry.
Mnie wkurzają strasznie "realistyczne" gry, które są wyprane z całej palety kolorów zamieniając ja w odcienie niebieskiego wymieszanego z szarym. Nawet jak wyjrzę przez okno na łódzkie blokowisko w mglisty dzień to widzę więcej kolorów niż w takim pożal się boże Battlefieldzie 3 na przykład.
Jak bardzo się ucieszyłem, gdy po odpaleniu Bioshocka: Infinite przywitały mnie żywe i RÓŻNORODNE kolory.
EA mogłaby pokusić się o wydanie na nowym silniku gry o drugiej wojnie światowej
Kupiłbym.
Kiedy ostatnio wyszedł jakiś porządny FPS z akcją dziejącą się podczas II WŚ?
Mi gry chyba sporo pomogły z angielskim, bo uczyłem się tego języka tylko w pierwszej klasie podstawówki i gimnazjum (jako zajęcia dodatkowe, ale potem zrezygnowałem). Natomiast w pierwszej technikum na teście określającym zasób naszej wiedzy o j. angielskim zająłem prawie najwyższe miejsce w klasie.
Chociaż gdyby ktoś mi kazał powiedzieć coś np. w czasie present perfect to nie miałbym zupełnie pojęcia jak, mimo 5 lat nauki w technikum i na studiach.
Za to mam bardzo duży zasób słów i bez większych problemów mogę czytać książki po angielsku (ale muszę się skupić odrobinę mocniej niż zwykle).
Szkoda tylko, że tak rzadko mam okazję mieć do czynienia z mówionym angielskim...
Też posiadam dokładnie ten model Kindle'a, jedne z najlepiej wydanych ~400zł w moim życiu. :)
Dużym plusem tych czytników jest to, że mamy całą masę darmowych klasyków na licencji Public Domain. Jeśli ktoś czyta książki po angielsku to w zasadzie po kupnie Kindle'a może przeczytać za darmo i legalnie tysiące tytułów.
Pomarudzę trochę. Dobry design karoserii w muscle'ach skończył się gdzieś w okolicach lat 80 XX wieku.
Wszystkie te nowsze projekty wydają mi się takie plastikowe. :x
Fantomas ma w sumie tylko dwie "normalne" płyty - The Director's Cut - covery utworów z filmów (m.in. motyw z Dziecka Rosemary skomponowany przez Krzysztofa Komedę) i jedną koncertówkę.
Reszta to właśnie Delirium Cordia , której słucha się jak soundtracku do horroru oraz płyty Fantomas, która jest niby-soundtrackiem do francuskiego komiksu o tej samej nazwie, oraz Suspended Animation (dobra gra słów, bo zwrot ten oznacza masaż serca), którzy brzmi jak muzyka z kreskówek zmiksowana z metalem.
I szczerze podoba mi się życie w przekonaniu, że to wszystko jest prawdziwe.
Też mam taką nadzieję. :) Ogólnie uwielbiam tego typu historie dotyczące jakiejkolwiek sztuki.
Devil Doll jest świetne(świetny?), podoba mi się podejście tego gościa do muzyki. Ciekawi mnie tylko ile z tych opowieści jest prawdą, a ile jest wymyślone, by nadać tajemniczości całemu projektowi.
PS. Polecam też album Delirium Cordia zespołu Fantomas - jest utrzymany w podobnym stylu.
Ja widziałem Adwokata, podobał mi się bardzo, bo w sumie prawie dokładnie takiego filmu oczekiwałem.
Patrząc po ":|" na końcu postu seans chyba był nieudany? ;d
No też bym chciał nieużywane płyty kupować, ale to nie w najbliższym czasie, bo większość wolnej kasy poszła na gramofon. Kupię parę używanych płyt na początek. Niestety mam taki problem, że mam przynajmniej ze 20 albumów, które po prostu muszę kupić i jakbym miał płacić za każdą z tych płyt 80-100 zł to raczej jest to zbyt dużo jak na biednego studenciaka. ;d
O, a ja akurat w zeszłym tygodniu zamówiłem sobie gramofon, dziś przyszedł. :)
Jutro idę do jakiś antykwariatów polować na płyty.
Raczej w każdej liście znajdą się takie kwiatki jak Star Trek.
U mnie była niecała setka, zmotywowało mnie to do częstszego oglądania filmów, przez ostatnich parę miesięcy widziałem może tylko z 10, dzięki.
Hmm, zawsze myślałem, że to Capcom zrobił Clock Tower. Z tego co czytam w internecie to wykupili markę po tym jak oryginalne studio splajtowało.
BTW, w sumie też masz trochę racji, bo to sukces Amnesii rozpoczął boom na horrory biegano-skradane. ;)
Ja jednak nie lubię, gdy ktoś podaje jakąś książkę/film/grę jako objawienie, mesjasza gatunku etc., kiedy bardzo podobne rzeczy były tworzone dużo wcześniej.
" Łączność TP-Linka nie cofa się wstecz"
Pleonazm, popraw to. ;)
Społeczność graczy musi podziękować studiu Frictional Games za to, że zapoczątkowało taki sposób przedstawiania rozgrywki.
Nie. Pierwszy był bodajże Capcom i jego Clock Tower na SNESa. Gra doczekała się kilku sequeli i duchowego następcy - Demento/Haunting Ground.
Rok wcześniej niż Amnesia wyszedł też Silent Hill: Shattered Memories, w którym bohater również był bezbronny.
Niezła recenzja, tak to wszystko opisujesz, że widać dokładnie dlaczego taka ocena a nie inna.
Ale teraz giń, bo raczej prędko nie będę miał PCta, który pozwoli mi pograć w AC4, a chciałbym bardzo. :x
Losowe walki 2 okrętów na które możesz swobodnie się wspiąć? Ja bym uznał to za mały krok w stronę prawdziwego next-gena.
Mam jeszcze jedno pytanie. Czy AC3 zostało już spatchowane tak, by działało na maszynach, które mogły uciągnąć dwójkę i dodatki?
Ja nie lubię XBoxa One bo MS za przeproszeniem sra na graczy, którzy chcą zagrać w coś innego nie będącego klonem Gearsów albo FIFĄ/NFL 20xx. Ostatnio dosyć głośno jest o tym, że Forza (IMO jedyny porządny exclusive na X1 i X360) wygląda gorzej niż na gameplayach z E3 i o problemach z rozdzielczością, do tego na papierze specyfikacja tej konsoli jest zauważalnie słabsza od PS4. Dla mnie to już zbyt dużo powodów by w ogóle brać pod uwagę kupno tego sprzętu.
Z drugiej strony mamy Sony, które od zaprezentowania PS4 stawiało na gry. Oprócz wielkich blockbusterów promują mniejsze i bardziej eksperymentalne produkcje. Wspomniany wyżej abonament PS Plus - płacisz ~200zł rocznie i dostajesz gry na PS4, PS3 i PS Vitę, łącznie z kilkadziesiąt, więc na pewno znajdziesz coś dla siebie.
Sam nowej konsoli nie kupię, bo mam jeszcze kilkanaście tytułów do nadrobienia z PS3, a tej też prędko sobie nie sprawię. Natomiast jak już kupię PS3 i zapłacę za PS+ to będę mógł dodawać gry z Vity (mam teraz PSP i jest genialne) i z PS4 do swojego konta i grać w nie gdy już będę miał obie te konsole.
"GameSkate -> Dark Souls jest sequelem Demon's Souls, więc to właśnie tę grę bardziej obstawiałbym jako wzór dla RPGów."
Nie grałem w Demon's Souls (nie mam PS3), ale z tego co kojarzę do kolejnych lokacji przechodzi się odrobinę sztucznie z głównego hubu, a w Dark Souls lokacje naturalnie i płynnie przechodzą z jednej w drugą, co mi się strasznie podoba.
" Może zamiast tych dwóch tytułów dałbym jednak Skyrima, który myślę że będzie/już jest ważnym drogowskazem dla erpegów nowej generacji"
Ahahahaha. Jeśli Skyrim ma być drogowskazem dla erpegów nowej generacji, to te erpegi będą niczym więcej jak ładnymi wydmuszkami bez żadnego polotu.
Dla mnie Skyrim to najbardziej przereklamowana gra generacji.
System walki leży (jedynie korzystanie z łuku daję frajdę), ze świata tylko krajobrazy dają radę, bo podziemia itp. są nudne i powtarzalne, fabuła jest bo jest, kolejna generyczna historia fantasy.
Ktoś powie pewnie - omg głąbie, zainstaluj mody! Nie, jak dobre by te mody nie były, sam Skyrim jako gra wydana przez Bethesdę to ładny średniak, a nie mesjasz gatunku RPG.
Natomiast moją grą generacji jest zdecydowanie Dark Souls, czyli raczej nic zaskakującego.
Jak dla mnie to Dark Souls właśnie powinien być wzorem nowoczesnych gier RPG. Mamy tu świetnie skonstruowany świat, gdzie każda lokacja ma swój własny klimat i nie jest tylko kolejnym dungeonem z lekko zmienionym układem korytarzy.
System walki posiada głębokość godną bijatyk i nagradza eksperymentowanie z różnymi broniami oraz ekwipunkiem (to chyba jedyny erpeg w którym trzymałem przeróżny sprzęt na różne okazje). Same rzeczy typu "jeśli dana broń jest dla ciebie za ciężka to chwyć ją w obie ręce" to ogromny krok naprzód w stosunku binarnych systemów "możesz/nie możesz podnieść tej broni".
Dodajmy do tego innowacyjny multiplayer, który jest uzasadniony przez fabułę(!), która również wprowadza pewną nowość (chociaż nie do końca, bo From Software robi już takie fabuły od czasów King's Field na PSX) - mimo, że nie posiada dialogów o objętości 1000 stronicowej książki nadal potrafi poruszyć niektórymi wątkami, często przez kilkunastosekundowe cutscenki podczas których nie pada żadne słowo.
No i jeszcze wspomniana tu przez kogoś enigmatyczność - świat, który tu odwiedzamy jest nam obcy, a my w miarę postępów badamy i odkrywamy jego tajemnice. Często myślałem, że ta gra już niczym mnie nie zachwyci i zazwyczaj parę minut po tym odkrywałem coś zupełnie wspaniałego (Ash Lake FTW). Nie przypominam sobie żadnego innego erpega, który by był tak upakowany tego typu rzeczami.
Pliki, CD i kupowałbym vinyle, gdybym miał trochę wolnych pieniędzy na gramofon.
Streamów nienawidzę i życzę im szybkiego upadku (szkoda, że raczej się na to nie zapowiada :x).
Demon's Souls, Batman Arkham Asylum (albo City), Uncharted 3, Shadow of Colossus + ICO HD, Bioshock 2, Resident Evil 5, Far Cry 2 & 3, Sleeping Dogs, Deus Ex Human Revolution, Mafia 2, Assassin's Creed III.
No tak, same darmowe gnioty o których nikt nie słyszał.
PS+ to główny powód dla którego kupię konsolę Sony (chociaż prędzej PS3 niż 4). Do tego oczywiście dochodzi nostalgia za PSXem i PS2.
W Shattred Memories nie ma straszenia tanimi chwytami. Samo to, że w tej grze krew występuje może ze 3 razy sporo o niej mówi. Nawet w horrorach książkowych jest to raczej rzadkość.
Aha, zapomniałem w sumie dodać, że przed zagraniem w SH: SM warto sięgnąć pierw po pierwszą część serii, bo SM posiada te same postacie (aczkolwiek w innych rolach) i szkic fabularny - wtedy naprawdę mamy do czynienia z "połamanymi" wspomnieniami.
I jeszcze w sprawie Silent Hill 2 "kontra" Shattered Memories - są mniej więcej równe, aczkolwiek ja preferuję bardziej ten drugi tytuł, bo zrywa z pewnymi konwencjami gatunku, które mnie odrobinę męczą, np. zalewanie większości lokacji trupami, krwią (i w przypadku SH zardzewiałymi kratami zamiast ścian i podłóg) etc. na dłuższą metę jest trochę kiczowate. Obie części to natomiast must have dla osób lubiących historie w grach.
Nie wiem czy odwlekać to do świąt i wtedy mając dużo wolnego czasu buchnąć w tę produkcję, albo już teraz stawiać w niej małe kroczki.
Ja bym zaczął już teraz. Sam tę grę przechodziłem ~65 godzin rozłożonych na przestrzeni kilku miesięcy.
Rasgul, na Twoje problemy z jRPGami polecam Final Fantasy 9 (IMO najlepsza część serii).
Nie ma tu piszczących dziewic z balonami, postacie są ciekawie zarysowane i na pewno nie infantylne (nawet mimo tego, że 2 z 8 głównych postaci to dzieci), antagoniści nie są jednoznacznie źli i można im współczuć, nie ma tu bzdur typu "szkoła wojskowa" z FF8, lokacje są przepiękne, jest miejsce na odrobinę humoru, który nie razi japońszczyzną itd. itp. Mógłbym tak wymieniać bez końca.
Aha i nawet te filozoficzne wątki nie irytują, a niektóre (czarni magowie) są wręcz genialne. :)
Jeszcze z gier artystycznych polecam Silent Hill: Shattered Memories, który ma jedną z najlepszych fabuł (odpowiedzialny był za nią Sam Barlow, twórca gier z gatunku interactive fiction) w historii horroru w ogóle i której nie dałoby się umieścić w innym medium niż gry komputerowe.
SH: SM robiło też lepiej kilka lat temu praktycznie wszystkie rzeczy za które chwali się teraz gry takie jak Amnesia (ucieczka przed potworami), Dear Esther, czy Gone Home (otoczenie jako jeden z nośników narracji).
Polecam, Piotr Fronczewski. :)
Bez ambicji? o_O My chyba w 2 różne gry graliśmy.
"No ale wróćmy do trybów. Story mode zrobiono po linii najmniejszego oporu – jest to seria kilku walk przerywanych głupiutką historyjką. Naprawdę głupiutką – spokojnie można ją przeklinać i nic się przy tym nie straci."
No tak, inne bijatyki mają historie, przy których nawet Hemingway, Dostojewski, Kafka i Faulkner wypada blado.
Co do ilości postaci i rzekomo zbyt dużego kickstartera na DLC - robiąc bijatykę z grafiką 2D trzeba liczyć się z tym, że każdy cios postaci to kilka/naście klatek animacji. Większość klatek trzeba narysować prawie w całości RĘCZNIE.
Oprócz tego trzeba jeszcze całość zaprogramować, dodać dźwięki i voiceover, przetestować, zoptymalizować gdy ciosy są zbyt słabe/mocne, część pewnie wywalić bo okażą się zupełnie źle działające etc. Masa roboty dla kilku osób.
Japoński design - nie do końca, przynajmniej część postaci (Squigly, Peacock) ma design rodem z zachodnich kreskówek, które stylistycznie z anime nie mają nic wspólnego.
Generalnie dla mnie Skullgirls to bardzo porządnie wykonana gra, której każdy aspekt jest zrobiony co najmniej bardzo dobrze. Gameplay, postacie, grafika, muzyka (ten jazz <3) - nie widać tu żadnych niedoróbek.
I gra wcale nie "przegrywa zwyczajnie z konkurencją".
Jeszcze dla porównania. Pograłem w Skullgirls w trybie dla jednego gracza (multiplayer w bijatykach tykam tylko "na żywo" ze znajomymi, jeszcze nie miałem okazji), gra wciągnęła mnie na tyle, że przeszedłem story mode wszystkimi postaciami. Potem odpaliłem Tekken: Dark Resurrection na PSP, pograłem kilkadziesiąt minut i dałem sobie spokój.
Fakt, postaci mogłoby być więcej, ale mimo wszystko zamiast ilości preferuję jakość, a ta w przypadku gry tworzonej przez małe studio najczęściej może być uzyskana kosztem właśnie ilości.
"Jeżeli tytuł stara się o miano artystycznego, to nie może zapomnieć o podstawach, czyli dobrym gameplay’u."
Dark Souls
Tak, to jest gra artystyczna. Z naciskiem na gra. Mało która pozycja (włączając w to filmy, książki, czy muzykę) wzbudziła we mnie tyle różnych emocji i zawsze gdy myślałem, że widziałem w tej grze już wszystko, to wpadałem na coś zachwycającego.
Nawiązując do tematu tekstu - ja pragnę, by gry były sztuką, ale uważam, że forma w jakiej większość z nich obecnie występuje (interaktywność zmniejszona do absolutnego minimum, albo platformówka :P) to ślepy zaułek, ew. tylko poboczna ścieżka odchodząca od głównej drogi prawdziwych gier artystycznych. Czyli takich, gdzie mamy solidny gameplay, który opowiada jakąś historię i wywołuje u gracza gamę przeróżnych emocji.
Adwokat jest świetny, ale nie dla przeciętnego widza, bo jest to niemal sztuka teatralna (przez większość czasu film opiera się na dialogach 2 osób) przeplatana kilkoma scenami akcji (jedne z najbardziej realistycznych jakie można znaleźć w kinie) "sprzedawana" jako typowy thriller. Do tego jest to kino boleśnie prawdziwe i rzeczywiste, nie ma tu hollywoodzkich bohaterów, a postacie giną w brutalny i nieheroiczny sposób.
Taki miks musiał spowodować mieszane reakcje widzów. :)
Sterowanie nie jest złe, jedynie do celowanie iksem, kółkiem etc. trzeba się przyzwyczaić. Dla mnie najsłabszym elementem tej gry są bossowie - zwykłe pojazdy opancerzone są zrobione ze szkieletu Wolverine'a chyba, bo potrafią przetrwać kilkanaście strzałów z RPG.
Oraz Peace Walker ma raczej krótsze cutscenki (+ czasem są w nich proste QTE, by gracz nie gapił się tylko w ekran przez ten czas) niż reszta tytułów tej serii.
Meh, ostatnio mam wrażenie, że filmy/seriale z superbohaterami to filmowy odpowiednik gier z zombie - jest ich cała masa (jak zombie w ogóle hehe) i większość jest zrobiona na jedno kopyto.
"No ale filmy wygodniej ogląda się bez trzymania przycisku W, więc mój ostateczny wybór to decydowanie gameplay :) To jest po prostu element, który spieprzony najłatwiej potrafi odrzucić od gry."
Podpisuję się pod tym obiema rękami. Grałem ostatnio w 3th Birthday (aka Parasite Eve 3) na PSP. Ta gra ma totalnie koszmarną fabułę na poziomie fanfików pisanych przez nastolatków i przy tym jest jedną z najlepszych (mechanicznie) strzelanek TPP w jakie grałem.
Dlatego dla mnie zdecydowanie gameplay. Jednakże mimo to uwielbiam The Walking Dead, Wolf Among Us, Dear Esther czy Kentucky Road Zero, które jest arcydziełem surrealizmu (serio!). Świat gier byłby zdecydowanie uboższy, gdyby te pozycje nie powstały.
Jak dla mnie niedoścignionym (jeszcze) przez prawie nikogo ideałem gier, które łączą głęboką mechanikę ze świetną fabułą jest obecnie Demon's/Dark Souls.
Takie rozwiązania mogą wydawać się zabawne, ale tak naprawdę są one bronią obosieczną, bo gra może łatwo paść ofiarą piratów narzekających na błędy uniemożliwiające rozgrywkę, co może spowodować, że osoby, które daną grę chciały kupić nie zrobią tego.
Nie jestem fanem SW, ale Jedi Knight to jedna z najlepszych gier jakie kiedykolwiek powstały.
W ankiecie brakuje mi jeszcze Star Wars Pod Racer, kiedyś w to grałem i mi się podobało.
Pff, wszystkie te zwiastuny w kategorii "wyjątkowość" nie przebiją traileru do Potatoman Seeks the Troof.
http://www.youtube.com/watch?v=CnAeHNZAbNs
Z ponownym zobaczeniem tego koncertu na żywo może być problem, bo trzyletnia (!) trasa koncertowa zakończyła się około miesiąc temu w Paryżu (byłem tam akurat na wycieczce w tym czasie), a Waters do najmłodszych już nie należy. :x
Mam jednak nadzieję, że będę mógł kiedyś jeszcze raz udać się na ten koncert, tym razem siedząc w pierwszym rzędzie.
Do "Silent Hilla 2" mam za słabe serce :P.
Zagraj w Silent Hill: Shattered Memories. Jak dla mnie jest to jedna z najbardziej inteligentnie zaprojektowanych gier ever. W zasadzie każdy szczegół jest zawarty w tej grze nie bez powodu + do tego mamy tu parę nietypowych rozwiązań w warstwie fabularnej jak np. wygląd i charakter NPCów kształtujący się na podstawie naszych poczynań w grze i odpowiedziach na pytania psychoanalityka (tak, cała fabuła opowiedziana jest z perspektywy bohatera opowiadającego swoje przeżycia na kozetce :P).
Sama gra jest chyba jeszcze bardziej niedoceniona niż Spec Ops: The Line, bo nawet fani Silenta lubią mieszać ją z błotem.
Cholera, zapomniałem, że bez zagrania wcześniej w pierwszą część serii (SH: SM jest niejako alternatywną wersją wydarzeń) trochę można stracić m.in. przez to, że wydarzenia z SH:SM nie pokrywają się całkowicie z tymi z SH1.
PS. Jest to jeden z nielicznych horrorów (nie tylko growych), w których krew występuje w całym dziele może tylko ze 3-4 razy.
A ja bym chciał, żeby jak najwięcej gier (nawet konwersji) ukazywało się na PSV. Sam mam teraz PSP i wolę grać na nim niż na PC. Mogę położyć się do łóżka i sobie wygodnie grać, a na komputerze puścić muzykę (np. jak gram w Gran Turismo to zawsze coś mi tam leci w tle).
Bardzo dobry wpis.
Mnie osobiście "wybory moralne" sprowadzone do binarnych "spal wioskę (-) / nie spal wioski (+)" strasznie śmieszą i irytują.
Dla przykładu - taki pierwszy Bioshock - zabij małą dziewczynkę/nie zabijaj małej dziewczynki. Jak ktoś musi się tu zastanawiać co wybrać to chyba coś jest z nim nie tak (tak wiem, wszyscy grali tu w GTA jak mieli 4 lata i dziś są dorośli i jeszcze nikogo nie zabili).
Druga sprawa - znacznie bardziej interesują mnie wybory takie jak np. w ostatnio wydanym Wolf Among Us (grajcie, bo to dobra pozycja! :P) - masz dwóch podejrzanych, obaj uciekają, możesz gonić tylko jednego. Kogo byś nie wybrał będziesz się zastanawiał - czy ja aby dobrze zrobiłem? Co jeśli osoba, której naprawdę szukam właśnie spokojnie sobie ucieka?
W zasadzie pewnie nie będzie miało to większego znaczenia dla rozwoju fabuły, ale swoje zadanie już spełniło. Zostałem sam z pytaniem - "co by było gdyby?" W sumie podzielenie tej gry (i The Walking Dead) na epizody to genialne posunięcie, bo każdy epizod kończy się takim pytaniem, a zbyt wczesne odsłonięcie kolejnych kart mogłoby zburzyć tę iluzję posiadania wpływu na fabułę.
Ciekawi mnie jeszcze system w nowym Tormencie. Tam zamiast czarno-białej moralności będzie cała paleta (dosłownie) kolorów z wartościami, które będą zmieniały się wraz z naszymi wyborami.
PS. Co do The Walking Dead i moralności szabrowników:
spoiler start
Ciekawy motyw, ale został on popsuty trochę, bo wiadomo, że nie biorąc nic z auta nie narazimy Lee i Clem na nic poważnego. Może gdyby miało to miejsce w ostatnim epizodzie to jeszcze tak, ale Telltale musiałoby być szalone by umieszczać w 2 epizodzie z pozoru nic nie znaczący wybór, który mógłby doprowadzić do przedwczesnej śmierci Lee bądź Clem, albo gameovera. :d
spoiler stop
Krzyżaki, w których każda strzałka nie jest odrębnym przyciskiem jak np. w padach od Playstation (IMO najlepszy jaki powstał, ale to może tylko nostalgia przeze mnie przemawia) to porażki, bo często można wcisnąć obie strzałki na raz.
Mimo to kupiłem pada od XBoxa właśnie przez tę kompatybilność z większością nowych PCtowych gier. Zero bawienia się w programy mapujące klawisze etc.
BTW, bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że pad od PS4 będzie bardziej kompatybilny z PC.
Do Test Course nadaje się Ford GT z 2005 roku i do tego jest tani (mniej niż 200 000 bodajże).
IMO jak na razie najlepsze auto, bo jest dosyć zwrotne oraz ma duże przyśpieszenie i prędkość maksymalną.
Tzn się Escudo nie różni się chyba niczym od tych z GT1&2, ale tam można było zmienić mu ustawienia skrzyni biegów, by mógł rozpędzić się do większej prędkości niż ~330km/h. Tutaj natomiast tuning mechaniczny w zasadzie nie istnieje. :x
Najlepiej wyłączaj grę tylko z głównego menu uprzednio zapisując ją ręcznie.
Zapomniałem napisać wcześniej - Gran Turismo na PSP jest świetne, normalnie nie lubię zbytnio wyścigów, ale tutaj przegrałem już sporo godzin. Jedynie wkurza mnie rotacja dealerów samochodów - jak już uzbieram kasę na konkretną furę to muszę czekać aż się znów pojawi (pełna rotacja trwa 70 growych dni :x).
8. Suzuki Escudo ssie w porównaniu z tym chociażby z GT1 i 2.
9, Nie ma trasy Pikes Peak.
7. Kiedy pograsz ze 2 godziny, ale jeden wyścig cię wkurzy i wyłączysz grę to postępy nie zapiszą się (mimo, że widziałeś przez ten czas kilkukrotnie okienko z napisem "autosave").
@marcus alex fenix
Przejrzałem na szybko ten link co podałeś - nie widzę tam dużych zmian w stosunku do linku, którego przytoczyłem wcześniej.
@Asasyn363
Shouldn't the ICRC be primarily concerned with real-life warfare?
Absolutely, and real-life armed conflict and its humanitarian consequences are in fact its primary concern.
W skrócie:
Czy Czerwony Krzyż nie powinien głównie interesować się prawdziwymi konfliktami?
Absolutnie tak, jest to nasze główne zadanie
Dalej mamy jeszcze wzmiankę o tym, że gry wojenne mocno wpływają na postrzeganie wojny przez młodych ludzi (w Ameryce sporo rekrutów przyjmuje się do armii właśnie dlatego, że lubią grać w strzelanki), więc poza tym, że na wojnie strzela się z M16 można pokazać im (poprzez grę) także inne jej aspekty właśnie jak różne humanitarne reguły, które powinny być respektowane w każdym prawdziwym konflikcie wojennym.
Ja naprawdę nie widzę tu nic "zdrożnego", co więcej, taka współpraca twórców gier i CK może przyczynić się do lepszego postrzegania medium jakim są gry przez mass media etc. co przełoży się na mniejszą ilość artykułów "ZABIŁ BO GRAŁ W GRY", a tego chyba wszyscy byśmy chcieli, co nie?
Żenujący wpis. Przeczytajcie podane w komentarzach FAQ: http://www.icrc.org/eng/resources/documents/faq/ihl-video-games-faq-2011-12-08.htm
Uwaga, cytuję:
Pytanie: A few media reported that certain virtual acts performed by characters in video games could amount to serious violations of the law of armed conflict. Is this correct?
Odpowiedź: No. Serious violations of the laws of war can only be committed in real-life situations, not in video games.
W tej akcji chodzi o to, że jeśli taki CoD/Battlefield/ARMA, a więc gry, które starają się jakoś odwzorować realne konflikty mają prawdziwe bronie, sprzęt i pojazdy, a nie mają żadnych wzmianek o właśnie np. konwencji genewskiej czy innych regulacjach dotyczących wojen to jest to niedopatrzenie.
W takiej ARMIE trzymanie się tych regulacji powinno być takim samym elementem jak odwzorowany dokładnie karabin. Oba te elementy będą wzmacniać wiarygodność symulacji.
Do tego Czerwony Krzyż nie zabrania dać graczom możliwości złamania owych konwencji, chce tylko, by w przypadku gdy gra symuluje obecne konflikty zbrojne i gracz np. zaatakuje używając gazu to później poniesie tego konsekwencje.
Czytając wcześniej o tej sprawie wpadłem na pomysł gry typu XCom dziejącej się we współczesnych czasach, a gracz ma możliwość np. torturowania cywilów by zdobyć ważne informacje, ale za to może liczyć się z tym, że po ukończeniu misji jego oficer zostanie zamknięty w więzieniu/odsunięty ze służby za swoje czyny i trzeba go zastąpić innym, mniej doświadczonym.
A, zapomniałem jeszcze dodać: Czerwony Krzyż kieruje swoją akcje JEDYNIE do gier wojennych traktujących o w miarę współczesnych konfliktach. Halo, czy God of War nie tykają, więc Kratos może sobie nadal wypruwać flaki bogom greckim.
Podobno na płycie akustyka jest lepsza. Byłem na Narodowym na "The Wall" Watersa (tam to dopiero była scena) i na trybunach gdzie siedziałem (bilety na płytę od 600zł bodajże...) dźwięk dosyć mocno się zlewał. Natomiast widziałem amatorskie nagrania z tego koncertu nagrane w innym miejscu i dźwięk był klarowniejszy, przesterowane gitary dało się od siebie odróżnić etc.
No ale też ten występ był 2 miesiące po Paulu, więc może dźwiękowcy nauczyli się na błędach.
Kolega, który ma siostrę 8-10 lat narzekał kiedyś, że za dużo gra ona w Minecrafta.
Ja sam natomiast popełniłem błąd mówiąc chrześniakowi brata, że mam zainstalowanego Minecrafta...
Swoją drogą jak widzę jak on gra w gry, to zastanawiam się, czy ja w wieku 6 lat też tego nie potrafiłem.
Z drugiej strony ja grałem wtedy w gry na NESa, które przecież do najłatwiejszych nie należą, a część z nich i tak przeszedłem.
W GTA grają dzieci których rodzice nie znają się na grach. Nie jest to powód do dumy.
Zaraz będzie wysyp postów "ja grałem w gietea jak miałem 6 lat i co? jestem dorosły i nikogo nie zabiłem jeszcze". ;)
Dlatego właśnie śmieszy mnie ten Batman tutaj. Nie pamiętam ani jednego utworu z tego filmu.
West Side Story ma jedną rozpoznawalną piosenkę ("Somewhere").
Czas Apokalipsy i "Lot Walkirii" Wagnera jest już ikoną popkultury.
Może nie do końca łapie to klimat miejsca, w którym dzieje się film, ale jednoznacznie identyfikuje ów film. :P
Nie obyło się bez czegoś nowszego, mam tu na myśli ścieżkę dźwiękową Hansa Zimmera z "Mrocznego Rycerza" (2008).
Hahahaha. Przecież Zimmer od jakiegoś czasu robi tylko bezmyślne łubudubu grane przy użyciu orkiestry, nie mam pojęcia co on robi na jakichkolwiek listach z najlepszymi kompozytorami.
Brakuje mi tu Johna Barry'ego, który napisał m.in. główny motyw (i nie tylko) do filmów o Jamesie Bondzie, zwłaszcza, że Bond to przecież jedna z najbardziej brytyjskich rzeczy w filmie. Do tego Barry ma równie imponujący dorobek co np. Morricone.
Z innych świetnych i oryginalnych kompozytorów - Vangelis, Angelo Badalamenti ("nadworny" kompozytor Lyncha), George Fenton, Bruno Coulais (m.in. genialny OST do animacji Coraline).
Williamsa średnio lubię, ale Morricone to mistrz i geniusz.
Oczywiście musieli wygrać najpopularniejsi, no ale w końcu czego tu oczekiwać od ogromnej grupy osób.
@Up: Z tego co pamiętam to w Fahrenheicie można było zrobić tylko kilka pomyłek w QTE, ale już nie pamiętam, jakie były tego konsekwencje, chyba trzeba było powtarzać dany fragment.
Moim problemem z grami Cage'a jest to, że on naprawdę chce dobrze i robi coś (totalną zmianę historii w zależności od poczynań gracza), co wcześniej w grach pojawiało się chyba tylko w grach tekstowych, ale wykonanie jego produkcji leży totalnie.
Może po prostu ekipa z Quantic Dreams musi zrobić jeszcze X gier tego typu, by w końcu coś zaskoczyło i powstała naprawdę porządna produkcja.
"I've always felt that 'game over' is a state of failure more for the game designer than from the player."
Natomiast z tym cytatem mogę się częściowo zgodzić. Np. horror, gdzie porażka nie oznaczałaby tylko wczytania zapisu gry sprzed 2 minut, a np. nieodwracalną śmierć kolejnych towarzyszy byłby dużo straszniejszy niż dotychczasowe pozycje z tego gatunku. Np. w The Walking Dead gameovery tylko RUJNOWAŁY napięcie i były wkurzające.
Ale też na drugiej stronie bieguna mamy gry pokroju Dark Souls, gdzie brak porażki w sensie śmierci sterowanej przez nas postaci to byłby sposób na popsucie całej gry. Do tego dochodzą też wszelkiego rodzaju bijatyki, gry sportowe, wyścigi etc.
Nie jest to więc jedyne słuszne podejście, ale zdecydowanie zbyt rzadko pojawiające się w grach.
Ta gra to dzieło sztuki. Chyba żadna inna seria nie posiada tak dobrego gameplayu, grafiki, animacji, muzyki i ogólnej radochy wylewającej się hektolitrami z ekranu. Tutaj każdy element jest dopięty na ostatni guzik i nic nie było robione na odwal się (przynajmniej w częściach 1-4, później jest już lekki spadek formy).
@Mortanius
W szóstej części nie było teł robionych techniką pixelart co odjęło sporo uroku tej grze, a w siódemce zdarzają się spadki FPSów, co w Metal Slugu jest kompletnie nie do przyjęcia. :<
Akurat w Marvel vs. Capcom grałem właśnie na PSX z 10 lat temu ostatnio, więc mogę mieć "trochę" zaburzony obraz tej gry.
A Skullgirls jest naprawdę świetne, grałem ostatnio w Tekkena na PSP i całość wydawała mi się strasznie nudna.
Natomiast Skullgirls ma fantastyczny design postaci, mistrzowskie animacje i gameplay przystępny dla laika i trudny do "wymaksowania". Generalnie każdy szczegół krzyczy tu: "jestem dopracowaną grą!". :P
Dodam, że są to wrażenia tylko z singleplayera (a więc na multi będzie jeszcze lepiej), jeszcze nie miałem okazji z nikim zagrać. Mógłbym przez internet, ale z obcymi ludźmi nie gra się tak fajnie jak ze znajomymi przy jednym telewizorze/monitorze/laptopie, bo nie można ich naprawdę walnąć jak się przegrywa. ;)
Jedyną wadą (niezbyt znaczącą) tej gry jest mała ilość postaci (9 bodajże), ale kilka kolejnych jest już w drodze.
Gameplay wygląda nieźle i o dziwo nigdy o tej grze nie słyszałem.
Ale generalnie nie zgodzę się z:
kiedy już spotyka się dwóch graczy, którzy opanowali system walki, to w żadnej innej bijatyce nie znajdziecie tak efektownych, widowiskowych, dynamicznych, przypominających najlepsze serie anime pojedynków.
Wystarczy odpalić kilka topowych bijatyk 2D jak np. Marvel vs. Capcom albo ostatnio wydane Skullgirls (genialna gra!), znaleźć 2 dobrych graczy i oglądać cuda na ekranie.
Czekam na więcej nieznanych gier na PSX - jak dla mnie jest to najlepsza konsola na świecie (nostalgia robi swoje).
Po tych kilku godzinach mam wrażenie, że Konami mogło chociaż w Extra Opsach coś urozmaicić, narzucić pewne ograniczenia i wymusić korzystanie z określonych broni. Brakuje mi tego.
No jak to, a misje "hold up" z bananem to co? :P Ale faktycznie, mogliby dać tam trochę wariacji. I brakowało mi jeszcze kamer, są granaty unieszkodliwiające elektronikę, ale nie użyłem ich ani razu, bo nie wiem nawet po co miałbym z nich korzystać.
Akurat w Peace Walkerze ten cały arsenał pełnił 3 funkcje:
1) Więcej zabawek do trybu VS Ops.
2) Budujemy tam przecież sporą jednostkę militarną, a wtedy posiadanie broni innych niż pistolet na strzałki usypiające ma sens, mimo, że w singlu od strony praktycznej wystarczy wspomniany wcześniej pistolet, karabin maszynowy i wyrzutnie rakiet na bossów (swoją drogą w PW są oni zbyt powtarzalni).
3) Jest to sposób na proste przedłużenie gry dla osób, które muszą zawsze wszystko odblokować etc. a przecież sporo osób na wiadomość o tym, że gra jest krótka (mówię ogólnie, bo ukończenie głównego wątku PW + parę misji Extra Ops trwa kilkanaście dobrych godzin) może jej w ogóle nie kupić.
Szkoda, że ta część jest tak prosta. Krótkie misje (w grze na handheldy ma to sens jednak) i duża ilość Fulton Recovery System pozwalają po prostu na uśpienie wszystkich żołnierzy wroga i wysłanie ich do swojej bazy.
Większość misji przeszedłem bez zabijania kogokolwiek i bez wszczynania alarmów.
Nie wierzę, że nie napisałeś więcej o lokacjach. Jak dla mnie cały świat wykreowany na potrzeby tej pozycji bije dosłownie wszystko co kiedykolwiek powstało w grach.
Mam właśnie ochotę walnąć głową w ścianę.
McCarthy nigdy nie zgodziłby się na napisanie podrzędnego holiłuckiego scenariusza. I nie jest to pierwszy lepszy pisarzyna od książek dla młodzieży, tylko ktoś, kto zapisze się na zawsze w historii literatury amerykańskiej razem z Faulknerem czy Steinbeckiem. Polecam przeczytać parę jego książek i obejrzeć "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Drogę" (ekranizacje jego książek) i The Sunset Limited (ekranizacja jego sztuki teatralnej o tym samym tytule).
Poza Gravity (chyba) i Hobbitem (może), same śmieci.
Pfff, scenariusz do Adwokata jest pisany przez jednego z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy (Cormac McCarthy, co zresztą wszędzie jest pomijane mimo tego, że nawet w trailerze się nim reklamują) i ma genialnego reżysera (tak, wiem, ostatnie filmy Ridleya Scotta są co najwyżej porządne) i świetną obsadę. Nie nazwałbym tego śmieciem.
Troszkę bardziej martwi mnie obecność Samuela "Nienawidze pieprzonych węży w samolocie" L. Jacksona bo on niestety ma tendencje do pokazywania się w gniotach...
Obejrz sobie The Sunset Limited, gdzie Jackson i Tommy Lee Jones pokazują jak świetnie potrafią grać.
Sam film jest w stylu "12 gniewnych ludzi" - mamy tu 2 gości gadających ze sobą w jednym pokoju, bez żadnych scen akcji, wybuchów, węży itp. :) Samuel L. Jackson to bardzo dobry aktor.
Po blockbusterze nie ma sensu spodziewać się czegoś subtelnego, inteligentnego, czy wykraczającego poza klisze.
Sam design Robocopa faktycznie jest niezły, bomba-pułapka to raczej oczywiste nawiązanie do terroryzmu, egzekucja w oryginale była dużo bardziej wstrząsająca (aczkolwiek oglądałem go kilkanaście lat temu jako mały dzieciak, więc to też sporo zmienia), ale przynajmniej pokazali jakich zniszczeń na ciele bohatera dokonał ten wybuch. Wygląda to chyba trochę zbyt ostro jak na PG13.
"Wii to taka zabawka, ile można stać i machać kontrolerem przed ekranem?".
Jakiś czas później -> Kinect, PS Move.
Analogicznie pewnie będzie z Oculusem, co zresztą zaczyna być widoczne już teraz (vide Sony i ich próby ugryzienia tematu). I o ile kontrolery ruchowe nie mogą zastąpić w pełni myszki i klawiatury czy pada, tak Oculus może z powodzeniem zastąpić inne wyświetlacze (oczywiście tylko podczas grania).
Problemem będzie tylko cena, mam nadzieję, że za kilka lat stanieje, albo, że będę zarabiał na tyle dobrze, bym mógł bez wyrzutów sumienia kupić sobie taki gadżet. :P
album w dwóch wersjach - standardowej i specjalnej audiofilskiej (dostępnej na nin.com), która jest przeznaczona dla wrażliwych uszu i równie wrażliwego, high-endowego sprzętu. Ciekawe, czy taki prosty człek, jak ja, usłyszy jakąkolwiek różnicę...
Zakładam, że wiesz na czym polega loudness war (jak nie to odsyłam np. do wikipedii). "Audiofilska" wersja albumu jest zmiksowana jak za dawnych czasów, więc różnicę na pewno będzie słychać. :)
jednak wielkie nadzieje związane z drugą częścią, bo tworzy ją studio odpowiedzialne za bardzo dojrzałe i artystyczne "Dear Esther".
Już nie przesadzajmy - Dear Esther jest ciekawą grą, ale mówienie, że jest bardzo dojrzałe i artystyczne jakoś średnio mi leży. Ale też fakt, że drugą Amnesię robią właśnie ludzie od DE sprawia, że na pewno w nią zagram, chociaż mam takie przeczucia, że znów się rozczaruję.
Szkoda, że tylko na PS3 i Vitę. Same porównania do Dark Souls sprawiają, że mam ochotę w to zagrać.
A dla mnie pierwsza amnezja była strasznie (hehe) nudną grą i zupełnie nie rozumiem jej fenomenu.
Główny bohater jest zupełnie bez wyrazu (co w moich oczach praktycznie od razu przekreśla horror) przez co zupełnie nie obchodzi mnie co się z nim stanie. Jedyna "straszna" rzecz to konieczność wczytania zapisu gry po śmierci z rąk potworów i dalszego brnięcia w nudę. Szybko dałem sobie spokój.
Motyw bezbronnego bohatera dużo lepiej był wykorzystany lata temu w serii Clock Tower (pierwsza część wyszła jeszcze na SNESa!), duchowego jej następcy - Demento/Haunting Ground oraz w Silent Hill: Shattered Memories.
Zdecydowanie polecam, zwłaszcza Silent Hilla, który jest najbardziej niedocenioną częścią tej serii.
@Sycho141
Rozłóż DSa i spróbuj włożyć go w tym stanie do kieszeni. Powodzenia.
GB, GBC, GBA/SP, PSP/Vita, 3/DS - wszystkie te konsole łączy jedno - spokojnie włożysz je do kieszeni.
Ale w sumie jak tu ktoś zauważył - brak możliwości wyłamania zawiasów i brak 3D -> konsola idealna dla dzieci, bo takiego sześciolatka raczej nie puścisz samemu gdzieś na dłużej, a już na pewno nie z dosyć drogą konsolą, więc możliwość włożenia jej do kieszeni nie jest aż tak potrzebna.
Ode mnie tylko dwa: The Wire i Twin Peaks.
Zwłaszcza The Wire - po skończonym seansie oglądanie seriali już nigdy nie będzie fajne, bo TW zostawia daleko w tyle 99% innych pozycji.
http://www.kickstarter.com/projects/896834116/the-90s-arcade-racer
To powinno Cię zainteresować w takim razie.
IMO brak "składalności" totalnie przekreśla tę konsolę, chyba, że ktoś będzie jej używał tylko w domu. Lepiej zrobiliby wersję z dotykowym ekranem wielkości tego normalnego i wrzucili tam też 3D, bo obecny desing 3DSa zniechęca trochę twórców do np. robienia jednej planszy wyświetlanej na obu ekranach albo przerzucaniu zawartości górnego ekranu do dolnego etc.
Na razie jednak i tak gram na pierwszym DSie (Lite), za dużo tytułów do nadrobienia mam.
Pierwszy raz słyszę o tej grze, ale screeny kojarzą mi się z czasami PSXa (mimo, że to PCtowa produkcja).
Nostalgia aż leje się z ekranu.
Napisałeś też, że gra była ładna - jestem chyba hipsterem, ale dla mnie wszystkie produkcje 3D, gdzie grafika składa się z kilku polygonów na krzyż i zblurowanych tekstur ma taki swoisty klimat do którego warto wracać.
Bohaterowie RPGów startujący na 1 poziomie. Zawsze mam wtedy wrażenie, że kieruję totalnym lamerem, który wcześniej nie splamił się nawet zmywaniem naczyń. Zwłaszcza jak gramy osobą mającą np 25+ lat.
W tym przypadku dobrym rozwiązaniem byłoby startowanie na np. 1/6 albo nawet na 1/4 maksymalnego poziomu co skutkowałoby po prostu większą ilością statystyk do wybrania przy tworzeniu postaci.
Klasy postaci - z tego powodu co wyżej. Jak np. paladyn, który jest niejako elitarną profesją może być takim słabeuszem?
QTE - zależy jak wykorzystane. Np. kopanie zarażonych w Resident Evil 4 było świetne (takie mikro QTE), natomiast w tej samej grze podczas cutscenek to była katorga, zwłaszcza na PC, gdzie trzeba było się domyśleć, że przyciski "5" i "6" to np. celowanie i strzał.
Ech, do czasu zdobycia broni jest to jeden z najlepszych horrorów w historii gier komputerowych, później jakość tej produkcji zaczyna powoli spadać. Mnie najbardziej raziły tam znikające ciała. O ile wcześniej gra była dosyć realistyczna, tak te ciała zniszczyły całą tę iluzję. :x
Jak długie jest Alpha Protocol? Słyszałem wiele dobrego o tej grze i może w końcu bym zagrał, ale nie wiem czy będę miał na to czas.
Pod względem wyborów w grach najciekawszą pozycją (i chyba najbardziej niedocenioną) jest Silent Hill: Shattered Memories. Cała fabuła przedstawiona jest w postaci wspomnień, które nasz bohater opowiada z fotela w gabinecie psychiatry. Rozgrywka co jakiś czas przenosi się do tego gabinetu, a doktor zadaje nam pytania, które określają nasz charakter. W zależności od udzielonych odpowiedzi zmienia się też charakter wydarzeń. Np. postacie niezależne zmieniają swój wygląd i zachowanie. Oczywiście te zmiany są bardziej surrealistyczne, bo cała rozgrywka poza gabinetem przypomina ciągle zmieniający się koszmar senny.
Co więcej - jeśli chodzi o RPG w dosłownym tego skrótu znaczeniu - odgrywaniu roli, charakteru - to mało który klasyczny RPG może startować do SH: SM. Nie do gry, która podaje na końcu uproszczony profil psychologiczny gracza w zależności od tego jak postępuje on w samej grze.
Da się jeszcze zapisać do testów? I jak jest z wymaganiami sprzętowymi? Będzie się dało pograć na dwurdzeniowym intelu, 2GB RAM i karcie na poziomie GF9600GT?
Zostałem kupiony mapą bez znaczników, koniecznością wsłuchiwania się w odgłosy otoczenia i porównaniami do Dark Souls.
EDIT: 13,90 euro za early access, chyba się wstrzymam jak na razie.
Przeszedłem dziś za jednym podejściem. Ciekawy pomysł z porządnym wykonaniem. Voice acting faktycznie na najwyższym poziomie. Historia trochę przewidywalna, bo można domyślić się o co chodzi zanim zostanie to wyjawione w samej grze. Nie mniej jednak całość jest świetna, tylko cena mogła by być tak w granicach $10. Akurat by kosztowało mniej więcej tyle co wypad do kina (gra jest dosyć krótka).
Pisałem to wiele razy, napiszę i tu: emulowanie NDSa nie daje nawet połowy frajdy związanej z graniem na konsoli.
Dodatkowo biorąc pod uwagę, że na allegro można kupić ją już za 2 stówki i mniej to naprawdę nie widzę sensu w emulacji.
Jakie produkcje?
Dying Light? Odrobinę podrasowane Dead Island, które było słabą grą ("wiem, że tylko ty możesz nas uratować, ale ja naprawdę potrzebuję $2000 na naprawę twojej maczety").
DayZ? Przyznaję, jest to gra, która namieszała trochę w tym podgatunku, jednak bugi i cheaterzy skutecznie odstraszają. Wersja standalone będzie tylko kopią moda i patrząc po filmikach z E3 prezentuje się słabo.
Poza The Walking Dead reszta gier o zombie jest robiona na jedno kopyto i jest to fakt. Co prawda zombiaki nie zostawiają miejsca na dużą wariację między poszczególnymi produkcjami, ale jest to właśnie powód dla którego nie potrzebujemy kolejnej gry tego typu, przynajmniej na razie.
Ech, Kojima jak zwykle najlepszy. A daty premiery wersji PCtowej ani widu ani słychu.
Ja bym powiedział, że rynek nie potrzebuje więcej gier z zombie, przynajmniej nie w najbliższych paru (2-3) latach.
No chyba, że ktoś złamie schematy i do tego zrobi naprawdę porządną produkcję.
MGS: Peace Walker ma też świetną piosenkę - Heavens Divide - graną w finalnej rozgrywce.
Do tego warto też wspomnieć o sławetnej misji z Far Cry 3, która rzuca Skrillexa jako podkład do totalnej rozwałki (rozpałki?) oraz Mafię 2 i Let it snow grane gdy idziemy bohaterem, który dopiero co wrócił z wojska przez ośnieżone miasto.
Wszystkie te momenty byłyby dużo słabsze gdyby nie było w nich piosenek.
Na jednym zagranicznym serwisie spotkałem się z komentarzem, że "w tym świecie musiało zajść naprawdę sporo paskudnych rzeczy skoro nawet Geralt przestaje być neutralny". Mi takie rozwiązanie (jeśli będzie w grze) wystarcza.
Do tego zauważ, że Geralt zaatakował tych ludzi dopiero jak usłyszał, że chcą jej wybić zęby.
Neutralność neutralnością, ale trudno nie reagować na przesadzony sadyzm, zwłaszcza jeśli jest się badassem, który poradzi sobie z paroma kmiotami, którzy myślą, że są wielcy bo mają miecze i bezbronną ofiarę. ;)
Dla mnie poza:
(...)oraz fale hejtu na ludzi sprzedających później te kody dalej w zupełnie innych cenach.
to cała inicjatywa tych bundli jest genialna. Wszyscy tu wygrywają:
Gracze dostają dobre gry za niską cenę.
Twórcy dostają kasę, często od osób, które już ich grę wcześniej zakupiły(!).
Masa pieniędzy idzie na cele charytatywne (w obecnym bundlu ~$3 000 000, a to dopiero pierwszy dzień!).
Osoby stojące za całą inicjatywą też zarabiają.
Mam tylko nadzieję, że duzi wydawcy nie przegnają pomniejszych offowych (nie lubię słowa "indie", albo nie daj boże "indyki") twórców, bo dla nich udział w bundlu to zazwyczaj spory zastrzyk gotówki (no raczej cyferek na koncie ;) ). Chyba twórcy Dear Esther przedstawili kiedyś wykres, gdzie spore skoki w ilości sprzedanych egzemplarzy były w trzech miejscach: podczas premiery (to oczywiste), na steamowej wyprzedaży i przy okazji jednego humble bundle, które zawierało ową grę.
PS. Ja dałem piątkę, chociaż pewnie nie prędko zabiorę się za jakąkolwiek z tych gier. Ech. :)
Polecam animowane wstawki z Alice: Madness Returns. Coś pięknego (mimo sporej ilości makabry). -> http://www.youtube.com/watch?v=RwyoaSA-0wg
A Peace Walker to genialna gra.
Czyli, a więc, a zatem: jest spora szansa, że rynek się nasyci i po tym, jak za 3 lata okaże się, że tylko co trzeci film na siebie zarobił, przez jakiś czas nie będzie miejsca na kosmiczno-komiksowo-wybuchowe kino.
W końcu, bo jak widzę kolejny news o nowym filmie na podstawie komiksów o superbohaterach to łapię się za głowę.
Dlatego Dark Souls jest grą genialną. Tutaj co rusz można się zachwycić i zasmucić. W jakiej innej grze walki z bossami były smutne? Chyba tylko w Shadow of Colossus.
Walki z Sifem, Artoriasem, Priscillą, z obydwoma nieumarłymi smokami, odwiedziny w Ash Lake (by tylko sobie zdać sprawę, że widziałem tę lokację w oddali będąc w Tomb of Giants), wątek Solaire'a - wszystko to ruszało mnie bardziej niż wszystkie inne RPGi w które grałem.
Świat w Dark Souls mimo tego, że umiera, niszczeje i jest zawieszony w czasie jest bardziej żywy niż większość światów w innych grach. Strach pomyśleć co by było, gdyby From Software zaczęło robić grę pokroju Gothica czy Wiedźmina.
Jak podoba Ci się ogólna koncepcja tej gry to sprawdź The Castle Doctrine.
W tamtym roku inna ekranizacja książek Kerouaca była puszczana na Nowych Horyzontach bodajże, a później w kinach, w dodatku dostaliśmy nieocenzurowaną wersję, także najprawdopodobniej Big Sur też tam trafi.
Zazdroszczę, bo będzie tam wyświetlany Big Sur, a ja czekam na ten film już od paru miesięcy. :x
Niestety konieczność odbycia praktyk w wakacje przyszpiliła mnie w rodzinnym mieście i nijak nie mogę sobie pozwolić na wyjazd do Poznania.
Przecież w przypadku gier, których wydawca już NIE SPRZEDAJE nie można mówić o kradzieży. Owszem, w świetle prawa nadal nie jest to legalne, ale bądźmy rozsądni - wydawca i tak nie dostanie ode mnie pieniędzy, bo sam zamknął sobie taką możliwość.
Sprawdziłem ceny tego telefonu na allegro. Płacąc tyle samo albo dokładając stówkę można już wyrwać PS Vitę.
Ale 10 przycisków + 2 triggery to już coś.
Zapomniałem też o najważniejszym - czas pracy telefonu z emulatorem. Na pewno będzie mniejszy niż PSP i NDSa, bo jak tam bateria padnie, to trudno, nie pogramy sobie do czasu kolejnego podładowania. Ale jak pada bateria w telefonie to już może nie być tak ciekawie, bo nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.
Telefony nie nadają się do emulowania konsol, które mają więcej niż 8-10 przycisków na padzie.
Próbując grać np. w Metal Gear Solid: Peace Walker (PSP) na dotykowcu prędzej wywalisz telefon/tablet przez okno niż zagrasz. Jak np. obsłużyć 2 triggery (jeden do wyciągnięcia broni, drugi do strzelania) gałkę analogową do poruszania postacią i przyciski x, kwadrat, trójkąt i kółko do celowania?
Emulując PSXa jest jeszcze gorzej, bo dochodzi druga gałka i 2 triggery.
Nintendo DS - emulacja tej konsoli to jak emulowanie "kaczek" z NESa i strzelanie przy użyciu myszki. Niby ta sama gra, ale doznania zupełnie różne. Nie mówiąc już o tym, że dużo gier wymaga precyzyjnej kontroli stylusem, a dzisiejsze ekrany pojemnościowe nie mają takiej możliwości. Do tego sporo gier na NDS (np. Contra 4) jest tak skonstruowana, że plansza wyświetla się na obu ekranach jednocześnie w taki sposób, że emulując je TRZEBA wyświetlić przerwę między jednym ekranem a drugim.
Biorąc pod uwagę, że NDS Lite i PSP można kupić używane razem za około 400-500 zł (cena porządnego smartfona) nie ma sensu chyba bawić się w emulację czegoś większego na telefonach i tabletach.
NDS do gier na NDS (to oczywiste ;) ), emulacji NESa i innych 8bitowców, PSP do gier na PSP i emulacji N64, PSX (chociaż tu też tylko gry, które nie wymagają dwóch analogów i 4 triggerów) i innych mocniejszych maszynek.
Można mieć swoje zdanie nie będąc przy tym aroganckim bucem (a takim wydaje się być Fish, przynajmniej w internecie), ale na buców najlepiej nie zwracać uwagi, zamiast się z nimi przekrzykiwać (hejterzy).
Ale totalnie bucowatym zachowaniem było jak jakieś dziennikarzyny w swoim internetowym programie zachęcali innych dziennikarzy(!) do bojkotowania Fisha i nie pisania o jego grach w prasie i internecie.
Nic dziwnego, że Fish się w... zdenerwował, chociaż z drugiej strony najlepszą metodą na hejterów w tym przypadku byłoby zamknięcie im mord kolejną grą.
Owszem, jest miejsce na blockbustery, ale jak twórcy obiecują realistyczne i dojrzałe podejście np. do postaci Lary, a później są kwiatki typu Lara brzydzi się zabijać, a później rozwala ludzi z shotguna to coś tu jest nie tak.
Co innego by było gdyby twórcy zapowiedzieli "nowy Tomb Raider będzie bardziej brutalny niż pozostałe części i będzie przypominał filmy przygodowe". Może to wszystko to tylko moje zbyt wielkie oczekiwania i później lekkie rozczarowanie. Podobnie miałem z Bioshockiem Infinite - gra mi się bardzo podoba, ale jej obraz, który ułożyłem sobie w głowie przed premierą był lepszy.
Porównanie nowego Tomb Raidera do Indiany Jonesa jest trochę niefortunne, bo ten film to esencja kina przygodowego - robionego z jajem i nie do końca na poważnie, ze szczyptą czarnego humoru (jak np. ta scena z kolesiem machającym szabelką), natomiast Tomb Raider już samą kolorystyką, czy chociaż pierwszą lokacją zdaje się mówić "jestem poważną grą!". A potem dostajemy właśnie taką radosną rozwałkę, która nijak ma się do reszty.
Dlatego np. podobał mi się Far Cry 3 - ta gra nie udaje, że jest poważna - mimo, że sytuacja, w której znajdują się bohaterowie zdecydowanie taka jest. Mamy tu radosną rozwałkę, humor oraz bicie rekinów po mordzie i robienie z nich portfeli. Czysta zabawa.
W Maksa 3 nie grałem, ale tam jak sam opisujesz jest podobnie. To gra w stylu Szklanej Pułapki i wszystkich innych historii o cynicznych twardzielach, którzy robią porządek z bandytami. Twórcy gry nie mamili ludzi mówieniem: "pokażemy życie alkoholika i jego zmagania się z rzeczywistością" tylko zamiast tego dawali co rusz gameplaye, gdzie Max w zwolnionym tempie dziesiątkuje zastępy wrogów, albo chwalili się fizyką padających ciał etc.
A co do samej "poetyki gier" - lubię te określenie. Tu miałem napisać dlaczego uważam, że gry są poetyckie, ale nie umiem tego zbytnio ująć w słowa. Może tak - jak ktoś np. stosuje gameplay jako metaforę (np. Thomas Was Alone fajnie ukazuje "niepełnosprawność" przez tak proste rzeczy jak różna wysokość skoków poszczególnych prostokątów) to jest to strasznie abstrakcyjne i gdyby dać filmowy kontrprzykład to trzeba by zacząć od jakiś arthouse'owych eksperymentów, gdzie ktoś przez 15 minut pokazuje idącego przez las bohatera.
Jeszcze co do tej poetyki - jako wielbiciel wszelkiej sztuki uwielbiam medium jakim są gry, bo można tu jeszcze wymyślić masę mniej lub bardziej unikatowych rzeczy, które w żaden sposób nie mogłyby zaistnieć w kinie czy literaturze.
Chodziło mi akurat o tą jedną konkretną część. Na PSP jest zbyt mało klawiszy by zrobić szybką zmianę broni/przedmiotów, która jest wręcz niezbędna w grach, gdzie nie można spauzować.
A, jeszcze chciałem napisać, że podoba mi się jak ta gra jest przystosowana do przenośnego grania, np. podział rozgrywki na krótkie misje, czy możliwość obejrzenia każdej cutscenki z poziomu menu/bazy.
Możesz zmienić czułość gałki analogowej w opcjach.
Nie mniej jednak sterowanie jest tu niezbyt fajne, głównie przez brak drugiego analoga. Celowanie iksem, kółkiem, kwadratem i trójkątem jest mało wygodne. Przydała by się też pauza przy zmianie broni i przedmiotów.
Nie mniej jednak gra jest świetna, nawet jak gra się na emulatorze PSP i trzeba co misję resetować grę, bo przy wyborze kolejnej gra się zatnie (przynajmniej u mnie tak jest).
PS. FULTON Extraction System rozwala mnie na łopatki. :D
Zależy który. MS X i MS 3 mam nieźle opanowane. Paru bossów mógłbym rozwalić na tych trzech życiach, zwłaszcza w X.
Raczej spin-off Dark Souls jako drużynowa gra PvP, gdzie za kasę można rozbudować klan/dodac nowe opcje do klanu, a za żetony walczyć z wrogami o ekwipunek (ale już go nie można kupować). Czy coś.
Pewnie tak, ale nie mogłem się powstrzymać.
Dark Souls
Wrzuć żeton by zyskać kolejną próbę walki z bossem. :D Rwanie włosów z głowy do kwadratu.
Najśmieszniejsze jest to, że dziesiątki razy widziałem wzmiankę o tym filmie w "Danse Macabre" Stephena Kinga.
O jezu, dzięki. Kiedyś za małolata oglądałem chyba właśnie ten film w TV i te rośliny utknęły mi w pamięci i nieraz chciałem dowiedzieć się co ja właściwie wtedy obejrzałem.
"Androidy nie grają. One śnią o elektrycznych owcach."
Najlepszy komentarz na tym serwisie. Nie piszę tego sarkastycznie.
"Grafika rodem z RPG Makera"
To The Moon jest zrobione w RPG Maker XP i korzysta z grafik, które są często używane przez inne osoby tworzące w tym programie. Stąd też m.in. rozdzielczość 640x480px.
Jest to też chyba pierwsza RMowa gra, która odniosła taki sukces zarówno komercyjny jak i artystyczny, przynajmniej na zachodzie.
Przeszedłem wczoraj wieczorem. Odrobinę za krótka, niektóre postacie są ciekawe i chciałoby się więcej o nich dowiedzieć. Same sytuacje są świetne, chociaż wybory odrobinę zbyt przewidywalne. Za to podoba mi się strasznie nowelkowa forma. Chciałbym więcej takich krótkich gier. Skoro mamy zbiory opowiadań, albo seriale gdzie w każdym odcinku mamy inną fabułę i postacie (The Twillight Zone <3) to czemu by nie gry? Miła odmiana od kilkudziesięciogodzinnych kolosów z masą zapychaczy.
Nie grałem, ale nigdy nie zapomnę jak widziałem w sklepie kolekcjonerkę tego Drivera (z fajnym dużym modelem bodajże Chevroleta) w wersji PC za 169zł i zaraz obok tę samą grę w zwykłej wersji na PS3/X360 za 200+zł. :)
O ile postać Lectera jest ciekawa, tak super moce Willa są beznadziejne i odepchnęły mnie już w pierwszym odcinku, reszty nie widziałem. Koleś potrafi idealnie odtworzyć zbrodnię. Serio? Wow, super, naprawdę.
PS. Dlaczego w serialach tak często główni bohaterowie to nieprzystosowani społecznie geniusze?
@CascadJazz
Spotify z punktu widzenia mało popularnego artysty to jest śmiech na sali. Więcej zarobi sprzedając kilkanaście(!) albumów na bandcampie niż z tego całego streamowania.
Ja tam wolę kupić CD i pójść na koncert ulubionych zespołów.
Owszem, jak ktoś ma tylko ściągać płyty z torrentów, to lepiej, żeby już słuchał na tym spotify, ale mimo wszystko zespół zarobi na tym jakieś grosze, a nachapie się tylko spotify i duże wytwórnie płytowe.
Słaba ta kolekcja, a podobno Spotify takie wspaniałe jest. Co to za muzyka z gier gdzie nie ma całego Silent Hilla, Final Fantasy, MGSa, serii Tony Hawk's etc. i tak bym mógł wymieniać dosyć długo.
Za to jest parę perełek jak np. OST z pierwszego i drugiego Medal of Honor (tych, które wyszły na PSX jeszcze).
Mimo wszystko dobra robota w znalezieniu i skatalogowaniu całości.
Mam podobnie, tylko problem nie leży we mnie (no pośrednio tak) tylko w grach. Ciągle jakieś pozycje robione na jedno kopyto, wypełnione QTE, cutscenkami, wybuchami i zombie (lubię je, ale ostatnio mam wrażenie, że co trzecia gra zawiera zombiaki). Gry niezależne też dużo lepsze pod tym względem nie są - masa z nich to klony platformówek, minecrafta, jakieś pierdółki.
Na szczęście raz na jakiś czas wyjdzie konkretna perełka (Dark Souls <3), która łamie różne schematy, albo przekształca je tak, że w całość przyjemnie się gra.
PS. Na growy kryzys polecam kupno handhelda, ja kupiłem sobie NDSa i jestem zachwycony. Odpadają problemy typu "za 2 godziny idę spać, nie opłaca się włączać żadnej gry", bo wtedy idę wcześniej do łóżka, zakładam słuchawki, odpalam konsolę i "budzę się" koło 2 w nocy po przegraniu kilku godzin. :)
No słowo na K jego mać. :x Mam nadzieję, że jednak coś dadzą. Ile można jeszcze czekać na tę grę?
"Opowieść ma w sobie więcej głębi, niż niejedna gra z gatunku AAA"
Hehehehehe. Co jak co, ale gier AAA bym nie posądzał o posiadanie fabuły z głębią.
Mi się marzy gra w stylu pierwszego Rambo - bohater prawie bez żadnej broni jest ścigany przez grupę ludzi, którzy działają w sposób skoordynowany i mają dużą przewagę liczebną i wyposażeniową.
Grupa mogłaby np. na początku nas lekceważyć, ale jak załatwilibyśmy po cichu (oczywiście mogliby się o tym dowiedzieć dopiero po pewnym czasie) kilka osób to wszyscy stają się ostrożniejsi.
Najlepiej jakby każda osoba w owej grupie miała swój charakter (np niektórzy gdyby byli odcięci od grupy nie atakowaliby nas bo by się bali) losowany na początku gry, jak w roguelike'ach.
Może tak za 20 lat...
Patch na start.
Mam nadzieję, ze wiesz, że gra trafia do tłoczni nawet miesiąc przed premierą? I że jak już tam trafi to nie możesz dograć nic więcej na płytę. I że w miesiąc można poprawić sporo błędów.
Black to jeden z najlepszych FPSów na konsole. Oby podczas tej przerwy od wyścigów zrobili coś podobnego. :)
Do czytania na urządzeniach elektronicznych tylko i wyłącznie e-ink.
Mam Kindle'a od 2 tygodni, jestem nim zachwycony i na pewno nie zamieniłbym go na żaden tablet.
Zbyt często bardziej przypomina skansen, niż miasto pełne rzeczywistych, normalnych ludzi
Bo Columbia na początku była zbudowana właśnie jako taki propagandowy Disneyland. ;)
A na PS3 granie przez internet za darmo, a jak ktoś decyduje się płacić abonament na PS+ to co jakiś czas dostaje ze 4-5 w miarę porządnych gier do pogrania (oczywiście na ograniczony okres czasu). :D
Ekrany e-ink w dzień nie potrzebują żadnego podświetlenia. Natomiast nie jest problemem dołączyć diodę LED (oczywiście jako domyślna opcja wbudowana w urządzenie już w fabryce, a nie robiona domowymi metodami ;d. Np. Kindle Paperwhite ma takie coś) do podświetlania ekranu podczas używania telefonu w nocy.
Czarno-biały wyświetlacz to rzeczywiście krok w tył. Jednak myślę, że jest sporo osób, które podczas kupna telefonu sugerują się głównie czasem pracy baterii, a e-ink wydłuża ten czas ogromnie.
Contributor:
spoiler start
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=He84jP5Nuqk#t=50s
Koło 50 sekundy w tle słychać "ćwierkanie" Songbirda. Zauważ też, że jest to w momencie, gdy splicer z maską ptaka gra na pianinie. Może to tylko przypadek (tylko po co wtedy dawać w tle jakieś dźwięki?), albo Ken Levine miał już w głowie ogólny zarys fabuły Infinite.
Chociaż swoją drogą patrząc po trailerach Infinite masa rzeczy została wycięta/zmieniona. Naprawdę, mogliby już ogłosić jakieś DLC.
spoiler stop
Może infinie powiela koncepcje Mafii2...? Za pół roku się okaże, że fabuły było 3 razy tyle ale wywalono to do DLC...
Jak ktoś już wyżej napisał - fabuła Infinite stanowi zamkniętą całość, chociaż jest tu jeszcze miejsce na sporo rzeczy np. DLC w rzeczywistości gdzie
spoiler start
Booker umarł jako męczennik Vox Populi
spoiler stop
albo krótki fragment z bitwą pod Wounded Knee.
Dla mnie Infinite jest dużo lepsze od swoich poprzedników. Głównie przez to, że historia jest bardziej osobista i jest to chyba jeden z naprawdę rzadkich przypadków, gdzie fabuła gry może spokojnie konkurować z np. filmami.
Dziwi mnie też, że narzekasz na "paranormalne" momenty skoro jedynka miała wiele podobnych - mutagenna substancja dająca paranormalne zdolności pozyskiwana ze ślimaków żyjących na dnie oceanu i która później jest poddawana recyklingowi przez małe dziewczynki o świecących oczach zbierające ową substancję z trupów.
To wszystko brzmi absurdalnie, ale działa.
A co do ciekawych postaci - pominąłeś zupełnie Lutece'ów.
Dla mnie to kandydat na najlepszą grę ever.
O, właśnie tak. Solidny gameplay, poruszająca historia, świetne postacie i ich dubbing, GENIALNY design miasta (jak dla mnie przebija Rapture), zgrabne połączenie poprzednich Bioshocków (tu mała ciekawostka - w pierwszym Bioshocku są nawiązania do Infinite).
Z niecierpliwością czekam na kontynuację albo fabularne DLC (dla tej gry zrobię wyjątek).
EDIT: Contributor - dwójkę możesz spokojnie ominąć, zwłaszcza jeśli nie podchodziła Ci zbytnio jedynka.
Sam Infinite na szczęście nie wymaga znajomości poprzedniczek.
Właśnie dobrze, że nie zostaliśmy mocno zasypani nawiązaniami do gier, bo wtedy wyszłoby coś w stylu Shreka, czyli w skrócie "pobijmy rekord świata w nawiązaniach do popkultury na minutę".
Jak dla mnie Wreck-It Ralph to najlepsza animacja ostatnich paru lat.
Nic dziwnego, że słabo się sprzedają. Nie ma chyba nic gorszego w świecie książek niż te pisane na podstawie filmów czy gier.
Takie "fanowskie" wydania są głównie dla zapalonych wielbicieli danej gry.
Sam lubię bardzo np. Assassin's Creed, ale w życiu by mi na myśl nie przeszło, by kupić jakaś książkę na podstawie tej gry. Jest cała masa genialnych tytułów, których jeszcze nie przeczytałem i pewnie nigdy nie przeczytam wszystkich, dlatego uważam, że szkoda czasu na przeciętną literaturę.
Na szczęście w drugą stronę jest już odrobinę lepiej. Może przez to, że np. te trzy gry, które podałeś oparte są na naprawdę porządnych książkach, zwłaszcza Stalker.
Jednak też jak bardzo kocham tę serię - nie ma ona porównania do książki Strugackich albo jej ekranizacji nakręconej przez Tarkowskiego.
PS. Nadal czekam na grę na podstawie "Pikniku na skraju drogi", która skupi się na odkrywaniu tajemnic zony zamiast na strzelaniu do mutantów i bandytów.
Dziś w końcu obejrzałem Tangled. Dzięki Ci wielkie za polecenie tej animacji, zdecydowanie jedna z lepszych jakie widziałem kiedykolwiek. Żałuję, że nie widziałem jej w kinie. ;x
Ostatni tak udany obraz stworzony techniką komputerową to według mnie Up/Odlot... a potem nie ma długo, długo nic.
W takim razie biegiem do kina na Ralpha Demolkę. Mimo tony lukru na ekranie (dosłownie) sama historia jest raczej dorosła i świetnie skonstruowana. Żarty i nawiązania do gier są tylko dodatkowymi smaczkami, a nie celem samym w sobie.
Polecam obejrzeć z angielskim dubbingiem (teraz jakoś w marcu ma być premiera filmu na DVD i BluRay), bo jest po prostu doskonały.
Ciekawe czy takie wideo będzie potem lądować na YouTube
Jak już piszesz o PS4 to dokładnie obejrzyj konferencję. W jednym momencie któryś z prowadzących powiedział, żeby sprawdzić YT, gdzie zostało udostępnione nagranie z Killzone. Oczywiście zrobione za pomocą wbudowanej w konsolę funkcji.
Diablo 3 - z pewnością upada pewien bastion gier PC. Gra skrajnie pecetowa, tworzona przez ortodoksyjnych, chciałoby się rzec, pecetowców trafia na PlayStation 4 i 3.
Uhm, przecież Blizzard już dawno wydawał gry na konsole. Możesz sobie pograć w Diablo 1 i Warcraft 2 na PSX, więc nie nazywałbym tej firmy skrajnie pecetową, nawet jeśli mieli sporą przerwę w wydawaniu gier na konsole.
Z PSX i (częściowo) z PS2 problemu nie ma, bo od biedy można odpalić emulator. Ale PS3, albo X360 (swoją drogą, istnieją emulatory pierwszego XBoxa?)? Powiedzmy, że minęło 20 lat od premiery PS3, Sony już nie wspiera tego sprzętu. Ktoś chce zagrać np. w The Journey. Nie może, bo gra była tylko w dystrybucji cyfrowej.
Druga sprawa - pisanie "Każdy, który chciał kupić grę w okresie życia konsoli lub na jej premierze, zrobił to. Jeśli chce grać w starsze gry, wystarczy odpalić starszą konsolę." jest ogromnym idiotyzmem.
Nie każdy chce posiadać w domu dziesięć konsol i trzy komputery.
Do tego równie dobrze można napisać - po co wsteczna kompatybilność Win7/8 z Win XP. Przecież każdy kto chciał kupić grę wydaną w okolicach premiery XP już to zrobił i jak chce w nią zagrać, to odpali swój stary komputer z Celeronem i GF2 MX na pokładzie.
Ogromne tak dla wstecznej kompatybilności.
Przemysł fonograficzny do spółki z innymi korporacjami nie godzi się na sytuację w której dostęp do dóbr wytworzonych przez nich, jest na wyciągnięcie kilku kliknięć.
Przemysł fonograficzny nie tworzy niczego. To artyści tworzą.
Oczywiście, że nie. Gdyby każdy był tak dobry w projektowaniu gier jak mu się wydaje to nie byłoby aż tyle słabych gier.
Ja chyba już siódmy rok ubolewam nad tym, że rodzice oddali bez mojej zgody wszystkie moje klocki chrześniakowi brata. :( Jeszcze akurat w czasie kiedy myślałem, by wygrzebać je, zbudować coś i udekorować sobie tym pokój.
Budżet 20-30% większy? To w zasadzie next-geny raczej obniżą koszta produkcji. Skoro na wyprodukowanie kilkanaście razy większej i bardziej złożonej gry jaką będzie Wiedźmin 3 w stosunku do "dwójki" potrzeba będzie zwiększyć budżet o około 1/3 to jest to naprawdę bardzo mało. Jeszcze biorąc pod uwagę, że drugi wiesiek zamknął się z tego co widzę w około 8 milionach dolarów budżetu, co w porównaniu z seriami takimi jak Assassin's Creed albo CoD są to grosze. Polak potrafi, hehe. :)
Wg mnie Skyrim jest mistrzem różnorodności świata. Tam każde podziemia miały inny rozkład i zawierały swoje ukryte tajemnice. Każda miejscowość także miała swój charakterystyczny klimat.
Nie do końca się zgodzę. O ile wszystkie "naziemne" tereny w Skyrimie są świetne i chce się je zwiedzać bez wahania, tak podziemia i jaskinie (w tym przypadku jest parę wyjątków) są tak nudne, że nie umiem tego ująć bez wstawiania epitetu. Ciągle te same tekstury, ci sami wrogowie, ta sama architektura.
Mistrzem różnorodności świata jest Dark Souls. Tam praktycznie każda lokacja ma zupełnie inne tekstury, obiekty więc co za tym idzie - wygląd. Każda jest pieczołowicie zaprojektowana i również skrywa wiele tajemnic. Każda lokacja jest też charakterystyczna i da się ją rozpoznać na pierwszy rzut oka.