Nie było chyba na świecie osoby bardziej sceptycznie nastawionej do „Odyssey”, jeszcze zanim w ogóle doczekało się premiery, niż ja. Kopia „Origins”, które polubiłam głównie za Egipt, tylko nudniejsza, większa, przekombinowana (wybór bohatera?) i w dodatku umieszczona w banalnej Starożytnej Grecji. Nie lubiłam ani okresu historycznego, ani wątku Layli Hassan, ani braku kaptura i ukrytego ostrza.
Ale „Odyssey” zachwyciło. Kassandra mnie oczarowała. Świat był piękny, a fabuła skradła mi serce. Dawno nie wciągnęłam się tak w świat żadnej gry. Polecam z czystym sercem każdemu.