Yen, bo relacja z nią jest bardziej wymagająca i skomplikowana. Ponadto moim zdaniem przewyższa romans z Triss pod względem estetycznym, choć to już kwestia gustu.
Ekchem... gdzie Planescape:Torment? Przecież ta gra poruszała temat śmierci niemal na każdym kroku i robiła to naprawdę genialnie! Moim zdaniem jest ona wręcz kluczowa w kontekście tego tematu.
Poza tym mam wrażenie, że autor ma nieco dziwną definicję nieprzewidywalności. Przecież zakończenie The Graveyard jest totalnie spodziewane.
Może jestem dziwny, ale nie lubię nordyckich klimatów. Powody są dwa:
- wciska się je wszędzie, nieustannie wałkując te same motywy;
- kompletnie nie podoba mi się ich stylistyka, szczególnie uzbrojenie.
Cóż, podstawowym problemem jest to, że projektanci gier nie chcą uwolnić się od tradycyjnych sposobów opowiadania historii, odziedziczonych z innych mediów, i traktują opowieść jako coś odrębnego od mechaniki, a przecież te dwa elementy powinny się dopełniać.
Dla mnie idealnym przykładem takiej mechanarratywnej gry jest Planescape: Torment, w którym nawet fakt, że postać posiada w ekwipunku pamiętnik, bez możliwości przeczytania go, służył rozwinięciu historii, uwiarygodnieniu postaci i podkreśleniu jednego z motywów przewodnich całego dzieła.
Mam nadzieję, że W10 nie będzie wymagany. Aczkolwiek dla Alana Wake'a 2 byłbym nawet skłonny zmienić system.
"lokalizacje ze wszystkich czterech gier z serii Fallout" Chodzi oczywiście o Fallouty 1, 2, Tactics i New Vegas? :P
Cofnęli się? Przecież to współcześni twórcy się cofają, wystarczy spojrzeć na Bethesdę, której każda kolejna gra jest prymitywniejsza! A grafika? Przecież rzut izometryczny to najlepsza możliwa perspektywa przedstawienia tak nietypowego settingu jak Dziewiąty Świat.
Tekst w porządku, częściowo nie zgadzam się jedynie w kwestii oprawy wizualnej, której różnorodność (niespójność) moim zdaniem dobrze oddaje charakter samego settingu.
Wniosek z czytania komentarzy: apologia bezmózgiej siły prawdziwą miarą męskości. Aż dziw, że nasz gatunek jeszcze nie doprowadził do własnej zagłady.
"The Guild najwierniej spośród wymienionych tytułów odtwarza późne średniowiecze" no poza takimi szczegółami, jak np. kobieta odprawiająca katolicką mszę.
Moim zdaniem kluczową rolą w uznaniu gry za cRPG jest wpływanie na odgrywaną postać (stworzoną lub narzuconą), poprzez wybory, które mają odzwierciedlenie w narracji lub mechanice.
1.Torment - Wiadomo, duchowy spadkobierca najlepszej gry wszechczasów, to i oczekiwania mam duże.
2.Quantum Break - Remedy nie umie tworzyć złych gier.
3.Mass Effect: Andromeda - Trylogię uwielbiam, aczkolwiek do tej części podchodzę z rezerwą.
W przyszłym roku wychodzi Torment, więc pozostałe gry prawdopodobnie zignoruję.
Po Fallout'ach oczekuję, że postać z inteligencją 10 będzie miała inne dialgi niż ta z inteligencją 1. Oczekuję trudnych wyborów, ciekawie napisanych postaci i różnorodnych interakcji ze światem. W tym czymś nazywanym Falloutem 4 mogę jedynie chodzić, strzelać i craftować (tych dennych dialogów nie liczę). Bethesda z każdą kolejną produkcją upraszcza Fallouty i to jest zarzut wobec niej.
GimbusomNIE - A dlaczego nie? Przecież Torment jest najlepszą grą wszechczasów.
Uproszczone dialogi, żeby przypadkiem dzieci się nie przemęczyły czytając, rozwój postaci ograniczony względem poprzednich części. Seria idzie we wspaniałym kierunku.
Torment nie jest na pierwszym miejscu? Ludzie, ludzie...
Przy okazji - Wieloświat to setting na licencji. Błąd rzeczowy. "Poza tym stworzone przez Black Isle uniwersum okazało się jednym z najbardziej pomysłowych w branży – Wieloświat był pełen różnorodnych cudów, dziwów i niespodzianek, a wszystko łączyło tajemnicze miasto Sigil."
Bezsprzecznie KotOR 2. Co tu dużo mówić - Chris Avellone jest najlepszym projektantem gier, więc musiał stworzyć arcydzieło. Gdyby tylko Obsidian dostał więcej czasu na produkcję...
"Trójka" nie dorasta do pięt ani pierwszym częściom, ani NV, ale jest znośna. Natomiast część czwarta reklamowana jest albo rzeczami, które kompletnie mnie nie obchodzą (crafting), albo które uważam za wady (uproszczony system tworzenia i rozwoju postaci, zmiany w systemie dialogowym). Z mojej perspektywy zapowiada się katastrofa. I to nie w stylu tej z "Greka Zorby".
Nie zgadzam się w najmniejszym stopniu z rankingiem. Nie chce mi się rozpisywać dlaczego.
PS. "Planescape Torment to dla wielu jedno z najlepszych RPG w historii. Rozbudowany scenariusz, fantastyczny klimat, mnóstwo opcji – zalet tej gry jest tak dużo, że łatwo nawet nie zauważyć bardzo ciekawego, zróżnicowanego soundtracku." - Na OST Tormenta mógłby nie zwrócić uwagi tylko człowiek głuchy.
Nawiązując do pojawiającego się w komentarzach Tormenta - tam w zasadzie wszystko w jakiś sposób łączyło się z główną linią fabularną, więc nie jestem w stanie powiedzieć, by coś mnie w nim odrywało od wątku głównego. A w kwestii tematu filmiku - ja zwsze olewam nie główną fabułę, ale te wszystkie aktywności poboczne, o ile nie mają jakiejś wartości narracyjnej.
W Wiedźminach największym mindfuckiem był dla mnie koleś w stroju kurczaka. A z innych produkcji... w cholerę tego, więc napiszę o dwóch. Pierwszym jest oczywiście zwrot akcji z pierwszego Kotora - opad szczeny do podłogi. Drugi, który na mnie zrobił o wiele większe wrażenie jest odkrycie tożsamości antagonisty w Planescape:Torment'cie, przy którym to spadłem z krzesła. W ogóle cała Udręka jest jednym wielkim mindfuckiem, z którego niewiele się przy pierwszym podejściu rozumie.
Moim zdaniem romanse w bardzo dużym stopniu zwiększają wiarygodność świata gry. W końcu związki są jednym z najbardziej naturalnych i powszechnych rodzajów relacji międzyludzkich.
Ale... zanim romanse pojawiły się w drugim Baldurze otrzymaliśmy genialny (chociaż bardzo smutny) wątek miłosny w Planescape:Torment'cie.
Swój "pierwszy raz" miałem z grą Worms 2, a pierwszą moją grą na własność był pierwszy Kotor.
"charakterystyczny dla serii klimat" Hehehe, autor newsa chyba zapomniał, że grę robi Bethesda.
Mastyl - A dlaczego miałbym ci źle życzyć? Mwa Haha Ha ha - Nie gram w ich gry. Sprawdziłem, odrzuciły mnie całkowicie. A wiesz czemu wolałbym, żeby wtedy zbankrutowali? Bo nie podoba mi się co zrobili z jedną z moich ukochanych serii, Falloutem. Porównaj sobie Fallouta 2 z dowolną grą Bethesdy, a zobaczysz, że dzieło Black Isle daje 1000 większą swobodę.
Ja bym tam wolał, żeby Bethesda zbankrutowała. "Olać narrację, fabułę i rozgrywkę, zróbmy otwarty świat, żeby ludzie mogli sobie chodzić, chodzić, a poza tym chodzić, no i chodzić, a taże chodzić". Okropność.
Ja wciąż nie mogę się nadziwić co Obsidianowi udało się stworzyć, jeśli chodzi o Kotora II. Mieli na niego tylko rok, a zaczynali w 8 osób, pracując bez biura w domu Urquharta. Gdyby wydawca nie był tak nieustępliwy, dostalibyśmy grę, która byłaby 1000 razy lepsza od jedynki pod każdym względem.
Najbardziej oczekuję Tormenta, ale również boję się, że może nie wyjść w tym roku. Czekałbym na Fallouta 4, gdyby robiło go jakieś inne studio niż Bethesda, która nie umie robić erpegów. Zamierzam za to spróbować Darkest Dungeona.
Bethesda nie robi dobrych eRPeGów. Ona robi cholerne symulatory turysty w świecie fantasy. Szczycą się, że dają nam wolność, ale tak naprawdę sprowadza się to do całkowitego olania fabuły, bo jeszcze ktoś (o zgrozo!) nie chciałby się nią przejmować w grze fabularnej. Fallout 2 jakoś dawał ogromną wolność, a przecież pisarstwo stało w nim na bardzo wysokim poziomie.
Ten materiał potwierdził moje obawy. Bethesda nigdy nie powinna była brać się za tę serię, bo ewidentnie jej nie rozumie.
Zdzichsiu - zgadzam się w 100%, The Book of Unwritten Tales to świetna parodia gier, fantasy i popkultury. Cholernie jej brakuje w tym zestawieniu. Pasowała by lepiej niż Stalin walczący z marsjanami.
Od zawsze wściekałem się na twórców gier, którzy nie dawali mi możliwości grania zarośniętą postacią. "bez brody dobrze wyglądał tylko Clint Eastwood w westernach Sergia Leone"- ale Clint miał brodę we wszystkich częściach Dolarowej Trylogii.
Świetnie, sporo się można było z tych tekstów dowiedzieć o jednym z moich ulubionych uniwersów. Wielu rzeczy nie wiedziałem, bo nie mam DLC (musiałbym za nie dać trzy razy więcej niż za trylogię).
elathir -> Dobrze gadasz (piszesz)! Gry Betty dają dużą swobodę, ale tylko w kwestiach rozgrywki. Nie da się w nich wykreować takiego bohatera jakiego się chce. W takim Falloucie 2 dało się zrobić równie dobrze złodzieja grobów i dzieciobójcę, co niepoprawnego idealistę, walczącego z niesprawieliwością na Pustkowiach. Cholera, można było nawet zrobić idiotę porozumiewającego się chrząknięciami!
Świetny tekst. Osobiście bardzo się obawiam jakości Andromedy, ale zawsze można marzyć, że potwierdzi ona teorię indoktrynacji. (To dopiero byłby genialny zwrot akcji, dowiedzieć się po kilku latach, że te wszystkie spekulacje były prawdą, a BioWare chciało to ujawnić dopiero w kolejnej grze. Niestety, nie wierzę, żeby Bio było zdolne stworzyć coś takiego.)
Mwa Haha Ha ha -> W PT statystyki przekładają się na opcje dialogowe. Inaczej wygląda tworzenie i rozwój postaci. W Udręce cała rozgrywka podporządkowana jest historii, a w Baldurze tego nie ma. Mam wrażenie, że pisząc o mechanice masz na myśli tylko i wyłącznie walkę.
boy 3 -> Doskonale zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Niestety, większość woli walczyć niż dyskutować na filozoficzne tematy z nieuarłymi.
Mwa Haha Ha ha -> To ja jestem jakiś dziwny, bo grafika Baldórów mnie odrzuca, podczas gdy na stare Fallouty i Planescape'a wciąż patrzę z dużą przyjemnością. A interfejs i mechanikę też mają dużo lepsze. Ty nie możesz zrozumieć kultu Fallutów, ja Baldurów. Cóż, wszystko jest subiektywne.
"[...]rewelacyjnie sprzedające się tytuły – Planescape: Torment oraz Baldur’s Gate II[...]" PT nie sprzedał się dobrze. To smutne, ale najlepsza jak dotąd gra ledwie zwróciła koszty produkcji.
Zgroza, zapomniałem o Primordii i Falloutach. W obu przypadkach wpływ piosenek na odbiór gry jest wprost niesamowity.
Kiedy myślę o piosenkach w grach natychmiast mam dwa skojarzenia. Pierwszym jest Alan Wake, gdzie muzyka jest bardzo istotnym elementem fabuły i budowania klimatu. Myślę, że właśnie dzięki oprawie dźwiękowej do tego stopnia zachwyciłem się produkcją Remedy. Drugim moim skojarzeniem są piosenki i covery Malukah.
Sandboxem idealnym był Fallout 2, bo dało się w nim wykreować dowolną postać i udać się nią gdzie dusza zapragnie.
Mam wrażenie, że tekst pisał fan TES'ów, a nie Fallout'ów. Dynamiczne i uproszczone dialogi to śmiech na sali, przecież to dzięki ścianom tekstu ta seria była taka cudowna. W dodatku nie wiadomo, czy będą się dostosowywały do statystyk, co było przecież wizytówką serii - można było wykreować zarówno ćwierćinteligentnego półgłówka, jak i geniusza. Ja się tej części boję, naprawdę, bo może ona zerwać ze swoimi cudownymi protoplastami nawet radykalniej niż Fallout 3.
Mam nadzieję, że Fallout 4 nie okaże się Skyrimem ze splówami. Wolałbym, żeby twórcy skupili się na narracji i historii, ale znając Bethesdę spodziewam się, że główną atrakcją gry będzie chodzenie po klimatycznych lokacjach.
Bajkszip - Jaki plagiat? Przeczytaj coś o Dziewiątym Świecie, a przekonasz się, że jest szalenie oryginalny.
LordSettlers - Nie, nie poradzili sobie. Fallout 3 jest świetną grą i bardzo go lubię, ale za dużo w nim Bethesdy, żeby był naprawdę genialny.
Najbardziej czekam na Tormenta, w końcu ma być duchowym spadkobiercą najlepszej gry wszechczasów. Fallout 4 mnie interesuje, ale nieco się go obawiam (Bethesda...). Nowy Deus Ex zapowiada się intrygująco. Technomancerem na pewno się zainteresuję, bo Mars: War Logs bardzo mi się podobało. Kingdom Come może się okazać zbyt ambitny, ale bądźmy optymistyczni. W Soulsy nie grałem, ale mam zamiar, więc jeśli mi się spodobają to pewnie trójką się zainteresuję. O pozostałych nie mam zdania.
Fallout... wszechogarniający, złożony, zjawiskowy. Komentarz to za mało, żeby oddać magię tej serii.
Spodziewam się przynajmniej tak dobrej gry jak Mars: War Logs. A co do gatunku - najlepiej chyba skwalifikować Technomantę do post-cyberpunku. Wszczepy - są. Degradacja i dehumanizacja - jest. Kataklizm - był.
Cieszę się, że udało nam się w końcu przedstawić swoje stanowiska i dziękuję za przyjemną dyskusję. Co się zaś tyczy sztuki - nie ma co ukrywać, nie ma jednolitej definicji sztuki, podobnie jak piękna. Obie te kwestie są bardzo subiektywne. Jedni mogą uważać, że sztuka powinna być bardziej skupiona na kwestiach intelektualnych, inni, że nadrzędnym obowiązkiem sztuki jest dostarczanie wrażeń estetycznych.
Zgadzam się, że fantasy w większości nie jest ambitne. Dla mnie jednakowoż Saga była dziełem sztuki. Dlaczego? Bo mnie poruszyła. Otworzyła mi oczy na pewne sprawy (inna kwestia, że byłem wtedy mały i te książki były dla mnie pierwszym zetknięciem z wieloma problemami społecznymi, takimi jak rasizm chociażby). Te książki mają swoje przesłanie. Nie jest ono może podane w dosłowny sposób, nie wpycha nam moralizatorstwa do gardła, co mi się podoba. Poza tym, czy mądre treści koniecznie trzeba przekazywać w sposób realistyczny? Czemu niby nie można podać treści intelektualnych i artystycznych w ciekawy sposób. Dali też nie tworzył realistycznie, a jakoś uważamy go za artystę.
Dobra, do wszystkich, którzy nie zrozumieli przekazu moich postów: Gry mogą być sztuką, podobnie jak książki czy muzyka. Nie każda gra jest sztuką, podobnie jak nie jest nią każdy film lub obraz. Po prostu czytając ten tekst, odniosłem wrażenie, że autor uważa postrzeganie gier przez pryzmat artystyczny za głupotę, daltego zabrałem głos.
Astro2199926 --> Eee, chyba źle zrozumiałeś moje posty... Ale ja właśnie bronię gier jako dziedziny sztuki. Oba moje posty podejmują polemikę z autorem, który jak widać nie jest zinteresowany tym aspektem gier, mnie zaś w grach interesują właśnie walory artystycznie. Ja za sztukę uważam Planescape:Tormenta, To the Moon, KotOR'2, Fallouty, Alana Wake'a, Wiedźminy... Mam wymieniać dalej?
wysiak --> "Z jakiegoś powodu wydaje im się, że gry komputerowe to jest jakaś ambitna rzecz, a może nawet forma sztuki. To też podejście nie mające większego sensu. Po pierwsze dlatego, że gry to po prostu głupia forma rozrywki jakich wiele. Nawet jeśli czasem uda im się przekazać coś mądrego a innym razem trafnie zcharakteryzują absurdy dzisiejszego świata. Tak samo ambitna i wysoka jak, nie wiem, oglądanie telewizji, czytanie fantasy czy Kinga i nie ma co dorabiać do tego ideologii. Okej, zdarzają się produkcje, które próbują dostarczyć czegoś nietypowego czy to w ramach ewolucji kwestii gameplayowych czy sposobu narracji. Dzieje się tak jednak tylko dlatego, że odbiorcy nudzą się formą rozrywki jaką otrzymują."
Jak dla mnie ten fragment znaczy coś w stylu: "Gry są tylko głupią rozrywką. Nawet jeśli wydaje nam się, że aspirują do czegoś więcej, to ma to tylko na celu zwiększenie sprzedaży."
Gry komputerowe nie mogą być sztuką? A to dlaczego? Wszak to tylko medium, jak książki czy filmy. Nie twierdzę, że każda gra jest sztuką (zresztą odnosi się to do KAŻDEGO innego medium), ale przecież niektóre poruszają istotne kwestie lub posiadają szczególną wartość estetyczną. Albo jedno i drugie.
Irek22 -> Autorzy celują w 4 kwartał 2015 roku. Niekoniecznie się wyrobią, ale jest szansa, że Torment wyjdzie jeszcze w tym roku.
Czytam i nie mogę uwierzyć. Serio, na liście jest Sword Coast Legends, a nie Torment? To tak jakby ktoś wymierzył policzek wszystkim grom cRPG. SCL będzie po prostu produkcją osadzoną w najbardziej przereklamowanym świecie fantasy, korzystającą ze znanego systemu. Super. A Torment to duchowy spadkobierca najlepszej gry dotąd powstałej i pracują nad nim mistrzowie branży jak Chris Avellone, Colin McComb, Brian Fargo i Adam Heine. Dodatkowo jest osadzony w settingu milion razy ciekawszym niż Zapomniane Krainy.
Mnie z anulowanych gier najbardziej żal KotOR'a 3, w końcu Obsidian zrobił część drugą zakładając, że będą mogli zająć się trzecią częścią. A co do konkursu - osobiście chciałbym zagrać w produkcję osadzoną w bardzo mało znanym w uniwersum a mianowicie... (dramatyczna muzyka budująca napięcie) Konfluencji. Jest to świat wymyślony i opisany przez Paula J. McAuley'go. Konfluencja jest bardzo dziwnym światem, pełnym bardzo zaawansowanej technologii, a zarazem pod wieloma względami zacofanym, czym trochę przypomina Dziewiąty Świat oraz (trochę mniej) Planescape'a. Przykładowo istnieją tam potężne pistolety energetyczne, ale większość mieszkańców Konfluencji wciąż walczy na miecze, tak więc dysproporcja jest ogromna. W kwestii mieszkańców - uniwersum jest pełne najróżniejszych ras i maszyn. Bardzo podoba mi się również stan tego świata - znajduje się on na skraju upadku i boryka się z licznymi problemami.
Flypho - Żenadę? Filmik całkiem dobry, nie to co późniejszy Angielski dla graczy, ale to zrozumiałe, bo Adg Rysław robił już z większym doświadczeniem i lepszym zapleczem technicznym. A co do samego filmu - bardzo ciekawy.
Torment nie jest grą na raz, przynajmniej nie dla mnie. Moim zdaniem on został stworzony do ponownego przechodzenia. Właśnie gram w niego po raz kolejny i stwierdzam, że przy pierwszym przejśció byłem chyba ślepy i wyłączyłem mózg - odkryłem teraz mnóstwo zawartości, o której nie miałem zielonego pojęcia. Nawet to, że gram inną klasą postaci zmienia bardzo perspektywę. Klimat jest dla mnie kwintesencją tego, czego szukam w fantasy - wiara i wyobraźnia silniejsza od rozumu. Środkowy palec wymierzony w naukowców i realistów. Mechanika starć i rozwój postaci mogłyby być lepsze, ale poza tym nie mam do tej gry zastrzeżeń.
Iselor---> Mój ruch.
Zgadzam się, że nie ma jednego, czystego gatunku cRPG.Niestety, nie mogę się pochwalić takim stażem jak Twój (mam tylko 15 lat, ale to już nie moja wina), postaram się jednak przedstawić mój punkt widzenia.
"Agency" oznacza stopień kontroli (możliwe sposoby interakcji), jaki gracz ma nad postacią, zgoda. Natomiast fabułą nazywam wszystkie zdarzenia w grze, historie poszczególnych miejsc, postaci i zdań (głównych i pobocznych - odpowiadają one wątkom w książkach i filmach - w tych mediach przecież nie uznajemy, że tylko zdarzenia stanowiące główną oś fabularną są fabułą, dlczego więc mamy to robić w grach?), czyli generalnie każdy element narracji zawartej w grze.
Co do zarzutu, że tylko dwie gry cRPG mają dobrą fabułę - czy dla Ciebie przymiotnik dobry oznacza oryginalny? Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że tak. Poza tym - liczy się nie tylko sama fabuła, ale też sposób jej podania. W Mass Effect'ach bardzo podobała mi się narracją, chociaż historia, zgadzam się nie była oryginalna. Jednak stopień, do którego zżyłem się z bohaterami, i różne małe chwytające za serce momenty sprawiły, że uznaję fabułę za dobrą.
Dodam jeszcze, że zgadzam się co do mierności głównych wątków w większości erpegów. W swojej poprzedniej wypowiedzi też tego nie negowałem. Muszę jednak stwierdzić, iż to samo da się powiedzieć o większości książek/filmów/gier/tu wstaw inne medium. Większość tego co ludzie stworzyli, tworzą lub będą tworzyć to chłam. Ale gdyby było inaczej, gdyby wszystko było równie dobre co Planescape: Torment (najlepsza gra wszechczasów i basta), to czy byśmy to doceniali? Wszak wtedy byłoby to normalne. Bez rzeczy złych, nie możemy docenić rzeczy dobrych.
Już czytając książki uważałem, że Triss powinna się Eskelem zainteresować, bo u Geralta nie ma szans. W Dzikim Gonie na pewno wybiorę Yen, którą lubię dużo bardziej.
Dla mnie w grach (zwłaszcza cRPG) najważniejsza jest fabuła i koniec. Można mówić, że w komputerowych erpegach, poza Tormentem i Maską Zdrajcy, nie ma "dobrych fabuł". Ja się z tym nie zgodzę. Wszystko zależy od tego co rozumiemy przez "dobrą fabułę". Jest oryginalna? Porusza wątki filozoficzne? Oferuje ciekawych bohaterów? Podoba nam się? To co uważamy za "dobrą fabułę" jest subiektywne. Moim zdaniem historia nie musi być oryginalna, nie musi poruszać ważkich tematów. Dla mnie ważne jest czy mnie zaangażuje. Może to zrobić na różne sposoby. Dla mnie Torment i Dragon Age: Początek mają dobre fabuły, choć każda w inny sposób (Udręka ma lepszą, ale to oczywiste).
Nieprzeczę, Dark Forces/Jedi Knight są świetne, ale to Kotory są najlepszą serią gier w uniwersum SW.
Napisałbym coś o moich nadziejach, ale nie mogę oderwać oczu od tej grafiki.
A ja wolę Tormenta od Fallout'ów. Jest bardziej literacki i skupiony na fabule, a dla mnie to bardzo duży plus. Wprawdzie w Fallout'y gra się lepiej, bo mają dużo lepszą mechanikę od jakiejkolwiek gry opartej na D&D, ale w mojej opinii ważniejsza jest historia od gameplay'u.
Mam nadzieję, że kiedyś zrobią tą kontynuację. Jeynka jest jedną z moich ulubionych gier.
Bardzo dobry tekst, pokrywa się z moimi odzczuciami wobec nowego Deus Ex'a. Duży plus za wstawienie piosenki Gavina!
Ja nie mogę... Kiedyś byłem dużym fanem SW, ale teraz... Disney wyrzucił całe Expanded Universe do kosza i zrobi bajeczkę dla dzieci, zapewne infantylną, tylko po to by móc opychać kolejne produkty małym, zindoktrynowanym chłopcom. Szkoda, bo powstało kilka naprawdę świetnych dzieł osadzonych w świecie Gwiezdnych Wojen. Mam tutaj na myśli zwłaszcza KotOR'y, z naciskiem na część 2, i komiksy z serii Dziedzictwo (Skywalker łowca nagród i pirat, odrzucający swoje dziedzictwo oraz filozofię Jedi i Sith. Genialne!).
Świetny materiał! Mnie również irytuje infantylne traktowanie zła przez gry. W sumie do tego tematu dojrzale podchodzą gry Chrisa Avellona i RED'ów. Ja osobiście pokładam duże nadzieje w nowym Tormencie, który pod względem podejścia do wyborów moralnych wydaje mi się przeciekawy.
Ja sądzę, że część gatunków pójdzie w kierunku Sword Art'a, a część pozostanie w takiej formie jaką znamy. Bo, powiedzmy sobie szczerze, ktoś wyobraża sobie granie w izometryczne rpg za pomocą urządzenia w rodzaju Nervegeara?
"Pillars of Eternity to pewny kandydat do gry RPG roku. Jej pozycji może zagrozić jedynie rodzimy Wiedźmin 3(...)" A nowy Torment?
Mój pomysł na temat następnego odcinka jest następujący: motywacje bohaterów. Wydaje mi się to warte poruszenia, gdyż dobra realizacja tego elementu gry zawsze jest w stanie znacząco zmienić nasz odbiór danej produkcji i pozwala na zrzycie i utorzsamienie się z postacią. Przykładowo, mój ukochany Planescape:Torment przedstawiał bardzo wiarygodną motywację głownego bohatera (i nie tylko jego). Podobnie było w Gothicu (najbardziej w jedynce, w kolejnych częściach w mniejszym stopniu) i rodzimych Wiedźminach. Z drugiej strony powody, które kierowały bohaterami Elder Scrollsów czy protagonistą Drakensanga 2 sprawiły, że postacie te postrzegałem (i dalej je za takowe uważam) jako papierowe i nigdy nie byłem w stanie się w nie wczuć, chociaż wiem, że niektórzy lubią grać postaciami "czystymi", nie obciążonymi żadnym tłem fabularnym.
Kiedy tylko zobaczyłem temat tego materiału, od rau pomyślałem o arcydziele jakim niewątpliwie jest Planescape:Torment, który niestety przyniósł bardzo niewielki zysk twórcom. Z drugiej strony - lepiej, że Udręka jest sukcesem artystycznym niż finansowym.
Jak czytam te komentarze to mi się półtorak w kieszeni otwiera. Ta gra ma być lepsza od Pillarsów czy Tormenta?!? Fabuły tych gier prawie na pewno zjedzą SCL na śniadanie. Pewnie zagram, ale nie oczekuję niczego wybitnego.
Z EU najlepsze były gry (Kotory, Tor i Jedi Knighty) oraz komiksy (Dziedzictwo - rozgrywające się 120 lat po Powrocie Jedi z najciekawszym ze Skywalkerów w historii GW).
Ja najbardziej czekam na Pillars of Eternity, ponieważ uwielbiam gry cRPG. Spodziewam się, że gra będzie genialna - w końcu robi ją Obsidian, złożony w dużej mierze z byłych pracowników Black Isle, którzy zrobili genialnego Planescape Tormenta i prawie tak samo genialne pierwsze dwa Fallouty. Poza tym, sam mam zamiar zająć się w przyszłości robieniem komputerowych RPG'ów, dlatego od jakiegoś czasu staram się znaleźć najlepsze i najciekawsze gry komputerowe by zobaczyć co robią dobrze, a co źle.
Zastanawiam się tylko czemu recenzent musiał spojlerować na prawo i lewo. Dobrze, że grę już skończyłem. Poza tym - 8,5?!?
Świetny materiał. Mnie najbardziej podobał się system rozwoju postaci w Tormencie i Falloutach. Uwielbiam kiedy rozwój postaci ma wpływ nie tylko na walkę, bo to wydaje mi się ubogie i nie w stylu papierowych RPG. Czekam z niecierpliwością na 3 odcinek.
A moim zdaniem może spełnić się jeszcze jedna nadzieja autora. W końcu w książkach Martin sugerował, że Ogar przeżył (co prawda co innego, ale nieważne), a w dodatku nie pokazano by Sandor wyzionął ducha. A jeśli coś nie zostało ukazane, to jest duże prawdopodobieństwo, że się nie stało.
Ciężko było mi się zdecydować, ale ostatecznie zdecydowałem się na taki układ: Miejsce 1. Torment; Miejsce 2. Wiedźmin; Miejsce 3. Pillars of Eternity. Gdybym mógł oddać jeszcze jeden głos to powędrowałby on do "The Book of Unwritten Tales 2".
Moją ulubioną towarzyszką jest Miranda z ME2 i ME3. Wiele osób ocenia ją po wyglądzie, a niesłusznie. Mnie urzekł jej charakter. Z pozoru jest zimna, pewna siebie i bezwzględna. Dopiero kiedy się ją pozna odkrywa się jej prawdziwą naturę. Pod maską skrywa się osoba pełna wątpliwości, niedopuszczająca do siebie uczuć i racjonalna. Przy bliższym poznaniu okazuje się inna. A jedyną postacią żeńską jakiej nie trawię jest Liara, również z Mass Effectów. Przez trzy części żałowałem, że nie mogę jej poświęcić w zamian za życie któregoś ze straconych towarzyszy.