Mnóstwo osób jęczy o SJW i pieje, że ten tekst to paszkwil. Jeśli się zatrzymało mentalnie i kulturowo kilkadziesiąt wstecz, to faktycznie kogoś to może oburzyć. Tekst w żaden sposób nie jest paszkwilem, po prostu opisuje on rzeczy, na które w dużej mierze dziś nie ma już akceptacji w społeczeństwie inkluzywnym, poza tym te motywy są też tak wyświechtane, że można je traktować jako ciekawostkę historyczno-kulturową, a nie na poważnie je brać w dzisiejszych czasach.
Boomerski humor składa się z kilku elementów, między innymi wyśmiewaniu rzeczy, zjawisk, których się jednocześnie zupełnie nie rozumie (to jest kluczowy element), skrajnym stereotypizowaniu i powielaniu szkodliwego obrazu znów zjawisk lub całych grup społecznych, męskim szowinizmie. Wystarczy też wpisać w google termin "boomer humor" i wyjdzie naprawdę sporo przykładów chociażby pasków komiksowych, ale bez problemu można znaleźć przykłady też w starszych filmach.
Dziękuję za absolutnie nic nie wnoszący komentarz. Widziałem siebie w lustrze, wszystko w porządku, dziękuję. Życzę miłej przedpołudniowej herbatki.
Patrząc na to, jak przytłaczająco wielka jest liczba negatywnych reakcji i jadowitych komentarzy można uznać, że tekst był kijem wsadzonym w mrowisko. I wygląda na to, że był bardzo potrzebny. Żenujące jęki na temat SJW w imię obrony... no właśnie czego? Boomerskiego podejścia do stereotypów i traktowania ich jako obowiązującej prawdy? Dziewczyny nie chcą i mają prawo domagać się bycia przedstawianym w inny sposób niż kobiety w opałach, tak jak nie każdy facet ma ochotę być mierzony od linijki według kanonu napakowanego adonisa tryskającego testosteronem. Wiele starych filmów zdezaktualizowało się, w przypadku komedii często dowcip ten okazuje się być de facto mocno cringowy, wręcz boomerski. Śmieszne są też te niby wyważone komentarze symetrystów w stylu "nie mam nic przeciw pokazywaniu danych osób w innym świetle, ale...", bo jednocześnie pokazują, że te osoby w rzeczywistości mają właśnie z tym problem, skoro w artykule pojawiły się w dużej mierze klasyczne przykłady mające przybliżyć problem. Gdyby nie mieli problemu z tezami tekstu, przeszliby obojętnie obok tego artykułu.
Gratuluję autorowi/autorce tekstu i proszę się nie zrażać - trzeba o takich rzeczach pisać, edukować i na przykładach uświadamiać odbiorców.
Fajnie napisana historia, bajeczne artworki, satysfakcjonujący system rozwoju osady. Niestety, jak na grę survivalową jest chwilami za dużo losowości przez wszechobecne skillchecki podczas eksploracji mapy. O niepowodzenie testu nietrudno, zwłaszcza w early i mid game gdy jeszcze ma się niskie współczynniki a karą jest nie tylko nie zdobycie cennych surowców, ale często poważniejsza reperkusja dla postaci. To prowadzi do wielokrotnego poczucia frustracji i chęci przeładowywania gry. W tej sytuacji tryb ironman jest raczej skierowany do masochistów. Grać tylko w najnowszą wersję po patchach.
Z jednej strony fajnie napisana historia, bajeczne artworki, satysfakcjonujący system rozwoju osady. Z drugiej, niestety, jak na grę survivalową jest chwilami za dużo losowości przez wszechobecne skillchecki podczas eksploracji mapy. O niepowodzenie testu nietrudno, zwłaszcza w early i mid game gdy jeszcze ma się niskie współczynniki a karą jest nie tylko nie zdobycie cennych surowców, ale często poważniejsza reperkusja dla postaci. To prowadzi do wielokrotnego poczucia frustracji i chęci przeładowywania gry. W tej sytuacji tryb ironman jest raczej skierowany do masochistów. Grać tylko w najnowszą wersję po patchach.
Gimbaza kontratakuje. Gra jest puszczeniem oczka w kierunku starszych graczy, pamiętających kino akcji i kreskówki z lat .80. Opancerzone dinozaury strzelające laserami z oczu, one-linery Michaela Biena - aktora znanego choćby z "Terminatora" czy "Obcy - decydujące starcie". Wreszcie, gra SZYDZI sobie z totalnej papki, jaką się nam dziś serwuje (obejrzyjcie sobie niektóre filmiki w necie). Więc apel - zamiast zjeżdżać grę przed premierą i płakać, że to nie ma nic wspólnego z FC3 po prostu się uciszcie, jeśli nie łapiecie konwencji gry. Jutro zamawiam gra i mam już niejasne wrażenie, że będzie faworytem do gry roku 2013.
Innowacja roku dla Call of Duty czy nominacja za scenariusz dla Mass Effect 3. Kpina. :P
Bym zapomniał: w grze w ogóle nie ma szpiegostwa! Czy to oznacza, że twórcy gry planują wydać
masę dodatków by jeszcze bardziej żerować na portfelach wielbicieli serii?
To są jakieś jaja. Masa nowych elementów w grze? Jasne, ale kosztem jeszcze większej ilości.
System walk jest faktycznie najmocniejszą stroną w grze. Fajnie, że też można skupić się na rozwoju małych państw, które mogą mimo wszystko wymiatać. Kolejny plus - niezależne miasta-państwa.
Za to mamy panel civil policy, w który wciśnięto i religię i rozmaite doktryny. W tym, uwaga - komunizm jest najlepszy! Co śmieszniejsze, doktryna "Order" (w której właśnie znajduje się socjalizm i komunizm) wcale nie blokuje możliwości rozwoju drzewek z wartościami liberalnymi i wolnościowymi (w opozycji do nich stoi tylko autorytaryzm). Z tą "nierealnością" twórcy gry nieco przegięli.
Uproszczony został wątek z ONZ - można tutaj głosować tylko za ew. zwycięzcą scenariusza (na drodze dyplomatycznej). Brakuje ustaw np. o zbanowaniu broni nuklearnej, co się wcześniej pojawiało. Poza tym, w dzisiejszych czasach, gdy jest tyle umów międzynarodowych, o walce ze zmianami klimatu, sankcjami na jakieś państwa i inne pierdoły można było tu wcisnąć, ale tego nie zrobiono! Bo po co?
Najfajniej się gra przez pierwsze epoki do czasów industrialnych. Niestety, później, według mnie robi się dość nudno i wszystko ciągnie się ślamazarnym tempem.
No i wreszcie - gra jest prosta. Nawet bardzo. Banalnie łatwo jest uzyskać Golden Age. Cały renesans, epokę przemysłową i kawałek współczesności przeleciałem właśnie w tym trybie (i nie grałem na poziomie easy, tylko oczko wyżej od normala). Wszystko to przy pierwszym odpaleniu programu...
Gra jest fajna, ale nie wykorzystano jego dużego potencjału. Czy grywalna? Grałem tylko jeden dzień, ale mam niejasne wrażenie, że CiV IV jest zwyczajnie lepsze (pomimo słabszego systemu walk).
Ocena dana w recenzji jest znacząco zawyżona.
Jeśli w tej grze jest płytka ekonomia, dyplomacja a także strona militarna - czyli większość rzeczy określających jakość STRATEGI, to z jakiej paki recenzent dał ocene niemal 85%? Bo jest ładna grafika i fajnie działa jeden z filarów strategicznych (produkcja)? Pozostawie to bez komentarza.
re TobiAlex
Owszem, wstawki filmowe jak na tamte czasy były czymś niezwykłym, co nie zmienia faktu, że były kiczowate :) I ja wcale nie wyrażam się o nich pejoratywnie, po prostu dawały swój specyficzny klimat. W Red Alercie podobnie, tyle że EA odświeżając serie podeszli do sprawy mocno jajcarsko, co wg mnie się udało.
Ja zaakceptowałem konwencję gry i miałem kupę dobrej zabawy. Choć do samego gameplay'a miałem na początku mieszane uczucia, to całkowicie zgadzam się z wypowiedzią "gizio1" - im dalej w las, tym fajniej. I możliwości strategicznych jest wbrew pozorom całkiem sporo, zwłaszcza, jak się gra w multiplayera. Choć nad balansacją powinni jeszcze popracować, choć widać zmiany z każdym wydanym patchem.
Red Alerty, C&C, czy "strategie" Blizzarda są głównie klikankami. Jeśli chcecie czegoś innego, gdzie myśli się dłużej a nie "szybko", to ogarnijcie sobie Blitzkriega, Men of War czy chociażby któregoś Total Wara. :)
TobiAlex - a Red Alert 1 jaki niby był? Również trącało od niego kiczem (mam tu na myśli choćby filmowe wstawki). Red Alert 3 kontynuuje tą tradycję, tyle, że w bardziej humorystyczny sposób.
Mi się Red Alert 3 strasznie podobał, zwłaszcza właśnie za jajcarskie podejście do tematu imperializmu. Jakie jest "Powstanie", tego nie wiem jeszcze, bo nie grałem. Nie omieszkam jednak zagrać, a następnie podzielić się opinią.
No właśnie odrzucenie przez Steama chęci zagrania w grę nie musi być związane z pobieraniem patcha. Przykładowo wczoraj sobie elegancko klikam na aplikację by odpalić... i nic. A no tak! Bo Steama wyłączyłem _-_. No to włączam Steama ( i niech nie daj Boże nie padnie internet, bo nie zagra się w -SINGLA-), mieli sobie, mieli. Jeszcze raz odpalam, chwila zastanowienia i komunikat: gra jest niedostępna. To są jakieś kpiny. A bugów tyle co nie miara. Dlaczego w ogóle o tym nie wspomniano w recenzji?
Po dalszych kilku godzinach grania od czasu ostatniej swojej wypowiedzi stwierdzam, że ocena GOLa jest zawyżona (nie pierwszy raz). 80-85% absolutny maks. Wszystko z powodu małych, upierdliwych błędów, crashów, zawiech a nawet problemów przy odpalaniu programu (Steam sux).
Gra niestety jest irytująca. Niby świetnie zrealizowana, ale część niuansów skutecznie zniechęca do zabawy.
Przede wszystkim Steam. Gra działa tylko przez niego, by odpalić single playera trzeba mieć połączenie do internetu (wiem, że w dobie informatyzacji masa osób ma neta, ale wciąż wymóg jest absurdalny). Co więcej, nie pogra się w grę, gdy coś szwankuje z serwerem Steama. "Gra jest w tej chwili niedostępna" - co to ma znaczyć?! Gdy się kupuje grę, to nie ma, że "nie jest dostępna", zwłaszcza, że mam ochotę pograć w wielką kampanię a nie potyczkę sieciową.
Kolejna rzecz - długie ładowanie się bitew. Subtelna ironia GOLa w video pokazie gry rzeczywiście ma tu swoje zastosowanie. Można wstawić herbatę w tym czasie.
No i w końcu - AI. Nie tylko wroga, którego oddziały potrafią stać jak banda idiotów, ale także nasi własni żołnierze, często nie wykonujący rozkazów.
Creative Assembly WHY?!
Czy mi się wydaje, czy w polskiej wersji gry ubyła cała oprawa muzyczno-dźwiękowa?
No właśnie... czas mija i mija, zdążyli się już nahapać pieniędzy od posiadaczy Xboxa, to mogliby na luzie wrzucić i na PC.
A ja bardzo rozczarowałem się FFXII. Gra jest niezwykle przereklamowana. Zacznę jednak po kolei.
Początek gry niszczył (w pozytywnym sensie). Piękne intro i opening. Pierwsze godziny gry- wartka akcja. Potem już niestety stykałem się z naciąganą fabułą, motywy muzyczne w ogóle nie porywające, a przy całej swojej pięknej grafice niektóre postacie chwilami były bardzo podobne do siebie wizualnie, jakby nie dopracowano szczegółów. Gra też jest nastawiona na chamskie expienie postaci, ciągle mechanika gry daje nam o tym znać.
Gdy grałem w FF VII, tam byłem pogrążony w odmętach świetnej fabuły i otaczającego klimatu. Z przyjemnością odkrywałem wszystkie sekrety gry. A tutaj? No niestety. Gra klimatu niestety takowego nie posiada ~~. Fabuła jest drętwa, a muzyka jest chorobliwie stała i źle dopasowana. Kiedy były naprawde teoretycznie dramatyczne sytuacje, to muzyczka była jakaś statyczna.
Kolejny minus gry to ogromne monotonne mapy. Pare minut przebiega się przez jedną lokacje by wejść w drugą identyczna. Rozumiem, że pustynia raczej nie będzie się zbytnio wyróżniać, ale jakoś w FF X czy VIII również się trafiało na takie tereny i sytuacje bywały ciekawe. Takich smaczków do odkrywania jest jak na mój gust dość mało. Zethinan (czy jakoś tak) Caverns i z tym co się znajduje w najgłębszych czeluściach akurat było fajne ^^
Co za to jest plusem gry? Mechanika. Owszem, twórcy gry nachalnie raczej chcieli omamić gracza, który by się na niej skupił zamiast na fabule. Mimo wszystko system gambitów, walki w real time oraz dowolność w kształtowaniu postaci (choćby pod względem doboru sprzętu) jest rzeczą godną pochwały.
Questy, które w większości polegają na bawieniu się w łowcę nagród jest też od pewnego momentu niezwykle nużące i bierze się kolejne zlecenia by jak najszybciej odfajkować i dostać coś fajnego.
Fabuła gry i sztuczne postacie (główny bohater, Ashe, a już napewno Penelo) to rzecz, której nie mogę odżałować. Te dwa elementy to rdzeń dobrego rpg. FF XII jest mistrzem pierwszego wrażenia, ja spasowałem przy 25h gry.
Do tej pory wszystkie części FF podobały mi się. Dziesiąta część już mniej, dwunastka to niestety apogeum komercjalizacji i karmienia durnymi schematami zabij-przynieś-oddaj-pójdź.
Soulcatcher [ Admin ] https://www.gry-online.pl
Tribunal ---> liczba możliwych zakończeń gry nie świadczy o tym czy jest liniowa czy nie, świadczy wyłącznie o tym ze ma trzy zakończenia zamiast jednego.
---------------
Raczej nie, poczynania Geralta już w pierwszych godzinach gry podobno mogą przesądzić o jej zakończeniu.