Co za bzdury. Diabłu to do pięt nie dorasta. Przecież to wygląda jakby grę z komórki na PCta przenieść. Muzyka nędzna. Klimatu ani trochę.
Zmarnowana kasa, nic więcej.
Największy problem to lagi i jazda koniem. Ta chabeta zatrzymuje się na wszystkim co jest większe od ziarenka piasku.
Przede wszystkim gra na PC jest tak niedorobiona, że samą końcówkę obejrzałem na youtubie bo co minutę mi się crashowala. Po kilkunastej próbie gry w ostatniej lokacji dałem sobie spokój i odpaliłem Youtube żeby poznać zakończenie. Jeden wielki bug.
Wczesniejsze lokacje też się crashowaly ale dało się grać. Końcówka ni ciula.
Co to ma wspólnego z graniem w Gothica?
To jakbyś puścił bąka i mówił, że srałeś. Niby blisko a jednak niewiele ze sraniem ma wspólnego.
Gra mi się podobała ale nie mogę zrozumieć dlaczego przez tyle lat nie mogli zadbać o porządne animacje. Na przykład koń z samego początku rusza się jak na animacjach sprzed 15 lat.
Z niczego nie trzeba się spowiadać. Jedyne co trzeba, to to czarne, pasożytujące bydło pogonić jak najdalej się da.
Potencjał ogromny ale wiele rzeczy psuje całość strasznie.
Najbardziej wkurwiający jest system szybkiej podróży. Albo Cie na niego nie stać (Azoth), albo jest godzina cooldownu (teleport do jednego miejsca, które ustalasz będąc w jakimś mieście jest dostępny raz na godzinę) albo miejsce do szybkiego transportu jest strasznie daleko. Dlatego 80% tej gry to długie popierdalanie po mapie od zleceniodawcy questu do miejsca jego wykonania i na odwrót po odbiór nagrody.
Gdzie Wy trzymacie te filmy, że przy 20Mb łączu tną się kiedykolwiek bym ich nie oglądał?

Mały ukłon dla redaktorów "GRY-ONLINE". Proszę połączyć wszystkie DUŻE litery od początku opowiadania do pierwszego akapitu. Pozdrowienia! :)
Ilość znaków - 2992
Zdjęcia wykonałem w technice HDR, doświetlane reflektorem i halogenem. Nie mogę wkleić dwóch plików na raz z tego co widzę, więc skleiłem dwie fotki w jedno.
Na górnym sakwa z formułą, do której sięga łysy oprych z mojego opowiadania a na dolnym zdjęciu ten sam oprych zaskakujący Garreta przy wyjściu.
Pozdrawiam i miłej lektury!
Gęstość mroku szybko blakła. Rwący ból przeszywał potylicę złodzieja.
“Yyhh” - wybełkotał. Od kiedy utracił przytomność nie minęło wiele czasu. Niespodziewanie
do żywych przywrócił go przejeżdżający obok wóz. Leniwie stawiając kopyta ciężki koń rozchlapał
kałużę. Ilość wody padająca na twarz złodzieja była wystarczająca by udało się złapać kontakt ze
światem. Nieświadomy obrażeń obmacał kark i szybko sięgnął do sakwy. Ewidentnie jej nie było.
Garret szybko poskładał wydarzenia uświadamiając sobie, że jego absencja trwała najwyżej
kilkadziesiąt sekund. “Leje jak z cebra a jeszcze jestem suchy - pomyślał - napastnik
gdzieś tu jest.” Używając rękawic z hakami wspiął się na mur i zlustrował okolicę. “Jest i
nasz amator! Naokoło sami kupcy i tylko jeden zbrojny. Nie pasujesz mi tu. Mam cię
bratku!” - syknął do siebie, przyglądając się sporych rozmiarów, łysemu drabowi odzianemu w
znoszoną, bordową przeszywanicę i kolczugę.
Ruszył w pogoń. W swoim stylu, cicho, dyskretnie i nie do wykrycia. Meandrując tłumnymi
uliczkami dotarł w końcu do mniej ruchliwej części miasta. Było tam sporo towarzystwa
najgorszego sortu. Pijani żołdacy, renegaci i inne oprychy. Zerkali na łysego podejrzliwie po
czym natychmiast odwracali wzrok. Garret przyglądał się temu skąpany w cieniu. “Z kim też
mam przyjemność?” - Pytał sam siebie.
Niedługo później dotarli do pobliskich kanałów. Mistrz złodziei wypuścił zbrojnego do przodu
żeby nie dać się zauważyć w długim wejściu, po czym sam tonąc w mroku zwinnie wszedł do środka.
Zaraz za wejściem przywitała go wielka komnata z podwieszonymi pod stropem belkami.
Garret uśmiechnął się i z kocią gracją w kilku susach znalazł się pod sufitem. To odruchy wyuczone latami.
Znajdź kawałek cienia i zniknij z oczu. Unikaj świateł i jeśli możesz zajmij miejsce nad celem.
Wśród złodziei to było jak mantra. Jak naturalna zdolność do oddychania. A Garret był wirtuozem swego fachu.
Zbrojny poprawił pas i położył sakwę z formułą na obitym owczą skórą stoliku. Wtedy właśnie dało się
dostrzec symbol na dłoni draba. Ryba otoczona półksiężycem. “Poganie! Więc to są ci dziwni
ludzie ze spotkań Verminusa, o których mówił Bober.” - zadumał się złodziej.
Drab zamknął w sejfie sakwę, chwycił ze stolika kawał mięsa, ugryzł, stłumił beknięcie i wyszedł
zatrzaskując drzwi.
“Teraz ja”- wyszeptał Garret i z wdziękiem pantery wylądował przy sejfie. Cichuteńko.
Bezszelestnie. Otworzenie sejfu trwało tyle co nic. Dwa wytrychy w rękach mistrza kręciły koła w
jedną i drugą stronę aż do momentu kiedy suchy trzask zapadki oznajmił, że już po sprawie.
Wszystko szło gładko. Za gładko. Garret odwrócił się wiedząc co się święci.
Drab witał go przed wyjściem z kanałów wspierając się na mieczu.
Złodziej pochylił głowę w parodii ukłonu i założył ręce na piersi.
- Proszę, proszę. Zbrojny sługus Szachraja. A więc mamy tutaj Pogan. Szlag was nie
trafił? - zaczął.
- Nie trafił Mistrzu, nigdy nie trafi. - uśmiechnął się wrednie łysy i ruszył w stronę złodzieja.
Garret był za mądry na walkę, pchnął łysemu kulę błyskową pod nogi, dał susa za filar i zdjął z
pleców łuk. Łysy zatoczył się zwalając świece. Pierwsza strzała z wodą zgasiła lampę tuż nad
dochodzącym już do siebie drabem. Drugą, ostatnią lampę nad ołtarzem Pogańskiego Boga
dosięgnęła kolejna strzała sekundę później.
W pomieszczeniu zapanował mrok - “Witaj w moim świecie” wyszeptał zbrojnemu do ucha
Garret po czym zdzielił go pałką w łeb. Poganin padł na ziemię.
“Teraz tylko, znaleźć Bassa i misja zakończona” pomyślał Garret i odszedł. W ciemność.