Gra jest cudowna. Świetna mechanika, klimat, muzyka. Czuć, jak nasz bohater wzmacnia się z czasem. Trzeba być dość mocno uważnym i brak jakichkolwiek znaczników znacznie utrudnia, aczkolwiek na szczęście są także dostępne przystępne poradniki, które pomagają, jeśli ktoś nie ma wystarczająco czasu i cierpliwości, żeby samemu wszystko rozwikłać.
Na switchu 2 gram i wszystkim polecam, gdyż niewiele obecnie jest gier, które są tak dobre.
Bardzo lubię i cenię sobie GOL, ale nowa odsłona jest koszmarna. Długie scrollowanie, aby dokopać się do treści. Nie wiadomo, czy poniżej będzie coś interesującego, czy nie. Wszystko się zlewa. Poprzednia wersja pozwalała bardzo szybko nawigować po witrynie, a tutaj jest masakra.
Cdaction podobnie dało ciała. Ehh szkoda :/
Gram powoli i robię wszystkie poboczne misje plus aktywności, aczkolwiek przyrost umiejętności jest bardzo szybki. A w zbroi Bruncwicka to na luzie kładę 5 wrogów na raz. Wspaniała to jest gra i dawkuję sobie ją stopniowo z uwagi na brak czasu. Trybu hardcore trochę się obawiam, ale może trzeba będzie dać szansę.
MarioKart 8 jakoś mnie nie przekonało, jednak najnowsza wersja jest niesamowita. Przypomina to trochę gry w stylu LoLa, gdzie każdy wyścig na tej samej mapie może mieć totalnie inny przebieg. Świetna dynamika, trzeba cały czas kombinować, myśleć nad alternatywami. Dodatkowo oprawa audiowizualna na najwyższym poziomie. Gdyby nie to, że kupiłem wersję z MarioKartWorld pewnie bym nawet o tym nie pomyślał, jednakże jak dobrze jest się tak miło zaskoczyć!
Polecam wszystkim i do zobaczenia na torze!
Świetny tekst. Merytoryczny i dobrze napisany!
Aż z przyjemnością się czytało.
Pozdrawiam
Ahh Tibia.
Zacząłem przygodę jakoś w 2004 roku. Podstawówka, oranżada Helena, 512 kb/s.
Pamiętam, jak na rooku z kolegą biliśmy szczurki, a potem chyba na 5 levelu można było wyjść dalej i spotkaliśmy wilki. Kurcze, no magiczne to było. Ten klimat właśnie internetowego podwórka, gdzie stojąc na różnych placach można było porozmawiać z ludźmi, zawiązywały się znajomości.
Wejście na maina i jak na tamte czasy „ogrom możliwości”. Lev 50 to było coś, czuło się respekt. Kolejka do banku, aby wpłacić zarobione pieniądze. No tęskno mi do tej prostoty i aspektu społecznego. Wróciłem jakoś w latach 2010 i jeszcze było czuć ten pierwotny klimat, ale kiedy z sentymentu włączyliśmy z bratem to w 2021r, to już był spektakl powergamingu, nabiliśmy po 150 lev w tempie, jak kiedyś 20 lev. Każdy tylko leci na exp, no to już nie dla mnie. Aczkolwiek trzymam kciuki i oby trwało to jak najdłużej.
Ale to samo tyczy się Wowa, odpalając to w 2007 roku czuło się społeczność. Rozmowy, wspólne podróże w wagonikach. Zostają tylko powergamerzy, a aspekt multi tylko we wspomnieniach.
Dzizus może brzmię jak boomer, młody jeszcze jestem względnie, ale 20 lat temu było jakoś milej i bardziej ludzko w grach.
Preorder złożony już dawno temu. Jutro wjeżdza kod i będzie ściągane. Ale najpierw skończę jedynkę, która jest wspaniała!
Kingdomecome w trakcie ogrywania. Wspaniała gra i bardzo klimatyczna. A KDC2 już kupione w złotej wersji z bonusem preorder, z 3 dlc w pakiecie i jakimiś innymi dodatkami. Jak to dobrze, że w morzu tak słabych i płytkich gier powstają takie perełki.
Zacząłem niedawno KCD, troszke wymaga ta gra zaangażowania, ale wydaje się przyjemna i wdzięczna. Wolniejsze tempo, ścieżka dźwiękowa idealnie pasują do chęci odreagowania. Jestem na etapie, gdzie bardzo czuć ograniczenia Henryka z uwagi na jego brak treningu, ale to ciekawe w stosunku, gdzie w innych grach od razu można wlecieć w mrowie wrogów i przy dobrym refleksie kosić wszystko. Pochodzimy sobie w jedynce, a potem płynnie przejdę do dwójki. W moim tempie to kilka miesięcy grania zaplanowane :D
Obawiam się, że to trzymanie się mechaniki sprzed 20 lat, aby zadowolić fanatyków marki może odbić się czkawką. Ułatwienia w postaci znaczników na mapie itp z możliwością ich wyłączenia byłyby kompromisem. Sam się zastanawiam nad tą pozycją, aczkolwiek, jeśli mam poświęcać dodatkowe dziesiątki godzin, aby trafić w jakieś poukrywane miejsca, to szkoda mi życia. Nie mówiąc już, że po przerwie w graniu powrót mógłby być traumatyczny. Poczytam recenzje po wydaniu i nadal jestem ciekaw. Jednak tak jak z automatycznej skrzyni i wspomagania kierownicy nie zrezygnuje, aby poczuć „prawdziwe wrażenia z jazdy”, tak samo nie mam już 10 lat, aby stracić dzień na wejście na skalę.