Drachenfels666

Drachenfels666 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2025 14:26
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
5.0
PC

Artefix Mundi hopa the game, czyli ani to ciekawe ani nieciekawe. Muza, grafa, udźwiękowienie, animacje, fabułka istnieją i to tyle dokładna piątka. Gra o szukaniu itemów na obrazkach nic więcej.

01.07.2025 01:06
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
5.0
PC

Artifex Mundi, hopa the game. Ani to nie jest ciekawe ani nieciekawe tak naprawdę. Grafika okej, muzyka i udźwiękowienie okej, trudność okej, fabułka okej, grywalność okej idealna piątka. Gra nastawiona strikte na szukanie rzeczy na ekranie.

01.07.2025 01:02
Drachenfels666
3.0
PC

Ściek dosyć duży, nudy, długie, powoli biega kretyn, fabularnie idiotyczne "nie przypominam sobie żebym miał ojca" XD co to za zdanie ku*wa XD. Zagadki prostackie, straszaki mierne albo kutasiarskie. Plus jeden że sekwencje ucieczkowe są skryptowe, a nie losowo po całej chacie.

01.07.2025 01:01
Drachenfels666
7.0
PC

Dobre, bez rewelacji ale dobre. Dobre bo krótkie też dosyć.

01.07.2025 01:00
Drachenfels666
10
PC

Wybitna i ch*j jak zwykle ale ten wilk na dole z i ten flet totalnie do wyj****ia 3 razy ich najebałem i nie pamiętam jak sie nazwyają a to o nich świadczy jako bossie.

01.07.2025 01:00
Drachenfels666
10
PC

Wybitne bo nie trzeba nic więcej prócz Halflighta to jest takie kurestwo

01.07.2025 00:59
Drachenfels666
10
PC

Wybitne i nic dalej nie mówie bo nie trzeba.

01.07.2025 00:58
Drachenfels666
4.0
PC

Fabularnie niezłe, do du*y wszystko innowo.

01.07.2025 00:53
Drachenfels666
7.0
PC

Naprawdę dobra gra, przyjemnie sie robi te głupoty, o wiele śmieszniejsza niż stardew valley, trochę za bardzo w kółko to samo ale generalnie dobra gra. System dni potrafi wyprowadzić z równowagi do granic absurdu bo czekanie na kogoś 3 tygodnie bo coś sie akurat robiło to paranoja. Niezłe dodatki też doceniam nazwy.

01.07.2025 00:52
Drachenfels666
6.5
PC

W miarę fajne rozwinięcie, podoba mi się bardziej niż wojownicy północy ale jako całość to tak jak zwykle troche za długo troche za bardzo to samo.

01.07.2025 00:51
Drachenfels666
6.5
PC

Niezły symulator, dobrze że fabularnie wytłumaczony ale w pewnym momencie zbyt powtarzalny się staje.

01.07.2025 00:47
Drachenfels666
6.0
PC

O wiele gorsza gra od siódemki i od szóstki. Fajnie że nowe rasy do grania są i że są umiejętności przypisane strikte pod nie ale za mało w niej wyzwania i takiej mocy jakiejś. Fabularnie też niezbyt ciekawa niby to spina elementy końca świata ale to takie o jest.

01.07.2025 00:46
Drachenfels666
6.0
PC

W miarę przyjemny rougelike ale dosyć szybko zżera go powtarzalność i za mocno opiera się o czyste rng.

01.07.2025 00:45
Drachenfels666
5.0
PC

Stabilniejszy od jedynki ale wszystko inne ten sam poziom spie**lenia xd

01.07.2025 00:40
Drachenfels666
3.0
PC

Drugi najgorszy AC w jakiego grałem i to ku*wa pod rząd xd żenada niebywała gra ledwo działa i ledwo jest ciekawa o trudności nic nie mówie bo tego nawet pod uwage nie biore ale rzeczywiście zmusili do grania w kuckach w grze bo ilość obstawy w losowych budynkach jest tak niebotycznie porażająca, że sie zwyczajnie nie chce nikomu z nimi napierdalać. O dziwo bardzo dobry dlc najlepszy jaki był, skondensowany, ciekawszy fabularnie, zupełnie inny wizualnie od podstawki, naprawdę dobry dodatek.

01.07.2025 00:38
Drachenfels666
3.0
PC

Okrutne g***o, gra działa tak ku*wa źle ale to tak ku*wa źle i jest tak ku*wa nudna, i w hotelu ten typ powoli biegł to ten tutaj to ma naj****e cegieł w porach chyba albo niesie ku*wa ze sobą 20 kilo kamlotów. Nikt absolutnie nikt nie jest takim powolnym fletem.

01.07.2025 00:36
Drachenfels666
10
PC

Wybitny hack and slash najlepszy jaki istniał kiedykolwiek. Dopiero POE bylo w stanie stanąć w szranki tak naprawdę. Wracam i będę wracał, bo nie nudzi mi się kompletnie. Remaster bardzo dobry ale komplikuje sprawe z modami a to już pewien problem jest chociaż se jakoś z tym poradzę.

01.07.2025 00:34
Drachenfels666
10
PC

Jeszcze lepsza gra niż jedynka, world building ten sam ale więcej postaci lepiej napisanych, plus rozwój tych z jedynki. Cała seria stoi npcami i world buildingiem tylko i wyłącznie ale są to rzeczy świetnie wykonane. Dwójka najlepsza z trylogii jako pojedyncza gra.

01.07.2025 00:33
Drachenfels666
10
PC

Ez dycha wybitny world building praktycznie idealny jak na gry, ciekawy świat opowiadany w dialogach a nie pie**lonej encyklopedii świetna rzecz.

01.07.2025 00:32
Drachenfels666
7.0
PC

Niepotrzebny totalnie remaster ale doceniam, że trylogia jako całość i achievmenty ale generalnie totalnie niepotrzebna rzecz xd

01.07.2025 00:30
Drachenfels666
6.0
PC

Słaby survival horror, za mało metroidvanii, za bardzo po linijce, i ku*wa jak ten pajac wolno biega jebla można dostać ale działa bez problemu i pomysł niezły, więc dal chcącego powiedzmy że jest coś do znalezienia

01.07.2025 00:29
Drachenfels666
4.0
PC

Dwójka lepsza

01.07.2025 00:28
Drachenfels666
6.0
PC

Mierny dodatek, za bardzo chciał podkleić się pod film i jednocześnie za bardzo chciał iść w stronę rebootu trójki i odkupienia po niej, takie to bez pazura przez to, bo widać konkretną agende.

01.07.2025 00:26
Drachenfels666
8.0
PC

Nie zestarzała się o cal, może wyśmiewane problemy ewentualnie, bo Bin Ladden to ciekawy od dobrej dekady nie jest. Dalej piekielnie grywalna, dalej piekielnie śmieszna, dalej każda godzina to czysta radość.

01.07.2025 00:24
Drachenfels666
6.0
PC

O wiele gorsza od poprzedników, o wieeele, nie przeboleje usunięcia zagadek enigmy ale wszystko inne też raczej średnio siedzi, bez epy kompletnie, plus że dodaje pare postaci nowych ale minus że cała reszta, chociaż nadal dosyć grywalna

01.07.2025 00:23
Drachenfels666
2.0
PC

ściek, śmieszniejszy od gothiców ale technicznie jeszcze gorsza gra, piranha bytes zasłużyła w pełni na upadek

01.07.2025 00:22
Drachenfels666
6.0
PC

Lepsze niż jedynka, trudniejsza ale fabuła dalej nudy w ch*j xd

15.03.2025 21:38
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19

Odpiszcie mi na fb pls

23.06.2024 15:19
Drachenfels666
7.0
PC

Dobry świat, fajna stylówa, dobra narracja, nieciekawy gameplay jednak i jakieś takie to bez intrygi, a szkoda i dlatego dwójka lepsza

23.06.2024 15:18
Drachenfels666
7.5
PC

Zupełnie nowy koncept rpgowy, zajebioza bardzo mi sie podobało, wielokrotnie skończyłem super śmieszna, brakuje mi tylko prztyków oficjalnych w celebrytów

23.06.2024 15:15
Drachenfels666
7.0
PC

Doceniam stylistyke, doceniam muzyke, doceniam rozgałęzienie fabularne i konsekwencje ów rozgałęzień, bardzo przyjemna gra

ale nie porwie na setki godzin, nawet z dziesiątką będzie trudno

23.06.2024 15:14
Drachenfels666
6.5
PC

No nie jestem w stanie sie do tej gry przekonać, nie boje sie jej, jest irytująca głównie, miernie wypada na tle reszty horrorów, nawet amnezji

post wyedytowany przez Admina 2025-10-01 14:27:10
23.06.2024 15:11
Drachenfels666
8.0
PC

Jak mówiłem wole dwójke, bo jest barwniejsza trudniejsza i dodaje nowe rzeczy, chociaż poziom żartu spadł na bardziej prostacki

23.06.2024 15:10
Drachenfels666
7.0
PC

Śmieszny koncept, dobrze zrealizowany, aktualnie lekko za wolny w wielu miejscach. Wole dwójke

23.06.2024 15:07
Drachenfels666
5.0
PC

Jezu jakie to jest g***o w zestawieniu z oryginalnymi doomami, nie moge patrzeć na to jak ta gra jest obleśna

23.06.2024 15:06
Drachenfels666
4.0
PC

Nie jestem jakimś giga wielkim fanem, stylistycznie boska ale nie gra mi totalnie absolutnie zrandomizowana rozgrywka

23.06.2024 15:05
Drachenfels666
8.0
PC

W teorii lepiej w praktyce nie jest to nowość już więc mnie tak nie jara

23.06.2024 15:02
Drachenfels666
10
PC

Cudowne uwielbiam aż mam chęć przeczytać batmany a zrezygnowałem z dc i marvela

20.06.2024 22:05
Drachenfels666
1
odpowiedz
Drachenfels666
19
1.0
PC

Ta gra, nie, to wydanie gry to kpina, to potwarz, nie mam słów dostatecznie obelżywych, którymi jestem w stanie opisać jakim ścierwem jest HD edycja hirołsów. W 2005 roku kupiłem wydanie h3 złotej edycji w kolekcji klasyki, którą zresztą mam do dzisiaj i jest ona lepszym wydaniem niż ten ściek. Kupienie i granie w HD edycje to krok wstecz w rozwoju gamingu. Zestawienie tego skoku na siano z HD modem czy Hotą jest nonsensowne, bo rozwiązania i usprawnienia zastosowane w modach są miliardy lat świetlnych przed ubisoftem. Przyspieszenie walk, możliwość rozegrania ich ponownie po tym jak komputer odstawił lipe, pokazywanie "ukrytych" statystyk, ponowna interakcja pod spacją, podgląd wielu rzeczy prawym przyciskiem myszy, zasięg ruchu pod ctrl, i dziesiątki innych, nie jestem w stanie ich wymienić nawet. W tym czasie Ubisoft wydaje zasraną hd edycje, która nawet nie ma oryginalnych dodatków do gry, nie ma Ostrza Armageddonu i nie ma Cienia Śmierci, które to dodatki są niebywale istotne fabularnie ale dodające też dwie gigantycznie wielkie mechaniki do gry- nowy zamek Wrót Żywiołów oraz łączenie artefaktów w zestawy. TO JEST ŻART TA GRA, TEN WYSRYW WYŁUDZAJĄCY PIENIĄDZE TO JEST COŚ CO NALEŻY Z TAK WIELU STRON OBRAŻAĆ ŻE NIE DA SIĘ TYLU OBELG ZEBRAĆ. Żenada jestem tak zażenowany tym.

post wyedytowany przez Admina 2025-10-01 14:28:42
09.06.2024 01:51
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
1.0
Switch

Dla własnego spokoju zapowiem spoilery ale dodam też, że śmiało czytać i nie kupować tego syfu. Pierwszy raz w historii, a grałem w setki kurwa gier, w setki z każdego możliwego gatunku jaki istnieje. Pierwszy raz spotkałem się z grą która realnie mnie brzydzi, brzydzi mnie jej fabuła, brzydzi mnie jej gameplay, brzydzi mnie jej scenariusz, brzydzą mnie jej postacie, brzydzą mnie jej twórcy. Gameplayowo jest to ledwo gra, nie da się w to "przegrać", co też sprawia że kwestionuje traktowania tego jako grę. Wszystko ogranicza się do łażenia po budynku opuszczonego hotelu należącego do ojca protagonistki- Nicole i jopienia się na losowe przedmioty "budujące świat gry". Zabieg ten jest tak prostacki i tak żenujący, że nie jestem w stanie tego określić. W 2009 roku w wieku lat dwunastu zacząłem pisać jednostrzałowe przygody rpg do warhammera pierwszej edycji i to mniej więcej podobny poziom world buildingu był ale mnie broni to, że nie pisałem o siedemnastym wiadrze farby z lat 80tych, ograniczałem się do jednego wiadra i nie żądałem pieniędzy za to. Prostactwo nie oznacza samej mechaniki oglądania przedmiotów zwyczajowo stojących w tle, a to jak bardzo nijakim gównem one są, np. łazienka starego jest zawalona przedmiotami do pooglądania i żaden nie mówi totalnie nic o samym ojcu, a więcej da spojrzenie na niemyty od dawna kibel albo wysypane w umywalkę pudełka leków, w jego pokojach jest do podniesienia z 12 pism o fizyce, astrologii i ezoteryce, które wszystkie mówią, że interesuje się fizyką astronomią i ezoteryką, a w damskim kiblu wisi krzyż na ścianie, który można obejrzeć i z każdej strony jest nadal krzyżem na ścianie. Oczywiście do części przedmiotów dołożona jest interakcja w postaci pierdolenia przez telefon z drugim bohaterem opowieści- Irvingiem. Ten jako tako odpowiada i postacie wchodzą w interakcje. Łykam ich charaktery w tych interakcjach, są one niezłe, wiarygodne i w miarę konsekwentne. Element problematyczny to, że ich wytłumaczenie fabularne jest takim wysrywem, że ostatnio to nie pamiętam kiedy ktoś ze mnie takiego kretyna chciał zrobić. Mechanika trzecia i o zgrozo ostatnia w tej grze to wykorzystywanie trzech przedmiotów, z których każdy przydaje się w jednym miejscu w grze. W KURWA JEDNYM!!! Polaroid który jest potrzebny podczas przejścia mniej więcej 40 sekund korytarza żeby znaleźć latarkę, która to jest potrzebna do przejścia 30 sekund korytarza, żeby włączyć prąd i mikrofon łowców duchów, żeby namierzyć obraz w szafie który brzdękoli jak szturchany żyrandol. Dla czystej uczciwości powiem że mikrofonem da się też namierzyć ducha co to łowcy ów się bali jej. I to wszystko każda jedna mechanika została wyszczególniona, nie wymieniam mapy, bo to nie mechanika tylko cztery screeny bez interakcji. Reszta gry to fabularna narracja prowadzona przez otoczenie i dialogi dwóch postaci. I teraz, narracja otoczeniowa jak mówiłem jest w najlepszym wypadku niedobra, więc pozostają dialogi, a te choć niezłe to są przykrywką dla seksistowskiej, pedofilskiej, groomerskiej, gloryfikującej samobójstwa i wybitnie kretyńskiej historyjki. Duży abstrakt tła- Nicole wyprowadziła się z matką od starego, który prowadzi hotel, bo ten miał romans z szesnastolatką, która zresztą wtedy była w wieku mniej więcej jego córy, i której prawie zmontował dzieciaka. Rachel- szesnastolatka w ciąży, z żonatym chłopem dwukrotnie starszym od niej, ginie w tajemniczych okolicznościach, co zostaje okrzyknięte samobójstwem. Wspomniany Irving to brat Rachel, który zmanipulowany przez starego Nicole, zaczyna pomagać mu w odkrywaniu prawdy stojącej za dziwną śmiercią. W dwójkę tworzą skomplikowaną manipulancką pułapko-zagadkę na Nicole, która ma wyjawić istotny szczegół o którym "zapomniała", a który skleja poszlaki w całość. Po kolei więc. Seksizm: Nicole jest przedstawiona w miarę wiarygodnie ale zamiast twardego damskiego charakteru wyszła jako wiecznie nadąsana, narcystyczna pizda nieprzyjemna do jedynej osoby, do której może otworzyć wiecznie obrażony pysk, a w przeszłości jako dziecko specjalnie "zapomniała" powiedzieć, że jej matka zniknęła z jej meczu hokeja i specjalnie "zapomniała" powiedzieć że jej stara jej wyczyściła kij hokejowy, i specjalnie "zapomniała" sprawdzić bagażnik auta w poszukiwaniu losowo tam spawnujących się trupów szesnastolatek w ciąży i na koniec to w ogóle specjalnie to robiła bo była zazdrosna że jej stary woli ruchać szesnatolatke niż z już znaną mu szesnastolatką spędzać czas. Jej matka to zazdrosna o szesnastolatke furiatka, która zabija kochanice męża kijami do hokeja, a potem się wyprowadza od niego i w sumie nie ma żadnej innej osobowości, te ruchy oczywiście oznaczają że sprzeciwia się prawdziwej miłości, która może wystąpić między dziewuchą, która od trzech lat wie co znaczy słowo kurwa, a chłopem, który wchodzi w kryzys wieku średniego, a Rachel to wiadomo seks bomba, która wg fabuły jest niedorozwiniętym debilem z książkami dla autystów którymi leczy się kurwa jebaną dysleksje (autentyczne słowa scenarzysty), nikt jej nie lubi prócz jej zapatrzonego w nią jak w obrazek nijakiego brachola Irvinga i jej giga fajnego sąsiada mentora co to siusiakiem ją smyra w psipsi- tylko oni wiedzą jak silną i pełną miłości jest kobietą. Stuart-Burtonowość: chyba nie muszę tego wskazywać. Grooming: Leonard (stary) po wyjebaniu się na rodzinę, leceniu w chuja kupe czasu, długoletnim manipulowaniu dziewczynką z mlecznymi zębami w "miłość", stwierdził, że skoro jego córa se pojechała i żona też, a Rachel nie żyje, to co mu innego pozostaje jak zbudować kurwa odwzorowany pokój swojej wybranki w piwnicy, więc ma różowe łóżeczko metr czterdzieści, pianinko różowe narysowane na ścianie, bo przestał chodzić do roboty i nie ma na opłaty, konia na biegunach, pudełko na wyjmowany aparat na zęby (wydawany do szesnastego roku życia- byłem posiadaczem), btw aprat też miał i znając jego to pewnie go oblizywał, a potem długoletnie manipulowanie bratem tej fajnej dupy lat szesnaście, żeby wpędzić go w poczucie winy za to, że nie łaził za nią jak cień i nie wie która z głupich bab jej pierdolnęła, robiąc z Irvinga docelowo swojego osobistego sidekicka. Gloryfikacja samobósjtw: Irving się zabija po tym jak wpędza w rozjebanie psychiczne Nicole, która to na sam koniec wykonuje dokładnie to samo jako domyślny ending. Wybitny kretynizm: to jest nieopisywalne, niedorozwinięcie przeradza się w autyzm a potem w dysleksje, Irving nie wie, że to stara Nicole zabiła Rachel ale robi symulacje z manekinów, a w bagażnik samochodu podkłada koc zalany krwią w którym jest aparat na kły Rachel, Leonard jest tak doskonałym astronomem, że przewiduje kiedy będzie ponad tygodniowa burza śnieżna która zamknie jego latorośl w hotelu, żeby zmusić ją do podążania za nonsensownymi zagadkami, Irving pierdolący że wszystko jest zaplanowane, co znaczy, że w szósty dzień gry łaził w ścianach i z walkmana puszczał bombanie w żyrandol, Irving też siedział w minus trzydziestu przez 10 dni dzień i noc, bo siedział w zniszczonej części poddasza, a przez pierwszy dzień było wyłączone ogrzewanie, Nicole raz nie ma kluczy do samochodu raz jednak je ma i tak bez końca można wymieniać, a to ogromna ilość niedopatrzeń jak na trzy godziny fabuły maks. Pomijam trzykrotne zbugowanie się gry do tego stopnia, że resetowałem ten rzyg i błędy kolizji przedmiotów (parasole) w pierwszej scenie gry. Jest chyba jeden plus tego- jest na tyle nieprzewidywalne, że zaskakuje, szkoda, że zaskoczenie to wybór zawsze najgorszej opcji dialogowej. Podtrzymuje początek- nie grać, nie dać zarobić, one-o-one powinni wypierdalać od robienia gier z fabułą. Brzydzę się tą grą i brzydzi mnie, że w to zagrałem.

09.06.2024 01:31
Drachenfels666
1.0
PC

obrzydliwe g***o

23.11.2023 03:30
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
8.0
PC

Might and Magic to jedna z najbardziej przeze mnie cenionych serii w całym gamingu. Są uniwersum z najlepszymi dungeon crawlerami i najlepszymi strategiami z jakimi miałem styczność. Heroes of Might and Magic III możliwe, że jest najpotężniejszym kandydatem do najlepszej gry strategicznej w ogóle w dziejach gier. Podobne zdanie mam o Might and Magic VI, który jest moim ulubionym dungeon crawlerem i o Duel of Champions, który jest najlepszą karcianką (o wiele lepiej się bawiłem w DoC'u niż w Hearthstonie) i niebywale żałuje, że zwyczajnie zdechła i została wycofana, podobnie zresztą całe uniwersum. Ostatnia strategia taktyczna- 2015 rok, a ostatni dungeon crawler- 2014. Później się zjawiło się tylko okropne gówno jakim jest H3 HD Edition który jest strasznie zacofany względem HD moda i nie ma dodatków co jest kpiną zwykłą, a no i niedawno World of Warships się spiknął z uniwersum heroesów co jest absolutną topką najdziwniejszych colabów w historii... ale do brzegu. Zasiadłem ostatnio do siódmego M'n'M i przeszedłem całość, dwa razy, w tydzień, świetna gra. Chce tutaj dodać ale tylko, że nie mam sensownego ale. Fabularnie jest to proste i kontynuuje równie prostą fabułę całego uniwersum. Wszystko się dzieje w tym samym czasie co oryginalna kampania Odrodzenia Erathii z trzecich Heroesów i jest uzupełnieniem określającym dlaczego istnieje sojusz elfów, ludzi i czarowników oraz kto uwolnił Rolanda Ironfista z więzienia Kreegan. Technicznie gra jest ciut lepsza od poprzedniej szóstki ale ogólnie bardzo podobna pod każdym względem, a różnic praktycznie nie ma i wszystko działa identycznie, włącznie z bugiem powodującym, że jak postać ma za dużo szybkości to dostaje maszynowy strzał z łuku w trybie turowej walki. Dodany został gatunek/rasa goblina jako grywalna postać, została obniżona szansa na „specjalny efekt” wywoływany przez potwory i niebotycznie irytujące beholdery z szóstki nie są już takimi chamami jak ostatnio, osłabione zostały lasery pradawnych, co powoduje że są one generalnie bezużyteczne, bo lepiej walić z łapy, podzielono też najpotężniejsze magie w grze, czyli magię światła i ciemności w taki sposób żeby tylko jedną można było mieć w drużynie, zależnie od tego czy się pójdzie drogą światła czy mroku, czyli czy się stanie po stronie czarodziejów z Bracady czy nekromantów z Deyji, wleciały nowe klasy postaci: złodziej, mnich i ranger, i od razu też nowe biegłości: alchemia, kradzież, piąchy, identyfikacja potworów i korzystanie z broni generalnie, zmodyfikowane zostały artefakty i relikwie i nie są one tak potężne jak wcześniej, i najważniejsze dodano trzeci poziom mistrzostwa umiejętności, czyli po mistrzostwie w biegłości można zostać arcymistrzem danej rzeczy, co też dodało drugi poziom wtajemniczenia każdej klasy postaci, również zależny od ścieżki fabularnej którą się wybierze (dobro czy zło). I to będą chyba wszystkie zmiany i modyfikacje techniczno-mechaniczne w grze, możliwe że coś pominąłem ale trudno. Gra jest krótsza od poprzednika ale przez dwie możliwe drogi wyrównuje ilością zadań, niekoniecznie potworów czy miejsc ale zadań już tak. Czytelniejszy jest ekwipunek ale jego problemy się nie zmieniły jest nadal zagracany losowymi itemami fabularnymi i stosem syfu do eliksirów. Znalazłem najgorszy quest w rpgach za to i przebił nawet ukrytego pod łóżkiem króla złodziei z Mandatu Niebios, czyli skończenie 5 walk na arenie w zamian za zostanie czempionem, wybitna żenada i strata 5 tygodni w samej grze na walki z randomowymi potworami za komicznie małe ilości pieniędzy i trochę doświadczonka. Jeden nowy „typ” potworów czyli drzewce stojące w miejscu są ciekawym konceptem ale średnio udanym chyba na dłuższą metę. Wizualnie bardzo podobnie jak ostatnio jest i tutaj zmiany są praktycznie żadne, 2d sprite'y potworów i npców, klocowate przestrzenie i budynki z naciągniętą teksturą nań. Muzycznie jak wcześniej całkiem niezły soundtrack ale nie jest specjalnie wybitny, udźwiękowienie podobnie. To tyle, tutaj nie da się powiedzieć za wiele źle o grze ale nie jest też tak żeby mnie powaliła, chyba zwyczajnie wiedziałem czego się mogę spodziewać i ani się nie zawiodłem ani mnie nic nie zachwyciło. To jest błogosławieństwo i przekleństwo największe gier z serii Might and Magic i to obu głównych nurtów. Wywiad robiony przeze mnie wśród paru osób mi znanych, które grały w częściej Heroesy rzadziej w dungeon crawlery, dał mi wniosek, który brzmi: każdy kto grał w jakieś M&M uwielbia tą grę i lubi do niej wracać oraz darzy ją nostalgią pewną ale prawie zawsze wielbi właśnie ten pierwszy tytuł do którego zasiadł. Są wyjątki od tej reguły np. Heroesy pierwsze, które zostały pod każdym możliwym względem ulepszone w dwójce albo M'n'M 1/2, które również są milion razy gorsze od trzeciej części rpga, ale pozostaje jednak ten element uwielbienia wobec tej gry, z którą się zaczęło przygodę z tymi całkiem unikatowymi dziełami. Moc przede wszystkim Heroesów ale uniwersum samego w sobie też polega na tym, że jest całkowicie innym doświadczeniem. Nie ma gier takich jak heroesy, a podobne na palcach można liczyć, najbliżej pewnie będzie King's Bounty, oczywiście od Legendy w górę, ale nadal między tymi seriami jest przepaść pod wieloma aspektami. Także jak ktoś zna i lubi Might and Magic to siódmy dungeon crawler jest do niego, a jak ktoś nie grał to albo odbije się jak chybione czary od ścian albo popadnie w uwielbienie jak ja.

20.09.2023 02:09
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
7.0
PC

Drugi raz przeszedłem The Walking Dead, pierwszy raz był dobrych parę lat temu, tak z rok po premierze. Drugi jakoś na dniach i długo się nad tym zastanawiałem jak to ugryźć. Jeżeli ktoś nigdy w to nie grał to nie znajdzie nic podobnego wydaje mi się nigdy i proponuje szczerze żeby każdy zasiadł do tej potwornej historii jak ludzkość chce być ludzka ale nie może, bo próbuje przetrwać. Sam serial i komiks już to robią świetnie (okazjonalnie gorzej ale mniejsza) i gra wpisuje się w trend. Scenariusz jest dobrze napisany, wydarzenia prócz jednego z nich (samochodzik) mają swoje realne konsekwencje i ciąg przyczynowo-skutkowy jest zachowany w sensowny sposób. Gra jest podzielona na 5 rozdziałów, które mają za zadanie dawać efekt pięciu odcinków serialu, każdy z nich ma swój motyw przewodni i stanowi zamkniętą część, a fabuła całościowa jest tłem, co idealnie oddaje strukturę seriali proceduralnych, które niebywale uwielbiam (np. Dr. House, Detektyw Monk, Elementary, NCIS i The Walking Dead właśnie), i zwyczajnie to działa. Gra przez całą długość trzyma w napięciu i niepewności, a co ważniejsze nie nudzi się dzięki właśnie fabule i dialogom. Dialogi zresztą są naprawdę mocne. Każde powiedziane zdanie, słowo, szyk, składnia, błędy w słownictwie i rozumowaniu, każdy element składający się na konwersacje jest wykonany idealnie. Doskonale pasują one do napisanych postaci i świetnie je przedstawiają, tak samo się dobrze wpisują w sytuację w której są bohaterowie. Podobnie postaci, które również są cudownie napisane, każda ma swój charakter, problemy, słabości, radości, troski, cele- wszystko co się składa na dobrze napisanych bohaterów. Np. Kenny jest prostym południowcem, są momenty kiedy palnie coś głupiego albo kiedy nie pomyśli za dobrze ale prze do celu, a za rodzinę da się posiekać, i każdy kto jej będzie zagrażał sprawi sobie niezmordowanego wroga. Najważniejszy element jeszcze istnieje, a więc wybory, które to wypływają na rozgrywkę w znacznym stopniu. Potrafią zmienić wydarzenia, zachowania postaci, a nawet to który z npców przeżyje konkretną sytuację. Na tym położony jest cały ciężar gry, bo każda rzecz będzie miała swoje konsekwencje. Z dobroci można wymienić świat przedstawiony ale ten już był gotowy, więc niech będzie że jego adaptacja. No i narracja prowadzona przez przedmioty, otoczenie i zombie, bo napisy na ścianach, porozwalane wszędzie śmieci i to jak zombie się zachowują i w jakim są stanie opowiada co się wydarzyło tutaj wcześniej, czy człowiek zginął w walce z innym człowiekiem czy został pożarty, czy zombie już wcześniej natrafił na kogoś żywego albo czy w danym miejscu w ogóle ktoś był żyw. Gorzej jest z resztą. Grafika... okej nie jest bardzo źle, ten komiksowy sznyt za pierwszym razem może działać ale gier wyglądających w taki sposób jest gros i mi to zwyczajnie zbrzydło dawno temu. Zombie są paskudne wizualnie ale nie w ramach horroru tylko nawet jak na standardy tej grafiki mają obleśne pyski i są jakieś takie niewyraźne. Podobnie tła są jak bełtnięcie losowego koloru i wmawianie że tak wygląda trawa albo niebo albo horyzont. Przedmioty, z których nie można korzystać mają podobnie- niewyraźne modele z teksturą niższej jakości, za to te, które są do wykorzystania sprawiają wrażenie dokładniejszych przez co wszystkie zagadki środowiskowe rodem z point and clicków praktycznie nie istnieją, bo każdą bateryjkę, rurę, amunicję widać od razu. Muzyka za to istnieje, jest niezła i pasuje całkiem dobrze ale jakby mi ktoś teraz puścił jakikolwiek utwór to ni chuj bym nie zgadł z czego to, więc do świetności jej daleko. Udźwiękowienie tupnięć, pomruków itd. jest całkiem całkiem. Gra ma problem z poziomem trudności, który nie istnieje, każde popsute qte da się powtórzyć, bo autozapis jest tuż przed nim. Technicznie gra jeszcze nie zawiesiła mi się nigdy, tak samo nie wywaliła do pulpitu ani nic takiego. Może jakiś graficzny bug jeden czy dwa się trafiły ale nic bardzo okropnego. No i z opisu wynika, że to świetny tytuł... ALE. Drugie podejście do tego odsłania każdą możliwą niedoskonałość jaka istnieje. Wybory są pozorne, bo oba prowadzą do tych samych wydarzeń. Jak nie zginie ten to zginie ta, a jak ten nie dostanie w jape od głównego bohatera to mu przyłoży kto inny. Podstawowa mechanika tej gry jest absolutnym i wielokrotnie powielanym kłamstwem. Konsekwencje wyborów nie istnieją w momencie kiedy wszystkie drogi kończą tak samo. Fabuła nie ma mocy sprawczej skoro dowolne działanie w tej grze prowadzi do dokładnie tych samych efektów. Co z tego że postacie mają swoje charaktery jeżeli jedynym na co ma się wpływ to to czy dany chłop będzie bardziej kumplować się z Lee czy przeciwnie, a każdy skończy dokładnie tak jak skończyć miał. Przy drugim podejściu impakt jaki niesie ze sobą śmierć, któregoś z towarzyszy albo zdrady takowego nie ma miejsca, bo jest nieunikniony i już. To też daje efekt jedynej poprawnej drogi, bo należy zawsze zajmować stronę Clementine i np. Kennyego, którzy zostają do samego końca gry, a takiej Carli przy drugim podejściu nawet nie ma sensu słuchać, bo wszystko co powie skończy się jak zawsze. Przy okazji brak możliwości pomijania dialogów przy ponownych ich słuchaniu to katorga. To sprawia, że ponowne podejście do tej gry to koszmar i to z tych strasznych, bo nudnych. Telltale stworzyli świetną grę i jednocześnie tak spierdolili jej moc przez prostactwo i partactwo wielkich „wyborów”, że to jest wręcz abstrakcyjne. Na koniec dlc jeszcze i jest ono mierne bardzo, bo bohaterowie są ledwie zarysowani, a ma się nimi gracz przejmować. Wiadomo końcowy wpływ będzie w drugiej części ale jestem święcie przekonany, że przynajmniej część z wybranej ścieżki przez graczy będzie nie dlatego, że tak wybrali, a dlatego że czemu mieliby wybrać inaczej? Nigdy nie wybaczę Telltale za to jak bardzo zmarnowali ten potencjał, szczególnie biorąc pod uwagę, że gra przy pierwszy podejściu jest świetna ale jednocześnie apeluję o to żeby każdy raz spróbował. Nie więcej chyba, że jakoś bardzo go korci ale raz proponuje dać temu szansę.

21.07.2023 12:54
Drachenfels666
1
odpowiedz
Drachenfels666
19
5.5
PC

Pierwszy AAA soulslike, lepiej City Interactive (Ci sami od Rajdów na Berlin, Terrorist Takedown, Mortyrów) wyprzedzili w ogóle określenie sooulslike. Demon Souls, pierwsze Dark Souls, drugie Soulsy i kolejnym tytułem z tego podgatunku jest właśnie Lords of the Fallen, zmontowane przez CI Games, to jest tak dla mnie dziwny koncept, że to chuj XD. No ale do rzeczy, mam podejrzenia, że LotF jest jednym z podstawowych elementów składowych, wpływających na etymologię określenia „soulslike”, jako pierwsza, i w sumie średnio udana, kopia mechanik From Software, to też powoduje, że z pewnym szacunkiem podchodzę do samej gry... ALE. I tutaj się zaczynają schody, bo z Lords of the Fallen jest bardzo coś nie tak, i to jest takie coś, co trudno określić, więc od podstaw. Historia to przypowieść o zachowywaniu balansu dobra i zła w człowieku albo nie zgodzenie się z tą tezą, chociaż mam tutaj flashback z Gothica 3, gdzie niby jest wybór ale cała gra kieruje nas w konkretne miejsce i konkretną drogę. Twierdzę zresztą, że sam fakt, że najwięcej achievmentów ludzie mają za zakończenie z „zachowaniem balansu” coś mówi. Opowieść ma jakieś odnogi z bohaterami pobocznymi i wydarzeniami pobocznymi- wszystkie nudne i basic jak skurwysyn. Yetka chce sztylet, bo jej ktoś ukradł, nie wiadomo do końca gry kto i po co jej to ukradł, a nawet lepiej nie wiadomo po co jej sam sztylet, bo jak się jej go nie da, to w połowie gry mówi, że już nie chce. Tak wygląda każdy inny quest poboczny, są generyczne niebywale, a nagrody z nich w 99% przypadków nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość i są bezużyteczne. Harkyn, czyli bohater główny całego tego pierdolnika to jest jedna z najbardziej pozbawionych charyzmy i ikry postaci z jakimi miałem styczność w grach. Jest sporo gier z wypranymi z epy bohaterami głównymi (Baldury, Dragon Age, Mass Effect, a nawet o zgrozo Gothici) ale wtedy poboczne postacie dowożą cech charakteru i opowieści światopoglądowej, a tutaj jako, że postacie drugo i trzecioplanowe są żenująco złe i na dodatek sam Harkyn jest miernym pierdołą to wypada to strasznie źle. Świat przedstawiony za to jest nie koniecznie zły, a bardziej... generyczny? To jest taki podstawowy problem gry- o jej każdym elemencie można powiedzieć, że jest generyczny. W całości zawarte są ze dwie czy trzy cechy/mechaniki, które są trochę inne niż Dark Souls albo generalnie w dark fantasy rpgach i żeby nie być gołosłownym to mechanika związana z mnożnikiem expa w ramach nie wydawania go na nic- to jest niezły pomysł naprawdę dobry, tak samo mieszane klasy postaci zmieniające swoje statystyki zależnie od ekwipunku i magii, wyjebanie pierścieni ofiary w zamian za zużywalny item, który przenosi do Ciebie stracony exp i jeszcze pewnie co mniejszego by się znalazło. Cała reszta natomiast to jest mediana dark fantasy i rpgów akcji, każda zbroja, zachowanie, postać, potwór, pomieszczenie, moc, a nawet movement set broni, wszystko to jest dokładnie takie jakie masz w głowie myśląc o nijakim dark fantasy. Na dodatek większość rzeczy jest dokładnie taka jak w Dark Souls, co powoduje taki efekt, że w sumie po co grać w to jak można w Soulsy, które są lepsze. Przy okazji ta gra się wydaje tak ociężała, że wszystko porusza się jak czołgi i zero w tym gracji, a efekt jest podbijany przez wiecznie ruszającą się kamere. Biegasz- ekran drga, robisz ataki- ekran rusza się, skoczysz- kamera się majta, dostaniesz plombe w pysk- ekran wariuje i tak z każdą praktycznie rzeczą. DLC z labiryntem jest niezłe całkiem chociaż na początku się wkurwiałem na nie ale potem przekonany byłem i to jest też dosyć unikatowa rzecz nawet w stosunku do Dark Souls. Koniec końców to zła gra nie jest ale nie jest też dobra- jest średnia. Jest średnia we wszystkim co istnieje i zasiadanie do niej ma tyle sensu na ile chce się bawić rzeczami średnimi.

17.07.2023 13:58
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
6.0
PC

Swego czasu spotkałem się z opinią, że ta gra to ściek. Nie pamiętam gdzie ale okazja była taka, że: exclusive'y Playstation> exclusive'y Xboxa. Koniec końców jest to prawda ale nie mogę się zgadzać z opinią, że Ryse to jakieś niebywałe gówno. Pierwszym elementem, który należy poruszyć jest sam moment wyjścia gry- listopad 2013 co oznacza, że jest to tytuł startowy konsoli i porównywanie go do God of War'a albo Horizon Zero Dawn jest w pewnym sensie niesprawiedliwe, bo należy to zestawiać z Knackiem, który był także grą startową PS4. Pozycja exclusive'ów PS4 została ugruntowana dopiero w 2015 roku kiedy to gry takie jak The Order 1886, Bloodborne, Until Dawn, Infamous Second Son itd. powychodziły. No ale mniejsza, bo nie o tym. Ryse: Son of Rome nie jest grą wybitną, ba daleko jej do takiego statusu ale nie jest też specjalnie zły. Graficznie nadal prezentuje się świetnie do dzisiaj robi wrażenie detal i pieczołowitość tekstur i modeli (pióropusze hełmów są cudowne) podobnie jest z level designem, poszczególne mapy/misje są wykonane świetnie i lądowanie w Brytanii śmiało można zestawiać z lądowaniem w Normandii zresztą twórcy nie kryją inspiracji legendarną sceną filmową. Fabuła za to jest prosta, prostolinijna, średnio zaskakująca ale bardzo filmowa. Legenda o Democlesie jest prowadzona bardzo dobrze nie nudzi ani przez chwile i chociaż jest to w pewnym sensie odświeżenie tego co było w Gladiatorze Ridleya Scotta to nadal nie jestem w stanie się do tego przypierdolić- to zwyczajnie jest świetne. Skryptowane cutscenki mnie bawiły bardziej niż samo granie szczególnie jak po dwóch godzinach kończą się wszystkie animacje finisherów i walki są dosyć wtórne. To jest też mój problem osobisty żeby nie było. Nie jestem wielkim fanem slasherów i bijatyk arenowych za szybko mnie nudzą tego typu gry, bo walka ogranicza się do zręczności bardziej niż myślenia, a jest sama w sobie koniecznością częściej niż można od niej uciec, stąd też niespecjalnie płacze za starymi God of Warami, Soul Reaverem, Darksidersami, DMC itp. Dalej postacie niech będą i są równie dobrze zmontowane, każdy jeden pokazany na ekranie człek ma swoją agende, ma swój charakter, ma swoje bolączki i obowiązki, każdy jest realny, niekiedy przerysowany (synowie Nerona) ale realny. Z resztą gry jest już trochę gorzej. Muzyka jest i jest okej ale bez rewelacji podobnie udźwiękowienie generalnie. Technicznie wiele błędów nie było, zdarzyło mi się i parę razy, że któryś z barbarzyńców jednak był magiem i potrafił lewitować ale co większych bugów brak. Mechanicznie: system lvlowania do wyjebania totalnie. Bezsensowny koncept, po nic rzecz, połowa poziomów niepotrzebna (bonus do spetum czy do zdobywanego expa) druga połowa sprawia, że granie jest ultra proste (wszystko dające cokolwiek do focusu). Finishery są dobrze wykonane stety czy nie są koniecznością w walce, bo nie da się bez nich kończyć większości starć ale na szczęście dosyć szybko da się doprowadzić wroga do stanu, w którym QTE kończy jego działalność. Walki z bossami to największe nudziarstwo jakie istnieje, każda jedna do wyjebania, na każdego bossa jest jeden sposób, który powtarza się tak długo aż się nie obali na plery. Rzucanie spetum jest jakieś takie... kompletnie niesatysfakcjonujące, aż żenujące. Kilka rodzajów wrogów jest przyjemnym motywem, a to, że na wszystkich działa praktycznie to samo kombo to zupełnie inna sprawa. W sumie to tyle, to jest realnie największy problem gry, jest ona wizualnie boska i ma fajną fabułę, dobrze prowadzoną ale jak mam grać to szczerze bym se z tego film obejrzał milion razy bardziej niż grał w grę.

08.07.2023 21:43
Drachenfels666
6.5
PC

Cudowna sprawa ale tylko dla mnie

08.07.2023 20:43
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
6.5
AND

Przeurocza przygodówka. Krótka na nie wiem z 20 minut może max (?) ale tak cudowna. Opowiastka o kocie Milo, który to wraca do domu. Świat przedstawiony jest opowiadany przez przedmioty w tle i z fabuły to tyle. Graficznie, a raczej całą stylistyką audiowizualną jest to coś na kształt bajek komunistycznych- Filemon, Reksio, Czeburaszka itd. Każdy możliwy element od oniryzmu tła przez postacie bez wyraźnego trzeciego wymiaru po muzyczną narrację wydarzeń. Piękna sprawa dla tych, którym tęskno do Rumcajsa, Żwirka i Muchomorka czy Bolka i Lolka będzie to przemiłe doświadczenie.

09.06.2023 20:57
Drachenfels666
📄
Drachenfels666
19

Pozwolę sobie odpowiedzieć, może nie na to, że "wymyślam głupoty i bzdury", bo nikt się do żadnej nie odniósł, bo jeszcze by trzeba było wejść w polemikę, ale całej reszcie w kontekście ocen. Ocena jest rzeczą po pierwsze subiektywną po drugie nie specjalnie wymierną w czymkolwiek ale lubię rzucać tym konceptem, bo daje szybki ogląd na to jak ktoś postrzega konkretny twór kulturowy. W dużym abstrakcie wychodzę z założenia ze dycha to coś co wpłynęło na mnie jako na człowieka (mogę dawać przykłady ale nie maja one specjalnie sensu, bo zwyczajnie wpłynęły na mnie, a nie na kogokolwiek kto czyta tą wypowiedź), a laczek to coś co jest idealnym przykładem jakiegoś rodzaju zjawiska, które sam osobiście potępiam (całkiem niezłym przykładem jest chociażby Armia Umarłych Zacka Snydera, bo twierdzę, że ludzie odpowiedzialni za prawa dystrybucyjne komiksów powinni zaprzestać dowierzania temu kretynowi w kwestii tego, że potrafi on zrobić dobry film i nie wyruchać elementu źródłowego). Pozostała skala 2-9 to jest wszystko pomiędzy, zaznaczam tutaj, że korzystam z niej całej co znaczy że 6/10 to jest rzecz powyżej przeciętnej. Szybka kalkulacja pozwala zauważyć, że w takim razie średnia w moim wypadku będzie oscylowała na przestrzeni 4-6, co oznacza rzeczy spoko (4 z błędami, 5 to jest coś okej ale bez ikry, 6 to jest już coś dobrego ale tylko dla chcącego). Pomijając górne wartości pozostają dolne trója i dwója gdzie, 3 to będzie coś słabego zwyczajnie, a mierny dostawać będzie każde gówno, które jeszcze samo w sobie nie jest niegodziwą praktyką (w przypadku Gothica wierze w to, że Piranha nie wydała specjalnie tak spierdolonej gry, że potrzebuje patchy community, i że nie jest to w pełni ich wina... i mam nadzieję, że tak jest) ale ma problemy z każdym elementem składowym, a Gothic 3 ma problemy w każdym możliwym miejscu. Wszystko jest w nim wykonane na pół gwizdka, walka jest ale nudy, dialogi żenujące, grafa bywała lepsza, hud gry też bywał lepszy (chociaż lepiej niż w koszmarnej jedynce), fabuła syf w chuj- prostactwo tak gigantyczne, że od dawna w grach sie z czymś takim nie spotkałem, technicznie gra literalnie nie działa bez patchy od community, mechanika uboga i na pewno nie ma w sobie ani jednej ciekawej rzeczy, już jebać, że nie innowacyjnej w skali gamingu ale wszystkie te rzeczy były w poprzednich częściach (chorób nie było i kurwa dobrze bo jedynie wkurwiają, a nie są fajnym elementem i nie było trucizn ale jak dostaje sequel gry oczekuje więcej niż dodanie mechaniki zatrucia). Jeżeli w grze, której składowe są najszersze ze wszystkich rozgałęzień kulturowych, bo łączą w sobie film, muzykę, książki, komiksy, a praktycznie każda z nich rzeźby o których nie wielu pamięta (modele 3D to de facto współczesne rzeźbienie), jedyne pozytywy to system lewelowania, który pierwszy raz był zaimplementowany do jebane Ultimy w 81 roku w identycznym stylu, a w samym Gothicu jest od trzech części niezmienny, usprawniony względem poprzedników HUD, sklep i to, że każdy handlarz do końca będzie miał to co mu sprzedałem i niech już będzie, bo w tym wypadku jest to tylko subiektywizm, muzyka to kurwa na jaką ocenę wg tego co napisałem to zasługuje?

post wyedytowany przez Drachenfels666 2023-06-09 21:04:20
22.05.2023 21:58
Drachenfels666
odpowiedz
9 odpowiedzi
Drachenfels666
19
2.0
PC

Straszne, zwyczajnie straszne to było. Mój projekt przechodzenia wszystkich gier Piranhy Bytes, jako osoba nie posiadająca powiązania emocjonalnego z ich seriami, postępuje jako tako i głównym prowodyrem był ten dżentelmen, a w tym wypadku śmiało mówię obrzydliwy osiurany żul, który zatarasował całą drogę dupskiem i czeka aż go ktoś łapami przestawi w kąt obok. Po przejściu gry w praktycznie stu procentach (wszystkie zakończenia, obie trasy odbijania miast itd.) bez cienia strachu piszę, mówię i cokolwiek innego się da: Gothic 3 to jest jedna z najgorszych gier z jakimi miałem styczność w historii gamingu w ogóle. Po kolei jednak. Pierwsze primo- sam zamysł tego żeby brać pieniądze za kurwa grę, która potrzebuje plików fanowskich żeby w ogóle była w stanie zadziałać jest wyłudzaniem na masową skale stąd też porównanie do żula jest nieprzypadkowe. Jeżeli ktokolwiek chce bronić tej obmierzłości i się zasłaniać, że stara gra to na hop mu mogę wymienić z 50 gier starszych od gothica 3, które da się kupić na steamie, gogu, connectcie ubisoftu czy gdziekolwiek indziej, które będą działać bez zarzutu i nie będę potrzebował do nich pierdolonych plików community. Drugie primo- nawet nie wiem co jako drugie wymienić... grafika jest niezła (do wybitnej jej daleko, są lepiej wyglądające gry z tamtych lat chociażby Resident Evil 4 czy Gears of War), muzyka wybitnie beznamiętna i bezbarwna ale to problem gier trochę jest (w gamingu rzadko kiedy powstają wybitne soundtracki albo chociaż dobre i na palcach mogę wymienić gry albo ich serie, które w takie są zaopatrzone ale żeby nie być gołosłownym to seria Doom i Heroesów, Silent Hill 2, Dovahkiin ze Skyrima i pewnie jak pogrzebie we łbie to znajdę więcej ale szkoda czasu), realnie jedynym prawdziwym pozytywem jest sklep i generalna poprawa HUD gry z tragicznego poprzedników. Motyw tego, że sklepikarzowi w pierwszej minucie opierdole miotłę, wór pyrów i ten połamany mieczyk, a on to będzie miał w swoim asortymencie do samego końca gry jest dobry zwyczajnie i oczekuje żeby więcej gier to miało w sobie. Z plusów tyle i to naciągając, bo nie powiem, że jest zróżnicowanie lokacji kiedy dwie z trzech krain są wykonane koszmarnie i żenująco albo, że duży bestiariusz w momencie kiedy połowa potworów to reskiny, pomijam pełzacz zwykły, wojownik i pustynny, mam namyśli to, że lew, szabloząb i cieniostwór mają identyczny moveset i nawet takie same hitboxy. Fabuła najpierw niech będzie, a więc statek z głównym bohaterem i jego wesołą kompanią dociera do Myrtany, a tam się okazuje, że ludzie w sumie przegrali wojnę z orkami, bo ci weszli w burzliwy sojusz z wyznawcami Beliara z pustyń Varantu, a na koniec im pomógł Xardas dezaktywując magię, co oczywiście jest nieprawdą. Ludzie podzielili sie jak zwykle, kurwa zresztą na dwa ugrupowania- pomagierzy orków i buntownicy w krzajach. Pierwsi nie mają realnego przełożenia na nic i są jedynie npcami w miastach, bo pierwszy plan nadal zajmują orkowie, drudzy tworzą jakiś taki nijaki ruch oporu, który sensownie to wyglądał chyba tylko przy Monterze, bo wszędzie indziej to było 15 typa na 50-100 orków. Oczywiście to nie jedyne ugrupowania w grze, bo dodali jeszcze cztery inne, które i tak w sumie tworzą świętą trójce dobra, zła i neutrali. Wyznawcy Innosa, czyli buntownicy i trochę zahaczający o to Nordmar (klan Ognia, klasztor), Plugastwo Beliara, czyli orkowie i asasyni pod wodzą Zubena i juzlesi Adanosa, którzy patrzą i czekają aż sie staną rzeczy za nich, w skład wchodzą Druidzi, a nie przepraszam- Gońcy Leśni (XD) i Koczownicy z magami wody jako nwm bibliotekarze (?), bo przywódcy koczowniczy byli wskazywani palcem, chociaż również pierdzieli w stołek, a no i Xardas. Trójpodział gothicowy jest tak stary jak sama seria, w każdej grze Piranhy jest koncept trzech zwaśnionych ekip, który totalnie nie ma przełożenia na fabułe i co śmieszniejsze, z góry jest zaplanowana trasa optymalna (zara to udowodnię) Pierwsza część to wybór obozu, druga to wybór ścieżki kariery, trzecia to wybór boga, którego się chce poprzeć. Żaden z tych wyborów nie zmienia nic absolutnie, w jedynce była jedna droga tak czy srak, w dwójce jest wybór, który też nie zmienia w core fabuły nic, a w trójce okazuje się że jak poszedłeś za strażą i paladynami to źle zrobiłeś, bo kanonicznie musisz się kolegować z Lee i najemnikami, w trzeciej części możesz wybić wszystkich orków i dwa największe miasta asasynów, a i tak Beliar z otwartymi rękami Cię przyjmie, ba żeby być po stronie Adanosa możesz zabić wszystkich jego wyznawców, bo Xardas ma ich w głębokiej dupie. No właśnie, Xardas i rozwinięcie jego postaci to fikoł na poziomie nie wiem, siódmego sezonu srogiej teen dramy z zacięciem fantastyczno-kryminalnym, bo okazuje się że on cały czas leciał w chuja i wcale nie jest wyznawcą Beliara tylko Adanosa (HYYYY) PLOTTWISTY ŁUUUUUUU JESTEŚMY POWAŻNYMI SCENARZYSTAMI!!1 Zresztą rozwinięcie wszystkich innych postaci jest na podobnym poziomie, ani jeden z tych wszystkich chłopów nie jest ciekawą personą, każdy z bohaterów drugoplanowych poprzednich części jest sprowadzony do bycia randomowym npcem: Lester, Lares, Gorn, Diego, Lee, Milten, każdy z nich to jest wydmuszka pełną parą i to niekiedy mająca mniej charakteru niż jakieś nowe chłopki. Fabularnie gra jest niebywale dziurawa, samo to że nie działa magia, bo Xardas ją popsuł ale nie swoją i jednak działa tylko paladyni nie mogą jej rzucać i pierdu pierdu to jest jakiś wyższy poziom zagmatwania, w którym sami scenarzyści się zgubili. Questy poboczne to z kolei na zmianę trzy koncepty, w trochę zmiennych aranżacjach, ale trzy koncepty: idź zabij, idź przynieś, idź z dziodem okazjonalnie z babą. Co jakiś czas jest quest który polega na tym że albo idź przynieś dla stronnictwa A albo idź przynieś dla stronnictwa B i generalnie do tego ogranicza się każde zadanie w tej grze, i póki to jest okraszane fabułą to nie ma w tym nic złego, ba prosty rdzeń nie oznacza, że całość jest prostacka ale tutaj tej fabuły w 99% nie ma i rozbija się to o idź przynieś 10 skór topielców i typ gada, że je potrzebuje bo se szyje czopke, a jak się je przyniesie to daje Ci w nagrodę poprzednią czopke i w międzyczasie nie ma nic, zero dialogów, ciekawych momentów, zwrotów akcji nic totalnie nic. Zaznaczę tutaj istotny element, nie interesuje mnie, że jest mod, który robi fajne questy, nie opisuje moda tylko czystą grę. Dialogi to kpina zwykła i nie mam zamiaru się rozwodzić nad nimi- najbardziej czerstwy syf jaki słyszałem w historii, są na poziomie jakichś amatorskich syfiastych horrorów. Świat przedstawiony jest również gorszy niż wcześniej. Myrtana się wydaje tak pusta, że to jest aż dziwne. Są miejsca zagospodarowane całkiem nieźle, jak trasa między Ardeą a Vengardem, ale za chwile jest np wybrzeże gdzie na całej trasie Cape Dun- Vengard są trzy jaskinie jedynie, które nie mają nic ciekawego w środku prócz paru potworów i jakichś random skrzynek, nie będąc oczywiście absolutnie fabularyzowanymi. Obok tego dwie inne krainy, czyli Varand i Nordmar są dziesiątki razy gorsze. Varand jest nudny niebywale i tak mierny, tak słaby, że to straszne. Tam się mniej dzieje niż na morzu w AC Black Flag, lepiej tam się mniej dzieje niż w „królestwie” w pierwszym asasynie, tam się mniej dzieje niż na pustyni w Mad Maxie, mogę tak bez końca wymieniać. Cały eksplor pustyni opiera się o zobaczenie na horyzoncie kamienia, drzewa, oazy albo jakichś ruin i wycieczki do nich żeby zebrać itemy, zabić potwory i ewentualnie zagaić do stojących tam w nieskończoność gamoni. Nordmar z drugiej strony ma konstrukcje jakichś przekombinowanych gór. Każdy metr kwadratowy ma swój odpowiednik wyżej lub niżej, wszędzie są kotliny i przełęcze, przepaście i wzniesienia. Koszmar nawigacyjny Nordmaru jest jeszcze większy gdy doda się do niego pięć lokacji do których jest zawsze jedna droga. Dla odmiany: projekty miast same w sobie są niezłe, fajnie są rozstawione budynki w większości przypadków realnie się one różnią i każde jest rzeczywiście inne i w pewnym sensie unikatowe. Gorzej z rozstawieniem przedmiotów w nich, bo na ogół jest tak że każdy dom ma ten sam skład ruchomości z wyjątkami budynków alchemików, sklepikarzy etc, gdzie się jakieś skrzynki mogą przytrafić ale tak po prawdzie to prócz budynku głównego bossa miasta to reszta ma jakieś nieciekawe bzdety na sprzedaż w sobie w większości przypadków. O właśnie losowy loot, a raczej nawet nie loot, bo ten nie przeszkadza ale losowe przedmioty w skrzynkach to kpina. Co z tego, że są kufry, w których zawsze będzie ciekawa broń albo element magiczny skoro on sam jest randomowo wybierany z bazy fajnych toporków albo klawych badyli, więc możesz wyczyścić jaskinie z dwoma smokami po jakiś syf na sprzedaż, bo ta broń, którą chcesz będzie gdzie indziej i już. Teoretycznie nie jest to problem dla grającego pierwszy raz ale w momencie kiedy stwierdziłem, że mój zapis sześciogodzinny jednak się nie nadaje do grania dalej bo rozwinąłem postać w idiotyczny sposób. Nagle okazało się że zabijanie tych smoków jest gówno warte, bo mi z kisty wypadła kusza, z której korzystać nie mam zamiaru, a wcześniej był tam całkiem przyjemny łuk. Mechaniki czas dotknąć, a więc system walki jest lepszy niż wcześniej, bo nie ma dwóch taktyk na wszystkich wrogów na świecie. Każdy „typ” zachowuje się odrobinę inaczej i prócz sytuacji gdy spamerstwo wrogów powoduje wpadnięcie w limbo wiecznej animacji otrzymywania obrażeń, nie można się do nich za bardzo przyczepić. Walka sama w sobie niestety po jakimś czasie zaczyna być nudna ale później niż w poprzednikach, no i nadal jest faworyzacja broni dystansowej i magii nad bronią do walki wręcz, chociaż również zelżał ten efekt w stosunku do głównie dwójki gdzie łuk był samograjem. Rozwinięciem tego problemu mógłby być model z soulslajków ale wiadomo wtedy ich jeszcze nie było to nie było co skopiować, więc załóżmy że walka ujdzie w tłoku. Rozwój postaci się za wiele nie zmienił od poprzednich części i jest okej, zresztą jest to jedna z nielicznych dobrych rzeczy od początku w gothicu. Chociaż niekoniecznie już tak ciekawie prezentowały się same umiejętności- drzewko poświęcone kowalstwu (?) albo to oparte o odporności i chuj wie czemu akrobatykę (która nawiasem mówiąc niespecjalnie działa)? W odróżnieniu do odejścia od mikstur szybkości na rzecz sieci kamieni teleportacyjnych, które niestety w wielu miejscach nie domagały i trzeba było kilometrowe wyprawy robić do poszczególnych npców, szczególnie to dotykało jakichś myśliwych i GOŃCÓW LEŚNYCH. System otwierania zamków jest nadal żenująco-męczący ale dołożyli obrazki czy dobrze idzie czy nie i ile jeszcze zostało ruchów. Technicznie słabo ale podobnie jak poprzednio, widzę horyzont, potem drzewa, kamloty, budynki, a na koniec przeciwników. Problematyczne jest to o tyle, że ten zasięg nie jest za duży i z rozpędu można uruchomić jakąś ekipę wrogów tylko dlatego, że dłubałeś w oku przez 20 sekund. No i co ważniejsze mimo usprawnień od community potrafił mi się tak raz na 10 godzin wypieprzyć do pulpitu, bo tak. Po przeczytaniu tego co napisałem jeszcze raz może wychodzić, że jednak nie jest to aż tak zła gra ale każdy minus zasłania plusy w tym wypadku, a trzeba tutaj też wspomnieć, że z tym ściekiem spędziłem 100 godzin i przez te 100 godzin musiałem słuchać tych prostackich dialogów, nudnej jak flaki z olejem fabuły, wybitnie słabego świata, niekiedy tylko po to żeby mi się gra wywaliła po godzinie od ostatniego sejwa. Tragiczny tytuł, czegoś tak na odpierdol przygotowanego nie widziałem nigdy i nawet przez wszystkich piętnowany Heroes 4 jest miliony razy lepszy. Brak mi słów na określenie mojego zniesmaczenia tym ścierwem

02.10.2022 02:01
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
7.5
PC

Deponia jest grą trochę ponadczasową. Rufus to bohater, którego w grach jako protagonistów brakuje, ba w popkulturze brakuje ich równie mocno, bo występują tak naprawdę głównie w bajkach. Jego składowa cech takich jak upartość, gnuśność, głupota, dają postać dosyć unikatową, przerysowaną ale osobliwą. To jest czynnik, który sprawił, że Deponia odbiła się jakimś tam echem w gamingu i całkiem sporym w jego przygodowym odgałęzieniu, i jest to słuszne, bo to naprawdę dobra gra. Haczyk tkwi w tym, że to wszystko można powiedzieć o pierwszej Deponii, a tutaj powinienem pisać o drugiej, i to jest największy problem, mianowicie druga Deponia nie oferuje nic czego się nie widziało w pierwszej. Rufus zachowuje się identycznie i błogosław Panie żeby tak było do samiusieńkiego końca (rozwój może następować ale jak ma sens, a nie jak jest bo jest), fabuła to bezpośrednia kontynuacja, żarty i generalne poczucie humoru pozostaje takie samo, satyryczny charakter całości bez zmian, audiowizualia podobnie, mechanik ciężko dodać do point'n'clicka za wiele, zagadki trochę trudniejsze ale to ze względu na bardziej otwarty świat. Jedna rzecz jest nowa, czyli cały koncept mechaniczny związany z Goal, która zresztą jest równie cudna jak Rufus... a to teoretycznie dwie, no bo Goal jakiś charakter dopiero teraz uzyskuje. Pytanie, które sam sobie teraz stawiam brzmi, czy brak nowości to coś złego? Odpowiedź brzmi nie. Nie potrzebujemy innowacji na każdym kroku, nie wszystkie dzieła ludzkie mają być nowe, bo jakby tak było to gdzie by było miejsce na style, gatunki, subkultury i wszystko co łączy rzeczy w zbiory i podzbiory. Jest jednak pewne ale, bo to że nie musi być nowe nie oznacza, że nie powinno być dobre, a w tym wypadku tak jest. Chaos on Deponia to zwyczajnie dobra kontynuacja, nie wprowadza nic nowego ale nie musi i następne części też nie muszą, ważne żeby pozostały dobre i żeby Rufus nadal uprzykrzał i ubarwiał życie wszystkim w koło.

14.07.2022 17:51
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
4.0
PC

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, bo nie jest to pierwszy raz z tym problemem, dlaczego mi się większość tych nowszych tytułów Lego nie podoba. Batman 2, Ninjago, Avengers, a teraz Batman 3, co jest w nich takiego niezbyt żeby mi się nie podobały? Co w nich jest tak miałkie i nijakie, żeby męczyło mnie granie w te gry (mimo że zrobiłem na 100% ale do tego jeszcze przejdę), co jest w nich takiego, co odrzuca mnie na samą myśl. I o dziwo wymyśliłem co to jest i to chyba najprostszy do rozwiązania problem na świecie. Hub niebywale męczy mnie w nowych grach Lego hub między poszczególnymi mapami, które nadal są świetne i bardzo dobrze się przy nich bawię. Natomiast hub gry mi się podobał w pierwszych trzech częściach Gwiezdnych Wojen, w Indianie Jonesie, w Piratach z Karaibów, w pierwszym Batmanie i we Władcy Pierścieni, i to tu jest właśnie najciekawszy problem. Władca Pierścieni ma identyczny hub jak dwa kolejne batmany, avengersi czy ninjago, czyli taki niby otwarty świat po kolei idący fabularnie od jednego etapu do drugiego. W LOTR jest to dla mnie świetna sprawa, dlatego że znam ten świat wiem co te postacie robią i widzę nawiązania, a w takich Avengers mi się to niesamowicie wręcz nie podobało ze względu na rociągłość i brak charakteru jakiegokolwiek w Nowym Yorku, to samo się tyczy Gothan w drugim batmanie i to samo się tyczy batjaskini i strażnicy Ligi Sprawiedliwych ale o wiele bardziej się to tyczy pojedynczych planet różnych Latarni. Te huby są nudne, rozciągnięte, przedłużają rozgrywkę po nic, nic nie wnoszą i nic nie dają. Są wybitnie wręcz nijakie. To mnie odrzuca autentycznie na tą chwilę najbardziej od gier Lego, no ale nie tylko hubami człowiek żyje, a więc... Grafika taka se nic nowego, rozdziałka większa, ciut dokładniejsze tekstury. Etapy, w których poruszają się postacie nadal dają radę, nie czuję już takiej magii jak w pierwszych Lego ale możliwe, że przez natłok tych gier bardziej niż przez jakieś problemy, no i Liga Sprawiedliwych generalnie to trochę mnie chuj obchodzi. Postaci cudowne mnogości i koncept, że przynajmniej część się odblokowuje przez zrobienie dla nich prostego zadanka jest świetny. Mechanicznie nihil novi pełną gębą ale nie wymagam nowości od tej gry, może być odtwórcza pod warunkiem, że nowa fabuła, nowe postacie, i nowe lore do eksploracji. Fabularnie nie jest źle, myślę że jakaś seria komiksów mogłaby się przyglądać identycznemu konceptowi bez wstydu większego. Muzyka i udźwiękowienie daje radę ale to nadal muzyka filmowa, więc trudno tutaj się przypierdolić do czegokolwiek. Ale jest jakieś ale, które sprawia że nie jestem w stanie powiedzieć "zagraj se nie jest źle ale hub wkurwia", bo są dlc i to dlc na poziomie takiego scamu jakiego nie widziałem od czasu przyglądania się deelcekom do gier Paradoksu (Europa Universalis, Hearts of Iron itd). Jedna przygódka na średnio dwadzieścia minut, każda po jedenaście złotych, co w sumie daje 66 zeta albo 53 w sezon pasie. Żenada. Gra sama w sobie kosztuje 71 złotych, a sześć map, które w sumie dają dodatkowe jakieś 33% długości rozgrywki kosztuje kolejne 53? Jaki cham projektował taki pomysł wyłudzania pieniędzy. Jestem autentycznie zły na tą grę właśnie przez te scamerskie deelceki, które na dodatek są bardzo nieciekawe może prócz Arrowa i od biedy Legionu Samobójców, bo cała reszta to super bieda, nie dość, że krótsze od normalnej planszy to jeszcze tak bardzo pozbawione smaku. To jest tak naprawdę prawdziwy powód mojego negatywnego nastawienia do Lego Batman 3 i mam szczerą nadzieję, że żadna późniejsza czy wcześniejsza gra Lego nie będzie tak nieprzyjazna dla swoich graczy.

04.03.2022 02:38
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
6.5
PC

Od dawna gram w gry Sigma Team Inc. a raczej powinienem napisać od dawna gram w niektóre gry Sigma Team Inc. Na Zombie Shooter natrafiłem już kiedyś ale jakoś tak olałem temat albo może zapomniałem sprawdzić co to w ogóle jest, jedna z dwóch opcji. Przypomniałem sobie o tym ze dwa dni temu, kupiłem, pobrałem, zagrałem, skończyłem i nie wiem czy wrócę kiedykolwiek do tego. Alien Shootera obie części kończyłem wielokrotnie, tak samo jak ich wznowione edycje czy dodatkowe kampanie, gra prosta fabularnie i w założeniach ale cudownie grywalna. Zombie Shooter chce zrobić to samo i to wcale nie jest źle, bo dobrze wykonany izometryczny zręcznościowy shooter nie potrzebuje niebywałej fabuły czy skomplikowanych mechanik ale jest jakieś ALE, a nawet kilka. Najpierw może pozytywy, bo czemu nie. Modele są całkiem okej chociaż dupy nie urywają, system lewelowania i ulepszeń jest niezły i rzeczywiście ulepsza to postać i bronie, i jeszcze animacje jak zwykle cudownie rozpierdalających się wrogów, szkoda że klasycznie jest do każdego przypisania tylko jedna. Teraz gorsza strona medalu. Pierwszym zgrzytem jest długość rozgrywki, a raczej brak długości rozgrywki, bez większych problemów grę skończyłem w ciut ponad dwie godziny, co jest śmiesznym i żenującym czasem rozgrywki. Dalej poziomy, których to zarówno konstrukcja jak i wykorzystane tekstury to kalka z Alien Shootera 2 tylko krótsza i gorsza. Niebywała wręcz ilość glitchy, każde schody wsysały w siebie przynajmniej 3-4 zombie i to nie te nijakie przeszkadzajki, a tych groźniejszych przeciwników, każde pomieszczenie na stałe przytwierdzało do siebie przynajmniej jednego wroga w podobny sposób zakleszczając go gdzieś w szafie czy stole, co jakiś czas udawało mi się znaleźć miejsca gdzie mogłem wystrzelać grupę zombie przez ścianę czy kontener, co sprawiało że byli oni wybitnie niegroźni. Notorycznie natrafiałem też na dwa błędy, czyli przeciwnicy odmawiający poruszania nogami podczas chodzenia, wtedy to delikwenci wsiadają na niewidzialną deskorolkę i zapierdalają szybciej niż powinni prując z broni w protagonistę, drugi błąd tyczył się specyficznego zjawiska wchodzenia jednego zombie w dupe drugiego, co powodowało że dwóch palantów szło ze zdwojoną prędkością, bo w końcu mają więcej nóg. Na koniec na lute w pysk zasługuje dźwiękowiec, muza jest niezła gdyby nie to że menu okraszone jest tym samym co zawsze u STI, a w grze jest zaloopowany jeden kawałek. Dźwięki wystrzałów też udało się spierdolić: gdy się ścisza efekty dźwiękowe w opcjach gry to w pewnym momencie wystrzały zostają ściszone do zera mimo że bręczenie zombie i zniszczenia słychać, drugą śmiesznością jest albo złe programowanie albo błąd, nie jestem pewien co bardziej prawdopodobne, ale im dalej jest kursor myszy od postaci gracza tym słabiej słychać naparzanie z karabinów. Tak to sobie wygląda ta gra, mimo wszystko jednak arkadowość rozgrywki powoduje że całkiem nieźle się strzela do tych zombie zbugowanych w schodach.

08.12.2021 22:16
Drachenfels666
😍
odpowiedz
Drachenfels666
19
10
PC

I jest jak zapowiedziałem jest czwórka, jest Black Flag, nawet skończony już. Ze dwa tygodnie mi zajął mniej więcej i szczerze to nie miałem ani przez sekundę, efektu straty czasu jak przy trójce. Ani przez chwilę nie myślałem że podróż po tą skrzynie pełną nieistotnego pieniądza na środku oceanu jest głupie i po co tam płynę w ogóle. No ale konkretniej może. Black Flag dzieje się w regionie Indii Zachodnich, które to obejmują Bahamy oraz Wielkie i Małe Antyle i dzieje się parędziesiąt lat przed trzecią częścią gry, co samo w sobie jest pewnym odstępstwem od normy. Głównym bohaterem tej odsłony jest Edward Kenway, czyli ojciec Haythama i dziadek Connora z poprzedniej części, i jest on całkiem sprawnie poprowadzony. Tym razem dla odmiany od samego początku prowadzi się bohaterem dyskusyjnym może niekoniecznie złym ale też niespecjalnie dobrym, najpewniej głównie żądnym przygód i mamony. Jest to tak naprawdę najbardziej szara ze wszystkich postaci głównych w Asasynach gdzie Altair był jednoznacznie dobry ale roztrzepany, Ezio był w ogóle jednoznacznie dobry, Haytham był jednoznacznie zły, a Connor wręcz sterylnie dobry i to jest dobre, to jest dobry pomysł i posunięcie w stosunku do poprzedników, szczególnie trójki gdzie Connor kompletnie nie miał charakteru i jakiejkolwiek agendy innej niż zabić bo zemsta, co, i już było, i to lepsze (Ezio), i nie jest to cecha charakteru. Fabuła też jest niczego sobie. Asasyn Duncan Walpole zabija kapitana statku Kenwaya oraz zatapia sam statek. Tylko Kenway przeżywa z załogi, by chwilę później zabić asasyna i przejąć jego list od Laureano Torresa wraz z pakunkiem. Edward decyduje się dostarczyć paczkę do Torresa w nadziei na łatwy zysk. W miarę szybko okazuje się jednak, że gubernator Kuby jest Templariuszem. Tak se wygląda początek, dosyć niewinnie i połowa postaci zmyślonych ale po dotarciu do Nassau, gdzie był wówczas port korsarzy, szybko się to zmienia, fabuła się rozkręca, a postaci przybywa i wszystkie są genialne. No właśnie to jest moc Black Flaga- postacie i to postacie prawdziwe. Powrót do tego co było tak dobre w dwójce, czyli postaci kilka ale za to z krwi i kości a nie natłoku nazwisk opatrzonych jedną cechą charakteru. Wesoła Kompania piratów to jest bardzo dobry ruch Ubisoftu, te postacie są ciekawe, nadal dosyć tajemnicze i jednocześnie dobrze znane, bo kto nie kojarzy Czarnobrodego albo Czarnego Barta, bo o tych mniejszych nie pytam sporo rąk by się podniosło jednak ale to za wiele nie zmienia, postacie takie jak Charles Vane, Mary Read, Colico czy Benjamin Hornigold są świetne. Pierwszy raz od dawna, od naprawdę dawna poczułem realną tęsknotę na koniec za postaciami z gier. Wcześniej takie coś u mnie wystąpiło nawet nie pamiętam kiedy ale lata minęły na pewno, ba nawet sprawdziłem jakie gry przechodziłem w przeciągu ostatnich dwóch lat i żadna nie ma nawet jednej postaci tak ciekawej jak najmniej ciekawy pirat z Black Flaga. Chociaż ponownie jest to fabularnie odejście od samego zakonu, który jest bardziej w tle i bardziej z tyłu niż wcześniej. Na plus wypada też całość działania poza animusem, co mnie zaciekawiło, bo zawsze nie znosiłem tego konceptu ale tym razem im się udało zarówno odświeżyć intrygę, która się dzieje jak i dodać tam w miarę niezłe znajdźki, chociaż te samoprzylepy to do dzisiaj nie rozumiem o co w ogóle w nich chodziło. Graficznie nadal się gra broni nieźle, wygląda zdecydowanie lepiej niż trójka i na pewno milion razy lepiej od wszystkich badziewnych remasterów, bo na te to się patrzeć wręcz nie da. Muzyka zasługuje także na wspomnienie, sam soundtrack jest niezły ale pomysł z szantami idealny, idealnie się wpasowuje w konwencję podróży statkiem pirackim, a ostatnio zauważyłem, że muzycznie gry są raczej średnie i nijakie, a tym razem znowu zaskoczenie. Pewnie nie będę tego słuchać w chacie na jutubie ale w grze się sprawdza. Dobra zostały mechaniki, które łuhuhu statek cudownie działa i podtrzymuje zdanie z trójki to jest najlepszy pojazd w historii gamingu i najlepiej mi się tym pływa, i strzela, i taranuje, i w ogóle wszystko. Realnie miałem poczucie uczestniczenia w pirackim procederze, podczas napadów na Bogu ducha winne stateczki kupieckie i rabowanie ich albo przejmowanie dawało niezwykłą satysfakcję. Napady na magazyny są dobrze rozegrane i na pewno lepiej niż przejmowanie konwojów, które znikały z mapy w przeciągu piętnastu sekund od pojawienia się, chyba że pełnym pędem się do nich biegło od razu po pojawieniu znacznika. Jedynie co mi się średnio podobało to polowania na morskie stwory, bo miałem w głowie za każdym razem powtarzanie walki z del Lago z czwartego residenta ale to mój problem osobisty i niezbyt fanem byłem podwodnych eskapad, bo ilość zagrożeń pod wodą była zatrważająca, a Edward absolutnie bezbronny. Dmuchawka na strzałki jako nowa broń i wyeliminowanie broni krótkiej/długiej i średniej to zwyczajnie świetna sprawa, głównie z uwagi na większe pójście w rozwijanie statku niż samego Kenwaya i przez to trochę za szybko można by było wypstrykać się z pieniędzy. Ostatnia rzecz istotna to tak naprawdę flota Kenwaya, czyli nakradnij statków i wysyłaj je w podróże na misje, coś jak misje dla asasynów z revelation i to jest... jakieś, mało by mnie zajmował taki koncept gdyby nie zdobywanie przedmiotów do chałupy albo ulepszenia do statku i Edwarda z każdego nowo odkrytego szlaku. To co, to chyba jako tako tyle mechanicznie. Znajdźki jeszcze są ale w większości za wiele one nie wnoszą fabularnie, bo nie będę ukrywał listy od mędrca to średnio mnie ciekawiły, szanty to też raczej niezbyt dopiero ich wykon, a skrzynie i fragmenty animusa to taka klasyka jest w tej serii bardziej niż jakiś ciekawy element, kontynuowane za to są polowania i zbieranie skór różnych zwierząt żeby w ulepszenia Kenwaya je przekuć. Na ostatek absolutnny zostawiłem sobie dlc czyli Freedom Cry, bo trzy misje jako Aveline trochę są takie proforma bardziej niż sensowny dodatek ale opowiastka Adéwalé jest świetna i jest to świetny dodatek, bo dokłada samej gry jak i fabuły i wszystkiego, co było w podstawce przynajmniej mniej więcej. Tyle, mogę powiedzieć śmiało że to najlepszy Asasyn w jakiego grałem i że to jest jedna z lepszych gier w jakie grałem w ogóle. Szczególnie z żanry akcyjniaków tpp gdzie ta gra może stanąć w szranki z Batmanem Arkham Asylum i może z Wiedźminem trzecim (ta wiem że to rpg ale pasuje gameplay jako tako) jedynie, przynajmniej z mi znanych tytułów, bo cała reszta to eeeee raczej kipnie w przedbiegach. Jest to gra praktycznie idealna, nie uświadczyłem w niej jakichś istotnych błędów prócz błędów z samym Ubisoft Connect i nie straciłem ani minuty grając w to dzieło, każdy może zagrać i każdy powinien, bo to świetny tytuł jest.

29.11.2021 01:31
Drachenfels666
😐
odpowiedz
Drachenfels666
19
6.0
PC

Nowy Asasyn (przynajmniej dla mnie, bo wcześniej nie grałem), nowe miejsce akcji, nowa historia i koniec Ezio ale początek niejakiego Connora, czy raczej Ratonhnhake:ton. Cóż za fabuła i cóż za przestarzałe pomysły nawet w tamtym czasie. Niestety czy stety nie miałem okazji grać w oryginalną wersję, a jedynie remaster i szczerze to nie wiem czy to lepiej czy gorzej nie śledziłem specjalnie tego ale mam porównanie z poprzednich części w wersjach taka i taka, więc obstawiam że grałem w tą gorsza. Ale do rzeczy. Pierwszy raz dostaje się dwóch bohaterów do grania Haytham Kenway i Ratonhanhake:ton z plemienia Kanien'kehá:ka/Connor Kenway i kurde to nie był zły plan gdyby nie to, że gameplay nimi jest wybitnie nierówny. Haytham jest pierwsze dwie/trzy sekwencje tylko i jest to gameplay gdzie żadnych znajdziek się nie uświadczy prócz paru kartek Franklina i punktów obserwacyjnych ale fabularnie są zwyczajnie ciekawsze te początki, za to Connor to już pewne przeciwieństwo- znajdziek pełno a fabuła trochę rozmemłana. Tak jak bohater zresztą, bo Connor nie ma charakteru trochę, a raczej brak mu więcej cech niż chęć zemsty i dążenie do wolności wśród ludzi. Dalej wydaje się być takim trochę mrukliwym pierdołą, który albo jest wpieniony na kogoś albo nie ma zdania i jedynie pobrękuje pod nosem. Haytham za to ma charyzmę, intelekt, bezwzględność, cięty jęzor i jest zwyczajnie lepiej napisaną postacią, bo jest zapamiętywalny i mimo, że z nim spędziłem tak z 5 godzin (no zebrałem te kartki nie będę kłamał), i to pół roku temu to lepiej oraz przyjemniej go wspominam niż Connora, od którego pożegnania minął jakiś tydzień. Problem jednak wcale nie leży w tej dwójce, a w tym, że bohaterów imiennych w tej grze są dziesiątki. Mam wrażenie, Ubisoft zażądał wszystkich, którzy byli chociaż wspomniani podczas emancypacji Ameryki, obecnych w grze i dzięki temu, każdy prawie bohater jest tak wybitnie nijaki i się składa na jedną cechę charakteru, która była potrzebna w tej jednej misji. Fabularnie trzyma się jakoś brak tam całkowicie elementów bractwa i Connor jest raczej posłańcem Waszyngtona i reszty rebeliantów niż na czysto Asasynem ale spełnia warunki kredo, więc się nie będę przypierdalać o to natomiast to, co się dzieje poza animusem jako Desmond to jest taka abstrakcja i kretynizm, że chyba gorzej niż w Revelations. Wydarzenia się nie kleją, nie łączą w żaden sposób z poprzednimi plot na końcu jest zrobiony tak na odpierdol, że nie wiem co powiedzieć i realnie jedyny plus tego wszystkiego to definitywny koniec historii Desmonda. To też pokazuje najgorszy aspekt gry czyli scenarzyści dali dupy po całości. Na sam koniec gry zastanawiałem się czy w kolejnych częściach oni przestali się konsultować ze sobą nawzajem czy co, bo poziom debilnych akcji kretyńskich rozwiązań i tłistów takich, które są żeby być jest zatrważający. Graficznie jest słabo ale stawiam, że to pomysł remasterowy, żeby wszystko było jasne wygładzone, takie sterylne wręcz, a pyski ludzi wyglądające na wykonane z czekolady, więc mam nadzieję, że to nie wyglądało tak źle te siedem lat temu. Muzycznie jest dosyć przyjemnie ale powtarzalnie. Została kwestia jedna, czyli mechaniki różne, które w większości były krokiem w tył, a nie w przód w stosunku do poprzednich części, z jednym wyjątkiem. Cały aspekt ekonomiczny jest obmierzły bardzo, a rozwój osady rozciągnięty i bardziej upierdliwy niż fajny. Odblokowywanie miejsc szybkiej podróży przez łażenie po labiryntach korytarzy jest tak okropnie słabym ruchem, że nawet nie wiem co powiedzieć na to, a wszystkie misje od gildii różnych są nadal bardzo cienkie w wykonaniu ale to jest od trzech części gry tak samo syfiaste. Brak ostrza z hakiem jest słabym posunięciem, bo to przyspieszało wspinaczkę, która i tak w tej części bardzo po macoszemu jest potraktowana. Za to z drugiej strony są plusy. Wycofanie stosów petard i zamienienie ich na jedyną przydatną, czyli dymną oraz dołożenie nowej strzałki z liną, która jest bardzo szybka w eliminacji i jakże widowiskowa jest dobrym pomysłem, a świetnym planem jest wycofanie się z debilnego tower deffence przy bronieniu placówek asasyńskich. Wprowadzenie jednego sklepu zamiast czterech jest też dosyć przyjaznym pomysłem a myślistwo w zadaniach męczy ale samo w sobie jest całkiem przyjemnym zajęciem. Walka jest najlepsza ze wszystkich części, dokładnie wiadomo, na którego przeciwnika jaki typ ataku zadziała i czuć różnice w broni chociaż najpotężniejszą są chyba ukryte ostrza zwyczajnie bo są najszybsze. Najlepszym aspektem całej gry natomiast jest statek i wszystko z nim związane. Ja ogólnie nienawidzę pojazdów i "pojazdów" wszystkie samochody, statki, samoloty i konie w grach wyprowadzają mnie z równowagi i nie chce mieć z nimi nic wspólnego i to jest pierwszy wyjątek w historii gamingu kiedykolwiek. Statek i misje związane z pływaniem ów sprawiało mi o wiele więcej radości niż te piesze o konnych nie wspomnę. Misje mimo, że do bardzo skomplikowanych nie należą to są bardzo dobrze wyważone trudnością i długością, walka jest bardzo efektowna i efektywna, strzelanie zarówno salwami jak i z folgierzy jest cudne, a taranowanie daje takie poczucie potęgi jak mało co. Jestem szczerze zadziwiony, że podobało mi się to aż tak bardzo, bo nie spodziewałbym się nigdy i aktualnie nie mogę się doczekać Black Flaga, który to jest nastawiony na te okręty. Na ostatek zostawiłem sobie aspekt dlc, czyli Okrucieństwo Króla Waszyngtona, który jest takim badziewiem, że głowa mała, a całość ma konstrukcję odcinku Family Guya x Gwiezdne Wojny i jest stanowczo za długi. Ostatnią rzeczą, którą należy poruszyć to błędy, błędy w ilości niebywałej (ilość nie przypadkowo użyte słowo) i to od bugów graficznych i dyskusyjnych decyzji przeciwników jak grupowe samobójstwo w jeziorze albo usilna potrzeba wtopienia się w podłogę, aż po zwykłe wyłączenie się gry od tak se oczywiście nie zapisując w międzyczasie postępów prawie żadnych, bo przecie po co. Te błędy to żart jest i to straszliwie niezabawny, tak bardzo utrudniający granie, że dawno się z nie spotkałem. Koniec końców jednak nie mogę powiedzieć, że to bardzo zła gra. To jest raczej gra, która wprowadza nowości i wycofuje stare błędy. To gra która też kończy pewną historię, bo kończy opowieść Desmonda. Opowieść bardzo niespójną i chaotyczną, a także głupawą ale trochę nieodłączną od serii. Jest to przejście niestety nijakie dosyć i szczerze jeżeli komuś niezbyt zależy na zapoznaniu się z tą grą to nie wiele traci. Historia tam opisana to już nie jest rzecz nieznana czy też przynajmniej w części zmyślona tylko w większości coś co można przeczytać w książkach o początkach Stanów Zjednoczonych przeplatane historyjką Connora bardziej o zemście niż o samym zakonie tak naprawdę, co jest ciekawe, bo z kolei to co się dzieje poza animusem jest ściśle związane z Asasynami, Templariuszami i Pierwszą Cywilizacją, a ten stan rzeczy jest dokładną odwrotnością fabuły pierwszej części gry. Tylko czy warto? Eeeeeee szczerze to nie wiem z jednej strony tak z innej nie ale jak ktoś chce to nie widzę przeszkód.

28.11.2021 21:35
Drachenfels666

Heh po jakim czasie ta odpowiedź ale teraz się dopiero zorientowałem. Po pierwsze nie. Nie gra się na modach jeżeli chcesz przysiąść do gry pierwszy raz tym bardziej, że nie do każdej gry wyszły mody jakiekolwiek, a dodatkowo gzDoom to nie mod tylko source port, Brutal Doom sprawia, że gra się zupełnie inaczej i ma taki sam ładunek emocjonalny, co taka polska gra Hatred, czyli pierwsze pół godziny to cudowna sprawa ale dalej nuda zwyczajna, bo za dużo tej juchy, a za mało czegokolwiek innego, a co do moda HD to tak ma to sens gdyby nie jeden mankament. Grałem właśnie z nim tutaj nie rozchodzi się o to, że Heretic ma za małą rozdziałkę tylko o to że Heretic ma syficznie narysowane sprajty. Powiększony brzydki obrazek nie będzie wyglądać lepiej niż mały brzydki obrazek, a nawet czasem lepiej żeby był mały. Po drugie to zgadzam się połowicznie. Klimatem nic nie zjadają bo klimatu nie ma w momencie kiedy fabuła jest pokazywana na kartkach między misjami albo wcale, a Wolfenstein 3D nie ma klimatu wcale, bo szczerze jakoś nie widzę nazistów łażących po fioletowo błękitnym zamku. Sekrety to syf w starych grach w większości to albo easter eggi, i tak na dobrą sprawę one się zaczeły dopiero od Duke Nukem 3d i Blooda a nie od Heretica czy Dooma, albo jakieś rzeczy usprawniające rozgrywkę jak nowa broń albo pancerzyk albo kulka dająca żyćko. To powoduje, że dzisiejsze sekrety w takim Doomie 2k16 czy Wolfensteinie są zwyczajnie lepsze, bo dają grafiki koncepcyjne albo modele broni albo ciekawostki fabularne. Zgadzam się natomiast co do grywalności i projektu. Projekty lokacji od dawna są dosyć nijakie w fpsach, chociaż szczerze to zwyczajnie mam większe oczekiwania od tych lokacji i to dlatego mniej im wybaczam, bo jakbym dostał grę z tak pustymi mapami jak są w Hereticu to bym w życiu nie powiedział że to dobra gra jest, a że jest nudnym badziewiem. Grywalność to rzecz chyba najbardziej subiektywna może prócz doznań wizualnych i tonalnych ale też się zgadzam w Doomie spędziłem tysiące godzin (nie przesadzam) i zawsze bawiłem się świetnie rozłupując te wszystkie potwory ale też dlatego Heretic dostał ode mnie stosunkowo wysoką notę, bo 7/10 to gra dobra zwyczajnie gra nadal grywalna gra nadal spoko gra przy której nie traci się czasu to nie jest dycha, bo to nie jest gra bez wad- grafa syf/bronie- część bezużyteczna/muzyka- okej ale nic poza/potwory- za mało jak na grę z trzydziestoma długimi poziomami/projekt lokacji- nadal gorszy niż w Doomie i to o wiele ale mimo wszystko nadal gra się w to dobrze, a wady nie zasłaniają pozytywów.

08.03.2021 02:58
Drachenfels666
odpowiedz
2 odpowiedzi
Drachenfels666
19
7.0
PC

Heretic kolejny tytuł niedawno przeze mnie skończony który jest starszy ode mnie. Pierwszy raz miałem z Hereticiem styczność w bodajże 2005 roku. Wtedy otrzymałem oczywiście piracką płytę z grami z lat 90-tych gównie z pierwszej połowy były tam tak znamienite tytuły jak: Prehistorik 1 i 2, pierwsze dwie Prince of Persie, Gods, pierwsze trzy części Alone in the Dark, etc. Wcześniej już miałem styczność z Hexenem, czyli sequelem serii oraz Hereticiem 2, który to jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części oraz z Doomem oczywiście, więc znana mi była i opowiastka, która się snuje między strzałami z poszczególnych broni i z grami będącymi liniowymi fpsami podobnymi do Dooma. Tradycyjnie raz do roku próbuje przejść któregoś z tych starych fpsów, bo nie kryje że uwielbiam te gry i z tworem Raven Sodtware jest podobnie. Historia przedstawiona w Hereticu jest bardzo prosta: trzech Wężowych Jeźdźców D'Sparil, Korax i Eidolon atakują bliżej niesprecyzowany świat. Corvus elf z rasy Sidhe rusza żeby bronić swojej krainy przed D'Sparillem. To tyle co można rzec reszta fabuły zamyka się w okolicach trzech zdań ale nie ona jest najistotniejsza w tej grze. Rozgrywka prosta i bardzo podobna do reszty doomopodobnych gier: idziesz i strzelasz do potworów okazjonalnie otwierając jakieś drzwi czy szukając kluczy. Arsenał, którym sieje się śmierć jest bardzo duży i prócz badyla będącego bronią ostatecznego wyboru kiedy amunicji do reszty brakuje, jest on przydatny przez praktycznie całą grę. Nawet rózga będąca czymś na zasadzie pistoletu może pełnić w późniejszej fazie gry rolę karabinu snajperskiego. Jest to całkiem niezły atut gry, bo to nie udało się ani w Doomie (pistolet jest syfem po znalezieniu dowolnej innej broni) ani w Hexenie (gdzie każda klasa miała 4 różne bronie) szkoda tylko. że nie są one jakoś specjalnie różnorodne. Poszczególne mapy i poziomy są budowane średnio niestety. Nie są specjalnie ciekawe, rozstawienie wrogów jest dosyć dobrze wykonane ale tutaj wkracza też mój największy zarzut wobec gry- grafika jest słaba i to nie w porównaniu do gier z 2020 roku ale do tych 94/95 roku. Potwory chociaż trochę ich jest to, prócz bossów, wyglądają jakby nie miały konturów i przez to jak kleksy na kartce. Elementy otoczenia mają podobny problem, a ściany chociaż w miarę różne są całkowicie nijakie. Jest to coś co rzuca się w oczy już od początku gry i pozostaje z nią do samego końca ale jest to też jedyny taki problem. Muzyka za to jest całkiem całkiem i chociaż nie pozostaje w głowie na długo to przez całą grę daję rade. Podsumowując jest to gra dobra, nadal grywalna i nadal możliwa do przejścia bez najmniejszych problemów. Niestety jest to też gra dosyć brzydka i mało innowacyjna co powoduje, że należy się zastanowić czy chce się ją przechodzić od a do z w dzisiejszych czasach.

post wyedytowany przez Drachenfels666 2021-03-08 03:02:05
20.01.2021 08:29
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
7.0
PC

Bohater zwany przez niektórych Rolnikiem wstaje idzie po kij i tłucze potwory co mu się po miedzy kręcą, a potem tłucze więcej potworów co to mu po ścieżynie się kręcą, a potem tłucze te potwory co mu przy stawie łażą, a potem te co mu chodzą przy górce i tak dalej. Tak mniej więcej wygląda rozgrywka w tej grze no i nie da się tu za wiele więcej dodać. Prosty efekt romansu hack and slasha na miarę Diablo z izometrycznym rpgiem drużynowym z cyklu całej serii gier dziejących się w Forgotten Realms. Pytanie brzmi: czy to udana sprawa jest? Odpowiedź jest bardzo prosta- tak. Gra chociaż liniowa niesamowicie, fabularnie absolutnie nieskomplikowana i pozbawiona całkowicie jakichkolwiek minimalnie ciekawych postaci, to broni się gejmplejem. Graficznie gra o dziwo się broni nawet dzisiaj, co mnie osobiście zdziwiło bo jest rok 2021 a nadal lokacje są całkiem całkiem i elementy składowe tych lokacji jak stoły, kamloty, drzewa, jakieś ruiny etc. wyglądają też nieźle, postacie za to już gorzej ale trudno w końcu tytuł za niedługo 20 lat będzie miał na karku. Muzycznie gra jest tak se o- nic to ciekawego ale też nie ma tam straszności. Gameplay jest dobry ale ma swój minus, którym jest okropna powtarzalność. Drugim ważnym problemem jest spłycenie elementów rpgowych. Sprowadzono statystyki do trzech liczb określających jak potężne przedmioty możemy nosić, oraz do liczb opisujących umiejętność posługiwania się daną bronią, która to podnosi jedynie obrażenia ową zadawane i tak naprawdę nie ma na za wiele rzeczy wpływu żadnego. Dodatkowo jeszcze, nie ma tutaj ani żadnych klas postaci ani ograniczeń rozwoju, to sprawia, że każdego chętnego do wspólnej wojaczki można przerobić w dowolny sposób, więc zamiast bycia wojownikiem takowy kończy jako mag lub łucznik. Ta mechanika dodaje jeszcze jeden efekt, czyli jeszcze bardziej umniejszenie postaci drugoplanowych do roli losowego npca bez imienia. Lokacje w grze są zróżnicowane, co jest bardzo fajnym elementem rozgrywki, bo każda mapa jest od siebie inna (las, wybrzeże, krypty, podziemia, jaskinie, tundry, tajgi, bagna) ale niestety są one dosyć puste. Ładne i z elementami, które są także dobrze wykonane ale jest za mało tych przedmiotów żeby zniwelować to poczucie. Dużym plusem jest płynne przechodzenie przez lokacje, absolutny brak loadingów jest czymś co rzadko się spotyka po dziś dzień i byłem tym pozytywnie zaskoczony, to samo się tyczy wielopłaszczyznowości podziemi czy budynków, w których można wejść na piętro bez wchodzenia na nowo wczytywaną mapę. Jako, że gra jest w pełnym 3D to kamerą można obracać w dowolnym kierunku, co powoduje że bardzo rzadko ale czasami jednak występuje efekt przybliżenia na maksa ekranu, bo kamera natrafiła na jakiś stalaktyt czy drzewo. Ostatnie wyróżnienie mogą dostać potwory, a raczej bossowie, którzy nie dość, że są wymagający to dodatkowo różnią się od siebie i są dosyć interesująco projektowani. Reszta pokrak natomiast jest dosyć prosto zaprojektowana chociaż przynajmniej autorsko pomyślana. Tyle mniej więcej można o tym tytule rzec. Gra jest to nadal grywalna i ma niski próg wejścia ale spłycenie elementów fabuły i charakterystyki postaci powoduje, że jest ona potwornie powtarzalna i da się ją tylko ukończyć kiedy ma się wobec niej sentyment albo kiedy robi się długie przerwy między posiadówkami przy losach Bohatera. Na koniec mogę jeszcze dorzucić, że gra zdecydowanie jest lepsza niż film Bolla ale to chyba każdy zainteresowany wie od dawna, a może jednak nie każdy wie, że W Imię Króla jest filmem na podstawie Dungeon Siege?

22.11.2020 04:01
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
5.0
PC

Dungeon Crawler polegający na czasowym dopasowywaniu kwadracików. To jest chyba najlepiej opisujące tą grę zdanie. Cel prosty- zebrać 10,000,000 punktów, wtedy gra się kończy, a punktu te zbiera się dopasowując do siebie określone kwadraty zawierające jakiś efekt. Kwadraty z rózgami i mieczami służą do walki z potworami, drwa i kamloty to surowce, klucze otwierają drzwi, a kuferki dają jakiś to nam przedmiot. Klamoty ze skrzynek i trucheł potworów służą albo do zadania przeciwnikowi szybkich obrażeń albo do uleczenia bohatera i przesunięcia go na wiecznie uciekającej planszy w prawo, bo jak lewa strona go dogoni to koniec runa. Po lub przed biegiem po określonym lochu trafia się do swoistej bazy wypadowej, którą to za złoto zdobyte w lochach można ulepszać i zwiększać określone pasywki, broń i pancerz oraz eliksiry zmieniające efekty runa, jak chociażby wycofanie całkowicie kart surowców z planszy w zamian za zwiększenie obrażeń, które się otrzymuje itp. Graficznie gra jest prostacka wręcz i nie powiem niespecjalnie mi się podoba ale da się przyzwyczaić do pikselozy pamiętającej lata 80-te, muzyka natomiast jest wielce nijaka i szczerze mówiąc nie pamiętam nawet jak brzmiała ale gra jest bardzo grywalna i absolutnie nieskomplikowana mimo że prezentuje jakiś tam poziom trudności (nie za wysoki ale nie za niski taki w sam raz). Wiele więcej nie da się powiedzieć o tym tytule głównie przez to że fabuła tutaj nie istnieje wcale i to dlaczego chłop w kapeluszu łazi po jaskiniach zbierając punkty jest nieznane mi po dziś dzień.

22.11.2020 03:37
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
7.0
PC

Oł jes! Kolejna gra LEGO w takim samym stylu? Dokładnie tak ale czy to jest realnie źle? To pytanie powinien postawić sobie każdy kto grał w więcej niż jedną grę z trochę wręcz serii gier LEGO. Są to proste i ładne platformówki wypełnione nieskomplikowanym humorem, które od wielu lat zmieniają światy, w których się dzieją ale one same zostają w dużej mierze bardzo podobne i ewentualnie co kilka tytułów dorzucana jest jakaś nowa mechanika, która to na ogół zostaje z nimi już na stałe, i tu jest identycznie- prosta platformówka zrobiona na podstawie sagi Władcy Pierścieni. Grafika jest jak w innych lego tylko wyższa rozdziałka- czytaj całkiem niezła ale nie powala. Muzyka- klasycznie jak w LEGO jest to muzyka zwyczajnie wzięta z filmu. Rozgrywka- tak samo jak w Indianie Jonesie, Star Warsach czy Batmanie- łazisz ludzikiem i klepiesz łobuzów na drodze oraz porozstawiane elementy lego. Problem leży w silniku gry, który to jest już przestarzały, a utrzymuje nadal coraz to mocniejsze tytuły LEGO i powoli zaczyna się zakasływać w niektórych miejscach, co powoduje wywalanie do pulpitu, czy okazjonalne błędy. Gra jest niewybitna, nieinnowacyjna i niema żadnego efektu wow ale jest zwyczajnie dosyć dobrze wykonana co sprawia, że czemu by jej nie kupić?

02.07.2020 03:39
Drachenfels666
😈
odpowiedz
Drachenfels666
19
8.0
PC

Wszystko się zaczyna od zaczęcia opowieści przez Wielką Muchę. Opowieści o Helltakerze- człowieku, który obudził się z marzeniem. Marzenie to było osobliwe, bo polegało na posiadaniu haremu demonic ale dla chcącego nic trudnego wystarczy lekko się wystroić (w końcu idzie tam w poszukiwaniu panien) i dostać się do piekła. Jak pomyślał tak zrobił zszedł do czeluści i kolejno namawiał na harem napotkane piekielne damy. W piekle wiecznie gra muzyka (muzyka zresztą cudownie wykonana), więc nikt nie jest nieruchomy, każdy podryguje w miejscu, a poruszanie się
po salach przebiega skokowo, jak w innych rytmicznych dungeon crawlerach. Czarcie sale i korytarze rysowane są bardzo nieskomplikowanie ale za to niesamowicie idealnie. Podobnie jak dziewuchy gotowe zdegenerować ludzi na wszelkie możliwe sposoby. Każda diablica jest osobliwa, inna i mimo, że pokrótce jedynie przedstawiona to ma jakiś charakter. Mangowa śliczność demonic jednak nie jest nadmiernie useksualizowana. Żadna nie chodzi z wydętymi cyckami na wierzchu i w lompkach więcej odkrywających niż przykrywających pomimo, że w śród nich są demony pożądania oraz "bitch demon" i jest to ogromny plus, bo czasem to co zasłonięte jest urokliwsze niż to co odsłonięte. To samo zresztą tyczy się całości, bo diable panny chcą żeby im przynieść kawę, naleśniki albo pograć w Heroesy 3 (byle nie necro) zamiast żądać spełnienia wyszukanych erotycznych fantazji, a główny bohater mimo bycia wielkim napakowanym gościem nie tańczy po piekle w samych gaciach. Jedynym prawdziwym mankamentem historyjki Pierwszej Zarazy jest jej długość, bo wysłuchanie jej wraz z wieloma próbami ogarnięcia pojedynczych poziomów zajmuje mniej więcej godzinę. Opowieść o Helltakerze jest prześlicznie narysowana, cudownia muzyczna i pięknie animowana, jest także fabularnie prosta ale posiada charakterystyczne postacie, co sprawia że jest piekielnie grywalna oraz wysłuchanie jej nie wiąże się z żadnymi opłatami na steamie, niestety jednak jest też krótka. Pozostaje pytanie kto chce posłuchać opowieści Belzebuba?

24.05.2020 14:26
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
6.0
PC

Zombie, cycki, piwo i masa nawiązań popkulturowych, czyli połączenie idealne dla fanów wszystkiego klasy b. Nie ma co się oszukiwać wybitne dzieło to nie jest, a wręcz przeciwnie. Mechaniki są uproszczone do minimum i działają opornie. Hitboksy i detekcja kolizji zawodzi bardzo często, a gra na najwyższym poziomie trudności jest piekielnie trudna głównie dlatego że nie wiadomo było jak tą trudność zwiększyć, więc zwiększyli obrażenia zadawane przez zombie. Broni jest niewiele, bo tylko 4 ale każda z nich wpasowuje się w konwencje tego dzieła. Zamiast klasycznej broni białej w postaci jakiejś pały czy noża ma się wiecznie wiercące w łapie fioletowe dildo, którym to nieskrępowanie można obtłukiwać pyski martwiakom. Pistolet został zamieniony na gwoździarkę, która to potem zyskuje ulepszenie na ciekawiej wyglądającą i z efektem dźwiękowym przeładowania. Strzelba została zastąpiona tworem o nazwie Octogun (może nawiązanie do Octodad) i działa jak strzelba w każdym innym szuterze. Granaty to tutaj piwo marki Zombeer i dodatkiem chili oraz porządnie wstrząśnięte. Niestety osobliwe bronie działają co najwyżej poprawnie i jest to największa wada tej gry, bo strzelanie nie przynosi żadnej radości, a to właśnie ten aspekt jest tym, który przoduje w grze. Rodzai zombie jest w sumie 4, i każdy jest groźny na inny sposób. Klasyczne łazęgi wyżerające mózgi podbiegają i walą z łapy, cheerleaderki dopingiem i wątpliwym seksapilem powodują nieśmiertelność u podstawowych kawalerów, zombiaki w stroju borata tańczą powodując wzrost współczynnika uchlania się, a mimy wydzierają się tworząc soniczne obrażenia na odległość. Dosyć niezłą mechaniką jest balansowanie za pomocą zerowania flach piwa pomiędzy zamianą w zombie od ugryzienia, a urżnięciem się w dosłownego trupa, co prawda piw wszędzie w koło jest porozrzucanych pełno, więc utrzymanie tego stanu nie jest specjalnie trudne ale dodali coś więcej do tej produkcji. Fabularnie jest to absolutnie strzał w dziesiątkę. Niesprecyzowany gość budzi się w barze nawalony jak bela, czyta dwa smsy od swojej dziewczyny i rusza ratować ją od kliszowego "fajnego gościa z liceum". Prościej się nie da ale w przypadku gier, filmów czy seriali o wątpliwej misji merytorycznej działa to na korzyść. Nawiązania za to są cudowne i jest ich pełno zarówno w wypowiedziach protagonisty jak i świecie przedstawionym. Gwiazda śmierci jako kostka na niebie, superman stojący gdzieś na dachu, wbite w ścianę wiertło Bigdaddy z Bioshocka, czy nieumarła panna z cyckami wielkości głowy zalana w karbonicie. Czyli tak naprawdę ta gra jest okropnie średnia i w tym drzemie jej siła. Jest krótka i dzięki temu nie męczy, a stos prostackiego humoru i nawiązań w ilości hurtowej jest czynnikiem dla którego gra się w to bardzo dobrze. Nie jest to tytuł dla wszystkich, za to Ci którzy połączenie wilkołaki i striptizerki uważają za przynajmniej niezły raczej się nie zawiodą. Dla innych natomiast będzie to obrzydliwy gniot, na który stracili 20 złotych ale kupili grę o zombie, cyckach i piwie, więc trochę czego innego oczekiwali?

post wyedytowany przez Drachenfels666 2020-05-24 14:31:36
12.05.2020 21:35
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19
8.0
PC

Castellanos, Oda, Kidman i Connelly; policjant oraz trójka detektywów jadą zbadać co się stało w szpitalu Latarnia. Gdzie zaraz za drzwiami frontowymi natykają się na jakieś dwa tuziny rozbebeszonych i powykręcanych zwłok zarówno pacjentów jak i personelu. Gra się tak zaczyna i mimo że to prolog to jest on na miarę Hitchcocka. Dalej następuje powolne budowanie napięcia i zawiązywania wątków fabularnych jednych lepszych innych troszeczkę gorszych. Niestety po mniej więcej dwóch trzecich czasu rozgrywki ta traci na uroku. Nie ze względu na braki w mechanice czy fabularne niedociągnięcia, tylko późniejsze Krimson City nie jest w stanie dotrzymać kroku lokacjom poprzednim, z których każda ma swoje miejsce sens i cel mimo, że początkowo wydają się składać w chaotyczną plątaninę losowych miejsc. Tak jest zresztą ze wszystkim tutaj. Postacie, miejsca, dialogi, bronie, system ulepszeń, potwory, bossowie, a nawet zapisywanie gry, to wszystko wydaję się być wyciągnięte całkowicie z dupy ale jest to tylko pozór, bo tak naprawę wszystko tutaj ma swój cel i sens; na przykład kusza agonia, która jest dość osobliwym dodatkiem do arsenału, znajduje się w posiadaniu Sebastiana oraz później kręcących się wszędzie udręczonych, ponieważ Ruben Victoriano ją zaprojektowa. Arsenał zresztą sam w sobie jest dobrze wykonany. Jest dość skromny, jest to 5 broni plus granaty, a w ng+ dodatkowo poszerzany jest o dwie następne bronie. Rozwijanie postaci jest zrobione dobrze i w miarę sprawiedliwie w kosztach. No ale to tylko dodatki, bo clue rozgrywki to fabuła, która jest bardzo dobra. Wszystko co w niej jest ujęte, każdy mniej i bardziej fantazyjny fragment jest wyjaśniony i ma sens, każde wydarzenie, każda zmiana lokacji, wszystko to się składa w jedną chaotyczną ale spójną całość. Podobnie z bohaterami. Sebastian jest dobrze napisanym protagonistom. Jego czyny i wątpliwości w świat są uzasadnione problemami w życiu rodzinnym oraz uzależnieniem od alkoholu. Kidman z początku nie wydaje się być jakoś specjalnie rozpisana ale w dwóch dlc została jej historia uzupełniona i ona sama w sobie też uzyskała charakter, przeszłość oraz motywy. Ruben "Ruvik" Victoriano także jako antagonista działa wybornie, jego działanie jest od początku zaplanowane i z premedytacją potwornie złe, a jednocześnie jest to postać bardzo tragiczna, która cały czas miała pod górę w życiu. Nawet epizodyczny bohater Marcelo Jimenez jest bardzo sensownie i zgrabnie zmajstrowany. Jedyna postać która niestety ma braki to Joseph, którego charakterystyka opiera się na byciu policjantem.
Eksploracja świata jest bardzo przyjemnym zajęciem i łażenie po korytarzach w poszukiwaniu skrzynki do rozwalenia czy postawionego na szafie słoja pełnego agrestowego dżemu jest idealnie wyważone, niestety im dalej w las tym mniej tej eksploracji jest ale nadal pozostają znajdźki w postaci dokumentów, kawałków mapy, statuetek z kluczami oraz w dlc kawałków listów od Ruvika, które to są bardzo dobrze pomyślane i nieprzesadnie pochowane (ze statuetkami czasem przegli trochę). Jedyny realny zarzut to lekka powtarzalność bossów, którzy to po dwa czy trzy razy potrafią wystąpić w grze. Na szczęście też nie doświadczyłem żadnych większych błędów (pojedyncze glitche graficzne to już mnie nie dziwią w żadnej grze).
Czyli The Evil Within jest naprawdę dobrą grą. Jest to dobry horror i ma bardzo dużo wspólnego z grami z serii Resident Evil szczególnie 4-6 zresztą te same osoby były odpowiedzialne za te produkcje. Dlc są warte zakupu bo to dodatkowa historia, w którą zupełnie inaczej się gra niż w podstawkę. Gorzej wypada tylko Executioner ze względu na nieciekawą i niepotrzebną historyjkę tam opowiedzianą, która nie wnosi za wiele a sama rozgrywka jest niezła przez pierwsze 10 minut, na szczęście jest to krótki dodatek, który zajmuje około godziny. Warto jest się temu przyjrzeć, a dla fanów survival horrorów to jest pozycja wręcz obowiązkowa.

06.03.2020 22:35
Drachenfels666
odpowiedz
Drachenfels666
19

Nadzwyczajnie na odpieprz wykonana gra. Jest sztucznie wydłużana przez dodawanie przedmiotów do kupienia za bajońskie sumy ponad stu tysięcy; posiada mechanikę dodaną całkowicie z czapy, czyli tower defence w postaci bronienia kryjówek assassynów; cały wątek granatów/bomb które są wykonane nadwyraz źle i nie wiadomo po co; fabuła która jest bardzo słaba i nie wnosi zupełnie nic do całości, prócz odwieszenia Ezia do szafy; postacie które są źle napisane, nudne, bez charakteru i w ogóle nie rozwinięte przez całą grę; i stosy glitchy i błędów. Ma jednak swoje plusy. Nadal jest to grywalny tytuł, a błędy nie powodują na szczęście jakichś większych problemów z postepęm (raz tylko Ezio zaciął się na schodach i trzeba było restartować wspomnienie). Ostrze z hakiem jest cudownym pomysłem: zjeżdżanie na linach, możliwości przewracania z większej odległości i szybsza wspinaczka to jest dokładnie to czego było trzeba w tej grze. Mapa do fragmentów wspomnień która odblokowuje sie po zebraniu połowy to też genialny patent, bo powoduje że nie trzeba wglapiać się w mapy z internetu kiedy ma się 94 na 100 i gdzie jest reszta, a jednocześnie nie sprawia że jest to znajdźka na odpieprz jak w przypadku skarbów, do których mapy da się zdobyć praktycznie od razu. Porzucenie fragmentów "poza" animusem też jest zdecydowanie na plus, bo zwyczajnie spowalniało to rozgrywkę. Na szczęście nie wyjaśnia się wątek "numeru szesnaście", a tajemnica dodaje uroku tej postaci (jedynej chyba w miarę dobrej w tej grze) ale jest dlc niestety. Ogólnie rzecz biorąc jest to grywalna i niezła gra ale w porównaniu do poprzednich, a także późniejszych części serii AC jest to jedna ze zdecydowanie najsłabszych.

06.03.2020 21:58
Drachenfels666
6.0
PC

Syf w ch*j

01.03.2020 23:22
Drachenfels666
1
odpowiedz
Drachenfels666
19

Trudna do opisania gra, czy to dobry tytuł czy jednak szajs. Teoretycznie nie jest źle. Rozgrywka ma swoje głupoty ale nie przysłaniają one całości. Grafika na rok 2014 prezentowała się nieźle i nie zestarzała się w jakiś paskudny sposób, chociaż nadal udało mi się natrafić na parę błędów (znikające tekstury i błędy związane z oświetleniem). Audio jest żeby być. Ambient jakiś tam przygrywa, a muzyka "do walki" nie jest żenująca na szczeście. Najciekawsze jednak były momenty ciszy, które dodawały sporo do klimatu. Walka jest kompletnie nie intuicyjna niestety i okropnie wykonana ale to nadal skradanka, więc chyba nie jest to aż tak wielki minus. Sterowanie i koordynowanie ruchami Garetta potrafi wyprowadzić z równowagi. Losowe spadanie na pysk z dachów w mieście, bo się nie skoczyło na line albo obrót na belce zakończony widowiskową wywrotką na bruk ulicy, są w tej grze na porządku dziennym i niestety trzeba się do tego przyzwyczaić. Projekt poziomów za to jest zdecydowanie najlepszym aspektem całej gry. Lokacje są ciekawe, spójne i zapadające w pamięć (Wariatkowo Moiry i burdel Xiao Xiao wiądą prym). Miasto jako labirynt dachów ulicy i okien jest najdoskonalszym elementem w całej grze, brud smród i ubóstwo, które otacza ze wszystkich stron oraz wielkie rozwarstwienie społeczne nadają bardzo dobry klimat, dla którego chce się w to grać, fabuła za to jest tym czynnikiem dla którego grać się nie chce. Przepychanki Barona i Oriona oraz co to się stało z Erin są potwornie wręcz nieciekawą i mierną historią. Milion razy lepiej by się grało gdyby całej tej fabuły zwyczajnie nie było. Ciekawiej się prezentują misje od Ectora, Vittoriego oraz malutkie zlecenia od Basso, są one krótkie, treściwe i przybliżają świat przedstawiony, który jest bardzo dobry. Gra jest też stosunkowo trudna, różnice między poziomami trudności są widoczne i nie sprawiają wrażenia dodania ich na siłę jak w większości gier. W ogólnym rozrachunku gra jest dobra ale bardzo osobliwa, skradanek za wiele się nie ukazuje, a jeszcze mniej w tego typu świecie, a to jest czynnik który nie może zostać pominięty i chociaż fabularnie jest to dno, a błędy co jakiś czas się pojawiają, to nadal jest to coś w co warto zagrać choćby dla samych reali gry i genialnie zaprojektowanych poziomów.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl