Czechu62

Czechu62 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

21.10.2014 20:45
odpowiedz
Czechu62
3

Mateusz16b zniszczył system swoją okładką :D

20.10.2014 08:05
odpowiedz
Czechu62
3

Czy tym razem moja praca się dostała? :) Myślę, że zmieściła się w limicie i w ogóle ciężko jest stworzyć coś ciekawego na wyraźnie mniej niż 3 tyś znaków.

19.10.2014 23:45
odpowiedz
Czechu62
3

Minęło już równo piętnaście dni odkąd zapuściliśmy się w tajemniczą część Głębokich Ścieżek, które znajdowały się pod Twierdzą Czuwania, a przynajmniej zdawało mi się, że tyle właśnie minęło.

Tej części nie było na żadnych zapiskach Orzammaru, a przestudiowałem je bardzo wnikliwie. Miałem przeczucie, że korytarze za poczwórną masywną bramą prowadziły do Pradawnego Thaigu, który według krasnoludzkich legend był pierwszym krasnoludzkim miastem. Jeśli moje przeczucia by się sprawdziły to odnalazłbym najwspanialsze artefakty, a może nawet o zgrozo zaginioną cywilizację.

Na moje ogłoszenie o ekspedycji odpowiedziało wielu łowców nagród, ale ja potrzebowałem krasnoludów, dlatego byłem prze szczęśliwy kiedy dołączył do mnie Oghren - krasnoludzki Szary Strażnik, który może i był tępy jak na mój gust, ale za to znał się jak nikt na ubijaniu Mrocznych Pomiotów, dołączyło też dziewięciu doświadczonych członków krasnoludzkiej Gildii Kupieckiej i uznałem wtedy, że taka ekspedycja będzie wystarczająca.

Kiedy uzgodniliśmy warunki wyprawy i byliśmy gotowi do zejścia przybył jeszcze tajemniczy wojownik okuty w lekki czarny pancerz i uzbrojony w dwa przesiąknięte magią miecze. Nie wzbudzał mojego zaufania gdyż na twarzy miał czarną, aksamitną maskę z którą wydawał się nie rozstawać, a na szyi nosił złoty symbol Inkwizycji.

- Nie będę wam przeszkadzał w waszej wyprawie. - Zapewniał. - Poluję na Architekta i mam podejrzenie, że tam będę mógł go znaleźć gdyż po zdobyciu Twierdzy Czuwania przez wojska Matki rolnicy widzieli tajemniczą postać znikającą w wejściu na Głębokie Ścieżki. Wierzcie mi poza tym, że doskonale władam moimi ostrzami i przyda wam się moja pomoc.

- Skoro umie ubijać przeróżne bestie niech idzie! - Krzyknął wtedy rześko Oghren.

Reszta krasnoludów podzieliła zdanie naszego zabijaki, więc nie miałem większego wyboru i wyruszyliśmy dwunastoosobową wyprawą wraz z moją Bianką u boku.

Już pierwszego tygodnia straciliśmy trójkę kompanów za sprawą dziwnych pułapek takich jak, zapadliny w podłodze, strzały wypluwane ze ścian czy uderzenia magią. Droga przed nami była naszprycowana niebezpieczeństwami, więc na końcu wyprawy musiało znajdować się coś, co zasługiwało na ochronę.

Rozmawialiśmy ze sobą mało, ponieważ nie byliśmy gromadką przyjaciół, ale każdy miał swój interes w tym, aby przeżyło nas jak najwięcej, bo to zwiększało nasze szanse na przeżycie. Jedyną rozrywkę dawał nam Oghren, który na postojach pochłaniał swoje ulubione trunki i robił z siebie Orlezjańskiego błazna.

Piętnasty dzień był inny. Gdy przebiliśmy się przez morze lawy ostrożnie stąpając po wystających skałkach dotarliśmy w końcu do murów, którymi obłożone były ściany tuneli. Na ziemi zauważyliśmy jakąś czarną ciecz, do której zbliżył się tajemniczy wojownik.

- Pomioty. - Westchnął, a ja poczułem pewnego rodzaju ulgę, ponieważ nie napotkanie żadnej z bestii przez taki czas było co najmniej dziwne. - Tak przy okazji... Mówcie mi Zal'Rash.

Wojownik mówił coś jeszcze, ale już go nie słuchałem. Moją uwagę przykuł złoty napis wyryty w ścianie, który wydawał się dziwnie znajomy aczkolwiek nie potrafiłem go odczytać i sprawiał wrażenie drogowskazu. Wpadliśmy na trop czegoś, co zostało zapomniane wieki temu. Nagle z mroków tunelu usłyszałem zbliżające się szybko kroki.

- Przygotujcie się. - Rzekł Zal'Rash i chwycił za rękojeści sowich ostrzy.

Załadowałem Biankę z uśmiechem na ustach. Wyprawa wydawał się rozkręcać na dobre.

07.10.2014 14:17
odpowiedz
Czechu62
3

Dzwiedziiu czy nie da się nic zrobić żeby moja praca poszła do oceny? Mam w zakładce zaznaczone przetwarzanie danych osobowych, nie mam tylko w zakresie newslettera, a tu chyba nie o to chodzi :/ Zależy mi żeby wziąć udział w równej walce :)

06.10.2014 09:27
odpowiedz
Czechu62
3

Żelazny Byk uniósł wielki miecz, gotów zadać śmiertelny cios Blackwallowi.

- Nie! – Powiedziała oschle Morrigan, ledwo łapiąc oddech po wyczerpującej walce, która przed chwilą miała miejsce. – On może się jeszcze przydać. I tak jest nas zbyt mało.

Qunari spojrzał na wiedźmę z nienawiścią i zarzucił sobie miecz na plecy. Nie odpowiedział jej, tylko prychnął i podszedł do ogniska oglądać swoje rany. Widziałem po nim, że jego lojalność jest na wyczerpaniu. Z pewnością bez zastanowienia przeciąłby Morrigan na pół swoim wielkim mieczem, gdyby tylko miał gwarant opuszczenia bagien cało.

- Co teraz zrobimy? – Spytałem, ale tak naprawdę znałem już odpowiedź.

- Musimy odnaleźć Flemeth i liczyć na cud, który sprawi, że odejdzie z powrotem do Pustki

Nie mogłem winić jej za chęć walki do końca, ponieważ tak naprawdę nie było innego wyjścia. Patrząc na naszą drużynę powoli gotowałem się na swój los. Nasze szanse były mniejsze niż Amarantu podczas inwazji Orlais, czy nawet króla Marica w bitwie pod Ostagarem. Nie pozostawało mi nic innego jak wspominać spokojne wieczory w karczmie w Orzammarze.

Wyruszyliśmy gdy tylko Blackwall stanął na równe nogi i był gotów maszerować. Widziałem jego dłonie i wierzcie mi, nie wyglądały jakby należały to świetnego niegdyś wojownika. Trzęsły się i z pewnością nie był w stanie nam pomóc, nie wiem czemu Morrigan zdecydowała się kontynuować wędrówkę z nim u boku.

Wiedźma straciła wiele energii życiowej, była bledsza niż zwykle, a na głowie pojawiło się kilka siwych włosów. Poruszaliśmy się powoli gotowi na przyjęcie śmierci w każdej chwili, gdy nagle rośliny przed nami poruszyły się i dostrzegłem postać zbliżającą się w naszym kierunku. Był to hurlok w pełnej okazałości. Miał długie czarne pazury, ostre zęby i czerwone oczy, a twarz przypominała mi starego bryłkowca. Wycelowałem w przybysza Biankę, Żelazny Byk rozkazał ostatniemu swojemu podwładnemu przygotować się do walki.

- Nie. Proszę. Nie przybyłem tu żeby walczyć. Ktoś was oczekuje. Musicie mi uwierzyć, ponieważ też chcemy odejścia Flemeth. Chodźcie za mną. – Powiedział mroczny pomiot.

- Wy umiecie mówić? – Spytała z odrazą Morrigan. – Chyba nie mamy wyjścia. Zachowajcie spokój tam z tyłu i róbcie, co każe.

Wiedźma nie była chyba do końca przekonana swoich słów, ale naprawdę nie było innego wyjścia. Qunari zaczęli szeptać coś między sobą z niezadowoleniem, kiedy szliśmy za pomiotem. W końcu na środku bagnistej polany ujrzeliśmy kamienny budynek. Pochodnie przymocowane do ścian dawały tylko trochę światła i nie było widać, co jest na końcu, ale na środku ujrzałem kamienny ołtarz. Weszliśmy do budynku niepewnie oczekując tego, co się zaraz stanie.

- Połóż dalijskie dziecię na ołtarzu dzielny wojowniku. – Rozległ się tajemniczy głos na końcu Sali.

Ku mojemu zdziwieniu Byk, który całą drogę niósł inkwizytorkę, położył ją, a następnie uklęknął wraz ze swoim podwładnym za ołtarzem. Wszyscy byliśmy w szoku. Z mroku wyłoniła się wysoka, opancerzona postać z jakby przyrośniętą do twarzy maską i koroną.

- Tyyyy… - Powiedział ledwo Blackwall i padł na ziemię krztusząc się.

- Mówią na mnie Architekt. – Powiedziała postać. – Nie mamy za dużo czasu, Flemeth może uderzyć w każdej chwili.

- Chyba wszyscy to wiemy. – Rzekła Morrigan. – Słucham zatem, co masz nam do zaoferowania.

- Słyszałaś o moich eksperymentach z pomiotami? – Spytał, ale nie czekał na odpowiedź i kontynuował. – Szary Strażnik pije krew pomiota, aby móc z nimi walczyć, a ja daję pomiotom krew strażników, aby uwolniły się od klątwy i zaczęły rozumieć. Otóż wpadłem na nowy pomysł. Super Przemiana. Polegałoby to na podaniu osobie wymieszanej krwi Szarego Strażnika i „rozumnego” pomiotu. W waszych szeregach jest dalijska księżniczka zabrana z domu jak niemowlę i nauczona inkwizycji. Podanie jej wymieszanej krwi mogłoby wzmocnić niewyobrażalnie jej moc i wydobyć ją z letargu w jakim się znalazła.

- Postradałeś zmysły? – Morrigan wycelowała w Architekta czarem, a ja załadowałem Biankę.

- Zastanówcie się chwilę. To nasza ostatnia szansa. Jeśli tego nie zrobimy zginiemy na pewno, a tak jest szansa. Jeśli się uda zostawię wam inkwizytorkę i odejdę.

Wiedźma ze zrezygnowaniem machnęła ręką i zostawiła pomiotowi wolną rękę więc i ja odstawiłem Biankę. Architekt podszedł z naczyniem, w którym znajdowała się już krew pomiota do Blackwalla i pobrał krew od niego i przystąpił do mieszania. Byłem wściekły, że musimy tak eksperymentować z młodziutką elfką. Wychodziło to poza wszelką moralność. Pomiot posadził inkwizytorkę i przystawił jej naczynie do ust.

28.09.2014 03:34
odpowiedz
Czechu62
3

Czułem w kościach, że przetrwanie tej nocy będzie graniczyło z cudem. Odliczałem każdą minutę, która przybliżała nas do wzejścia słońca, modląc się w duchu żeby złe przeczucia były tylko fałszywym alarmem.

Po upływie godziny coś poruszyło się w krzakach. Nim Morrigan zdążyła zareagować z otchłani nocy poszybowała strzała, która godziła Żelaznego Byka w ramię. Wojownik zachwiał się i zawył z bólu. Spowił mnie nieokiełznany lęk, który zmusił mnie do ukrycia się za głazem nieopodal, skąd miałem widok na całą sytuację.

Z czeluści wybiegło dziesięciu, dwu metrowych, dobrze zbudowanych pomiotów, które miały twarze torturowanych dzieci, a w miejscach gdzie powinny znajdować się gałki oczne wydobywały się czerwone płomienie. Drużyna szybko przygotowała się do walki. Wiedźma rzuciła śmiercionośne zaklęcie, które powaliło trójkę napastników. Najemnicy wdali się w wir walki z resztą potworów. Morrigan z trudem łapała oddech po rzuceniu wyczerpującego zaklęcia i nagle zesztywniała. Pomioty, które ugodziła czarem podniosły się z trudem i rozpoczęły marsz w jej kierunku. Podobny kłopot mieli qunari. Pomioty zdawały się być kompletnie odporne na ciosy zadawane przez potężnych wojowników. Jeden z kompanów Byka dał się zaskoczyć i dostał cios prosto w serce. Morrigan stworzyła dla siebie tarczę ochronną i przyjmowała ciosy trójki monstrów, które powinny być już martwe, Byk z ostatnim kompanem zaciekle walczyli z pomiotami. Jeden z nich przemknął się przez linię obrony i ruszył w kierunku inkwizytorki. Był już bardzo blisko, Blackwall leżący nieopodal jęczał i dławił się własną krwią, więc nie był w stanie zareagować. Pomiot uniósł miecz gotów zadać śmiertelny cios, gdy nagle jego głowę przeszyła rozjaśniona strzała. Napastnik padł na ziemię bez życia. Na pole bitwy wbiegła Lelliana, która odmówiła nam wyruszenia na wyprawę kilka dni temu.

- Musicie niszczyć ich mózgi! - krzyknęła, a następnie wyjęła z plecaka magiczną lutnię na której zaczęła grać.

Drużyna słysząc melodię zaczęła odzyskiwać siły. Żelazny Byk wziął do siebie słowa Lelliany i jednym uderzeniem topora uszkodziły głowy dwójki napastników, a na następnego rzucił się z gołymi pięściami by wbić go w ziemię. Morrigan też wiedziała już, co robić. Opuściła barierę, odskoczyła do tyłu i sprawiła, że głowy pomiotów eksplodowały jedna po drugiej.

Gdy bitwa się skończyła, zauważyłem błyszczące, żólte oczy, które obserwowały całe zajście. Po jakimś czasie zaczęły się zbliżać do naszej drużyny, aż w końcu z ciemności wydobył się wojownik o niebieskich oczach, delikatnym zaroście i tatuażach na twarzy. Nim ktokolwiek zareagował, postać uniosła dłoń i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy na polu bitwy osunęli się na ziemię. Wszyscy prócz Morrigan.

- T-t-tyyy... - Powiedziała z trudem wiedźma. - Ale... jak?

Człowiekiem, który nas zaskoczył był Adrianus. Szary Strażnik, który odpowiadał za wyzwolenie Fereldenu podczas drugiej Plagi.

- Nie ma czasu na głupie pytania Mor. Powiem tylko tyle, że nie należę już do tego świata. Nie masz pojęcia w co się wplątałaś. - Powiedział Adrianus.

- Każdy ma swoje powody. Te szlachetne, jak i te troszeczkę mniej. - Zachichotała Morrigan.

- Wiem dobrze, co cię tu sprowadza. Pomioty z którymi walczyłaś przed chwilą to zupełnie nowe zagrożenie, a to co czai się na końcu waszej wędrówki jest starsze i potężniejsze od Flemeth. Niestety dla was to Bagno was uwięziło i nie wypuści was dopóki nie przekonacie lub nie pokonacie istoty, o której mówię.

- Żartujesz tak? Potężniejsze niż Flemeth? Daruj sobie. Więc co to jest?

- Nie mogę tego powiedzieć. Sami musicie się przekonać. Powiem ci jednak, że zwycięstwo jest niemożliwe z dwójką nieposłusznych qunari, starym Strażnikiem i śmiertelnie ranną inkwizytorką, a jeśli już o niej mowa, to musisz wiedzieć, że drzemie w niej pradawna moc, która może okazać się kluczem do zwycięstwa. Zostawię wam przy obozowisku plecak wypełniony lekami, które postawią na nogi każdego członka twej drużyny. Do ciebie należy zadanie okiełznania qunari i stworzenie prawdziwej drużyny, która da wam choć namiastkę nadziei na zwycięstwo. Dokładnie takiej jak nasza przed laty. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy... Mor. A teraz... POPROWADŹ ICH LUB GIŃ!

Po tych słowach poczułem jak moje powieki robią się ciężkie i osunąłem się na ziemię.

20.11.2013 22:00
odpowiedz
Czechu62
3

#GTAV na PC - Czechu62 - 16.05.2014#

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl