Grindować napady na kasyno i wyspę Cayo Perico, a najprościej...kupić Shark Cards
Nie zdziwił by mnie fakt, gdyby RockStar/TakeTwo ogłosiło że nie będzie kontynuować prac nad GTA VI a franczyza rozwijana będzie pod szyldem GTA Online. Wszelkie nowe dodatki (rozszerzenia mapy, nowe miejsca oraz napady) dostępne będą jako darmowe aktualizacje, natomiast misje oraz wątki fabularne w których gracz będzie mógł uczestniczyć stworzoną przez siebie postacią, będą w formie płatnych DLC. Co tłumaczyło by dodanie ostatnio do aplikacji SocialClub możliwość dokonywania zakupów bezpośrednio w grze.
Ten sam los czeka prawdopodobne również Red Dead Redemption 2, które już w przyszłym roku otrzyma wersję standalone Red Dead Redemption Online, kierowane, podobnie jak nowe samodzielne GTA Online, na nową generację konsol.
Grając poraz pierwszy w Rage, cały czas miałem wrażenie, no właśnie nie wiem...Déja vu? Grając drugi raz, byłem pewien że gdzieś to już kiedyś widziałem.
Nie ma co ukrywać że gra z ID Software, garściami czerpie pomysły z innych produkcji, takich jak Fallout:New Vegas czy Borderlands.
Historia protagonisty który ocalał uderzenie asteroidy, będąc ukryty wewnątrz podziemnego schronu dla wybranych. Pustynny klimat postapo rodem z Mad Maxa, możliwość "kraftowania" broni i elementów ekwipunku ze schematów, minigry. Do złudzenia przypominają mi przygody kuriera z pustyni Mojave.
Z kolei przerysowane, kolorowe postacie, sam system rozgrywki, strzelanie, prowadzenie pojazdów, wygląd większości lokacji czy nawet to specyficzne doczytywanie tekstur. Wygląda dokładnie jak w Borderlands.
Z tym że...NewVegas miał naprawdę ciekawa, wielowątkową fabułę i kilka zakończeń. Olbrzymi świat który chciało sie eksplorować a przede wszystkim mega klimat.
Postacie w Borderlands rzeczywiście są kolorowe i "komiksowe", ale mają swój charakter, można je lubić albo nie, a napewno zapadają w pamięć.
Świat gry jest ogromny, a postać i fabułę można rozwijać niemal w nieskończoność.
Tego wszystkiego zabrakło mi w Rage, mam wrażenie że tytuł został wydany na prędce, byle szybko, jest pod szyldem ID to się sprzeda.
A szkoda, bo widać że gra ma potencjał i to coś...co sprawiło że te ok.10 godzin rozgrywki było dla mnie naprawdę niezłą zabawą.
Gra na pewno przypadnie do gustu osobom pamiętającym czasy filmów na VHS i fanów lat 80'tych. Ma swój specyficzny "kiczowaty" klimat, który może się podobać lub nie...
Uważam że warto w nią zagrać, między innymi dla niewysublimowanego humoru i właśnie tego klimatu tamtych czasów.
Z okazji 30'lecia UbiSoft, można ją pobrać za darmo do końca listopada, przy pomocy aplikacji Uplay.
Co do piecyków...wystarczy jeden, warto jednak szybko go ulepszyć.Podstawą utrzymania ciepła w domu, jest załatanie wszystkich otworów w ścianach.
Znalazłem "buga" w tej grze, który dość skutecznie ułatwia przeżycie bohaterom. A mianowicie, odkryłem jak zapobiegać kradzieżą do których dochodziło podczas nocnych eskapad. Może nie do końca zapobiega atakom, ale minimalizuje straty do zera.
Tak więc myk polega na tym, żeby podczas "czyszczenia" naszego domostwa, w sensie opróżniania szafek, szaf, komódek czy innych stert gruzy. Zostawić sobie jedno takie miejsce.
Chodzi o to żeby wszystkie przedmioty z [nasze rzeczy], przenieść właśnie w tam. Grunt to by wszystkie wartościowe rzeczy znalazły się tam przed 20'ą, wtedy nasz dobytek jest całkowicie bezpieczny. Nie figuruje w [nasze rzeczy] więc nie może paść łupem złodziei. Tak samo z każdą nową zdobyczą z nocnej wyprawy. Zaraz po powrocie wszystkie przedmioty chyc do "depozytu" :) jak coś potrzebne: jedzenie, leki czy materiały. Zabieram dokładnie tyle ile potrzebuje.
Doszedłem do tego i tak dopiero po trzecim czy czwartym ukończeniu gry, gdy rozpocząłem nową rozgrywkę z jednym tylko bohaterem.(I z jednym ukończyłem).Kiedy to przez pierwsze trzy noce, rozkradziono wszystko co miałem.
BTW grając jednym bohaterem (od początku,do końca),wojna skończyła się po 32 dniach...a w pozostałych przypadkach po 45.