Spędziłem sporo godzin w grze, podobnie jak część redakcji i nie uświadczyłem takich problemów. Jedynie wspomniana kwestia shaderów powracała jak bumerang.
Zestaw świetny, ale ma kilka wad. Przede wszystkim nanofigurki nie są brzydkie — są obrzydliwe. Ich wygląd oraz projekt jest tragiczny, są tak brzydkie, że schowałem je z powrotem do pudełka.
Problemem jest także samo przenoszenie całej konstrukcji — jest podzielona na dwie części i wszelkie przedstawienie jej, albo nie daj Boże podniesienie, to murowana wiązanka pod nosem i wystrzeliwujące części. Dlatego najlepiej układać to w miejscu, w którym zamek będzie już stał.
Przy czyszczeniu z kurzu także oczy dookoła głowy — każdy najmniejszy element uwielbia przy najlżejszym dotknięciu odpaść, a okazjonalnie wystrzelić.
Z kolei jeśli chodzi o zalety, to oprócz ogromnej ilości części (co ważne dla potencjalnych fanów przebudowywania zestawów), to oferuje on jednolitą kolorystykę do obecnych zestawów z HP. Dzięki temu można skutecznie poszerzać zamek o kolejne kultowe miejsca i stworzyć prawdziwą dioramę z ukochanej serii książek.
Przy 6 tys., aby złożyć cały zestaw, musimy poświęcić około 20-30 godzin (w zależności od potencjału oraz doświadczenia "klockowego"). Niektóre elementy mają nużące segmenty układania (zwłaszcza wielka sala!), ale poza tym zabawa jest przednia. Zwłaszcza gdy już skończymy podstawkę i dorwiemy się do "mięsa" czyli wież oraz samych pomieszczeń.
Zalecam uzupełnienie zamku minifigurkami z HP (te można dokupić z gazetek, bądź dostać w innych zestawach), bo jak już wspomniałem te nano są po prostu obrzydliwie paskudne.
A no tak wiadomo, ważniejsze jest konto, z którego ktoś piszę. W internetach zawsze wygrywają lajki, a nie merytoryka. Wytknąłem jeden czy dwa błędy całego tekstu oraz stawianie gotowej tezy. Czyli felieton, który zamiast rozwijać temat, zamyka go w kolejnej bańce.
Dziękuję jednak za wyróżnienie mojego komentarza <3
Typowy artykuł pod tezę, pełen błędów i próbujący wykreować problem tam, gdzie jest on marginalny bądź nie wpływa na cokolwiek. Przede wszystkim nie widać jasnego rozgraniczenia między azjatyckimi, a zachodnimi produkcjami. Ot autorka wrzuca sobie wszystkie do jednego worka, pomijając chociażby podejście Japończyków do kwestii seksualizacji oraz samego seksu.
Inną kwestią jest totalne pominięcie kwestii seksualizacji mężczyzn, ba nawet o niej nie wspomniano - czyżby równość płci była tylko hasłem?
No i finalnie czy trzeba coś zmieniać? Odpowiedź brzmi: nie. Gracze jako konsumenci świadomie wybierają produkty. Jeśli komuś przeszkadza postać w mundurku, to nie sięga po taki produkt. To wciąż wyłącznie wirtualne postacie w krainach pełnych smoków, czarodziejek, wielkich robotów i wszystkiego co mistyczne. Piękno gier jest zawarte w tej swoistej "fantazji" i nie chodzi tu o te seksualne.
Gracze chcą się przenosić to nieistniejących światów pełnych ciekawych postaci. Nie chcą krainy wszechtolerancji, gdzie nawet humor będzie wykastrowany (smutny przykład Saints Row).
Dlatego polecam następnym razem usiąść i się zastanowić, czy taki clickbaitowy tekst, który nic nie wznosi i znów próbuje udowodnić kłamliwą tezę "gracze są ku*** najgorsi".
Gothic nawet w czasach swojej premiery nie był topową gierką, miał po prostu farta, że dostał świetny dubbing i ruszał na każdym ówczesnym sprzęcie. Też kocham Gothiczka, ale już w tamtych czasach były o wiele lepsze tytuły. Sorry, prawda boli