Coś w tym jest. Praca, dorosłe obowiązki, wieczny brak czasu... Kiedyś człowiek siadał do gry ze świętym spokojem w głowie. Teraz gram, a z tyłu głowy pulsuje myśl, że jutro rano trzeba wstać do roboty...
Muślę, że trafiłeś w dziesiątkę z tą decyzyjnością. Ta biblioteka na Steamie mnie po prostu paraliżuje. Chyba zrobię sobie całkowity detoks od komputera na jakiś czas i zobaczę, czy mnie zacznie nosić.
Obyś miał rację, bo na razie to patrzę na te ikony gier jak na rachunki za prąd - z głębokim smutkiem. Może muszę poczekać na jakąś grę, która uderzy tak samo mocno jak pierwszy raz w Górniczej Dolinie. Tylko czy dzisiejsze gry mają jeszcze "to coś"?
Odpalam Steama, patrzę na bibliotekę (700 gier), patrzę na Epic (300 gier z rozdawnictwa), wzdycham, wyłączam pieca i idę oglądać na YouTube, jak inni grają.
Kiedyś potrafiłem grać w Gothica przez 14 godzin bez przerwy, jedząc odgrzewana Giuseppe. Czy to już jest ten moment, w którym człowiek zaczyna interesować się wędkarstwem, kupowaniem działki i narzekaniem na młodzież? Jak cofnąć te zmiany w moim mózgu?