- Ściereczka Apple za 99 zł: nowy wymiar czystości czy absurdu? Testujemy
- Cena, budowa i jakość wykonania
- Czyszczenie lekkich zabrudzeń
- Apple kontra pączek z nadzieniem adwokatowym
- Warta swojej ceny?
Czyszczenie lekkich zabrudzeń
Pora na pierwszy test ściereczki Apple, czyli czyszczenie codziennych zabrudzeń. Ciągle mam w głowie fakt, że wydałem na nią 99 złotych, oczekiwania są zatem całkiem spore.
Tak jak wspominałem przy opisie metod testowania, wszystkie urządzenia zostały dokładnie wyczyszczone przy pomocy izopropanolu. Następnie zdjąłem rękawiczki i na każdym ze sprzętów rozpocząłem kilkunastominutowe surfowanie po sieci. Odwiedziłem najlepszy portal o grach i przeczytałem newsy. Otworzyłem galerię i poprzeglądałem zdjęcia. Napisałem kilka wiadomości w mediach społecznościowych. Praca testera ściereczek nie jest łatwa.
Czyszczenie zabrudzeń po takiej krótkiej sesji ze stosunkowo czystymi dłońmi nie stanowiło problemu dla żadnej ze ściereczek. Chusteczka higieniczna ujawniła przy tym swoją najpoważniejszą wadę: delikatnie pyli, przez co idealne wyczyszczenie „na sucho” może stanowić wyzwanie.
Ściereczka do ekranu Apple wymagała przy wycieraniu użycia znacznie więcej siły niż standardowy model do czyszczenia okularów. Wynika to z innej budowy, ale czy to wada, czy zaleta – ciężko stwierdzić.
Korzystanie z klasycznej ściereczki jest przyjemniejsze, efekty są jednak mniej dokładne, a w trakcie czynności miałem tendencję do śmigania ściereczką od krawędzi do krawędzi, pomijając niektóre fragmenty ekranu.
Używanie ściereczki z logiem nadgryzionego jabłka wymusza bardziej metodyczne podejście. Fakt, że jest dość sztywna i nie da się jej łatwo zwinąć w dłoni sprawił, że używałem jej w inny sposób, bardziej przypominający np. ściągaczkę do mycia okien. Trzeba jednak przyznać, że jest niesamowicie efektywna i nawet pojedyncze przeciągnięcie po ekranie daje niezłe rezultaty. Tylko co tu robi ten proszek?
Tego się nie spodziewałem. Wyciągnięta z opakowania ściereczka dość intensywnie się obsypywała? Kruszyła? Wspominałem o podobnym zjawisku przy chusteczce higienicznej, tutaj jednak było niesamowicie intensywne. Przy dłuższych testach zjawisko coraz bardziej słabnie, wydaje się więc zatem, że jest to mało przyjemna cecha nowej ściereczki, z której cały pył z procesu produkcyjnego musi się po prostu wysypać. Szanowne Apple – duży minus.
Na obronę ściereczki mogę jedynie powiedzieć, że proszek nie jest tłusty, nie zostawia żadnych śladów na ekranie, wystarczy go jedynie zdmuchnąć lub… zetrzeć ściereczką do okularów. Tak, też dostrzegam ironię sytuacji. Przejdźmy jednak do bardziej wymagającego testu.


