Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 7 maja 2022, 11:45

Gram drugi raz w Cyberpunka 2077, ta gra nie jest już dla mnie porażką

Przysiadłem ostatnio do dwóch gier – Detroit: Become Human oraz Cyberpunka 2077. Ta pierwsza przypomniała mi, jak złym scenarzystą jest David Cage, a ta druga pozwoliła mi zapomnieć o wielu jej wcześniejszych bolączkach.

Niedawno gruchnęła wieść o tym, że nasz ukochany rodzimy deweloper rozpoczął prace nad nowym Wiedźminem. Nie było to szczególnie dużym zaskoczeniem, bo zakulisowo ptaszki ćwierkały na ten temat już od ponad dwóch lat. Zaskoczeniem okazało się jednak porzucenie własnego silnika, REDengine’u, na rzecz Unreal Engine’u 5. Dla mnie wyglądało to jak przyznanie się do porażki związanej z niemożnością opanowana wszystkich technicznych problemów Cyberpunka 2077.

W ten dawniej zapowiadany na pogromcę serii GTA tytuł grałem na przełomie stycznia i lutego zeszłego roku i choć historia wydała mi się wciągająca, zdecydowanie nie było to doświadczenie przyjemne. Dość powiedzieć, że spora część redakcji śmiała się z tego, iż napotkałem chyba wszystkie możliwe błędy, jakie mogły znaleźć się w niedorobionym Cyberpunku 2077 – począwszy od lagującej i tym samym frustrującej walki, przez zabugowane samochody czy codzienne oglądanie postaci lewitujących w pozie T, po zawieszanie się gry oraz niezaliczanie zadań głównych i pobocznych. Oj, działo się, działo. Dotarłem do końca, bo tak wypadało. Zero emocji.

Minął rok, a tak się akurat składa, że niedawno przeszedłem Detroit: Become Human, które dosłownie sponiewierało moje szare komórki, wręcz je zmasakrowało. Kolejny raz dałem szansę Davidowi Cage’owi, a on kolejny raz udowodnił mi, że kompletnie nie potrafi pisać scenariuszy. Dobrze zarysowana intryga zawsze wali się u niego w drugiej połowie gry, w serii idiotycznych i surrealistycznych wydarzeń. Klęska. Temu panu już podziękuję.

W każdym razie przeczołgany przez „przeżycia” w Detroit postanowiłem zagrać kolejny raz w Cyberpunka 2077. Zapytacie: dlaczego? Po pierwsze, chciałem zobaczyć, czy udało się naprawić medialną klęskę polskiego gamedevu, co nie jest takie oczywiste w świetle wieści o przesiadce CD Projektu RED na UE5. Po drugie, usiłowałem zrozumieć, dlaczego pogromca ludzkiego IQ (serio!) autorstwa Cage’a ma 92/100 na Steamie, a Cyberpunk wciąż utrzymuje się poniżej 80/100. Czy jest aż tak źle? No i po trzecie... pora zagrać laską, pora na lesbijskie romanse i generalnie wszystko to, czego nie dało się zrobić facetem.

Wyznam szczerze: gry jeszcze nie ukończyłem, ale na liczniku mam już ponad 23 godziny i dla mnie jest to zupełnie inne przeżycie niż rok temu. Teraz Cyberpunk 2077 faktycznie u mnie działa i nareszcie pozwala rozkoszować się zarówno fabułą, jak i wizją miasta przyszłości. Dżizas, jak ono wygląda! Night City w maksymalnych detalach z efektami RTX prezentuje się po prostu oszałamiająco, paleta kolorów jest obłędna, po ulicach w końcu porusza się masa przechodniów, a samochody w szczytowych momentach dnia stoją w długich korkach. Do tego miasto w deszczu to czysty wizualny orgazm. To chyba najładniejsza gra, w jaką miałem okazję grać. Bez kitu. REDengine pokazuje tutaj pełną moc.

Usunięto też błędy, które zaburzały immersję, takie jak samochody poruszające się jak pijane zające i co rusz wpadające na przydrożne bariery. Naprawiono też walkę i teraz strzelanie nie stanowi dla mnie źródła czystej frustracji. Serio, nie spodziewałem się, że to powiem, ale obecnie Cyberpunk 2077 to dla mnie doświadczenie kompletne. Może nie jest to najlepsze RPG na świecie, co PR RED-ów próbował wmówić nam przez lata. Może rozwój postaci mógłby być ciekawiej pomyślany. Może policja nadal działa w sposób dyskusyjny i spawnuje się za naszymi plecami. Może historia nie ma nie wiem ilu rozwidleń i wyborów mocno wpływających na jej przebieg. Ale wszystko to, co znajduje się teraz w tym dziele, ładnie ze sobą współgra i gdybym w grudniu 2020 roku otrzymał Cyberpunka w tym stanie, bezsprzecznie dałbym mu 9/10, rekomendację i specjalny dopisek „Znowu to zrobili!”.

Zrozumiałem też, dlaczego studio przesiada się na Unreal Engine. Podczas rozgrywki widać, że REDengine doszedł do granicy swoich możliwości, nie tyle w kwestii doświadczeń audiowizualnych, co płynności wyzwalania skryptów, detekcji kolizji i tym podobnych subtelnych elementów. Pomimo roku usprawnień gry w trakcie dialogów dosłownie czuć pauzy związane z triggerami kolejnych kwestii, auta co jakiś czas mają problemy z pokonywaniem przeszkód, a postacie z wykrywaniem ścian. Troszkę przypomina to sytuację z Armą III. Z jednej strony engine Bohemii pozwala na to, z czym nie dają sobie rady inne silniki, z drugiej wszechobecne „drewno” rodem z lat 90. dosłownie uderza gracza przy każdym ruchu postaci.

No dobra, czas kończyć i wrócić do Night City, napomknę tylko jeszcze o problemie, jaki ma moje kobiece ja w świecie Cyberpunka. Noż kurde, panowie z CDPR, tutaj dosłownie panuje ekstremalna bieda w kontekście ciuchów dla dam. Zjeździłem wzdłuż i wszerz całe miasto w poszukiwaniu czegoś „wow” dla swojej V i jedyne, co mi oferujecie, to spódnica mini w jednym fasonie w paru wzorach, kilka korpokostiumów, parę topów i na tym koniec. Poza tym masa gaci, pancerzy bojowych i innych pierdół, w których V wygląda jak facet. Naprawdę spodziewałem się więcej. To jawna dyskryminacja i kompletne olanie sprawy, tym bardziej że postacie NPC na ulicach chodzą w różnorodnych strojach. Dlaczego nie pozwalacie ich nosić głównej bohaterce? Gdzie body w kolorach tęczy? Gdzie kozaczki do kolan? Gdzie skórzane wdzianko rodem z Matrixa? Dajcie ludziom wyrazić siebie.