Seria AC słynie z bogatego lore. Tymczasem w Shadows i Claws of Awaji praktycznie nie wspomniano o Pierwszej Cywilizacji, co zaniepokoiło graczy.
Assassin’s Creed to seria bogata w motywy i tradycje światotwórcze (tym, którzy jeszcze się gubią w strukturze tego uniwersum, polecamy świetny przewodnik), które od lat spajają całą tę serię w jedno. Fanowskim oczom nie umknął jednak drobny szczegół w najnowszej odsłonie przygód asasynów – mianowicie, ani w Shadows, ani w wydanym kilka dni temu DLC Claws of Awaji nie ma praktycznie żadnej wzmianki o Isu, czyli przedstawicielach Pierwszej Cywilizacji.
Fakt ten zaniepokoił także hiszpańskiego youtubera o ksywce Rafiti, który postanowił zapytać o powód takiego zabiegu u źródła – udał się bowiem do siedziby Ubisoftu w Bordeaux. Oto, czego udało mu się dowiedzieć:
Trzymamy się tego, co zostało zrobione w podstawowej grze [AC Shadows – przyp. red.]. Isu na razie nie są częścią japońskiego uniwersum. To jednak nie znaczy, że nie powrócą w przyszłości albo nie pojawią się później w innym materiale. Ale nie stanie się to również w trakcie Claws of Awaji. Chcemy zakończyć historię w tym samym klimacie, jaki ustanowiła gra podstawowa, choć z drobnym „twistem”. Z motywem „bycia ściganym”.
- wypowiedział się Simon Arseneault, reżyser contentu w DLC Claws of Awaji (via Reddit i YouTube.

Społeczność fanów nie do końca wie jednak, jak odnieść się do tej sytuacji. Z jednej strony nie podoba im się zabieg pominięcia elementu tak kluczowego dla serii, z drugiej – spekulują, że może to być kwestia nieudolności studia Ubisoft, które ich zdaniem niezbyt dobrze radzi sobie z interpretacją fanowskiego feedbacku.
W jednym wszyscy wydają się mimo wszystko zgadzać – wątku Isu po prostu brakuje, a bez niego Shadows wydaje się być pozbawione serca, bo obecność Prekursorów od dawna nadawała ton całej narracji. Jeden z fanów pokusił się nawet o analizę najnowszych tytułów spod znaku asasynów w odniesieniu do ich związków z główną osią narracji serii:
Nie sądzę, żeby każda odsłona Assassin’s Creed musiała skupiać się na wszystkich kluczowych aspektach serii. Produkcje mocniej akcentujące tylko jeden czy kilka równoległych motywów są w porządku, o ile opowiadana historia jest ciekawa. Mirage było moim zdaniem solidną odsłoną; dobrze zrobiło, że nie mieszało się w wątek współczesny, bo projekt nie miał budżetu, żeby odpowiednio rozwinąć historię Basima z końcówki Valhalli. Ale oto pojawia się Shadows, które niejako rebootuje współczesny wątek poprzez jego całkowite pominięcie. Faktem jest, że fabuła jest na razie tak uboga w szczegóły, że teoretycznie da się jeszcze wrócić do nierozwiązanych wątków z Valhalli. Wciąż jednak wydaje się to ogromną straconą szansą – szczególnie jak na główną grę serii, która potrafi zajmować ponad 70 godzin, a ma tak niewiele do powiedzenia o nadrzędnej narracji AC.
Nie ma co zatem spisywać na straty dalszych przygód asasynów. Choć kierunek, który obrała seria razem z premierą Shadows nie wydaje się być w tym momencie zbyt obiecujący (szczególnie pod względem lore), to może to być jedynie epizod przejściowy – zwłaszcza, że sami twórcy tego nie wykluczają.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Danuta Repelowicz
Hiszpańskie serce i japońska dusza. Absolwentka filmoznawstwa ze szczególną słabością do RPG-ów i bijatyk. Miłośniczka wiedzy tajemnej, nauk o kosmosie, musicali i wulkanów. Dorastała na Onimushy, Tekkenie i Singstarze. Wcześniej związana z serwisem GamesGuru, pisze i tworzy od najmłodszych lat. Prywatnie także wokalistka i wojowniczka Shorinji Kempo stopnia 4 Kyu. Specjalizuje się w narratologii i ewolucji postaci. Świetnie porusza się też po tematyce archetypów i symboli. Jej znakiem rozpoznawczym jest wszechstronność, a jej ciekawość często prowadzi ją w najdziksze ostępy umysłu i wyobraźni.