Brakuje teraz takich gier.
W erze 8 bitowców to były
Czy planujesz jakiś tekst na temat gry? Dziś rusza ea, bardzo na to czekam i jestem ciekaw. Dema niestety nie ograłem.
Mam w głowie pewien pomysł. Zwykłe "co fajne, co nie" to pewnie trochę nuda, ale jak połączyć to z formą AAR, to może wyjdzie coś fajnego.
No proszę, pierwotnie dali nam cenę 161 zł jako wyjściową, znów baaardzo drogo, ale obniżyli ją widzę, teraz mamy 129, a ze zniżką 116, nice :)
No szkoda... tak czytam, że jest lekki zawód dotyczący zawartości, po takim czasie developingu jest trochę mało grania. Ja jeszcze nie kupiłem ale raczej kupię. Cena jest ok, zakładam, że gra będzie coraz większa i lepsza. Z Sea Power też chyba tak było, na samym początku niewiele było do roboty, społeczność sama musiała misje w edytorze tworzyć.
Od razu zająłem się tworzeniem misji do Sea Power, tu niestety narzędzi nie ma, a jakby było to pomysłów by szybko zabrakło.
Widząc zawartość Early Access Task Force Admiral, poczułem niepokój. Rok po wydaniu dema otrzymaliśmy Midway, prosty generator bitew, oraz warianty już istniejących scenariuszy. Sugeruje to raczej, że gra pozostanie w EA przez co najmniej 18 miesięcy, a nie 12.
A sama gra?
Łączy zapomniane rozwiązania gameplayowe rodem z lat 90. z nowoczesnym interfejsem i oprawą wizualną, która powinna być standardem we współczesnych grach strategicznych. Trudno uwierzyć, że ten projekt jest w dużej mierze dziełem zaledwie trzech osób.
To nie jest typowe RTS. Gra próbuje symulować wyzwania, przed jakimi stali dowódcy amerykańskich zespołów lotniskowców podczas II wojny światowej. Podejmujemy decyzje, ale nie na poziomie mikrozarządzania.
Naszym pierwszym zadaniem jest wykrycie wroga, dlatego organizujemy misje rozpoznawcze. Jednocześnie chcemy uniknąć zaskoczenia przez wrogie bombowce, więc ustalamy harmonogram patroli CAP. Musimy brać pod uwagę, że startowanie samolotów z okrętów nie jest natychmiastowe, podobnie jak lądowanie, oraz że lotniskowiec musi zmienić kurs, by ustawić się pod wiatr. Byłoby wyjątkowo nieprzyjemnie, gdyby to wróg wykrył nas pierwszy i wysłał bombowce. Podkreślę to jeszcze raz: nasz bezpośredni wpływ na przebieg akcji jest ograniczony. W większości planujemy działania i polegamy na sztucznej inteligencji, która ma je sprawnie wykonać.
Po rozmieszczeniu patroli, jeśli wszystko pójdzie dobrze, lokalizujemy wrogi zespół lotniskowców i wysyłamy własne uderzenie. Cała gra to organizacyjny taniec, w którym czas i dostępne informacje należą do najważniejszych zasobów. Diabeł tkwi w szczegółach. Nawet pozornie prosta decyzja, taka jak wysłanie patrolu złożonego z czterech lub sześciu myśliwców, może mieć dramatyczne konsekwencje.
Poziom dbałości o historyczne detale w Task Force Admiral jest wyjątkowy. Nawet tak drobne elementy, jak nowe oznaczenia namalowane na starych na myśliwcach Wildcat z eskadry VF-42, stacjonującej na USS Yorktown, zostały wiernie odtworzone.
Co więcej, jeśli sprawdzimy nazwiska pilotów wyświetlane obok samolotów w grze, odpowiadają one zapisom historycznym. Tak, każdy pilot, który służył na lotniskowcu takim jak Yorktown podczas bitwy na Morzu Koralowym, jest obecny w grze.
Task Force Admiral oferuje kilka spektakularnych momentów rozgrywki, choć trzeba podkreślić, że pojedynki lotniskowców mogą wydawać się nieco schematyczne. Jeśli ktoś uzna poszukiwanie wrogich okrętów na Pacyfiku za nużące, nawet z przyspieszeniem czasu, nie znajdzie tu zbyt wiele dla siebie.
Pozostaje trzymać kciuki, żeby twórcy dowieźli finalną wersję i dali szansę na podwyższenie oceny, którą na razie obniża po prostu brak zawartości i pewnych elementów quality of life jak ustawianie Standard Operating Procedures (SOP) dla grup samolotów i okrętów.
Mam za sobą jakieś 5h zabawy i nauki UI aby sprawnie się po grze poruszać. To nie jest strategia, to raczej symulacja działań na Pacyfiku, zarządzanie miejscem i czasem na lotniskowcu, planowanie na 3 ruchy do przodu... a potem długie oglądanie tego co się zaplanowało. I mi to na ten moment wystarcza. Klimat absolutnie rozwala, wizualnie jest ślicznie, a muzyka kapitalna. Niech dojdzie jeszcze animowana załoga na okrętach.
Jak pisałem wcześniej, to jest nisza niszy, taki morski Mius Front, przede wszystkim planujesz, wydajesz dosłownie kilka rozkazów i tyle. Ja tam się bardzo cieszę, że coś takiego w ogóle powstało, nawet jeśli aktualnie główną czynnością w grze to bycie fotografem na Pacyfiku.
Patrząc po ocenach to pomysł na grę się spodobał. Co prawda zakładam, ze większość z tych ocen pochodzi od ludków wspierających grę na KS, oni doskonale wiedzieli na co się piszą. Dobrze też, że gra została w miarę rozsądnie wyceniona, ja na pewno nie żałuję zakupu.
Fyrdraka--> No miałem dokładnie takie samo wrażenie jak zagrałem demo rok temu.
Problem pozostaje - demo było dowodem, na to że jest gra z potencjałem, wczesny dostęp jest dowodem na demo gry z potencjałem :D Ale takich gier się prawie nie robi, więc znowu wchodzi "trzymanie kciuków", zobaczymy co będzie za rok/18 miesięcy.

Klimat, klimat, klimat! Chyba z godzinę po prostu oglądałem bitwę, bez żadnej kompresji czasu. Zero na ogonie Wildcata, a za Zero goni nasz skrzydłowy. Atak torpedowy czy bombowy to wizualna uczta.