Okazało się, że może trochę za wcześnie oceniłem tą grę tak nisko. Może będzie można skorygować ocenę po pełnym ukończeniu gry... Niestety wpisu już nie będę mógł wyedytować.
Ok, ten błąd, przez który straciłem postępy w grze był bardzo irytujący. Ale wróciłem do grania następnego dnia i jakoś idzie. Jasne, że można było jeszcze bardziej zadbać o optymalizację czy inne rzeczy, ale jakoś przeżyję bolączki tej gry.
Co do tego Bernarda.. Mówiłem, że tam jest jakiś bug i nie można go znaleźć. Faktycznie, znalazłem w internecie sporo wpisów, w których ludzie pisali, że po jakiejś tam misji nie można go znaleźć w Ratajach tylko utknął gdzieś w Neuhofie i jest niedostępny do trenowania walki. Ale u mnie problem był kuriozalny... Zająłem się po prostu misjami
pobocznymi a te dwie główne olałem na jakiś czas. Nie było w nich nic na temat kapitana Bernarda i nie przypuszczałem, że dopiero po wykonaniu jednego z tych zadań głównych trening walki będzie dostępny. Mój błąd.
No więc.. Gram dalej. Gram, bo chcę w miarę płynnie przejść do KCD2. Tam jest chyba jeszcze lepsza gra.
Co do dwójki to owszem, to jest techniczne i w wielu innych miejscach gra absolutnie lepsza, ale dla mnie już bez tej magii co jedynka, choć wiele osób zakochało się właśnie w dwójce, jedynki nie cierpiąc. Ciekawe jak Tobie podejdzie.
Udanych przygód :)
W KCD 2 jestem już chyba przy końcu, sądząc co mi mówi o ukończeniu progres na konsoli, i męczę i zmęczyć nie mogę. To dobra gra, ale imho uleciał gdzieś ten magiczny pierwiastek jedynki, w bardzo dużej części przez mało ciekawe mapy do eksploracji (są dwie, i pierwsza jeszcze jest fajna). W innych aspektach jest niby tak samo a nawet lepiej, ale dla mnie to już nie to, i np. nie cierpię większości twarzy w dwójce, znajdą się oczywiście jakieś lepsze, ale większość jest jakaś dziwna, kukiełkowa i w jedynce są o wiele lepsze, naturalniejsze, i sporo wątków na reddicie też o tym mówi. Za dużo jest wysokiej polityki, za mało swojskości, mniej pasuje mi nawet styl graficzny, bo niby grafika jest lepsza (można też w końcu przedzierać się przez krzaki, i to mały gamechanger), to wolę klimat i oświetlenie z jedynki, gdzie naprawdę czuję się jak na naszej prowincji późną wiosną, gdzie w dwójce jest już jakoś zbyt baśniowo. Nie zrozum mnie źle, KCD 2 to świetna produkcja, pełna pasji i tak powinna wyglądać kontynuacja, ale ja jestem dziadersem i wolę piękne drewno jedyneczki :)
Jeszcze sporo gry przede mną. Nawet te poboczne misje robię bardzo chętnie, bo są one złożone, interesujące i zawsze wynika z nich coś ciekawego - i taki powinien być prawdziwy RPG. Może to będzie jedna z moich ulubionych gier... kto by się tego spodziewał jeszcze kilka miesięcy temu, gdy ją rzuciłem w kąt.
Koszmarnie zabugowana gra, nawet po update dla nowych konsoli.
Naprawdę chciałem grać tej grze szansę, spędziłem w niej prawie 40h.
Miarka się przebrała, gdy wywaliło mnie z gry, gdy byłem bliski ukończenia jednej z misji pobocznych, gdzie trzeba było objechać trzy wioski. Sama misja zajęła mi około 3h. Byłem dosłownie prawie na miejscu. Później podjąłem kolejna próbę, gdzie pozbyłem się bandytów a tym razem z kolei zniknął koń, który niezbędny był do wykonania misji. Wyobraźcie sobie moje wkur.. ienie. W normalnych grach mam w zwyczaju regularnie zapisywać postępy. I tu, gdyby nie przymus posiadania tego cholernego sznapsa w celu zapisywania gry, byłoby wszystko ok.
Półtorej godziny postępów w grze do kosza. Połowa misji. Mi się już naprawdę nie chce poświęcać czasu na rozwijanie postaci, po to żeby w losowym momencie zdarzyło się coś takiego. Niech ponaprawiają te błędy tak jak należy, a nie zrobili to byle jak. Albo w ogóle. I jeszcze te głupie pomysły z zapisywaniem gry w ten sposób. Można byłoby mieć zapas sznapsów na takie nieprzewidziane sytuacje, gdyby jeden nie kosztował grubo ponad 100 monet... Koszmar! Ci deweloperzy obrzydzili mi tą grę całkowicie.
Tak niska ocena ta właśnie za te błędy. Gra sama w sobie, fabularnie (co dla mnie jest najważniejsze) jest dobra. Chciałem zrobić jak najwięcej misji, również tych pobocznych.
Niestety... Całkowicie zepsuta zabawa i jednak, koniec końców, zmarnowany czas. A winą obarczam za to deweloperów i tych od aktualizacji, bo niestety ta gra to dalej techniczny bubel.
Poza tym startowym. U mnie znowu trwa to ponad minutę.
Ta gra jest w ogóle jakaś ocenzurowana i chyba nie ma opcji, żeby to zmienić. W łaźniach ludzie kąpią się w pełnym ubraniu, mimo że wcześniej odłożono je do skrzyni :)
Moje pierwsze podejście było w trybie Hardcore z wszystkimi dolegliwościami i postanowieniem zero zabijania. Powiem jedno – imersja wylewa się z ekranu. Z racji grania w takim stylu musiałem iść w skradanie i powiem szczerze że pierwszy raz miałem wyrzuty sumienia okradając ludzi i łupiąc zwłoki.
Innym przykładem było iż w toku fabuły jest jedna obowiązkowa walka, a ja byłem strasznym leszczem i po paru porażkach zacząłem codziennie uczęszczać na lekcji szermierki w Ratajach. Nie rozdawałem punktów doświadczenia tylko codziennie ćwiczyłem pojedynki z Bernardem.. Złapałem się na tym iż lepiej gra mi się nie przebiegając truchtem tylko spacerować. Kingdom Come najlepiej gra się wolno i chłonie ten świat. Co prawda mógłby być bardziej interaktywny jak w ETS’ach bądź The Long Dark. Szkoda także iż nie ma dni tygodnia, oraz występowanie jakiś sporadycznych świąt w świecie gry. Przydałby się też jakiś automatyczny przycisk do powolnej jazdy konnej, oraz spotykanie na trakcie jakiś jeźdźców bo poza wybranymi zadaniami to tylko nasz bohater jeździ wierzchem.
Pomysł z zapisem tylko podczas snu jest świetny. Porażka nie sprawia definitywnego końca gry, a jednocześnie sprawia iż mamy respekt do wszystkich czynności które wykonujemy w tym świecie.
Nie wiem jak jest na zwykłym poziomie, ale podczas szybka podróż związana z zadaniami typu eskorta nie upływa czas. Wybija to trochę z imersji. Także naprawa ekwipunku wzorem czytania powinno zabierać czas. ( za dużo the Long Dark )
Grafika jest ok, choć noce są dla mnie za ciemne i nie widzę prawie nic. Może wina starego ekranu. Za to widoki są ładne. Panorama Użyć jak bym wioskę na mojej Jurze widział. Cień Henryka nie dość że odwzorowuje aktualny ekwipunek to i widać na nim ruch głowy. Szkoda że w grze nie ma toreb/ worków tylko wszystko trzymamy w kieszeniach. Pomysł z przenoszeniem zawartości naszej prywatnej skrzyni do każdego wynajętego pokoju też jest przedni. Choć podczas pianego rauszu lub lunatykowania może nas wyrzucić w losowe miejsce na mapie kilkanaście kilometrów od miejsca zgaszenia świadomości. ( kuriozalne gdy zdarzyło się to podczas pobytu w klasztorze :0 )
Model walki tak jak pisałem wyżej po nabraniu wpraw jest satysfakcjonujący, ale mało mięsisty, nie czuć siły uderzeń. Choć po nauce kontry walka staje się z byt prosta i naprawdę musiałem czasami się starać by nie zabić oponenta. Strzelanie z łuku to dla mnie raczej loteria ( może przez dolegliwość związana z trzęsieniem rąk ) Bardzo fajny system alchemii szkoda że gotowanie nie jest takie złożone.
Główny wątek fabularny jest ok, choć przez swoją długość czasami jest rozwodniony i człowiek musi sobie przypomnieć co i po co robimy jak nagle zadania poboczne nas wciągną. A one są naprawdę fajne. Może nie bardzo skomplikowane, ale mają bardzo dobrą otoczkę i starają się być realistyczne. Większość z nich można rozwiązać bezkonfliktowo, a i na te które wymagają zabójstwa przywódcy bandytów jest sposób. (Obezwładnić przejąć cały ekwipunek i poszczuć psem.) Sporo przeciwników jak nie łupniemy ich za mocno - poddają się.
Po ponad 261 godzinach immersyjnej rozgrywce przyznaje iż Kingdom Come jest świetną grą. Najprawdopodobniej dam jej 10/10, jednak chce przejść ją jeszcze raz grając jako pełnoprawny wojownik i móc wypowiedzieć się bardziej na temat systemu walki. Najprawdopodobniej uczynię to nie wcześniej niż za rok.
Wersja 1.9.7 strasznie zabugowana to już z cyberpunkiem na premierę takich problemów nie miałem XD ale ogólnie spoko giereczka.
Wczoraj pobrała się do tej gry aktualizacja, która ważyła chyba kilkanaście GB. Czy gra ktoś akurat po tej aktualizacji i może powiedzieć, co tam się zmieniło po tym? Czy to jakieś dalsze ulepszenia gry? Sam nie odpalałem KCD, bo akurat zajęty byłem inną grą.
https://steamdb.info/patchnotes/22623230/
https://www.deepsilver.com/games/kingdom-come-deliverance/kingdom-come-deliverance-patch-notes
To symulator z zaimplementowanymi elementami RPG (i to kiepskimi), bo role-playing można tutaj uprawiać co najwyżej w taki sposób, że gra się bardziej dyplomatycznie albo siłowo. Zawsze natomiast będziecie tylko Henrykiem, synem kowala, bez żadnej mocy kreacyjnej, który może jedynie z zaciśniętymi zębami obserwować, jak jego rodzinną miejscowość zalewa ta Historia – pisana w naukach humanistycznych wielką literą przez wzgląd na jej niepowstrzymywalność (w grze bardzo to odczuwamy). Bardzo ładny i koherentny świat przedstawiony, ale za dużo w nim symulatora i polowania na hiperrealizm (bardzo wybiórczy, bo na przykład żadnych toreb i sakw przy sobie nie nosimy, a 100 kg mieści się w kieszeniach). Ogólnie: zbyt mało, by grać, zbyt wiele, by odinstalować – przynajmniej do czasu.
Sen, jedzenie... Dla mnie to zbędne zabaweczki, elementy pseudosurvivalowe. No chyba że ktoś kocha wieczne kąpanie się niczym w Red Dead Redemption. Niezależnie zresztą od częstotliwości występowania głodu i zmęczenia, czułem, że cała moja eksploracja odbywa się „pod stoperem” potrzeb fizjologicznych – nie znoszę tego. Autentycznie bałem się w tej grze zgubić, iść w las i zapomnieć w luj o wójtach, Radzikach i Ratajach. Czy słusznie? Nie. W dalszej części gry, kiedy biegałem od questa do questa, była to po prostu irytująca przeszkadzajka. No i zadania czasówki – koszmar. Nawet celowe czekanie na respawn środków u kupców jest obarczone ryzykiem, bo gra nie mówi wprost, czy dane zadanie ma limit czasowy.
Co do mechanik, to sporo z nich ma charakter nie tyle użytkowy, co docelowy. Alchemia, na przykład, ma chyba być sama w sobie przyjemna, okradanie ma stanowić wyzwanie, a otwieranie zamków ma nas zmusić do maksymalnej koncentracji. Dla mnie nie ma w tym nic ciekawego, podobnie zresztą jak w eksploracji (wejście do kopalni, przez którą przebiegałem kilka minut, żeby znaleźć wielkie okrągłe nic, to jedno z największych rozczarowań eksploracyjnych ever).
Rozwój postaci: z tym level capem do 20. poziomu czułem się jak w Football Managerze. Niektóre perki są tak bezużyteczne, że aż szkoda komentować, inne natomiast to taki must-have, że przechodzenie bez nich gry można traktować w kategoriach wyzwania.
System walki może i jest realistyczny, ale przy tym fatalny – to takie Mount & Blade premium, w dodatku spamowalne (siła + perk od clinchu + wieczne klincze). I o ile rozumiem perspektywę pierwszoosobową w walce, o tyle wielka szkoda, że nie możemy popatrzeć na Henryka w czasie eksploracji. W końcu po co robiłem Kingdom Drip: Deliverance? W hełmie za to widzimy tylko wąski pasek pola widzenia – no mówię: symulator, żadne to RPG.
Ergo, gdyby nie doskonale napisane questy i kilka świetnych kadrów ze świata przedstawionego, to gra nie byłaby warta uwagi. Dobrze pamiętam nawet rzekomo proste, ograne zadania. Miło patrolowało się Rataje – spokojnie, z różnymi opcjami na rozwiązanie sporów, z bójką w karczmie na finał, a nawet elementem hazardu. Świetnie wspominam też zadanie z czarami w lesie. Fatalne za to było śledztwo po napadzie w Neuhof – już myślałem, że wszystkich członków bandy każą mi uganiać po lasach i kryjówkach. Okropne są też zadania-bitwy – totalny paździerz. Lock-on przeskakuje z przeciwnika na przeciwnika, a AI leży: wrogowie najpierw mają punkt nawigacyjny, do którego dobiegają całą drużyną (wygląda to komicznie), a dopiero potem skrypt odpala im tryb walki. W związku z tym możecie wbiec w tłum i załadować parę bezkarnych ciosów na łeb, zanim AI się ogarnie. Chętnie przeszedłbym tę grę dla samych zadań, ale autentycznie rzygać mi się chce, gdy myślę o walce, naprawach pancerza, jedzeniu, spaniu, a już zwłaszcza strzelaniu z łuku.
Właśnie trzy dni temu zacząłem KCD. Mam niecałe 10 godzin na liczniku. Podobało mi się zadanie z Kuneszem w prologu, gdy nie udało mi się go przekonać, nie udało mi się otworzyć skrzynki, ale była potem opcja, żeby chłopaki pomogli mi go pobić, bo wcześniej z nimi obrzuciłem chatę Niemca gnojem i to wszystko się ładnie spinało.
Ogólnie narracja póki była gęsta w tutorialu trzymała poziom, ale teraz jak wyszedłem na otwarty świat, to zmuszam się do grania, bo męczy i nudzi mnie ta gra.
Jest tu chyba najgorsza minigra otwierania zamków. Po cholerę to wciskają do RPG-ów, skoro takie rzeczy powinien rozwiązywać po prostu odpowiedni skillcheck. Wkurza mnie ciągłe naprawianie ekwipunku, zwłaszcza szlifowanie miecza na brusie - kolejna minigra, która po prostu nie szanuje mojego czasu. Wszystkie te elementy symulacyjno-survivalowe są zbędne, jak się nie gra na hardkorze, bo nie ma najmniejszego problemu z wyspaniem się bądź najedzeniem. Męczy oglądanie po raz setny czy tysięczny tej samej animacji zrywania każdego jednego zioła. Co chwilę postać jest przeciążona. Sprzedałem zioła, żeby kupić miecz. Ogólnie przez te 10h prawie nie czuć progresu ani postaci ani ekwipunku.
Względnie podoba mi się walka, ale jest jej bardzo mało - póki co walczyłem tylko w prologu w wątku głównym, paru bandytów w spalonej Skalicy itp., a ostatnią walkę miałem z Ptaszkiem po tutorialu łuku.
Świat o ile pięknie wykreowany wydaje się całkowicie pusty. Eksploracja niczym nie zachęca i póki co nie nagradza. Praktycznie każdy NPC mówi te same kwestie. Szukam jakichś ciekawszych zadań, ale do jednego questa młynarza ewidentnie nie jestem optymalnie przygotowany, a większość questów jakie znalazłem to strzelanie do kłód czy inne turnieje. Teraz mam jakieś zadanie od zielarki, żeby gusła odprawić w jatkach wdowy. Może tam się coś rozkręci.
Rozwój postaci niby fajny, w stylu TES, ale te "dodatki" czy też perki w większości bez wyrazu. Kilka punktów chomikuję, bo żaden z obecnie dostępnych za ogólny poziom nie wydaje mi się przydatny. Jedynie zwiększenie udźwigu od siły i te z zielarstwa - jak levelowanie siły przy zbieraniu ziół wydają się ok, plus jakieś drobne premie do charyzmy za zioła w plecaku itp.
Fabuła wydaje się klasyczną opowieścią o zemście. Przerywniki fajnie zrealizowane, dialogi spoko, ale to nic, co by było wystarczającą siłą napędową do dalszej gry. Zastanawia mnie jedynie przeszłość ojca Henryka - pewnie na jakimś etapie ten wątek zostanie wyjaśniony, ale nie wiem czy dotrwam.
Gra z jakiegoś powodu przypomina mi Gothici. Dla mnie to wada, bo nie jestem fanem. Przeszedłem je prawie 25 lat temu, nigdy później do nich nie wróciłem. Podobnie mam teraz z KCD, że zmuszam się do grania, licząc, że to się jeszcze rozkręci, ale rozgrywka jest raczej nudna i żmudna i szukam czegokolwiek, co by mnie zainteresowało i przyciągnęło do monitora, ale bez większego powodzenia. Nie wiem, czy nie dropnąć. Chodzi mi po głowie ze 20 gier, które przeszedłem od kilku do kilkudziesięciu razy i nawet jakbym je odpalił teraz po raz kolejny, po tych setkach czy tysiącach godzin, bawiłbym się wielokrotnie lepiej niż przy KCD. Po prostu czuję, że w skórze Henryka marnuję swój czas na coś, co nie daje funu.
Jestem też zaskoczony oprawą graficzną, bo ze zwiastunów kojarzę, że gra była killerem, gdy wyszła, w dodatku zrobiona na Cryengine. O ile otoczenie wygląda ładnie i naturalnie, tak niektóre modele i zwłaszcza animacje mocno się zestarzały - albo to po prostu kwestia budżetowości, bo gra powstała dzięki Kickstarterowi. Generalnie grafika nigdy dla mnie nie była przeszkodą, ale po prostu kłują w oczy niektóre rzeczy - zwłaszcza trawa na pierwszym planie przy schylaniu się po zioła, gdy widać tekstury w powiększeniu, jakby odpalić pierwsze gry wykorzystujące polygony.
Eksploracja - pełna zgoda - pustostan. Co do komparatystyki z Gothiciem: ten ma jedną przewagę - świat jest bardziej handmade. Idziesz za konar, a tam szczaw królewski, wskakujesz na kamień, a tam zwój przyzwania demona. W KC czasem ciężko znaleźć nawet przysłowiowy wp....l, bo i przedmiotów, i oponentów jak na lekarstwo. Po prostu czuję, że w skórze Henryka marnuję swój czas na coś, co nie daje funu. - zrezygnowałem właśnie z obawy, że będę się dalej telepał jak paralityk do końca gry z tymi jej mechanikami; bitwa przelała czarę goryczy. Mount & Blade elegancko udowodnił, że nie potrzeba wielkiego realizmu do dobrej zabawy.
No i mój prywatny zawód: Praga była wspominana w rozmowach, więc miałem nadzieję, że może chociaż z daleka ją zobaczymy...
Liczę na wpisa na blogu, bo zaglądam co jakiś czas, choć głównie ze względu na Pillarsy :) Pozder
zrezygnowałem właśnie z obawy, że będą się telepał jak paralityk do końca gry z tymi jej mechanikami (...) Chętnie przeszedłbym tę grę dla samych zadań, ale autentycznie rzygać mi się chce, gdy myślę o walce, naprawach pancerza, jedzeniu, spaniu, a już zwłaszcza strzelaniu z łuku.
Czyli nie ukończyłeś? Chyba mi to umknęło, jak czytałem twój komentarz wcześniej. I tak chyba pograłeś stosunkowo długo.
Sam jeszcze gry nie skreśliłem, zobaczę jak to dziś będzie i może akurat na weekend bardziej się wciągnę. Może skupię się na szukaniu i wykonywaniu zadań i jakoś to pójdzie. Nie chcę pisać na blogu o grze, której bym nie ukończył, a tym bardziej o takiej, o której wiele dobrego nie miałbym do powiedzenia.
Porównanie do Gothica wzięło się stąd, że tam też długo wałęsałem się szukając czegoś ciekawego do roboty, ale fakt, że nawet zwykła walka trafiała się częściej i jakieś fanty się zbierało po drodze. I chociaż system rozwoju był kulawy, to z czasem czuć było przyrost mocy postaci i wpływ ekwipunku. W KCD dużo czasu traci się bez większego celu.
Nie, nie ukończyłem i nie planuję
Tak dziobałem to KCD w ostatnich dniach. Wciąż były wkurzające momenty, jak DLC w skórze Teresy oparte na skradaniu się, ale przynajmniej pod względem treści zostało to ciekawie zrealizowane. Ogólnie grałem tak godzinkę jednorazowo i zwykle miałem dość, wyłączałem grę. Mimo to coś skłaniało, by wieczorem albo następnego dnia znowu ją odpalić.
Jak już zmieniłem swoje typowe podejście do open worldów, gdzie zawsze najpierw eksploruję świat a potem ruszam główną fabułę, to gra okazała się nawet wciągająca. Przeszedłem drugi tutorial walki. Zamknięcie za opcjonalnym tutorialem perków wprowadzających podstawowe mechaniki do walki, jak unik i kontry, to strasznie dziwny pomysł. Teraz mam wrażenie, że walka bardziej oparta jest na statystykach postaci niż kierunkach ataku. Daję sobie radę z jakimiś hersztami bandytów 1 vs 4, ale ewidentnie system do pojedynków kiepsko sprawdza się w potyczkach z grupami przeciwników.
Wziąłem się za wątek główny. Polowanie z Janem było spoko. Quest z atakiem na stadninę naprawdę ciekawy. Chociaż od strony wykonania to typowe ciąganie gracza od znacznika do znacznika. Teraz przynajmniej mam konia, więc jest szybciej. Trochę za dużo w tym wszystkim backtrackingu, a nie wszędzie da się skoczyć szybką podróżą, ale chyba wciągnąłem się na tyle, że grę skończę. Od kiedy zacząłem ładować łupy do juków, to nagle zwiększyło się tempo zdobywania gotówki. Kusi kupić jakiś lepszy miecz czy buławę. Pasywny rozwój postaci działa dość mobilizująco, w sumie podobnie było w TES-ach.
Wciąż nie znam receptury na zbawienny shnaps, ale jak czytałem coś o alchemii, to zapowiada się na jeszcze większy time sink od innych obligatoryjnych minigierek. W każdym razie po ponad 20 godzinach wrażenia z gry są coraz lepsze.
W ogóle ściągnąłem te wszystkie HD packi od tekstur i dźwięku. Gra już nie wygląda tak ziarniście. Wcześniej wyglądała, jakby działała w niższej rozdzielczości, ale sprawdzałem i było natywne 4k. Nigdzie w żadnej inne grze nie widziałem tak rewelacyjnie wyglądających lasów i naturalnej rzeźby terenu.
Miłej zabawy ogólnie. Ja poprzestanę na obejrzeniu fabułki gdzieś na YT, tym bardziej że o uwagę doprasza się Hades i New Vegas :)
Uwielbiam, grałem kilka razy. To zdecydowanie najlepszy symulator średniowiecza w jaki grałem. W tej grze wszystko ma znaczenie, trzeba się pilnować, dbać o wszystko. Dosłownie jak w prawdziwym życiu. Przekonała mnie grafika, jest piękna. Misje mimo, że proste, bardzo mi się podobały. Walka jest unikalna. Bardzo satysfakcjonuje progres walki w grze i nauka kombinacji ciosów i uników. Strzelanie z łuku to najbardziej realistyczne strzelanie ze wszystkich gier, w które zagrałem. Tak samo progres w łuku daję dużą frajdę. Ilość elementów wyposażenia ciała na początku przytłacza, ale jest to bardzo realistyczne. Ogólnie można mieć najlepszą zbroję, bronie, ale to nie znaczy, że można wchodzić w grupę przeciwników jak dzik w żołędzie. O niee... Trzeba podejść do tego z pokorą. Jeśli ktoś uderzy z tyłu lub z boku to nie ma przebacz. Dodatkowo, elementy uzbrojenia szybko się niszczą, gdy są podane na ciosy, dlatego trzeba podchodzić do walki z rozwagą i taktyką.
Nie widziałem przez ten czas backtrakingu tylko powrót do swojego wasal, powrót do Teresy.
Prawdopodobnie gdybym traktował to jako RPG w otwartym światem nie zawracając uwagi na otoczkę też bym, tak pochlebnie o niej nie pisał.Questy bez zarysu sytuacyjnego nie są specjalnie skomplikowane i ambitne.
Zdaje sobie sprawę także, iż świat mógłby być bardziej interaktywny, postacie posiadające więcej linii dialogowych, i przeciwnicy bardziej inteligentni – choć to ostatnie utrudniłoby mi pozostanie miłosiernym.
Ta gra ma coś takiego ( jak swego czasu miał Gothic) że nawet teraz po ćwierć tysiąca godzinach gdy słyszę utwór Golden Brown tęsknie za tym światem. Na pewno do niego wrócę.
Podsumowując moje bełkotanie chce zwrócić uwagę że od oceny produktu w dużej mierze zależy nasze oczekiwania.