Za drugim podejściem do DE jakoś "przejrzałem na oczy", gra wciągająca i zarazem porywająca prostotą. Fabuła z początku może nie mroczna a po prostu ciężka do zrozumienia powoli się rozkręca, dużo chodzenia w kółko ale przyjemna oprawa audio jakoś to rekompensuje..
Mega klimacik, postacie, oryginalny rozwój postaci. Tylko zbyt krótka...
Nie rozumiem niskich opinii tej gry. To jedna z najlepszych pozycji, w jakie grałam. Charaktery postaci są fenomenalne. Gra na pewno powstawała przy współpracy z psychologami - rozterki i sposób myślenia głównego bohatera są do bólu realistyczne. Choć Disco Elysium polega głównie na czytaniu, to jest wciągające do bólu.
To książka. Dopiero zerknąłem na jej treść i zostałem przez nią oczarowany. To książka... o życiu. Zwykłej egzystencji, która potrafi być jednak bogata intrygującymi szczegółami... które najczęściej nam umykają. Brawo za mechanikę, a owacja dla pisarza. Oraz tłumacza na język polski, który sprostał postawionemu przed nim zadaniu.
Gra specyficzna, nieco inna niż klasyczne przygodówki. Na początku może przytłoczyć wielością opcji dialogowych lub nietypowym systemem rozwoju postaci, ale jak się w tym połapiemy, to robi się ciekwie i wciągająco. Zdecydowanie polecam, jeśli szukacie trochę nowego podejścia do przygodówki. Niektóre opcje dialogowe lub wątki polityczne/ społeczne sa tak męczące, że można je przelecieć byle szybciej. Kilka uwag ode mnie, które mogą się przydać:
1. mozna zmusić bohatera do biegania, co znacząco przyspiesza rozgrywkę. Są na to 3 sposoby. Pierwszy: klikamy lewym przyciskiem myszy dwukrotnie w miejsce, gdzie mamy się udać. Drugi: przytrzymujemy lewy SHIFT i biegamy klawiaturą, przysciski WSAD. Trzeci, najlepszy: przytrzymujemy TAB i klikamy myszką dwukrotnie na kilka dowolnych miejsc, gdzie chcemy się udac. Po kilku próbach gra powinna zaskoczyć i od tej pory bieg będzie "automatyczy" nawet, jak klikkniemy myszką tylko raz w dane miejsce :)
2. Opcja szybkiej podróży: w pewnym momencie odblokujemy mapę i szybką podróż, ale zadziała ona tylko wtedy, gdy będziemy stać w odpowiednim miejscu: przed drzwiami naszego baru, przed mieszkaniem w wiosce rybackiej, przed kościołem.
3. Polecam często korzystać z szybkiego zapisu gry (F5). W grze występuje duzo opcji dialogowych z prawdopodobieństwem sukcesu. Jeśli jakas rozmowa nie pójdzie po naszej mysli, zawsze można wczytac grę i spróbowac ponownie :)
dobrej zabawy!
Klimatyczna, wciągająca. Bez zbędnych fajerwerków. Tu nie chodzi o walkę i zabijanie, ale o logiczne myślenie. Polecam.
Nieco przereklamowana, ale dobra opowieść. Zakończenie jednak ssie jak w niemieckim filmie. Dialogi i narracja 11/10, fabuła 8/10, zakończenie 2/10, całość opowieści 8/10 imo.
Rozważania dotyczące doktryn politycznych są na poziomie akademickiej dyskusji, za to relacje społeczne przedstawiono perfekcyjnie - profesor socjologii byłby się nie powstydził. Najlepszy jest jednak zakres psychologiczny opisujący główną postać, stanowiący de facto podstawę umiejętności bohatera opowieści i nastawiający nas emocjonalnie do prowadzonej postaci. Rozmowy „ze sobą” to jeden z najlepszych elementów tej gry (ofc w zależności jakie cechy rozwijał gracz i jak dobrze poznał Henryka). Szkoda, że takie gry pojawiły się w ciągu ostatniego ćwierć wieku zaledwie dwie (licząc z przygodowkami może cztery).
Natomiast mam dwa zastrzeżenia: styl artystyczny chwalony przez większość średnio mi się spodobał. Drugie - poważniejsze - w grze posiadającej tonę wulgaryzmów - słowo pedał jest … wykropkowane, co czyni niektóre dialogi sztucznymi (tak przynajmniej jest w wersj angielskiej, nie wiem jak w polskiej).
Zagrawszy w „Disco Elysium” można już umierać. Nigdy nie powstanie nic lepszego.
Disco Elysium to jedna z tych gier, po których człowiek przez chwilę siedzi w ciszy i zastanawia się, czy właśnie skończył RPG-a, interaktywną powieść filozoficzną, czy może bardzo długą terapię egzystencjalną. I najbardziej absurdalne jest to, że odpowiedź brzmi: tak.
Już od pierwszych minut gra daje jasno do zrozumienia, że nie interesuje jej klasyczne „ratowanie świata”. Tutaj największym przeciwnikiem jesteś często ty sam a, konkretniej: własny rozklekotany umysł, alkoholizm, lęki, ego i głosy w głowie, które komentują absolutnie każdą decyzję. Ciekawy rzączą było dla mnie też trochę odwrócenie rozwoju, w ani jednym momencie gry nie stajemy się potężni, nawet nie stajemy się silni, przeciwnie może wydawać się, że coraz bardziej się nam nasz detektyw sypie, często zdarzały się momenty podczas przesłuchań lub rozmów, w których do wyboru mamy np. 3 opcje dialogowe i każda jest dla nas zła i przedstawia Detektywa jako osobę co najwyżej godną pożałowania.
Największą siłą gry jest scenariusz. Dialogi w Disco Elysium są fenomenalne, inteligentne, dziwne, momentami przezabawne, a chwilę później brutalnie przygnębiające. To jedna z niewielu gier, która potrafi sprawić, że śmiejesz się z kompletnego absurdu, by pięć minut później dostać emocjonalnym młotkiem prosto w twarz.
System rozwoju postaci to absolutne szaleństwo i komplement. Zamiast klasycznych statystyk dostajemy fragmenty osobowości bohatera, które dosłownie rozmawiają z graczem. Empatia, Dramaturgia, Wewnętrzne królestwo czy Elektrochemia nie są tutaj nudnymi cyferkami, tylko pełnoprawnymi głosami wpływającymi na sposób postrzegania świata. Czasami pomagają. Czasami sabotują ci życie. Czasami przekonują cię do rzeczy, których racjonalny człowiek nigdy by nie zrobił.
Świat gry jest brudny, zmęczony i niesamowicie autentyczny. Revachol wygląda jak miejsce, które naprawdę kiedyś żyło, a potem zostało powoli zmielone przez politykę, biedę i ludzkie rozczarowanie. Każda ulica, każda postać i każdy dialog mają tutaj znaczenie. Nawet jeśli ktoś mówi kompletną głupotę zwykle mówi ją z bardzo konkretnego powodu.
Nie jest to jednak gra dla każdego. Tempo jest powolne, dialogów jest gigantyczna ilość, a mechanicznie momentami bliżej jej do czytania książki niż klasycznego RPG-a. Jeśli ktoś oczekuje ciągłej akcji, walk i spektakularnych starć, może odbić się od niej bardzo szybko. Tutaj największe bitwy toczą się głównie w głowie bohatera.
Oprawa audiowizualna idealnie pasuje do całości. Styl malarski sprawia, że świat wygląda jak rozpadający się obraz olejny, a muzyka buduje melancholijny klimat praktycznie bez przerwy. Wszystko tutaj jest trochę smutne, trochę piękne i trochę niepokojące.
Disco Elysium to nie jest gra, która próbuje przypodobać się każdemu. Jest dziwna, momentami pretensjonalna, momentami genialna i absolutnie niepodobna do większości współczesnych RPG-ów. Ale jeśli wejdziesz w jej klimat, bardzo szybko okaże się, że nie grasz tylko w historię detektywa. Grasz w historię człowieka próbującego poskładać samego siebie z resztek
Ja do Disco Elysium mam 2 spore zrzuty:
- po pierwsze – absolutnie rozczarował mnie finał i rozwiązanie śledztwa, sądziłem, że będzie jakiś twist z opadem szczęki, a tymczasem moja reakcja zamknęła by się w prostym - okej?.
- i po drugie - ogrom rozmów w głowie bohatera, głównie filozoficznych i egzystencjalnych wydał mi się potwornie nudny i przeciągnięty, byłem w trakcie przełomowego momentu śledztwa i szedłem gdzieś z konkretnym zamiarem i planem do wykonania, a nagle pojawiał mi się dialog wewnętrzny, który nie dość, że wybijał mnie z koncepcji to jeszcze potwornie się dłużył.
Finalnie Disco Elysium dostaje odemnie 81/100, bardzo bardzo dobry RPG godny polecenia.
Trochę rozczarowałem się proporcjami. Początek gry obiecuje dyskurs o uzależnieniach i ciemniejszej stronie filozofii, o uciekaniu w alkoholowy nihilizm. Później okazuje się, że główny kawałek tortu to historiozofia i filozofia społeczna. Jest tu kapitalizm, moralizm, eugenika, komunizm i faszyzm. Szwedzki stół z wieku XIX i XX (oraz XVIII, bo 1789).
Disco Elysium szpanuje historiozoficznymi exposé, ale po przyjrzeniu się widzimy, że nie ma tu nic o faszyzmie, czego nie powiedziałby Eco, ani nic o komunizmie, o czym nie pisałby Tony Judt. Joyce Messier mówi na przykład, że kapitał potrafi wchłonąć wszelką krytykę – nawet krytycy kapitału tak naprawdę go wzmacniają. Tylko że to jest Mark Fisher, a bardziej literacko Jacek Dukaj z „Linii oporu” – to naprawdę nie są żadne nowe konkluzje, to laptop Apple z naklejką „anarchia” ze słynnego mema. Disco Elysium kolportuje to, co wszyscy w miarę rozgarnięci i tak wiedzą: że kapitalizm zamienia rewolucjonistów w gadżety, czyniąc z ich gniewu jeszcze jedno źródło zysku. Bunt, zamiast rozsadzić mury, po prostu maluje je na modny kolor (w przypadku gry – czerwony).
Prawda jest jednak taka, że pod kątem samej teorii politycznej Kurvitz i jego ekipa nie wymyślili niczego nowego. Wzięli dwudziestowieczny kanon eseistyki (od Szkoły Frankfurckiej, przez krytykę totalitaryzmów, po historię powojenną Europy) i ubrali go w erudycyjne, poetyckie frazy. Jeśli ktoś te książki kojarzy, w dyskusyjnej części gry nie odkryje Ameryki. To oczywiście dalej solidna i intrygująca proza (to gra-książka), ale sam, podbudowany recenzenckimi ochami i achami, liczyłem na bardziej wyrafinowany posiłek. Natomiast zdanie z recenzji GOL-a, jakoby to był „skarb kultury, który można by stawiać obok arcydzieł literatury”, uważam za całkowite nieporozumienie. Gdzie Rzym, a gdzie Krym. To świetna gra z ambicjami, ale nie Balzac czy Flaubert.
Mechanika gry i rozwój postaci są deko kontrowersyjne: gra ani razu nie wyłuszczyła klarownie, że spadek morale do gołego zera oznacza spotkanie z kostuchą. No nie jest to dla mnie takie oczywiste. Irytuje także, że trucht nie jest domyślnym trybem poruszania się – powinien być zbindowany klawisz przełączania biegu, bo double click działa niewygodnie. Natomiast nie przeszkadzały mi rzuty kośćmi (ten zarzut pojawia się sporadycznie); nawet najlepszy strzelec może nie trafić w klamrę pasa transportowego – zwłaszcza gdy ma obok siebie gnijącego trupa i ręce drżące od kaca. Generalnie jestem zadowolony z wyniku moich rzutów i uważam je za sprawiedliwe, a mechanikę za sensowną.
Świat i klimat: ZA/UM wjechało jak Rudy 102 w sosnowy zagajnik. Jestem frankofilem, więc wszystkie „allons-y” i „bordel de merde” urobiły moje serduszko. A gdy mowa o klimacie, to może już słowami Huysmansa, nomen omen, Francuza: wzlatuje w przestworza, trzymając się grobu zarazem. Estończycy zrobili z tej gry Fukuyamowski koniec historii, z końcem potraktowanym bardzo dosłownie. Wygrał korpokapitalizm, a komuniści – upiory przegranego ustroju – siedzą w bunkrach i psioczą na świat albo walą browar za browarem, wierząc w jakąś solidarność lokalsów... przynajmniej dopóki wysłannicy kapitalizmu nie odwiedzą ich w ceramicznych pancerzach. To świat, który nie ma dla siebie formuły; rozpada się w sensie jak najbardziej fizycznym. Mamy nawet okazję porozmawiać z... Nicością(?), która pożera uniwersum Disco Elysium, prawa fizyki i materię.
Graficznie jest świetnie: zgaszone, depresyjne kolory kończące się grubymi maziami pędzla, jakby artysta miał dość siebie i swojej sztuki... A przy tym interfejs i okna postaci ostre jak brzytwa, miejscami neonowe. Totalnie trafione... chyba że mówimy o czytelności mapy. Wtedy już nie jest tak dobrze. Często klikam w miejsca nieklikalne albo nie dostrzegam przejścia, które, jak się okazuje, istnieje. Wkurza to.
I największy minus, zakończenie:
spoiler start
Deus ex machina w postaci Patyczaka, który ratuje nam dupę po tym wszystkim, co narobiliśmy... i Kim Kitsuragi mówiący, że jesteśmy najlepszym detektywem na świecie (a wyzywałem się przy nim z Cuno od p...ów). No nie klei się to…
spoiler stop
Ocena? 8,5/10 naciągnięta na 9 za dodanie języka polskiego, ale też dlatego, że tak wspaniałe inicjatywy po prostu się szanuje. Mimo chłodnego komentarza jestem bardzo zadowolony.
[...] moze nie jest to coś w rodzaju Szestowa czy "Wyspy" Huxleya, nie została podjęta przez twórów próba faktycznego przetarcia szlaku dla nowych paradygmatów politycznych, ale swoją drogą nie odczuwam tutaj w ogóle parcia na to - raczej jest to popis literackiego kunsztu, powolnie sącząca się erupcja esencjonalnych elementów egzystencji, gdzie każde zdanie ma być przepełnione życiowym sokiem, ma być sexy, ma uderzać, napierać, skłaniać do "odczucia", "wibracji", "atmosfery"
Zgadzam się; nigdzie nie walczyłem z takim spojrzeniem. Wspominałem tylko o swoich oczekiwaniach po tak euforycznych recenzjach.
A jeśli chodzi o to, że gra jest "skarbem kultury, którą można stawiać obok arcydzieł literatury" to zależy co kto rozumie przez arcydzieło. Wiadomo, że nie jest to Dostojewski, Osamu Dazai czy Celine, ale przecież to spokojnie może konkurować na przykład z Andre Gide, czy Kurtem Vonnegut.
No Vonnegut to jest taka hybrydowa literatura - niby popowa, niby każdy może przeczytać, ale swoje ambicje i znaczenia ma. Zgadzam się, że w takiej komparatystyce Disco Elysium nie ma się czego wstydzić. W recenzji było napisane arcydzieł literatury. Lubię Rzeźnię czy Syreny z Tytana ale czy bym je nazwał arcydziełami? Obiektywnie?
a ty wyjeżdżasz akurat z Honoriuszem Balzac'iem, co ci się tu niby z Vautrin skojarzyło.
...i Flaubertem, w zdaniu z mojej recenzji jest to porównanie nie treściowe, ale jakościowe, acz patrząc, że Balzak w gigantycznym dorobku powieściowym miał też parę bubli, to może faktycznie mogłem wybrać lepiej ;)
Tak naprawdę to jest to gra detektywistyczna, więc raczej powinno się ją porównywać do Doyle'a, czy Agathy Christie
Z większością Twojego - świetnego zresztą - komentarza się zgadzam, ale nie z tym. Można w fabule kryminalnej zadać pytania bardzo górnolotne, np. czym z pespektywy ontologicznej i etycznej różni się człowiek od zwierzęcia; czemu można zwierzę zabić, a człowieka nie? O tym jest, nomen omen, inspirowana Agatą Christie fabuła Prowadź swój pług przez kości umarłych albo, skoro już Eco został wspomniany - śledztwo w sprawie natury znaku, języka oraz prawdy, czyli Imię róży. I jeszcze coś - nie znam za bardzo Christie, ale tam fabuły w zakończeniu są, z tego, co wiem, koherentne, raczej nie ma Deus ex machina, wątki schodzą się jak labirynt. Tymczasem w DE... Cóż, napisałem już w 1. komentarzu, oznaczając spoiler. Tak naprawdę to jest to gra detektywistyczna, ale podejrzanym to jest raczej społeczeństwo, albo dalej - ludzkość jako gatunek, zwłaszcza człowiek w zbiorowości, więc powyższe kwestie wydają mi się zasadne.
Jak na dzieło z mainstreamu jest to niespotykane i uważam, że Kurvitz wykonał tytaniczną robotę FAKTYCZNIE POPULARYZUJĄC te idee i skłaniając graczy do myślenia
TAK! 😁
Mam ochotę podwyższyć po czasie do 10/10 mimo wad (zwłaszcza zakończenia). Świetny komentarz w ogóle zostawiłeś; nie spodziewałem się i przyniósł mi sporo radości. Na koniec przepraszam za błędy i niejasności, jeśli są, ale nie spodziewałem się takiego puncha przed wyjściem z pracy 😂
Jedna z najlepszych gier RPG, w jakie grałem. Świetne jest to, że gra imituje prawdziwego papierowego RPG-a i według mnie robi to nawet lepiej niż Baldur’s Gate. Rzadko spotyka się gry, przy których coś się w człowieku zmienia i zdobywa się nowe przemyślenia, a ta jest jedną z nich.