Zdrowe żywienie od 1 września
Kto ma bombelka w szkole ten wie, że przyjdzie mu od 1 września zajadać się szczawiem i mirabelkami. Normalne obiady odeszły do lamusa, koszt żywienia wzrósł o 50%? i prawdopodobnie całe jedzenie trafi do kosza. Specjalnie zapisałem dziecko na obiady żeby zjadło rosół, pomidorową, racuchy, placki ziemniaczane, spaghetti itd itd to na co w domu mało kto ma czas żeby zrobić.
Nie chce żeby karmili toną cukru, chipsami i popijali colę ale na litość boską chciałem tylko normalnych obiadów żeby dziecko było najedzone, a na uj mi dziecko głodne po 14 godzinie?.
Co ma ta władza we łbie żeby pchać się Polakom z buciorami w życie.
Znalazłem opinie jednego rodzica który napisał, że jedzenie trafi do kosza, rodzice wypiszą dzieci z obiadów, stołówki szkolne będzie można pozamykać i kolejny problem rządu rozwiązany.
Jakim syfem wy dzieci karmicie, ze jak coś nie jest utopione w cukrze i barwnikach to tego nie zjedzą?
rosół, pomidorową, racuchy, placki ziemniaczane, spaghetti itd itd to na co w domu mało kto ma czas żeby zrobić.
To jakie są obiady na które ma się czas robić skoro rosół albo spaghetti jest tak czasochłonne?
rosół, pomidorową, racuchy, placki ziemniaczane, spaghetti itd itd to na co w domu mało kto ma czas żeby zrobić.
To jakie są obiady na które ma się czas robić skoro rosół albo spaghetti jest tak czasochłonne?
Przeważnie pewnie jest tak, że po pracy w biegu nawet jak robisz zakupy to można o czymś zapomnieć.
A szybkie i zdrowie jedzenie? Np. shawarma z air fryera (doslownie kurczak + cebula + papryka + inne warzywa wedle uznania, pokrojone w kostke, polac oliwa z oliwek i wymieszac z przyprawami do shawarmy - zrob swoje aby miec kontrole nad iloscia soli - do air fryera na 10 minut) podawana z czymkolwiek (frytki, ryz, chleb, co tam preferujesz dla zdrowia).
W lodowce zawsze mam wymagane skladniki, jedynie musze rano rozmrozic mieso (albo wrzucic w goraca wode na 15 minut).
Co?
A mikrofalowce mozna rozmrazac? xD
Milion pincet razy w zyciu rozmrazalem piers z kurczaka tak ze pod goraca wode aby przestala byc twarda jak kamien i w kostke dobrym nozem jeszcze pol zamrozone bo mi sie nie chce czekac. I tak to leci na patelnie. Minus taki ze troche popryska (ale to tez zalezy, zreszta odkad przestalem uzywac oleju (oliwa team) to i tak pryska mniej) A jak juz jest pokrojone w kostke to one zdazaja sie rozmrozic do miekkosci pomiedzy krojeniem a przerzuceniem na patelnie czy cos.
O czym ty wogole mowisz? Serio pytam. Bo probuje tu wylapac logike i zagrozenie o ktorym piszesz. Zreszta jakie bakterie ci sie zdaza namnozyc w tak krotkim czasie?
Zagrozeniem przy miesie to zawsze mnie uczono, ze jest niedogotowanie, niedopieczenie, niedosmazenie, a nie jak sie rozmraza (choc zdecydowaie sposob rozmrazania moze wplynac na walory smakowe i wizualne posilku, ale na jego bezpieczenstwo? I dont think so. Juz bym nie zyl, a nawet helicobacter nie mam :/).
Co do obróbki termicznej i zabijania bakterii. Czy smażąc np mielone albo schabowe mierzysz temperaturę wewnątrz kotleta? Bakterie nie giną od 'ciepła' tylko powyżej konkretnej temperatury. To, że przesmażysz mięso, nie znaczy, że temperatura wewnąrz osiągnie odpowiedni poziom
Dobre myślenie, czyli mogę zjeść tygodniowego kurczaka, bo przecież i tak go upiekę, więc bakterię zginą.
Ja już się nie dziwię czemu połowa forum ma takie zdanie o tobie, a nie inne. generalnie poczytaj, czy obróbka termiczna niszczy też toksyny, które powstają gdy bakterię zbyt długo są na mięsie.
W 15 minut niewiele sie namnozy, do tego chodzi tylko o to, aby mieso zrobilo sie na tyle miekkie abym mogl je pociac w kostke. A ta kostka leci pozniej na patelnie/do air fryera, wiec cokolwiek tam zylo raczej dlugo nie pozyje :) Jem tak od prawie 2 dekad i wiekszych problemow nie bylo.
Tak, rozmnazaja sie w temp. powyzej 20stC, glownie bedzie to salmonella i campylobacter. Tylko, ze w 15 minut komorka bakteryjna nie przejdzie nawet jednego cyklu podzialu, wiec zbytnio sie nie rozmnozy. Oczywiscie, ze jak jest czas to zostawiam mieso w lodowce, ale na szybkiego (obiad za 20 minut) jak pozniej leci obrobka termiczna to mozna smialo wrzucic w ciepla/goraca wode.
Bakterie nie giną od 'ciepła' tylko powyżej konkretnej temperatury.
Bakterie (te z miesa) slabo toleruja juz temperatury powyzej 42-45stC. Aby ugotowac/usmazyc mieso (zeby nie bylo surowe) musisz dociagnac srodek do okolo 70stC-80stC. Wystarczy aby bakterie zrezygnowaly z segsów :)

Ja już się nie dziwię czemu połowa forum ma takie zdanie o tobie, a nie inne.
Ja przynajmniej potrafie czytac lol. Rozmawiamy o okresach rzedu max 30 minut miedzy wyciagnieciem z -18C a wrzuceniem do 200C, a ten mi wyskakuje z tygodniem i probuje zgrywac madrego. I oczywiscie obraza od razu. Moze sie jednak ZASTANOW kolego nad tym co piszesz, bo robisz z siebie idiote.
"W 15 minut niewiele sie namnozy, do tego chodzi tylko o to, aby mieso zrobilo sie na tyle miekkie abym mogl je pociac w kostke. A ta kostka leci pozniej na patelnie/do air fryera, wiec cokolwiek tam zylo raczej dlugo nie pozyje :) Jem tak od prawie 2 dekad i wiekszych problemow nie bylo."
Tak jak pisalem wyzej - robie identycznie.
Nie wiem co ma piernik do wiatraka, ale gratuluję :)
W 15 minut niewiele sie namnozy, do tego chodzi tylko o to, aby mieso zrobilo sie na tyle miekkie abym mogl je pociac w kostke. A ta kostka leci pozniej na patelnie/do air fryera, wiec cokolwiek tam zylo raczej dlugo nie pozyje :) Jem tak od prawie 2 dekad i wiekszych problemow nie bylo.
Cóż, ilu ekspertów tyle opinii :) Kiedyś robiłem w restauracji i za próbę takiego rozmnażania dostałem srogi opierdol od szefa, i wyjąsnienie czemu tak się nie robi. Może to było na zasadzie "na wszelki wypadek". kto wie.
Dobre myślenie, czyli mogę zjeść tygodniowego kurczaka, bo przecież i tak go upiekę, więc bakterię zginą.
Bakterie moze i zdechna, ale toksyny jakie wyprodukowaly juz niekoniecznie.
Dla bakterii te 70-80st wystarczy. Enterotoksyny potrafia wytrzymac i ponad 100stC (zazwyczaj niszczy sie je dopiero przy 120+stC przez 30-60 minut, uzywajac autoklawu).
Cóż, ilu ekspertów tyle opinii :) Kiedyś robiłem w restauracji i za próbę takiego rozmnażania dostałem srogi opierdol od szefa, i wyjąsnienie czemu tak się nie robi. Może to było na zasadzie "na wszelki wypadek". kto wie.
Lepiej zapobiegac niz leczyc i guess. Jeden rozmrozi przez 15 minut i sru na patelnie, drugi zostawi w wodzie na caly dzien (albo i dwa) a pozniej dostanie sraczki. W zywnosciowce lepiej nie ryzykowac zdrowiem klienta.
A gastronomia to inna bajka.
Na razie sprawdzają czy to się w ogóle przyjmie bo sami nie widzą czy młodzież i młodsi będą chcieli to jeść. Choć nawet jakby nie chcieli to i tak za jakiś czas rozszerzą o dalsze widziwiane potrawy. Ja nie kumam dlaczego oni to wprowadzą nawet jak większość społeczeństwa jest przeciwne. W ogóle oni od dłuższego czasu nie przejmują się opiniami tylko co im Unia podsunie to wprowadzają. Bez względu na wszystko.
Wcześniej było mówione, że posiłki są po to bo dzieci głodne i niedożywione w całej Polsce, a teraz jak nie zjedzą tego i tamtego to dalej będą głodne. Jaki to sens i gdzie tu logika.
To ma byc jeszcze gorzej niz do tej pory? W szkole moich dzieci od dwoch lat normalne dania przeplataja sie z zupami dyniowymi, kuskusem czy szczawiowa wlasnie. Jezeli teraz ma nie byc juz niczego normalnego, te rzeczywiscie stolowki nie beda mialy kogo karmic, bo wszyscy zrezygnują. Tych dyniowych etc 99% nie jadlo, a mimo to byly serwowane przez caly rok.
Wczoraj oglądałem filmik z jakością jedzenia w szkołach w USA. Niedogotowane, spleśniałe, gumowe, chemiczne itd masa wad na poziomie darmowej biegunki dla każdego. Może to jakiś sposób by pozbyć się dzieciaków ze szkoły i ogłupić społeczeństwo jeszcze bardziej.
Często też ludzie wspominają, że tak samo szajsowe żarcie mieli w 80s, chociaż chyba aż tak źle nie było jak dziś.
Nie wiem jak jest z jedzeniem w Polsce. Sam nigdy nie miałem posiłków w żadnej z 4 szkół, prócz tego co sam sobie nie kupiłem/zrobiłem w domu. Widziałem też reportaże jak kucharki kradną czasem to jedzenie i dzieciaki prawie nic nie dostają.
Może nie ma czego żałować jednak? Jak nie masz czasu gotować dzieciakom to kup gotowce z marketu a nawet z Płaza. Za 15zł masz całkiem sensowny obiad, bez szału ale jest tego nieco i można sprawdzić co dzieciakom odpowie.
Osobiście nigdy nie miałem obiadów w szkole, jedynie kanapki jakieś zwykłe 2 sztuki i tak aż do powrotu do domu na 15 gdzie czekał obiad do odgrzania lub akurat świeżo zrobiony.
Do dziś sam też nie wiem jak to robiłem ale całą szkołę średnią nic nie jadłem poza domem. Kanapka rano o 7 i dopiero potem 15-16 obiad. Jakoś nigdy nie lubiłem jeść poza domem bo zazwyczaj jest to i tak jedzenie w biegu.
Obiady to dobre rozwiazanie, niestety te idologiczne pierdolenie wciskane na talez nie pomaga.
Obaliliśmy już tę marketingową sciemę lewicy w wiadomym wątku - sam dałem się nabrać. W założeniach nadal trzy-cztery obiady mięsne w tygodniu. A jeśli szkoła albo przedszkole nagle przeszło w połowie czy 3/4 na wege, bo chce oszczędzić kasę, to pretensje do samorządu. (Oczywiście, że dieta planetarna to lewacki nonsens, na szczęście nikt jej nie wprowadza poza sferą deklaracji)
Ilość mięsa w zaleceniach nie spadła praktycznie, tj. część jego porcji mają zastąpić rybą ale dalej białka zwierzęcego ma tyć tyle samo.
No nie.
https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20260000197/O/D20260197.pdf
Paragraf 2, punkt 3, podpunkt 7h. Dwa obiady mięsne. Nie minimum 2, dokładnie 2.
Chociaż ten zapis jest trochę niechlujny, wcześniej masz, że w przedszkolach ma być co najmniej jedna porcja z grupy mięso, ryby, jaja dziennie.
Natomiast w szkołach faktycznie na pierwszy rzut oka można to interpretować na niekorzyść (podaje się tylko obiady).
Czyli być może lewactwo dopięło tutaj swego.
Mimo wszystko ja sprawy nie przesadzam, poczekam jakie będą interpretacje.
Jak jakiś dzieciak jest przedsiębiorczy, to narobi w domu kotletów, a potem będzie rozprowadzał na przerwach za dobry piniondz👍
Prawda jest brutalna ... Kiedyś młody człowiek ( cudowne lata 90 ;P) jadł na potęgę pączki, chipsy, lody, cole, zapiekanki ze szkolnego sklepiku i był szczupły jak patyk bo wybiegał ( grał w piłkę, koszykówkę, siatkówkę, uprawiał sport ) a w szkole młody człowiek uwielbiał WF teraz obecnie co drugi gówniak chce być tiktokerem albo influencerem, ma 14 lat i cukrzyce i choroby wieńcowe i wygląda jak ulung, obecne pokolenie młodych ludzi to są szelki... a na lekcje WF statystycznie spośród klasy 25 osobowej, uczęszcza 30% uczniów.
Prawda jest brutalna ... Kiedyś młody człowiek ( cudowne lata 90 ;P) jadł na potęgę pączki, chipsy, lody, cole, zapiekanki ze szkolnego sklepiku i był szczupły jak patyk bo wybiegał ( grał w piłkę, koszykówkę, siatkówkę, uprawiał sport ) a w szkole młody człowiek uwielbiał WF teraz obecnie co drugi gówniak chce być tiktokerem albo influencerem, ma 14 lat i cukrzyce i choroby wieńcowe i wygląda jak ulung, obecne pokolenie młodych ludzi to są szelki... a na lekcje WF statystycznie spośród klasy 25 osobowej, uczęszcza 30% uczniów.
Oficjalnie można zamykać wątek. Przyszedł tytan intelektu i wszystko wytłumaczył chłopskim rozumem, bo tylko taki jest w stanie przyswoić jego potężny umysł zasilany jedynie pączkami i colą 🤯
Tylko wtedy to była puszka 0,33, a nie litrowa butelka....

Nie widzę nigdzie szczawiu i mirabelek 🤔
Pamiętając jak wyglądały obiady w podstawówce, a pełno było tam smażeniny, choć nieraz smacznej, jestem całkowicie za zmianami. Radzę poczytać, bo nie ma mowy o szczawiu ale o roślinach strączkowych. Plus białe mięso poddane odpowiedniej obróbce.
eeeh a ja wlasnie zrobilem katsu curry na obiad, na oliwie z oliwek smazone jak 150, i jeszcze ta chrupiaca panierka.
Co ja moge za to, ze to jedno z ulubionych dan moich dzieci, jedyna pociecha to taka, ze genetycznie rzecz biorac sie nie spasa jak swinie.
Tak swoja droga to pierwsza rzecz ktora powinna byc wyrwana z korzeniami to platki sniadaniowe, wszystkie gowniane kellogsy, nestlesy i inne badziewie.
i ketchup