Wreszcie ktos powiedzial prawde o podrozach do gwiazd
Wielu z nas oglada filmy sci fi jak Star Wars, Star Trek czy Gwiezdne Wrota i pewnie wielu mysli ze kiedys bedzie technologia ktora umozliwi podroz do najdalszych gwiazd albo i galaktyk.
W artykulach o odkrywaniu nowych egzoplanet, drugich ziem mozna poczytac - Odkryto planete podobna do ziemi na ktorej moze istniec woda w stanie plynnym a sama planeta jest w strefie zycia swojej gwiazdy. Planeta znajduje sie ZALEDWIE 50 lat swietlnych, ZALEDWIE 75 lat swietlnych, ZALEDWIE 100 lat swietlnych.
Przecietny Kowalski czyta i sobie mysli - ZALEDWIE, przeciez to rzut beretem od nas. Pewnie za 100 lat wymysla pojazd ktory tam poleci a jak okaze sie ze jest to druga ziemia to pewnie i ludzie kiedys zamieszkaja.
Teoretycznie proste. Rozwoj technologii doprowadzil najpierw do powstania kola, pierwszych zaprzegow konnych, pierwszych samochodow, pierwszych statkow, pierwszych pociagow, pierwszych samolotow, pierwszych rakiet, sond kosmicznych a nawet juz przeciez ludzie byli na ksiezycu.
Now wlasnie tylko te wszystkie (oprocz rakiet, sond kosmicznych) pozwolily nam na odrycie i szybkie podroze tu na Ziemi ktora jest tylko malym mikroskopijnym wrecz pylkiem w naszej Galaktyce.
Prawda jest brutalna. Nie ma i nie bedzie takich mozliwosci aby wyslac ludzi nawet do najblizszej gwiazdy!!! Byc moze uda sie tam wyslac tylko robotyczne sondy ktore po dzisiatkach tysiecy lat a w najbardziej optymalnych warunkach po tysiacach latach podrozy osiagna cel ale ludzkosci juz wtedy nie bedzie. I czy te sondy beda mialy jeszcze energie czy beda to juz tylko latajace zlomy.
Moze uda nam sie opanowac za 200-300 lat podroze po Ukladzie Slonecznym ale to bedzie wszystko na co pozwola nam prawa fizyki.
Ten film dobrze pokazuje czym tak naprawde sa podroze kosmiczne. Im wiecej wiemy o kosmosie tym bardziej sie przekonujemy jakie to jest niegoscinne wrecz miejsce.
Rozwiazemy jeden problem, pojawia sie trzy nastepne problemy.
https://m.youtube.com/watch?v=GgEI-DEi8q8&pp=ugUEEgJwbNIHCQmjCwGHKiGM7w==&ra=m
Chcę przypomnieć stwierdzenie jednego z naukowców Francuskiej Akademii Nauk w 17 w. : "Kamienie nie mogą spadać z nieba" :P
Ludzkość jako gatunek nie ma innej opcji jak ruszyć w gwiazdy - zarówno Ziemia jak i nasz Układ Słoneczny ma ograniczone zasoby i jako gatunek tak czy inaczej będziemy musieli (oczywiście jeśli wcześniej się nie wymordujemy w którejś z kolejnych wojen :P).
Druga rzecz - nieco aroganckie jest twierdzenie, w perspektywie istnienia całego naszego gatunku i naszej obecnej wiedzy, że to będzie niemożliwe. Nadal nie mamy pełnej wiedzy ani o fizyce ani astronomii - dużo zjawisk (szczególnie w astronomii) jest wyjaśniana jedynie hipotezami które dopiero za jakiś czas zostaną zweryfikowane.
Więc tak: na stan dzisiejszej wiedzy tak, nie mamy możliwości dalekich podróży kosmicznych. Natomiast co do przyszłości - nie byłbym taki pewien.
Jest takie znane powiedzenie przypisywane Albertowi Einsteinowi: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to robi”
W 1996 roku miałem komputer z Pentium 60 MHz, 24 MB RAM-u i dyskiem 360 MB. Dziś noszę w kieszeni urządzenie setki razy wydajniejsze, z GPS-em, kamerami, wideorozmowami i dostępem do niemal całej wiedzy ludzkości. Gdyby ktoś wtedy dokładnie opisał mi współczesny smartfon, uznałbym go za fantastę. I to wszystko w ciągu zaledwie 30 lat!
Podróże międzygwiezdne są nieporównywalnie trudniejsze niż miniaturyzacja i dziś nie wiemy, jak je zrealizować. Ale „nie znamy rozwiązania” nie oznacza „udowodniliśmy, że rozwiązanie nigdy nie powstanie”. Można rozsądnie powiedzieć, że może się to nigdy nie udać. Nie można rozsądnie twierdzić, że już dziś wiemy, co będzie możliwe dla całej ludzkości za sto, tysiąc albo dziesięć tysięcy lat.
Te odwiedziny na Księżycu to chyba nie jest pewna sprawa.
Nie zdziwiłbym bym się gdyby to było na zasadzie jak z tym samochodem w kosmosie
Zapominasz o czymś takim jak wormhole, które pozwalają pokonywać lata świetlne w ułamku sekundy. Już Einstein twierdził, że teoria względności dopuszcza ich istnienie, a kilka lat temu na Caltechu, z pomocą komputera kwantowego, zasymulowano taki tunel. Gdy uda nam się z nich korzystać, podróże na setki lat świetlnych przestaną stanowić problem.
O ile wogole bedzie mozliwe (tak niestety), bo np. teleportacja kwantowa i tak nie narusza zasady ze c to absolutnie maksymalna predkosc jako dopuszcza czasoprzestrzen i nie mozna przeslac informacji szybciej niz c.
Ogolnie nic co wymyslilismy od czasu Einsteina nawet w MINIMALNYM stopniu nie daje nadzieji ze da sie przekroczyc c. Ani "obejsc" w jakikolwiek sposob.
Zas wormhole wynikaja ze szczegolnej teorii wzglednosci (a raczej jej nie zaprzeczaja) ale to jest tak samo jak z osobliwoscia w centrum czarnej dziury. Powodzenia w uzywania albo nawet zbadaniu. Tyle wiemy ze jest i dalismy fikusna nazwe.
Aha no i najwazniejsze... i tak fizycznie nie przekroczysz predkosci c.
Ogolnie to wszechswiat (a raczej nietyle wszechswiat co CZASOPRZESTRZEN) wydaje sie SPECJALNIE (hehe) skonstruowany tak aby zachowac nieprzekraczalnosc c i jest to jego absolutnie podstawowa wlasciwosc.
Np. przy przechodzeniu przez taki wormhole (czyli dwustronny polaczony lejek w czasoprzestrzeni intuicyjnie), w pewnym momencie przestalby plynac czas i przestala by istniec masa, ktora nadaje czastkom bozon higgsa i pole higgsa.
Tak wiec nawet jesli istnieja takie "tunele" w czasoprzestrzeni (a osobiscie wydaje mi sie ze istnieja, bo to naturalne wyjasnienie osobliwosci czarnej dziury), to nie oznacza ze da sie je wykorzystac i przeslac przez nie cokolwiek (informacje kwantowa).
NIby mozna powiedziec "nie wiadomo co odkryja w przyszlosci", ale w ciagu ostatnich 120 lat doslownie wszystko co odrylismy (a jest tego masa) potwierdza to, ze symulacja jest zaprogramowana tak zeby sie nie dalo i chuj. ⚠️🚫⚠️
Podbije bo w temacie. Polecam sobie obejrzec jak ktos ma skromne 2 godzinki czasu. ;)
Swietnie sie slucha. Zwlaszcza Mulaka, ktory ma swoj genialny kanal "Fizyka bez zamulania".
https://www.youtube.com/watch?v=qoS5NDf3Xfk
🌟🚀👽🛸🌟
Pozwolilem sobie takze tagnac autora, bo chyba go temat interesuje.
Widzę, ze tutaj ludzie prowadza dyskusje o wormholach, teleportacji czy innych niepewnych teoriach, a sam film i wszyscy tutaj pomijają kluczowy aspekt, dylatację czasu.
Otóż im bliżej prędkości światła tym czas wolniej płynie. Stąd prosta zależność, jeżeli wyślemy astronautę w rakiecie rozpędzonej do 99% prędkości światła to czas w rakiecie zwolni 7-krotnie. I choc podróż z punktu widzenia ziemi zajmie 70 lat, to z punktu widzenia pasażera rakiety raptem 10 lat. Połączmy to z hibernacją, dajmy 20 członków załogi mających dyżury po dwóch, co sprawi, ze każdy w sumie będzie dyżurował przez rok w trakcie tego lotu w jedną stronę o ile wszystko pójdzie dobrze.
I tak cala ekspedycja z punktu widzenia nas na ziemi zajmie 140 lat, ale z punktu widzenia astronauty w sumie tak z trzy lata (dwa na lot między gwiezdny w obie strony i rok na miejscu powiedzmy).
Problemy do rozwiązania:
1) hibernacja jest jeszcze nie sprawdzona wiarygodnie, potrzeba więcej eksperymentów by ją dopieścić
2) jedynym paliwem, które dałoby radę tak rozpędzić rakietę jest antymateria, i potrzeba by jej dużo. Przy obecnych źródłach energii jest to niemożliwe, potrzeba by minimum powszechnych elektrowni termojądrowych albo bieda wersji sfery Dysona (takiej opartej o np. flotę satelitów na stosunkowo bliskiej orbicie słońca). Ogólnie musielibyśmy zwiększyć nasze możliwości produkcji energii o conajmniej dwa rzędy wielkości.
Obie rzeczy są kwestią czasu, ile trudno powiedzieć, ale na pewno nie nigdy. Obie nie wymagają odkrycia jakiś rzeczy totalnie nie znanych czy możliwych teoretycznie ale niezaobserwowanych. Tak potrzeba by energii, którą produkujemy przez 325 lat w formie energii elektrycznej dla podróży w jedną stronę ale zwiększenie produkcji energii 100-krotnie leży w zasięgu stulecia czy dwóch, a tedy przez 2-3 dekady uda się uzbierać zapas paliwa jeżeli ludzkość się na to zaweźmie jako całość.
W sumie podobną sytuację opisywał chyba Zajdel w Całej prawdzie o planecie Ksi (albo podobny tytuł) i w kilku innych opowiadaniach.
Ok jak rozwiazesz grawitacje i przeciazenie?
Jej brak przez 10 lat absolutnie zmasakruje ciala astronautow. Wytwarzanie za pomoca ciagu (jak w Expanse i Hail Mary ostatnio) spowoduje ze nie bedziesz lecial tak szybko, tylko stopniowo przyspieszal, i to dosc wolno. Moze szybciej niz 1g, ale niewiele szybciej bo astronauci sie posypia (a od polowy drogi trzeba by bylo zwalniac).
Przeciążenie wynika z przyśpieszenia a nie prędkości, 1g do 99% C zajmie z dwa i pół roku, długo ale na tle 70 letniej podróży tragedii nie ma, zwłaszcza, że może zniosą 2g co skróci już do około półtorej roku.
Na czas podróży po rozpędzeniu grawitację można uzyskać poprzez umieszczenie astronautów w pierścieniu wirującym wokół osi statku, co wygeneruje sztuczna grawitację.
Dalej nie będzie to wycieczka ale wyprawy morskie badające nasz glob też krótkie nie były.
Mhm .... 300 lat temu też nikt nie wierzył że ludzie mogą latać i podróż z kontynentu na kontynent nie będzie trwał 3-6-9 miesięcy tylko kilka/kilkanaście godzin. A z tysiąc lat temu to nawet nie wiedzieli że statkiem da się przepłynąć ocean i wylądować w Ameryce....
My tego nie doczekamy ale pewnie za XXX lat ludzie (o ile wcześniej sami się nie pozabijają) znajdą sposób aby opuścić układ słoneczny i podróżować po galaktyce.
Zawsze jak poruszany jest temat podróży kosmicznych, to moja konkluzja jest taka, że ludzie (ofc nie wszyscy, ale sporo ludzi) nie mają żadnego pojęcia o jakich skalach odległości mówimy przy kosmosie. Nawet najbledszego pojęcia.
Większość teoretycznych podróży o których mówimy to nie jest "o jak daleko, kilka lat ciągłej podróży" tylko "przy obecnej technologii zajęłoby nam milion lat żeby przebyć 1% trasy".
Nawet przy prędkości światła odległości są absolutnie niebotyczne (tysiące lat żeby je przebyć), a my nawet nie zbliżyliśmy się do 0,1% prędkości światła naszymi rakietami. Gdyby nawet były jakieś przełomy (i nagle magicznie osiągamy 10% prędkości światła) to zderzenie z kamyczkiem wielkości piłki do golfa doszczętnie niszczy nasz statek, a mówimy tu o podróży przy której musimy unikać takich przeszkód przez tysiące lat.
Albo nagle nauczymy się teleportacji, albo można zapomnieć o wielkim podróżowaniu. A osiedlanie innych planet to w ogóle niezła bajka dla naiwnych, my nie potrafimy "ogarnąć" ziemi a co do dopiero jakieś planety jak Mars, gdzie nie ma tlenu, średnia temperatura to -63C a promieniowanie uniemożliwia obcowanie na powierzchni.
Jestem optymistą ale myślę że ludzkość wybije się znacznie szybciej (tym bardziej jak zmiany klimatyczne w 2100+ nam przypalą dupsko a większość planety to będzie pustynia) niż technologia umożliwi nam eksplorowanie kosmosu.
Nah... to akurat nie jest problem. Proznia miedzygwiazdna to PARE ATOMOW na metr szescienny. I to wodoru, wiec leciutkie.
Jednak jakbys chcial sie rozpedzic do powiedzmy 90% predkosci swiatla. To zaczyna byc zabawnie. Im blizej tych teoretycznych 99,999999(9)% to zaczyna sie robic zabawniej i nawet zderzenie z pojedynczym atomem lub czastka mogloby nie tyle zniszczyc statek, co wrecz zalac go radiacja, tworzac kaskady promieniowania i jonizacji materialu kadluba.
Ciekawy temat. ;P
Przy takich predkosciach chyba nie dalo by sie polegac na normalnej/fizycznej izolacji kadluba, tylko trzeba by non stop wytwarzac pole magnetyczne ktore odchyliloby kazda czasteczke na drodze takiego statku.
Bo owszem np. Gamma Raye sa kierunkowe i skupione, ale to nie wszystko. Promieniowanie jest wszedzie.
Podobno juz na orbicie astronauci widza plamki swiatla przy zamknietych powiekach (i to bedac w stacji).
Oprocz tego nie da sie przed nimi uskoczyc czy wykryc ich z wyprzedzeniem (jak np. zagrozen w stylu skupisk pylu z mikrometeorytami itd... to nie bylby problem bo to wykryjesz z daleka). Poniewaz informacja o nich podrozuje z tylko troche wieksza predkoscia niz same czastki i energia. A jeszcze dochodzi predkosc statku.
Ogladales Hail Mary albo czytales ksiazke?
spoiler start
Tak wlasnie zgineli Eridianie. Rocky przezyl jako jedyny bo jego czesc statku byla chroniona, a reszta nie. No i cala zaloga RIP od radiacji. Jesli dobrze pamietam to statki rozpedzaja sie do 92% c.
spoiler stop
Tak wiec olowiana tarcza spoko ale musialaby byc nie tylko z przodu. A to wydaje mi sie ZNACZACO zwiekszylo by zapotrzebowaie na paliwo i przyspieszanie.
Pole magnetyczne jest o wiele sensowniejszym rozwiazaniem. Zakladajac mozliwosc jego ciaglej generacji w odpowiednim natezeniu, ksztalcie itd... Dziala na tym smiesznym statku kosmicznym na ktorym wszyscy lecimy w tym momencie.
Tj. dalej sam statek będzie musiał być solidnie ekranowany, choćby na czas podróży z mniejszymi prędkościami, ale wątpię by to był aż tak wielki problem w trakcie podróży. Największy będzie już u celu, bo to gwiazdy przecież emitują większość tego promieniowania, to mikrofalowe tła to drobiazg przy tym co stanowią u nas na orbicie te zakresy promieniowania, które pochodzą ze słońca. A im dalej od gwiazdy tym będzie ono rzadsze.
A to wydaje mi sie ZNACZACO zwiekszylo by zapotrzebowaie na paliwo i przyspieszanie. - przy wyliczeniach dla energii założyłem, że statek będzie ważył tyle co 10 wahadłowców. Może wystarczyć.
Teoretycznie proste. Rozwoj technologii doprowadzil najpierw do powstania kola, pierwszych zaprzegow konnych, pierwszych samochodow, pierwszych statkow, pierwszych pociagow, pierwszych samolotow, pierwszych rakiet, sond kosmicznych a nawet juz przeciez ludzie byli na ksiezycu.
Moze uda nam sie opanowac za 200-300 lat podroze po Ukladzie Slonecznym ale to bedzie wszystko na co pozwola nam prawa fizyki.
Nasłuchałem się i naoglądałem tego typu materiałów swego czasu naprawdę sporo i zawsze miałem refleksje, że czysto naukowe kwestie w sensie fizyki są tutaj całkowicie na drugim planie, wręcz oderwane od rzeczywistości.
Uważa się, że w wykonaniu homo pewne formy świadomego podróżowania drogą morską na Malajach miały miejsce już ponad milion lat temu. W przypadku neandertalczyków zaczyna nieśmiało używać się określenia 'żegluga' w basenie Morza Śródziemnego. To znaczy - jeśli na stanowisku x znajduje się obsydian z wyspy y to znaczy, że z pełną premedytacją sprowadzano go stamtąd drogą morską, ale to tylko luźne przykłady. Z całą pewnością można powiedzieć, że w pełni świadomie ludzkość skolonizowała Cypr około 10-12tys. lat pne. Dodajmy do tego 1500. Czyli opłynięcie kuli ziemskiej od momentu pierwszej udanej kolonizacji zajęło nam jakieś 11-13tys. lat. Apollo to trochę taka tratwa z gówna i patyków, którą doczołgaliśmy się na Księżyc tak jak nasi przodkowie na Cypr jakieś 12 mileniów wstecz. Nic tutaj nie było teoretycznie proste, a twierdzenie, że w skali Układu Słonecznego cokolwiek wydarzy się w okresie 200-300 lat jest mocno na wyrost.
Dla mnie kluczowe powinno być pytanie 'po co', a nie 'jak'. Patrząc na te 11-13tys. lat historii odkryć i kolonizacji Ziemi to 'po co' było zawsze determinujące, a nie chęć sprawdzenia przez jednostki z duszą odkrywcy co jest za horyzontem i jak się tego dowiedzieć. Wikingowie pokazali, że do kolonizacji Ameryki technologicznie byliśmy gotowi już kilkaset lat wcześniej. Heyerdahl przesunął tę granicę o kolejne 4000-5000 lat. Nawiązując do obecnej rzeczywistości. Dlaczego wracamy na Księżyc? Bo kontrola wysokiej orbity będzie prawdopodobnie kluczem do zwycięstwa w kolejnym globalnym konflikcie, a nie z powodu jakiś romantycznych farmazonów o podboju gwiazd przez homo sapiens. Znajdźmy sobie najpierw powód społeczny/ekonomiczny/gospodarczy/surowcowy/technologiczny jakikolwiek, żeby zacząć eksplorować/eksploatować nasz układ planetarny. Do tego brakuje znacznie więcej niż większości ludziom się wydaje.