Genialnie, dzięki AI nowe pokolenie aktorów będzie musiało konkurować nie tylko z żywymi aktorami, ale i z martwymi.
Trochę fantazjując, to ww. i inne legendy kina mogłyby powrócić jako "awatary", w jakimś środowisku meta a'la matrix, gdzie można by było ich spotkać "osobiście" i wejść w interakcję. Tylko znowu, kogo z młodych to przyciągnie? (o starych - czyli np. obecnie gen. alfa - już nie wspominając) Bardziej to będzie jako ciekawostka, tak jak obecnie filmy z np. Charlie Chaplinem, czy Bruce Lee.
No cóż, nie można wykluczyć też i takiej drogi o której napisałeś. Trochę trudno przewidzieć jak to się potoczy, bo to waśnie zależy od ludzi i ich podejścia. Pytanie tylko czy jest sens gonić za aktorami AI, bo to w większości będą po prostu nowoczesne kukiełki. A kukiełki które powstaną na wzór prawdziwych aktorów szybko odejdą w niebyt. Tutaj też będzie decydowała kwestia jak AI poradzi sobie z przekazem emocji i wiarygodnością, jak będzie to sztuczne, to i przychylność ludzi będzie mniejsza (na korzyść ludzkich aktorów)
Co do szlifowania warsztatu aby stać się aktorską legendą, to zależy też od ilości i różnorodności filmów/ról. Bo np. taki Richard Dean Anderson (bliżej niektórym znany jako MacGyver, lub Jack O'Neill) swoją sławę zawdzięcza imo dwóm świetnym rolom w serialu. Grał dwie różne (powiedziałbym nawet skrajne) role i tym zyskał sławę. Są też aktorzy którzy na dużym ekranie potrafią zagrać wszystko (nie wiem czy to od szlifowania warsztatu, czy po prostu talentu - skłaniam się ku temu drugiemu) No i mamy pokolenie obecnych młodych aktorów np. Zendaya która mam wrażenie w każdym filmie gra siebie. Może się aktorsko wyrobi, ale przy obecnym dorobku, to teoretycznie już powinna. Jest sławna, ale czy dobra? trudno ocenić.
Zmierzam do tego, że aktorzy AI będą po prostu kolejną "przeszkodą", ale i sitem dla nowych aktorów, którzy może dzięki temu będą musieli się postarać, żeby być docenieni i wybierani za swój talent, a nie że po prostu stali się sławni bo coś zrobili, z kimś się pokazali itd. Ci którzy odpuszczą, pewnie by odpuścili i bez AI. Niemniej będą i tacy, którzy swoje 5 minut będą mieć w późniejszym wieku jak ww. RDA lub np. Louis De Funes. Bywają też tacy co swoje 5 min. mieli za dziecka (Maculay Culkin aka Kewin sam w domu), ale nie udało im się tego rozwinąć. Także chyba niezbyt bym się martwił o wyparcie aktorów przez AI, bądź rywalizowanie z AI. Bardziej może to być motywacja do pracy i pokazania się, gdzie - tak jak obecnie - uda się to tylko tym wybitniejszym.
Osobną kwestią pozostanie to, że będziemy oceniać nie grę aktorską AI, tylko wykonanie i zbliżenie do oryginału, a i taki aktor AI (mowa o "wskrzeszonych") już więcej się nie rozwinie. I tu jest przewaga ludzkich aktorów.
Oby wtopił, żeby żadne studio nie miało tak beznadziejnych pomysłów
Aktor był zaangażowany, rodzina się zgodziła na wykorzystanie AI, ale to randomy z internetu wiedzą lepiej czy film ma powstać...
Nie trafia do zakutych łbów, że rodzina (albo i sam/a zainteresowany/a) może się zgodzić albo i nie na wykorzystanie AI żeby "wskrzesić" aktora/aktorkę.
Dla mnie liczy się efekt końcowy, jeżeli jest sztuczny, to nie będę zadowolony, ale jeśli sceny z prawdziwym aktorem nie da się odróżnić od tych gdzie zaprzęgnięto AI, to będę pod wrażeniem technologii (gry aktorskiej nie bardzo, bo to po prostu będzie symulacja zachowania osoby)
Jak przed śmiercią dał zgodę to OK, gorzej będzie jak producenci będą w ten sposób "wskrzeszać" znanych aktorów bez wiedzy i zgody najbliższych.
Cóż, jeśli to prawda, to oczywiście wielki smutek, że jednym z życzeń umierającego człowieka było przyłożenie ręki do tej zbrodniczej technologii.
Ta technologia przywróciła mu głos w top gunie 2, także on akurat parsknąłby śmiechem na wpisy od antyejajowego plemienia.
Jego prawo. Miejmy nadzieję, że antyejajowe plemię też parsknie śmiechem jak twórcy będą chcieli, żeby iść do kina.