Mówcie co chcecie, ale mnie kiedyś na długi czas pokonał poziom 'The Cistern', tylko dlatego, że nie poszedłem po ten klucz na gzymsie i nie widziałem co robić. Spuszczałem wodę w tę i z powrotem i wujka to dało. Kilka godzin się z tym męczyłem, zanim znalazłem klucz :)
Co ciekawe w Anniversary (remake gry) miałem ten sam problem. Wyrzuciłem tę traume z pamięci i też dopiero po godzinie klucz znalazłem.
Wiecie co? W tej odsłonie od razu idę po ten zasrany klucz.
Ale pewnie twórcy trolo-lo-lo zrobią sobie i tam go nie będzie.
Jak ja nie znoszę tego poziomu :)
Co innego gra. Jedna z najważniejszych gier mego życia. Dyszka! I nie kłócić się mi :D
Nigdy więcej się później już nie zaciąłem w tej grze.
A później jeszcze przechodziłem ją kilka razy, w tym na wszystkie secrety. I tu też niebywały wkurw - nie byłem lamerem pecetowym, który co 10 sekund zapisywał grę. Grałem na PSX. I piąty poziom to koszmar. Pierwszy save był jak już zdobyłeś już 3 secretsy, w tym ten trzeci - była jedna szansa, musiałeś się ześlizgiwać od tyłu i nic nie widząc wyskoczyć do tyłu, by wskoczyć na kładkę.
Za późno- spadałeś do wody.
Za wcześnie - odbiłeś się od krawędzi i spadałeś do wody.
TIMING BITCH - czytać głosem Aarona Paula z Breaking Bad.
O Zeusie, ile ja się męczyłem, by zdobyć wszystkie secrety w tej grze. I wtedy nie było żadnych trofeów, jeno satysfakcja. Dziś załataliby to patchem i pozwolili na save'a wcześniej, ale kiedyś musiałem dymać ze 20 minut jeśli spaliłem drogę do secretu.
Czwarty secret też był tricky, bo jeśli za wcześnie spuściłeś wodę, to już do komnaty z s4 nie dopłyniesz. Ale to i tak mój ulubiony poziom. O piątym mówię. Tym, z komnatami bogów! Genialny był!
Przyznaję, że dawno temu rodzice kupili mi i braciom mocno zużytego ps2 od sąsiadów, którzy delikatnie mówiąc wycyckali naiwnych i nieświadomych rodziców, bo opchnęli im za naprawdę sporą cenę, bo prawie za tyle co najtańszy ps3, który pojawił się całkiem niedługo potem, a dostaliśmy mocno zużytą konsolę z parunastoma grami, a nawet nie dali karty pamięci. A wtedy za rok był już ps3. I tak, graliśmy długo bez karty pamięci, nie było możliwości zapisywania, próbowaliśmy przechodzić gry, które były w pakiecie, ale nie dało się dokończyć bez zapisywania, zbyt długie i trzeba by było grać cały dzień. Ale to była udręka, w końcu kupiliśmy kartę pamięci i życie było znacznie prostsze. Oczywiście zużycie dały szybko o sobie znać, pady miały zniszczone kable, a nawet przyciski słabo chodziły, a potem w końcu konsola po 3 latach padła.
Gra ogólnie rzeczywiście całkiem wymagająca. A też nie jestem jakimś lamerem, nie zapisywałem co chwilę, ale na pewno zapisywałem w paru momentach, gdzie trudno było precyzyjnie się wmanewrować. Choć zagadki miały takie nierówne poziomy trudności. Np. w jednym z pierwszych etapów jest taka specyficzna ściana z dziurami, w które trzeba było strzelać w odpowiednie dziurki, aby otworzyć przejście. A w różnych miejscach tej sali, było kilka ścian, które wskazywały punkty, podpowiedź nie była zbyt subtelna, a nawet prawie aż krzyczała jak to rozwiązać i łatwo było się domyślić co zrobić. Ale były też etapy, które łatwo przytłaczały wielkością sali i ilością mechanizmów do odhaczenia, by odblokować drogę, łatwo się pogubić.
Co do tych sekretów to nie miałem wielkiego ciśnienia, ot po prostu przeszukiwałem teren na tyle ile mogłem i wolałem sprawniej przechodzić grę niż siedzieć nad sekretami, ale w miarę możliwości jeśli dawało się szybko ogarnąć, to zdobywałem jakieś sekrety.
A przyznam też nieraz gdy wracałem do jakiejś starej gry, w którą grałem za dzieciaka, to zwykle okazywało się, że gra jest znacznie łatwiejsza niż dawniej. Rayman 2 i 3, tomb raider, prince of persia, lotr powrót króla i wiele różnych gier.
Kweh! Fajna anegdota. My tak mieliśmy z Amigą 500. O ile komputer sprawował się super nawet jak na rynku chulał już PS2 (naprawdę!) tak dostaliśmy takie joysticki i szczura, że grać nie szło. Trzeba było zakupić osprzęt.
No bez memorki nie szło grać. Sony fajnie to sobie wykombinowało - Memorka do PSXa marne 15 bloków (taki Diablo zajmował bloków... 10, a więc 2/3 karty!!!!), a kosztowała w wuj! Pojawiło się mnóstwo podróbek. Sam na początku miałem podróbę. Aż po 4 miesiącach mi padła ze wszystkimi save'ami (w tym z Finalem 7, na szczęście doszedłem tylko do Kalm). Kupiłem oryginał Sony, który spokojnie działał nawet w... 2015 roku. Nawet ją opchnąłem z savami z Finali i Silenta za blisko 100 zeta :) Fajnie, że dziś memorki to już przeżytek :)
Ja to jestem secret-psycho. Ja muszę zebrać po prostu wszystkie. Za pierwszym razem gram zawsze tabula-rasa, ale później grę przechodzę drugi raz (zwykle już wtedy na hard) i łykam z opisem resztę przegapionych secretów. Ja uwielbiam zbieractwo w grach. I robiłem to już od czasów Amigi, więc to nie tak, że robię to dziś dla trofeów. Po prostu lubię zebrać każdą duperelkę w grze :)
Pozdro!
Jeszcze w morrowindzie cheaty były konieczne. Jedno z powodu wady silnika, przez którego nieruchome npc permanentnie osadzone na stanowiskach oddalały się baaardzo powoli od swoich stanowisk, ponieważ ich idle animacja, miała jednak bardzo lekkie przesunięcie pozycji. Po długim czasie gry niestety npc są mocno oddalone. Szczęśliwie w grze jest bardzo prosta komenda co wszystko ładnie naprawia, dosłownie 2 litery. No i komendy na tymczasową naprawę ruchu postaci zaraz po starcie, gdyż ze względu na surowość rpg i start, to postać jest wtedy jak mocno schorowany staruszek, co biegając niewiele szybciej się porusza od randomowych idących npc albo nie może przeskoczyć 20 centymetrowego płotka xD.
No, te karty pamięci to nawet nie wiedzieliśmy, że są potrzebne do konsoli. Na początku zupełnie tego nie rozumieliśmy, początkowo uznaliśmy, że tak jest na konsolach i tylko na pc można zapisywać. W końcu jednak dowiedzieliśmy się o kartach pamięci. Ps2 to była pierwsza konsola. Ale nam się pech trafił, że rodzice nabrali się na ten zużyty złom od tych gnojów cwaniaków i to na niedługo przed premierą ps3, który nie potrzebował karty pamięci. Szkoda, że nie byli tacy jak ty, bo sprzedałeś z kartą pamięci, a oni nam żałowali karty pamięci, pomimo że byli bardzo bogaci, a pewnie ich syn od razu dostał nowiutkiego, premierowego ps3.
Noo, najgorzej stracić zapisy, zwłaszcza gdy grało się w długą grę.
Co do ponownego przechodzenia to coś w tym jest. Ja tak miałem z painkillerem black edition. Po trudności bezsenności zagrałem na koszmarze, żeby móc przejść również dodatkowe nowe mapki. Potem była jeszcze trauma, ale to już był hardcore, który jednak trochę odzierał z painkillera tego co robi z niego painkillera, czyli brak dusz, transformacji w demona, itp. To już mi się odechciało gdy zauważyłem jakie zmiany wprowadza trauma i byłem trochę rozczarowany. Ale niedawno dowiedziałem się, że ta gra ma jeszcze nawet sekretne zakończenie, rzekomo prawdziwe i jest tylko na traumie. Aż mi ta informacja banię zryła. Tyle lat i człowiek wciąż czegoś się uczy, a myślał, że wie wszystko. Kiedyś jak znajdę czas to trzeba będzie usiąść do gierki w trybie traumy.
O tak, pamiętam te 4 przejścia w Painkillerze. Zresztą to ja pisałem o tym sekretnym zakończeniu ostatnio, ale gwarantuję, że nie jest warte świeczki. Trwa z 10 sekund i jest beznadziejne :)
Nie rozumiem po co te zmiany. Po co skaner i linka z kotwiczką skoro bez tego oryginał był dość przejrzysty i ułożony tak, żeby gracz wiedział co ma zrobić i w którym miejscu? Nie dało się zrobić tak, żeby to nie było potrzebne? No i crafting, który wpycha się teraz wszędzie i człowiek zamiast skupić się na samej grze, to lata za złomem i innymi takimi.
Nie było problemów, to je sami stworzyli :D
Grałem jako dzieciak w pierwsze Tomb Raidery na swoim Voodoo 2. I owszem jak na tamte czasy to była fajna gra, ale pragnę zaznaczyć, że to były całkiem inne czasy i wiele rzeczy było po prostu nowych i świeżych więc robiło wrażenie. Za to Tomb Raider z 2013 i następca Rise od the Tomb Raider to gry wybitne wprowadzające zupełnie nową jakość rozgrywki. Tymczasem z tego co tu widzę to twórcy chcą wracać do standardów z końcówki lat 90ątych. Skakanie z dwoma pistolecikami i strzelania do zwierzątek oraz rozwiązywanie głupitukich puzzli środowiskowych było nawet spoko ale prawie 30 lat temu.