Kompletna cisza w tym wątku chyba idealnie opisuje grę - jest nijaka i tyle. Walka nie angażuje w żaden sposób (a walka dystansowa po ukosach to jakiś żart), Elliot wyidealizowany i słodziutki do bólu, całość to taka Final Fantasy of Zelda, a te towarzyszki... najpierw mamy wku#$%#$% księżniczkę walącą takie truizmy do ucha, że zęby bolą, a potem zmieniamy ją na wróżkę, która już absolutnie jest latającym cukrem w kostce - ledwo da się to wytrzymać.
Eksploracja na szczęście bierze to, co dobre z Zeldy i metroidvanii, a system magicitów fajny, choć kosztowny (mało który kamień daje tylko bonusy, zazwyczaj coś zabiera).
Chyba odpuszczę po 4-5h, bo przestaję tam znajdować cokolwiek dla siebie. Strasznie nieangażujący tytuł, choć tempo ma bardzo dobre.