Uwielbiam ideę tego, że jak coś robisz, to się w tym doskonalisz.
To zdecydowanie lepsze rozwiązanie
Początek Morrowinda: po 6h gry jakiś podpity stary mag na moście za Balmorą zarąbał mnie 7 razy ale w końcu się udało bo wczytałem wcześniejszy save i kupiłem mikstury życia. Przed 2/3 fauny muszę uciekać (właściwie to tylko szczury, kwama i pędraki nie są wielkim zagrożeniem), ale jakoś leci, może jutro będę trochę silniejszy.
Końcówka Morrowinda: jestem magiem który fruwa z prędkością dźwięku i zrzuca fireballe o wielkim zasięgu rażenia, łącząc kreatywnie alchemię, potężne artefakty i magię przemiany i zniszczenia. Teleportuję się, rzucam defensywne tarcze, zaklinam nieziemskie przedmioty, a zdobycie daedrycznej zbroi to był projekt na cały tydzień, a do teraz brakuje mi 2 części (bo są unikatowe i ciężko je znaleźć).
Początek Skyrim: po 1h od rozpoczęcia gry zarąbałem SMOKA, jestem DRAGONBORN i wszyscy mnie podziwiają i rozpoznają.
Końcówka Skyrim: pełną daedryczną zbroję to mam od szóstej godziny gry, bo nabiłem sobie kowalstwo w mieście. Nadal zabijam smoki, w sumie zamuje mi to niewiele mniej czasu niż na początku gry, bo "level scalują" się ze mną. Artefakty to mam chyba wszystkie, bo quest marker mi pokazywał kapliczki z daleka. Latanie, potęga, kreatywne czary? Naaah po co to komu.
Nie hejtuję Skyrima bo to bardzo dobra gra w której spędziłem mnóstwo czasu, ale gwarantuję że niektórzy zauważyli "konsolizację" serii ;)
Trafiłeś w sedno kolego, skyrim fabularnie jest cienki jak cholera, bo praktycznie od razu zdradza całą fabułę, w takim morrowindzie gra stopniowo zdradzała nam cel końca gry
Bo Skyrim to od zawsze był świetnym sandboxem, ale fatalnym, uproszczonym RPG w stosunku do swoich poprzedników ;)
Początek Skyrim: po 1h od rozpoczęcia gry zarąbałem SMOKA, jestem DRAGONBORN i wszyscy mnie podziwiają i rozpoznają.
Przecież z tego co napisałeś wynika że kompletnie nie zrozumiałeś fabuły. Właśnie dzięki temu że jesteś Dovahkiin możesz zabić smoka. I nie, nie wszyscy ciebie znają jako Dragonborna od początku gry, a proces zdobywania smoczych okrzyków i uznania jest czasochłonny i rodzi różne następstwa.
Końcówka Skyrim: pełną daedryczną zbroję to mam od szóstej godziny gry, bo nabiłem sobie kowalstwo w mieście
Bzdura. Po pierwsze nie zmaksujesz kowalstwa w 6h gry, po drugie jak grasz magiem i narzekasz na kiepski system czarów to po jaką cholerę jest ci potrzebna deadryczna zbroja.
skyrim fabularnie jest cienki jak cholera, bo praktycznie od razu zdradza całą fabułę
Nie jest. Cienki to był Oblivion. I nic w fabule nie zdradza od samego początku jej zakończenia. Do tego system frakcji wojny domowej, historia dotycząca wierzeń lokalnych i sposobu w jaki imperium chce utrzymać spójność w zarządzaniu prowincjami oraz idealnie zarysowane konflikty polityczne to bardzo dobrze przygotowana część gry wolatajaca się idealnie w fabułę.
Morek był fajny, ale zarówno walka fizyczna jak i przeciętnie wykreowany w nim świat sa gorsze jak te dostępne w Skyrim. Także bardzo dobre dodatki do tej ostatniej gry (nie wspominając modów) tworzą naprawdę rozległe i dobrze przygotowane uniwersum zarówno pod względem fabularnym jak i kreacyjnym. Jak do tej pory jedyny TES w którym naprawdę można i chce się żyć.
I nic w fabule nie zdradza od samego początku jej zakończenia
Bitch please, gra dosłownie ma jeden plot twist na końcu gry że alduin przybył
spoiler start
z przeszłości
spoiler stop
i tyle, żadnych ciekawych zwrotów akcji, historia niczym nie zaskakuje, nawet nie jest wytłumaczone skąd ty jako gracz jesteś tym dovakinem, to jest historia zrobiona po łebkach
historia dotycząca wierzeń lokalnych i sposobu w jaki imperium chce utrzymać spójność w zarządzaniu prowincjami oraz idealnie zarysowane konflikty polityczne to bardzo dobrze przygotowana część gry wolatajaca się idealnie w fabułę.
Oho, kolejny który nie potrafi rozróżnić pojęcia lore i fabuly
Cienki to był Oblivion
Haha, no na pewno xD Może historia obliviona jest taka sobie, ale za to gameplay i zadania poboczne są bardzo dobre, czego nie można powiedzieć o skyrimie
Trafiłeś w sedno kolego
Trafił w sedno czyli jak g. do kibla. Kompletnie nie wie o czym pisze -ale tacy goście jak ty i on którzy w skyrima nie grali będą mu bić brawo.
Skyrim to idealny przykład fastfoodowej gry. To taka zabawka, włączasz, poszwendasz się, ubijesz trochę potworków, itd. Nic nie stanowi tutaj żadnego wyzwania, ma być szybko, łatwo i przyjemnie. Klimat zrobił całą robotę, sam swego czasu się zagrywałem ale to było po premierze, dziś już bym w życiu nie był w stanie w to grać, nawet jakby zrobili super hiper remaster. Zbyt prymitywne.
Minęło 15 lat od premiery Skyrima, i tak jak na premierę tak dzisiaj nie pojmuje fascynacji tą grą.
Świat może i fajny, ale nie wykorzystano jego potencjału.
Fabuła napisana na kolanie, oklepany schemat "The chosen one" więzień... Było w Morrowind, było w Oblivion to dali też w Skyrim i pewnie dadzą w TES6.
Całość napisana podczas zakrapianej weekendowej przerwy.
Co nie dziwi, bo pewna osoba w Bethesdzie powiedziała, że to nie opłacalne nawet jak napisze się bestselerową opowieść to gracze i tak ją oleją.
Żadna z postaci nie potrafi zaskarbiać naszego serca, czy nawet nas zainteresować.
Dialogi godne polskich seriali, czytanie etykiety produktu jest bardziej interesujące.
Poboczna aktywność, to to samo co w głównym wątku, tylko w innych kolorach, przemierzanie tych samych oklepanych jaskiń, lochów tylko po jakąś jedną rzecz/osobę.
Nie brak też absurdów, jak będąc mistrzem magi wystarczy w akademii na kogoś krzywo spojrzeć i już jesteśmy poszukiwani listem gończym oraz wydaleni z Akademii.
System frakcji to jakieś nie porozumienie, niby trwa konflikt, a tego nawet nie widać, czasem spotkamy oskryptowane sytuację typu dwóch Cesarskich prowadzi Gromowładnego więźnia, ewentualnie tylko w głównych misjach, albo zadaniach dla frakcji.
Dynamiczny system frakcji, dodany do Czyste Niebo na tydzień przed premierą robią lepszą robotę.
Płytki system rozwoju, bez możliwości próbowania różnych inny buildów, bo i tak kończymy jako Stealth Archer, bo walka wręcz i magia to tragedia, a rozwój tych elementów nawet nie próbuje zachęcić do brnięcia w nie, a nikt też nie chce przechodzić przez męki i tortury.
Jedno mogę przyznać, muzyka w Skyrim to naprawdę kawał solidnego muzycznego widowiska.
Polski dubbing też robi robotę.
W TES 6 zobaczymy elementy z Fallout 4, 76 oraz Starfield.
Na pewno pojawią się osady/obozy natomiast z Starfielda podbiorą otwartość, czyli dostaniemy całe Tamriel do zwiedzania, oczywiście puste, nieciekawe, z marnymi aktywnościami, jeszcze bardziej spłyconą fabułą i systemami.
TES6 wyjdzie i będzie zacofany od innych gier które wyszły kilka lat przed nimi.
Od dawna wiadomo, że od kiedy Bethesda osiągnęła szczyt w Morrowind, to każda kolejna ich gra to obcinanie rzeczy z TES3, Oblivion to obcięty Morrowind, F3 to obcięty Oblivion, Skyrim to obcięty F3 itd.