I bardzo dobrze, pracownicy powinni swobodnie rozmawiać o tym ile zarabiają, albo ile dostali podwyżki. A u nas nadal panuje relikt PRL, gdzie szefu powie: "tylko nie gadaj innym ile dostałeś, bo też będą chcieli". I później są różnice w zarobkach na tym samym stanowisku. Jeden zapieprza jak dziki osioł i może liczyć na dołożenie roboty, a znajomy królika na tym samym stanowisku, nie robiąc nic, dostaje podwyżki...
Im szybciej ludzie się zorientują w jakim Januszexie pracują i jakie, kto ma zarobki, tym lepiej dla nich,bo pójdą gdzieś, gdzie się szanuje pracownika.
Różnica między nami polega jednak na tym, że ja robię swoje i się ciągle uczę, a on stoi w miejscu, bo wychodzi z założenia, że nic nie musi, bo osiem godzin i do domku :) Poza tym w przypadku awansów, premii i innych takich to ja jestem w pierwszej kolejności brany pod uwagę - powiedzmy, że dzięki wyrobionej renomie. On na to nie pracuje każdego dnia, a ja tak. Także nie wiem jak inni, ale ja się cieszę, że mam tego tysiaka [brutto] więcej niewielkim kosztem. I oczywiście wiem, że w paru przypadkach do misji specjalnych zostanę wyznaczony jako pierwszy... ale nie muszę odwalać kilka robót jednocześnie, nie wyrywam sobie rąk - robię po prostu to, co muszę, najlepiej jak potrafię - i to wystarcza.
Twój przypadek zresztą też jest inny, bo możesz sam podjąć decyzję. Natomiast kluczowe jest wciąż to, czy uważasz, że gdybyś dostał współpracownika (nie wiem czy to możliwe, bo nie znam Twojego stanowiska), to powinien z urzędu zarabiać tyle co Ty... Według mnie byłoby jeszcze gorzej niż teraz, gdy w firmach wprowadza się "zakazy" rozmawiania o pensjach.
Nom, bo te tzw pokolenie "boomerów" (btw kto wymyśla te idiotyczne nazwy jak pokolenie Z czy boomery, iście żałosne) pochodzi z czasów PRL, komuny, szczególnie w polsce gdzie większy % ludności kombinował, kradł i w sumie robi to do dziś. Do tego sam fakt, że to polska to już wiele za siebie mówi
To jest niekorzystne dla pracodawców, bo wtedy pracownicy wiedzą, że inni mają lepiej i sami domagają się podwyżki. Potem to oni mają lepiej i ktoś inny domaga się podwyżki. I tak nakręcamy inflację.
Ale niestety stwierdzam, że ludzie są za głupi, żeby znać zarobki innych. Większość nie rozumie, że jest po prostu słabsza i wolniejsza i domaga się równości, sprawiedliwości itp. komunizmu "bo przecież mam to samo stanowisko".
Także, niestety, każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony nie ma nic złego w tym, że ludzie o pensjach rozmawiają, bo może to przynieść korzyści, kiedy okaże się, że ktoś jest robiony w balona... a z drugiej to złe dla pracodawców, bo muszą się potem użerać z roszczeniowym towarzystwem, któremu wydaje się, że zawsze i wszędzie każdy powinien być równy.
Bo w tamtych czasach pracodawcy traktowali pracodnika jak człowieka. Teraz, w tym postępowym i pozbawionym "jarzma" chrześcijaństwa świecie coraz większa część miejśc pracy została przejęta przez korporacje (patrz chociażby amazon) które nie mają żadnych skrupółów i bez mrugnięcia okiem (finansowo) niszczą ludzi bez rzadnej realnej finansowej korzyści (chociaż zabieranie przerwy na siku też pewnie specjalnie zdrowe nie jest). A duża część mniejszych podmiotów stara im się w tym dorównać.
Ludzie muszą sie "krzywa" nauczyć myśleć. Jak ktoś odstawi numer podobny do tego co zrobiło sony ostatnio, to to powinien być koniec tej platformy, a ludzie nią zarządzający powinni trafić na czarne listy i mieć zerowe szanse zaistnieć w biznesie innym niż budka z lemoniadą.
To samo lokalnie. Ludziom chciwość i skąpstwo powypalało mózgi, wyrzucają w błoto fortune żeby "zaoszczędzić" grosze.
Co ty gadasz? Od zarania dziejów była cywilizacja była wertykalnie chciwa, bez względu czy to było chrześcijaństwo czy nie. Wyłącz tą Republikę i Radio Ma Ryja i zacznij faktycznie myśleć.
Po pierwsze: Jakby nie było, kraje chrześcijańskie radziły sobie "ciut" lepiej niż cała reszta czyli jakiś wzgląd jest.
Po drugie: Nigdzie nie pisałem, że warunki były lepsze z powodu dobroci serca elit. Realia są takie, że ma większych (za przeproszeniem) pi* niż ateiści. Dlatego historycznie każda władza usilująca człowieka udu*ć (czy to najeźdźca czy rewolucjonista), zaczyna od zniszczenia elit intelektualnych i wyznaniowych. Ateiste można odczłowieczyć/zniszczyć paroma zdaniami notki prawnej/legislacyjnej/administracyjnej - bo głupi, dowolnie modyfikowalny kawałek papieru jest tym co w całości go definiuje...
Ps. Zaraz się pewnie zacznie wyciąganie warunków zycia/zatrudnienia średniowiecza, więc przypomne, że od tamtych czasów cywilizacja (zwłaszcza ta zbudowana na chrześcijaństwie) troszke się jednak rozwinęła...
Do pkt.1- Może, lecz na dłuższą metę część ustalonych chrześcijańskich praw w obecnych czasach są bezsensowne jak np. "piątkowych postów" a konserwacja wyrobów mięsnych.
Do pkt.2- Nie wiem co to za nie spójny ortograficzny(i interpunkcyjny) misz masz napisałeś, lecz z tego co mogę zrozumieć to praktycznie odnosi się do mojego komentarza do pkt.1.
Co do tego Post Scriptum to zależy gdzie, natomiast edukacja ludu za czasów Średniowiecza praktycznie nie istniała.