Jak co roku największymi przegranymi są jak zwykle widzowie. Nudne i oczywiste wybory. Tytuły, które są grzane a po roku nawet nie kojarzysz kto i za co otrzymał statuetkę. Filmy bez większej siły rażenia, którymi tak naprawdę interesuje się wąskie grono odbiorców. To nie tak jak było w latach 90' i co do dziś jest pamiętane i często przeżywane na nowo jeśli chodzi o to kto otrzymał a nie powinien był otrzymać nagrodę.
Ten "Wielki Marty" to tak dobry film, że gdyby nie te informacje że nic nie dostał to w życiu bym o nim nie usłyszał. Czyli nie warty uwagi paździerz. Do tego bądźmy szczerzy, ale TImothy nie jest jakimś szczególnym aktorem.
nie widziałem jeszcze, ale podejrzewam, że nawet gdyby wymienili chalameta (który podobno zagrał top) na Fronczewskiego to ciągle będzie lepszym filmem niż jedna bitwa po drugiej
to ciągle będzie lepszym filmem niż jedna bitwa po drugiej
Niekoniecznie. "Marty" to opowieść w duchu powieści łotrzykowskiej, która jednak zmierza donikąd. Ani śmieszna, ani straszna, ani zbyt ciekawa. Aktorstwo rzeczywiście jest znakomite, zdjęcia (i montaż) na wysokim poziomie, a scenariusz świetny warsztatowo. Ale kompletnie brak tutaj emocji. Po sensie trochę żal straconego czasu. Przerost formy nad treścią.
I "Marty", i "Bitwa" to filmy przeciętne. A decyzja, żeby kręcić "Bitwę" za pomocą "ściśniętych" obiektywów i w "naturalnym" świetle, które "paćka" specjalnie zaburzoną kompozycję karów (niby taka "rewolucja", która odpowiada tematyce filmu), sprawiła, że średnio śmieszna satyra Andersona jest na dodatek wyjątkowo brzydka. Zaangażowania widza w akcję chyba w tym więcej niż w "Martym", ale to i tak filmu nie ratuje.
"Hamnet" to z kolei arcydzieło, które (IMHO) zasłużyło na wszelkie nagrody. Rzadko się zdarza, żeby dziesiątki widzów w kinie przeżywały na jednym seansie katharsis.
ja osobiście znienawidziłem tę imprezę kiedy LEGO movie nie dostało nagrody za najlepszy film animowany.
wtedy nie było jeszcze polityki ale były klasyczne układy. teraz jest jedno i drugie.
mam w dupie co tam się dzieje teraz i jedyna satysfakcja tak naprawdę to kiedy za każdym razem potwierdzają jak bardzo ustawiona impreza są oscary.
Niewiem kogo może obchodzić ta gala dla burżui i łechtania swojego ego. Nic nie znaczące statuetki w dzisiejszych czasach.
Jak co roku największymi przegranymi są jak zwykle widzowie. Nudne i oczywiste wybory. Tytuły, które są grzane a po roku nawet nie kojarzysz kto i za co otrzymał statuetkę. Filmy bez większej siły rażenia, którymi tak naprawdę interesuje się wąskie grono odbiorców. To nie tak jak było w latach 90' i co do dziś jest pamiętane i często przeżywane na nowo jeśli chodzi o to kto otrzymał a nie powinien był otrzymać nagrodę.
Dokładnie. Niewiele ostatnio filmów, które naparwdę odciskają swoje piętno na historii współczesnego kina, a jak już się trafia coś niezapomnianego i naprawdę dobrego, to często bez nominacji lub wygranej. Choć nie jest tak, że żaden obraz nie zasłużył w minionych latach na nagrodę.
Kto wygrał w tym nawet nie wiem, pewnie się dowiem za klika miesięcy, teraz nawet nie chce mi się czytać, ale po Jednej bitwie... już widać, że będzie wesoło. :)
Oczywiście że Michael B. Jordan musiał wygrać, szczególnie po "aferze" na Grammy.
Film "Jedna bitwa po drugiej" to typowy średniak, ale z potężną dawką "The Message" i ataku na dobrą stronę mocy.
Avatar zgarną nagrodę za swoje średnie efekty, tylko dlatego bo konkurencja była w tym roku słaba.
Jordan w porównaniu do wielu (np. takiego Foxa) to i tak się lepiej zachował w kontekście tej afery, a i Chalamet, tak jak mowa w newsie, też wizerunkowo podpadł przez ten tekst, już abstrahując od tego czy słusznie.
Największym zwycięzcą, zgodnie z przewidywaniami, została Jedna bitwa po drugiej Paula Thomasa Andersona
Dobry film, podobał mi się, choć akurat konkurencja to w większości nie moja bajka i mało co z tego obejrzałem.
Z zaskoczeń, to dziwię się, że Plemons nie dostał nawet nominacji za Bugonię. Świetna rola i imo pociągnął ten film bardziej niż Emma Stone.
Może i jestem zacofany. A co to takiego te Oscary? To jakaś choroba weneryczna?
Ogólnie jestem zadowolony z rezultatów, Bitwa też dla mnie najlepszy film tego roku, aczkolwiek nie widziałem tego Brazylijskiego prawie 3 godzinnego molocha z Pablo Esc.. znaczy sie Wagnerem Mourą.
Wielki Marty mi bardzo przypomniał " Złap mnie jeśli potrafisz" Spielberga, nawet jeżeli tam ton był nieco luzniejszy i samego protagoniste można było polubić. Ciekawy jestem kolejnych ról Chalameta bo widać że chłop ma parcie na oscara, bierze biopicki czy ogólnie takie filmy które kręcą sie wokół jednej postaci a póki co szcześcia nie ma, wielu pewnie mniej znanych raz zagrało w czymś takim i zgarnęło statuetke a temu tutaj coś jednak ciągle brakuje. No i po ostatnich baletowych wypowiedziach łatwiej nie będzie :P
'
Nie oglądałem za wiele nominowanych filmów, jakoś na przestrzeni lat wypaliło się to zainteresowanie nagrodami z różnych powodów, ale w kontekście Sinners, to wykonanie w nim Rocky Way To Dublin jest cudowne. Słucham co jakiś czas i nadal, że tak powiem "buja" :D bardzo polecam, w sam raz na jutro. https://youtu.be/Iapw_hbyBjE?is=mHpW3QyMMCVV_2K4
Też słucham, razem z "I lied to you" i "In Moonlight". Każdy inny i specyficznie dobry w swoim temacie.
"In Moonlight" to akurat perfekcyjny utwór pod dramatyzm wampirów ;)
Nie było innej opcji żeby Sinners nie wygrało za muzykę a zdjecia też bo to co się dzieje podczas głównego utworu to majstersztyk.
Tak, to świetny utwór Jerry Cantrell'a, który jest chwilę podczas nadejścia wampirów.
Ciekawym utworem też jest ten samej Hailee, którą lubię nazywać nową 'Hawkey'ką' ;)
https://www.youtube.com/watch?v=QYqEfEaM8gw&list=PLeuk4c_cVcyrflkPU-2bQLHXw71Q-f7GO
Z tych wszystkich filmów jedynym który zapamiętałem to był Avatar, za to jak bardzo nijaki stał się przy poprzednich częściach. Co do reszty... Cóż, powiedziałbym że to dobra rzemieślnicza robota. Jakaś rozrywka jest, ale nic nie zapada w pamięć. Z bohaterami trudno się jakkolwiek zżyć, i ich losy są dla nas mocno obojętne, do tego moim zdaniem teraz nagminne jest że pewne sceny sie skraca, nie daje się im czasu na to aby wybrzmiały w pełni. Czasami te kilkanaście sekund w pełni mogą dopełnić scenę. A tutaj klops bo jest cięcie i kolejna scena.
Akurat ten film to jeden z niewielu których nie oglądałem z nominowanych.
Wiele z wygranych przewidziałem, lub obstawiałem jako jedno z 2 które mogą wygrać i zagadzam się z większością wyborów.
Nawet główny film od razu po obejrzeniu, czułem że wygra za tematykę, bardzo na czasie :)
Ogółem to żaden film jakoś specyficznie wybitny nie był ale sporo oglądało mi się dobrze i wiele w nich było dobrego.
'Bugonia', 'Jedna bitwa po drugiej', "Hamnet" , "Sny o pociągach" , "Frankenstein" i najciekawszy film tego roku czyli "Sinners", które mnie zaskoczyło bo w sumie każdy gada o kopii znanego filmu z wampirami i sam opis też sugeruje, że to horror ale w głebi to film o zupełnie innej tematyce. Jest tam przesłanie ale przez temat wampirów i trochę słabszą drugą część filmu nie jestem zawiedziony, że nie wygrało. Jednak wygrało za to co mogło w innych i na te liczyłem w większości.
Gdybym miał sugerować główną wygraną to byłby to chyba "Hamnet", choć też jak 'Bitwy' ma słabsze momenty jak i lepsze. W obu główny temat to akurat też dziecko-rodzic + otoczka fabularna, która z narwanym Leo i wyluzowanym Del Toro jednak przykuwała do ekranu. Najlepszy w tym filmie jest zły Sean Penn a główna baba gra przez 30min i to beznadziejna rolę. Już o wiele lepsza jest córka Leo.
Bitwa to takie guffno, ze głowa mała. Najgorzej wydane 50 zł
W sensie realizacyjnie i aktorsko to jest super, ale scenariusz ssie po całosci
PTA zasłużył na tego Oskara chociaż robił filmy lepsze np arcydziele Aż poleje się krew czy Nic widmo ale Oskary rządzą się swoimi dziwnym zasadami. Rok temu genialny reżyser Baker dostał Oskara za swój najsłabszy film a wcześniej był za świetne filmy np Red Rocket czy Florida Projekt niedoceniony. Dobrze że w USA zaczęto dostrzegać niezależnych twórców a nie tylko papkę holiłudu.
Wielki Marty to jest pomyłka, nic szczególnego, jakieś nawiązanie do "Złap mnie jeśli potrafisz" ale bez własnego sensu czy przekazu. WIdziałem i żal mi pieniędzy oraz czasu na ten film.
sprawa okazuje się być prosta.
otóż na początku roku wypłynęła informacja o związku safdiego z afera na planie gdzie młodociana zagrała w scenie dla niej nieprzeznaczonej.
https://x.com/MENin4K/status/2016264605744382320
po czymś takim Marty supreme nie miał najmniejszej szansy na zdobycie czegokolwiek, nikt z jury nie podlożyłby się pod taką minę.
Mnie to szczerze nie dziwi. Wielki Marty to jest średni film, a Timothee Chalamet nie zagrał niczego wielkiego. Lepsze aktorstwo pokazał w Diunie.
Wręcz powiedziałbym w kontekście tej przytoczonej w artykule wypowiedzi, że on momentami w ogóle nie grał Martyego, tylko był sobą.
Szczerze powiedziawszy to tak: oglądałem Wielkiego Martyego i Pomoc Domową ciągiem, oba filmy razem, bo miały premierę w tym samym czasie i Pomoc Domowa naprawdę zrobiła na mnie lepsze wrażenie niż Wielki Marty, również aktorsko, a nie dostała żadnej nominacji...
Zawsze staram się obejrzeć "dzieła" które zdobywają oscara za najlepszy film i zwykle mi się one podobają, mniej lub bardziej, ale są co najmniej znośne.
Za najgorszy taki film uważam "Wszystko wszędzie naraz" nie potrafię pojąć fenomenu tego guana. Podchodziłem do niego 4 razy i w końcu obejrzałem do końca, ale to była męka.
Przypomnijmy, że na krótko przed galą głośno było o niefortunnej wypowiedzi artysty, który w filmie Josha Safdie wcielił się głównego bohatera. Timothee Chalamet w rozmowie z Matthew McConaughey’em powiedział, że nie chce pracować w operze czy balecie, które i tak już współcześnie nikogo nie obchodzą. Słowa młodej gwiazdy spotkały się z dużą krytyką środowiska i stały obiektem żartów na tegorocznej gali. Możemy jedyne spekulować, czy miały wpływ także na wynik Oscarów.
Nie słyszałem o tym wcześniej, ale dziś akurat trafiłem na artykuł, który pisze o sprawie trochę szerzej: https://kultura.gazeta.pl/kultura/7,198697,32655487,juz-nie-jest-ulubiencem-tlumow-glupia-wypowiedz-stracila-chalameta.html i to jest chyba najgłupsza pseudo-afera o jakiej słyszałem od długiego czasu. Gość nie powiedział nic szczególnie kontrowersyjnego. Nie było w tym jakiejś negatywnej intencji, czy chęci dowalenia komukolwiek. Ot, zwykła opinia wynikająca po prostu z niewiedzy (przynajmniej tak zakładam, że ci, co go prostują mają rację - sam do opery nie chodzę, bo mnie właśnie nie obchodzi), nic o co warto by tłuc zbroję. W normalnym świecie ktoś by go po prostu uświadomił i powiedział "stary, nie masz racji, jest tak i tak" i sprawa by się zakończyła.
Ale nie, tu jakieś hurr durr, atak na KULTURĘ WYŻSZĄ! Koniec kariery i nie dawajcie mu nigdy oscara! No ludzie... Nie widziałem tego filmu, który był nominowany, a Chalameta jako aktora nawet niespecjalnie lubię, ale serio, skoro dziś ktoś faktycznie może sobie narazić karierę z powodu takiej pierdoły, to znaczy, że świat już całkiem ocipiał.