Tak wygląda praca dla koncernów. Dziś prestiż jutro bruk. Pracownik tam jest po prostu narzędziem/środkiem produkcji jak maszyna, której utrzymanie kosztuje. Komuś może się wydawać, że bierze udział w robieniu czegoś ważnego, a tymczasem jest UŻYWANY do robienia czegoś. W większości nawet nie stali obok gościa który im płaci, mogą nie wiedzieć jak wygląda, a on z pewnością nie wie jak oni wyglądają. Ot nazwisko, funkcja jaką pełni, koszt utrzymania. Trzeba ciąć koszty to pozbywa się maszyn, albo zamienia się na AI maszynę i tyle. Wtedy te ważne rzeczy są robione taniej. Pozbycie się fizycznej maszyny jest z pewnością bardziej kosztowne niż pozbycie się człowieka. Maszynę trzeba odłączyć, wynieść, zutylizować/sprzedać. Człowiek dostaje maila i sam wyjdzie. W mniejszych firmach zwalniający musi chociaż podjąć wysiłek emocjonalny. W korpo nie ma więzi, ludzie się nie znają, nie widzą to i nie ma kosztów emocjonalnych. Koszty zwolnienia = mail.
Bardzo dobrze, idealnie, niech na całym świecie zwalniają, z dnia na dzień, niech miliony pójdzie na bruk - tylko wtedy społeczeństwo nie będzie gotowane jak żaba, aż się wkurwią i wyjdą na ulice, a politycy pod presją wprowadzą UBI. Inaczej, jak do takich faktów o zwolnieniach przywykniemy to mamy przesrane. Im gwałtowniejsze zmiany, tym lepiej dla ludzi.
Jak te zwolnienia były w USA to nikt z tym nic nie zrobi.
W Europie byłoby inaczej, w części krajów Azjatyckich też, ale zwolnienia dotknęły głównie USA, Kanady i Indii. Tam nic się nie wydarzy, zwłaszcza w US wmówiono społeczeństwu, że dobro korporacji i udziałowców jest kluczowe, a reszta ma drugorzędne znaczenie.
Jak ludzie wyjdą protestować przeciwko zwolnieniom to zaraz pojawi się równie wielka, jak nie większa, kontrmanifestacja w obronie korporacji do zwalniania jak chcą i kiedy chcą.
Może w Kanadzie coś tam przebąkną ale oni mają trochę za mały wpływ tutaj na cokolwiek.