Największy problem tego serialu to taki, że jest go tak mało.
"wspominał też, że niepotrzebnie posłał do piachu jedną kluczową postać, kiedy jeszcze by się przydała w następnych tomach."
Nie zamierzam czytać książek, więc spoiler mi lotto, ale mogę wiedzieć, o jaką postać chodzi i w jakich okolicznościach przekręciła kopyta (serial oglądałem)? Zaznaczyć spoilerem najwyżej poproszę, żeby inni się nie natknęli.
Jak dla mnie to są zwykłe bezsensowne i niewiarygodne wymówki którymi facet próbuje przykryć to, że mu się po prostu NIE CHCE.
Rozwijam: przy takich masakrach jakie Martin urządza swoim bohaterom, każdy myślący autor rozpisze i rozplanuje przynajmniej ogólne ścieżki którymi powędrują postacie i fabuła. Martin z całą pewnością nie jest idiotą który leci na żywioł i liczy że jakoś się samo poukłada.
Tylko ostatnia z trzech nowel "Rycerza" wyszła rok przed Tańcem ze smokami. To, że teraz działa przy serialu w zasadzie nie zmienia tego, że złożył nieformalną obietnicę, tworząc cykl, a potem jej nie dopełnił. Daleki jestem od chamskich pytań do Martina "kto cię zastąpi gdy umrzesz", ale zawód pozostaje. Odpuściłem PLiO ze względu na to, że cykl nie został dokończony i trochę żałuję, ale nie chcę powtórki z Kresa (którego kończy Saulski) czy Wegnera. Przypadek Martina powinien być przestrogą dla pisarzy i pisarek, że może wielotomowe epopeje nie są najlepszym pomysłem, jeśli ich realizacja trwa trzydzieści lat. Pomijam Rothfussa, który odwalił popelinę jeszcze szybciej. Lepiej rozwiązał to wspomniany Abercrombie, którego książki uwielbiam - trylogia (powieść rozdzielona na trzy tomy tak naprawdę), samostojki, trylogia... Jeśli z jakiejś przyczyny przestałby pisać, nie ma tragedii. Odstawił Pierwsze prawo na rzecz Diabłów - i w porządku, może wróci, może nie, nie ma "długu" wobec czytelników. Życzyłbym sobie więcej tego typu rozwiązań zamiast wielotomowych sag. Już pomijam durne procedurale pokroju Piekary, gdzie finału nie ma i nie będzie.
Też dotychczasowo przeczytane książki Abercrombiego uwielbiam (jestem na Best Served Cold, Diabły też przeczytane), no i mam nadzieję, że planowane filmy tytułów akurat tych z nawiasu też się udadzą na tyle, jak tutaj adaptacja Rycerza Siedmiu Królestw :) chociaż przed nimi chyba jeszcze długa droga, oby nie utknęły na samej preprodukcji.
Nie ma nic ważniejszego dla uniwersum PLiO od "Wichrów Zimy" i "Snu o Wiośnie". Cała reszta to jest pył na wietrze. Można tworzyć tysiące historyjek o bohaterach czasów miodnych, którzy tak jak Dunk i Jajo zapełniali świat Westeros, ale żadna z nich nie ma znaczenia gdy na horyzoncie majaczy największe zagrożenie w dziejach ludzkości (od czasów Długiej Nocy) a gdzieś tam żyje Książe Którego Obiecano, który jest tytułową Pieśnią Lodu i Ognia. Cały ten wywód autora jest kuriozalny i niedorzeczny.
George R. R. Martin pewnie nigdy nie skończy swojej sagi - i dobrze, skoro dostaliśmy Rycerza Siedmiu Królestw.
Autor tego stwierdzenia to mistrz świata. Ekipa budowała mu dom. Nigdy go nie skończą bo się zmęczyli i nie ma dachu. I dobrze skoro ma tak zajebistą łazienkę. W sumie ciekawy jest jak byłoby gdyby był ten dach ale ponad swój dom stawia wyżej domy swoich przyjaciół.
Jak coś się zaczyna trzeba to skończyć. Skoro Martin żyje to cała ta historia z brakiem zakończenia sagi to splunięcie w twarz najwierniejszym czytelnikom. Szukanie usprawiedliwienia i wymówek niczego nie zmienia. Położenie dykty na dachu nie zastąpi dachówki.