Jak widzę mordę tego transformatora z Resonance to mnie na pawia ciągnie.
Jak można było się tak sprzedać woke i po dwóch świetnych grach stworzyć kolejną część tylko po to żeby zadowolić baśniowe stwory? 🤦
Ta gra to dziwny twór. Pierwsze dwie gry, to łażenie lampą, "skradanie się", rzucanie kamyczkami i UNIKANIE walki.
Sophia w drugiej części też nie była jakimś wojownikiem, była nawigatorem, przemytnikiem, pomagała nam i z nikim nie walczyła.
A tu nagle w prequel-u do tych dwóch gier nawala się niczym rasowy mistrz sztuk walk i zarzyna każdego.
Tam kogoś w studio trochę zakręciło w nie tą stronę co trzeba to się totalnie nie spina narracyjnie, oby tylko ich nagle nie "oświeciło" i nie skręcili w lewo bo Słodki Bobas i reszta tak im podpowiedziała.
Bo bądźmy szczerzy równie dobrze to mogła by być inna postać i nie było by takiego rozpadu narracyjnego.