Mimo wszystko non-stop zmieniać postaci tak, żeby każdy czuł się reprezentowany też nie trzeba wszędzie na siłę. Zwłaszcza, że te mniejszości zwykle same się tego wcale nie domagają.
Via Tenor
Jak coś jest robione z umiarem i głową, to jest dobrze. Taki popularny przykład jak Ojciec Chrzestny i scena chrztu, która do książki pasowała ale we filmie by żadnego wrażenia nie zrobiła. Natomiast przez to że to zmienili wyszło epicko i z rozmachem.
Tak, tu się zgadzam, że nie powinny być identyczne jak książka.
Jednak powinny się po prostu skupić na rozszerzeniu świata/wątków z książki, zamiast zmieniać historię czy jej wydźwięk lub postacie, a jeśli już to robić to z głową.
Świetne jest w tym np. The Boys, które bardzo dużo zmienia w stosunku do komiksów, ale generalnie są to zmiany na lepsze i w duchu świata, bo niektóre wątki z komiksu w serialu by się zwyczajnie nie sprawdziły. Np. wątek z próbami wskrzeszania poległych supków, przez co w bazie Siódemki mieli Lamplightera, który był ciężko upośledzoną umysłowo wersją siebie, która robiła pod siebie i nie panowała nad swoimi mocami...
Że tak polecę kultowym "To zależy".
Wielu książek po prostu nie da się sensownie zaadaptować, zwłaszcza, gdy sporą część istotnej narracji ukrywają w warstwie "wewnętrznej" bohaterów, a nie w dosłownych scenach. Jest wiele zabiegów narracyjnych, które w literaturze działają, a w formie filmowej byłyby na straconej pozycji. Literatura potrafi dużo ukrywać dużo treści poza płynną, filmową narracją, przez co brak zmian w prowadzeniu fabuły okazuje się de facto... wykastrowaniem fabuły.
Wtedy faktycznie wierna ekranizacja jest dużo gorszym pomysłem niż luźniejsza adaptacja.
Ale to nie dotyczy też każdej książki. Sporo literatury dobrze sprawdziłaby się na ekranie przy zachowaniu pełnej wierności materiałowi źródłowemu.
Więc jak to mówią - książka książce nierówna, i te podejścia muszą być adekwatne do tego, na ile w ogóle materiał źródłowy da się zaadaptować na film ;)
Oby już nigdy nikt nie zrobił takiej kastracji materiału źródłowego i kompletnej zmiany mechaniki świata, jak Rafe Judkins przy "The Wheel of Time". Mam tylko nadzieje, że Sanderson nauczył się żeby showrunnerow trzymać w ryzach
Niech on się nie wypowiada. Wielu artystów ma problemy z wydaniem książek, a nie mówiąc już o ekranizacjach. A on ma za sobą cały mocarny kościół "LDS", który nie tylko pomaga w propagowaniu jego prozy jak i sam zawiera w książkach ideologię tego wyznania. Ale ludzie są zbyt głupi aby się zorientować i przyjmują jego słowo za pewnik.