Szkoda, bo świetnie sobie poradził. Chociaż tego, czego najbardziej mi brakowało w kolejnych częściach to zdecydowanie muzyka Johna Williamsa. Później już żadna część nie miała w swojej ścieżce dźwiękowej tyle magii co pierwsze trzy części.
Gdzie i tak wprowadzając dużo tego mroku, to Cuaron i tak robił to według mnie o wiele lepiej niż Yates - w jego adaptacjach uleciało za dużo magii z tego świata. Jedna z jego części (nie pamiętam do końca czy Książe Półkrwi czy pierwsza część Insygni Śmierci) to w ogóle było esktremum w kwestii wyprania kolorów, nawet jak rozumiem ten zamysł, bo hej - nadchodzi wojna, to wyglądało to i tak najzwyczajniej słabo.