Kiedy ostatnio doznaliscie szczęścia???
W sercu, prawdziwe szczęście, euforię. Ja ostatnio kupiłem sobie doładowanie steam w żabce i kupiłem sobie Hitman absolution za 7 zł. Potem powtórka za 40 zł i kupiłem sobie Desperados 1 i 2, helldorado a i jeszcze hatred. Dosłownie za grosze typu 5,7,9 złotych. Kilka dni chodziłem szczęśliwy i się chwaliłem.
Ostatnio poszedłem do Kauflandu i wydałem trochę kasy na "szlachetne paczki" które zostawiłem w lokalnym kościele. Nie były to produkty premium ale tutaj ilość a nie jakość miała znaczenie, potrzebujących rodzin (niestety) nadal jest sporo.
Kupiłem makarony, kasze, jakieś podstawowe przekąski (paluszki i inne pierdolety) i coś do picia - herbatę, kawę zbożową itd. Powsadzałem do toreb tak żeby mniej więcej były na równi w kwestii ceny.
Zanim skończyłem rozmawiać z wolontariuszami kościele jedna kobitka z dzieckiem już zerknęła do swojej paczki i odparła do synka "widzisz synuś, dzisiaj mama zrobi spaghetti na obiad, takie jak lubisz". Synek zapytał z dziecięcym entuzjazmem, "a mogę paluszki?" na co mama odparła że oczywiście, ale dopiero jak wyjdą z kościoła.
Fajne to było uczucie tak komuś odrobinkę pomóc, byłem wtedy szczęśliwy.
Niestety jak po kilku minutach zawróciłem po rękawiczki które zostawiłem w ławce, słyszałem jak jakaś rozwydrzona, niewdzięczna baba jęczy coś o "okopowym żarciu", co trochę popsuło humor. Nie chciało mi się wdawać w dyskusję. Ale tak czy siak pomagać warto.
Doładowanie steam kupiłem w żabce a Desperados na steam kupiłem obie części.
Kupowalem sobie normalnie osiem piwek na wieczor w plazie. Przede mna byl dziwny koles (wygladal jak jakis mlodociany huligan, pewnie w brutalne gry gra), ktory cieszyl sie jak dziecko kupujac jakis dziwny kolorowy swistek papieru z numerkami.
Jak wychodzil to przejezdzajacy samochod ochalapal go woda z kaluzy.
I to mnie ucieszylo. To jest to.
Trzy miesiące temu tego samego dnia trafiłem 4 w Mini lotto, wygrana 810 pln + wygrana w Keno 8/10 250 pln... cieszyłem się jak głupi :P
Ostatnio poszedłem do Kauflandu i wydałem trochę kasy na "szlachetne paczki" które zostawiłem w lokalnym kościele. Nie były to produkty premium ale tutaj ilość a nie jakość miała znaczenie, potrzebujących rodzin (niestety) nadal jest sporo.
Kupiłem makarony, kasze, jakieś podstawowe przekąski (paluszki i inne pierdolety) i coś do picia - herbatę, kawę zbożową itd. Powsadzałem do toreb tak żeby mniej więcej były na równi w kwestii ceny.
Zanim skończyłem rozmawiać z wolontariuszami kościele jedna kobitka z dzieckiem już zerknęła do swojej paczki i odparła do synka "widzisz synuś, dzisiaj mama zrobi spaghetti na obiad, takie jak lubisz". Synek zapytał z dziecięcym entuzjazmem, "a mogę paluszki?" na co mama odparła że oczywiście, ale dopiero jak wyjdą z kościoła.
Fajne to było uczucie tak komuś odrobinkę pomóc, byłem wtedy szczęśliwy.
Niestety jak po kilku minutach zawróciłem po rękawiczki które zostawiłem w ławce, słyszałem jak jakaś rozwydrzona, niewdzięczna baba jęczy coś o "okopowym żarciu", co trochę popsuło humor. Nie chciało mi się wdawać w dyskusję. Ale tak czy siak pomagać warto.
Ukraińcom zaniosłem swoją bieda paczkę,kawy zbożowej nie było. Polska niby 20 gospodarka a Polacy biedusy żrą kaszę i makaron, do tego zbroją się jak Korea Północna.
wystarczy doceniac to co sie ma i nie wpasc w głupi wir pogoni za "więcej i więcej"
Jak zagrałem na laptopie w HL2 na pełnych detalach ostatnio, a on cały czas był cichy i dość chłodny. Naprawdę przyjemne przeżycie kiedy nie trzeba zakładać słuchawek aby zagrać.
Dzisiaj będzie powtórka brykania i nowy zastrzyk endorfin :)
Takich małych zastrzyków pozytywnej energii miałem w ostatnim czasie całkiem sporo, ale jeżeli mówimy o prawdziwie wielkiej euforii, takiej która aż rozpiera od środka, powoduje że człowiek ma ochotę dosłownie i w przenośni podskakiwać pod sufit, to cofnę się do końca marca. Wpadła mi zupełnie niespodziewanie spora sumka z ubezpieczenia, której w całości nie byłem w stanie wydać nawet na swoje widzimisię, zatem część tej kwoty oddałem siostrze, która wtedy była w lekkich tarapatach finansowych. Nie jestem w stanie opisać słowami jak fantastycznie się czułem słysząc przez telefon, czy czytając wiadomości od niej, że pierwszy raz od dłuższego czasu zasnęła i obudziła się spokojna, bez nerwów, że zniknęła połowa jej problemów, czy też jak wysłała mi zdjęcie jak moja młodsza siostrzenica z szerokim bananem na twarzy popyla na wymarzonym rowerze.
Mi sie micha cieszyła jak w lato człowiek wrocił z pracy i poszedł po prostu na rower, nie jeździłem z 15 lat, a jak wsiadłem pierwszy raz od tego czasu to jak dzieciak :D i tak się prawie codziennie po dwie godzinki jeździło jak była pogoda, no i granie na PC jeszcze daje radość, ale równie mocno humor psuje praca.
Kurde już myślałem, że chyba faktycznie nie pamiętam. Ale dojechałem do końca wątku i przeczytałem komentarz
Więc coś w tym jest i chyba jedną z dróg do szczęścia, jest przypominanie sobie o czasem zapomnianych zajęciach, aktywnościach, które kiedyś sprawiały nam przyjemność, a które z różnych powodów porzuciliśmy.
W poprzednim tygodniu jak udało mi się coś naprawić ;).
A do tego w tamtym tygodniu kupiłem coś co chciałem od dłuższego czasu i okazało się lepsze niż myślałem (rzadkość) ;D. Dostaję sporo pochwał w robocie również ;). Ja tam jestem całkiem szczęśliwym człowiekiem. Skrajnego szczęścia nie doznałem.