Ile wydajecie na jedzenie miesięcznie?
Pytam bo mi starcza do 500 zł.
A jak jest to u was? Czy 500 zł to czasem nie za dużo? Mowa o singlu.
500-600 zł to jest raczej normalna kwota, jeśli chodzi o w miarę zdrową (i sezonową, czyli tańszą w danym momencie) żywność. Jeśli w tej kwocie zawierają się też np. słodycze czy posiłki na mieście, to bym powiedział, że 500 zł to niezbyt dużo (albo sporo w tym gównianego żarcia).

3 tysiące miesięcznie średnia z 12 miesięcy 2025.
5 domowników i pies:)
Styczeń 2026 -->
Za rodzinę tyle co obecnie wart 32 GB RAM DDR5.
Trudno to policzyć dokładnie, ale z prostego przeliczenia, na jedną osobę, średnio to jakieś 600-750 PLN.
Także 500 zł na miesiąc to zdecydowanie nie jest dużo.
Protip: Jak zalejesz żołądek dużą ilością piwa, to wtedy będziesz mniej głodny i mniej wydasz na jedzenie.
No tak, ale weź pod uwagę, że samym piwzgiem jedzenia nie zastąpisz. A w dłuższej perspektywie to właśnie od piwa będziesz bardziej beczkowaty - taki proces. Zależy co się je, ale rozumiem, że to ma być żart xd
Absolutnie nie jest dużo. Ja aż z ciekawości podliczyłem swój ostatni miesiąc, gdzie kupowałem dość oszczędnie i wyszło mi 402zł. Zatem bez zbytniego oglądania się na obniżki i promocje, oraz przy jakichś zachciankach raz na jakiś czas, 500zł to absolutnie normalna kwota.
500 zł na miesiąc na głowę? czyli 16 zł z hakiem dziennie? Nie mówię nie, ale rzućcie okiem czy aby na pewno dobrze podsumowaliście.
U mnie ok 60 zł dziennie: na jedzenie, picie czyli w skali miesiąca1800 (jednoosobowe gospodarstwo domowe).

Dobrze podsumowałem. U mnie miesięcznie (teraz dwie osoby) to ok. 1200 zł (z okazyjnymi "zachciankami").
Przykładowy dzień: śniadanie (owsianka czy omlet z owocami, jakimś skyrem itp.), drugie śniadanie (jakiś baton proteinowy, owoce, surowa marchewka), obiad (mięso, warzywa / sałatka, ryż / kasza / makaron), jakiś drobny podwieczorek (np. przekąska w stylu orzechy), kolacja (np. ryby, sery, jakieś pieczywo, sałata itp.). Menu się zmienia niemal codziennie (czasem jest bardziej wegańskie, czasem dochodzi np. zupa-krem, jakiś koktajl z owoców czy warzyw itp.). Tylko śniadania podobne.
Nie wliczam w kwotę wypadów do restauracji (średnio dwa razy w miesiącu), alkoholu (rzadko coś kupuję w sklepie, uwielbiam nalewki domowej roboty) i suplementów (jak ćwiczę, wpada jakieś białko itp.). Ale wliczam już np. zamówienie pizzy (średnio raz w miesiącu) czy odrobinę słodyczy (w tym własne wypieki).
Zakupy robimy zazwyczaj dwa razy w miesiącu (chyba że jest jakaś nagła potrzeba). Głównie Lidl, Biedronka lub Kaufland. Do koszyka wrzucamy często "stały zestaw" produktów plus sezonowe owoce / warzywa. Raczej nie kupujemy żadnych słodkich napojów czy soków. Białe pieczywo - bardzo rzadko.
Moja luba czasem sobie pstryka fotki tego, co robi lub zrobiła. Załączam zupę dyniową "w produkcji" (będzie na obiad), placuszki bananowe (śniadanie), tortillę (zazwyczaj na kolację) i pstrąga (obiad). To ona jest tym czarodziejem w kuchni, dzięki któremu takie smakołyki da się robić w ramach 1200 zł miesięcznie.
BTW, jak wiele, wiele lat temu wrzucałem na ruszt sporo śmieciowego, przetworzonego jedzenia (np. gotowe dania, ciastka, batony, kremy do smarowania, tony białego pieczywa, burgery, słodkie soki owocowe itp.), to płaciłem znacznie więcej, a jadłem chyba mniej i na pewno gorzej.
Ciężko stwierdzić no ale ze dwa/trzy razy w tygodniu jestem w sklepie i lekko idzie 150zł. Raz na jakiś czas coś zamówię.
A nie jestem jedynym uzupełniaczem lodówki.
Ale też mam ostatnio straszny revenge na cukier, rzucanie palenia i alko dało taki skutek że na drugie mam Milka a na trzecie Kinder Bueno. Plus nie pije wody. Plus no jest pies i kot w domu.
500zł to mało ale na pewno się da przeżyć za 15zł dziennie. Problem w tym że w ostatnio trochę nam ceny podskoczyły i raczej wątpię żeby to była jakkolwiek "ciekawa" dieta.
Trójka domowników, około trzech tysięcy miesięcznie wyjdzie średnio (liczę same zakupy spożywcze, bez knajp i kosztów energii). Zależy od miesiąca i co jest dostępne i za ile
Tylko tutaj pojawia się dość ważne pytanie, zależy gdzie się mieszka. Ceny artykułów spożywczych w dużych miastach są spokojnie o 1/3 wyższe niż w mniejszych miejscowościach na prowinicji.
Myślałem że wydaje mało bo ok 900zl kupując na promkach a tu są przypadki ze 500 :O
700-1000 PLN. Zależy ile razy w miesiącu wychodzimy do knajpy. Ceny w restauracjach odleciały w kosmos, więc mamy tylko kilka wybranych (na całe miasto), gdzie można zjeść bardzo dobrze i w rozsądnych pieniądzach, ale i tak z powodu cen w gastro wychodzimy rzadko, może 1-2 w miesiącu. Bez wyjść do knajpy będzie 700-850 na osobę, ale w zasadzie siedzę głównie na HO więc gotuję w domu co wychodzi dość tanio. Niestety, przez olbrzymią inflację z lat 2018-2023 ceny wywaliło w górę i na pewno nie wrócą do poprzedniego poziomu.
Zauważyliście że masło mocno staniało ostatnio.
Groch z kapusta kiszona. Zajebiste makro: bialko/witaminy i mozna zejsc do 200zl miesiecznie.
Gdyby trzeba zaprojektowac jeden posilek gdzie cala ludzkosc miala by przetrwac po apokalipsie to bylby to wlasnie groch z kapusta.
500 miesięcznie to średnio 17 zł dziennie, to bardzo mało.
Skromny obiad bez ekstrawagancji, przygotowany samodzielnie, a gdzie reszta?
A jak chcecie sobie np. Pomarańcze kupić to nie jecie przez jeden dzień?
Przecież to się nie spina w normalną zdrową dietę.
W szpitalach jest około 20 zł dzienie i płaczą że za mało i żeby było dobrze to dzisiaj musi być między 30 i 40 złotych dziennie, czyli min. 1000 zł miesięcznie.
W szpitalach jest około 20 zł dzienie i płaczą że za mało
Koszt jedzenia w szpitalu to nie same produkty (a o tym mówimy). Do tego dochodzą duże koszty energii, robocizna itp.
Nie jest sztuką wydać dużo na jedzenie. Sztuka jest wydać tyle, ile trzeba, żeby zjeść smacznie, pożywnie i zdrowo. ;)
Około 500 zł - 130-140 zł tygodniowo. Nic specjalnego: owoce, kasza, mleko bez laktozy, granola, mięso, podroby. Dużo nie wydaję, porcje jem normalne, a najedzony jestem - to najważniejsze :)
Via Tenor
Gdzie jest alex, gdy jest potrzebny :(
Dowiedziałbyś się, że normalnym jest wydawanie co najmniej 500 zł dziennie.
Dzizas, teraz patrzę na to, że sporo osób podaje te 500 zł. Gdybyście w sądzie na sprawie alimentacyjnej twierdzili, że wydajecie na dziecko 17 zł dziennie to sędzia by was śmiechem zabiła. Spytajcie się żony ile wydaje na jedzenie. Bukary, a jeśli Ci kohabitantka mówi, że wydaje dziennie po 16 zł na osobę jedząc skyr, batony proteinowe i ryby to albo mówi Ci bzdury albo źle słyszysz albo oboje jesteście karłami.
Ale fotki ładne, zakładam że jakiegoś insta ma
Bukary, a jeśli Ci kohabitantka mówi, że wydaje dziennie po 16 zł na osobę jedząc skyr, batony proteinowe i ryby to albo mówi Ci bzdury albo źle słyszysz albo oboje jesteście karłami.
Bzdury? :) Dokładnie tyle wydajemy. Nie mam powodu, żeby "ściemniać". Zawsze robimy zakupy razem (raz na dwa tygodnie), a przy kasie nie znikam magicznie i nie tracę wzroku. Średnia to ok. 1200 zł miesięcznie. Czasem mniej, czasem więcej, bo niektóre raz kupione produkty (płatki, olej, mąka, makaron itp.) starczą na dłużej. W zimie korzystamy z zamrożonych owoców, które były kupione taniej latem. Dzisiaj np. jedliśmy dynię kupioną jeszcze w listopadzie (i przechowywaną w chłodnym pomieszczeniu). Mamy dwa krzaczki porzeczek w ogrodzie, więc dziesięć słoików dżemu na zimę sami "produkujemy", co jest idealnym dodatkiem do omleta bądź owsianki. Latem mamy też własną sałatę i własne pomidory. Jedyny potrzebny "produkt", który możemy często wykreślić z liksty zakupów, to jajka (kury teściów nas zazwyczaj "zaopatrują"). BTW, karłami raczej nie jesteśmy.
Dla przykładu dzisiejsze śniadanie:
- placuszki owsiano-bananowe z jogurtem greckim i prażonymi jabłkami z cynamonem (koszt to jeden banan, 2 jajka, pół szklanki płatków owsianych, jedno jabłko, jeden jogurt i pół łyżki masła, czyli w sumie ok. 5-6 zł na dwie osoby).
A inne przykładowe śniadanie z tego tygodnia to pieczony serniczek z borówkami (na 2 osoby: kostka twarogu, 2 jajka, pół szklanki wiórków kokosowych, łyżka cukru i garść borówek z zamrażarkowych zapasów). Koszt produktów policz sobie sam. :)
A np. obiad ze zdjęcia: pstrąg na spaghetti z cukinii (porcja na 2 osoby: pstrąg - 13 zł, 1 cukinia - 3 zł w sezonie, własne pomidorki i własne zioła).
Wystarczy sobie dobrze zaplanować menu i robić zakupy z głową (promocje itp.). Wiele zależy też od zapotrzebowania kalorycznego. Jak ktoś potrzebuje mnóstwa kalorii (bo jest wielki, ćwiczy, pracuje intensywnie fizycznie itp.), to koszty pójdą w górę. Oczywiście, czasem dziennie wydaje się więcej na żarcie niż np. 20 zł na osobę, dlatego mówimy o "średnich wartościach". Pamiętaj też, że u nas w menu rzadko pojawia się "klasyczna" kanapka z serem, szynką i ogórkiem, która jest wbrew pozorom dosyć droga (biały chleb, wędliny, obecnie drogi ogórek i reszta). No i nie jestem osobą, która np. wpierniczy do obiadu całą paczkę frytek. ;)
Właśnie sobie z druga połówką jeszcze przegadałem całą kwestię. Ok. 1200 zł miesięcznie (sam koszt produktów) nam wychodzi. Nie inaczej. A posiłki są pożywne i smaczne. Jak zaszalejemy ze słodyczami, to może 100 zł więcej. Wiosną dochodzi jeszcze ewentualnie koszt sadzonek (warzywa typu sałata i pomidory, owoce typu borówki i porzeczki, zioła), czyli ok. 150 zł, ale jak się o rośliny dba, to potem jest z czego wybierać w zamrażarce. Wszystko to z perspektywy osoby, która mieszka na wsi, bo w bloku nie miałbym pewnie takiej możliwości "optymalizacji" latem.
Pamiętajcie tylko o jednej istotnej sprawie, dużo zależy gdzie się mieszka. Z tego co pamiętam Bukary mieszka w mniejszej miejscowości na Podhalu, tam są zupełnie inne ceny niż w takiej Warszawie, Krakowie czy Gdańsku.
I tak, część produktów jak te pakowane, markowe, słodycze itd. będzie miała wszędzie te same cany ale warzywa czy mięso potrafią mieć zupełnie inne, różnica spokojnie potrafi wynosić 1/3.
Mam znajomych na mazurach, na zakupy na które oni wydają nieco ponad 600zł ja w Gdańsku musiałbym wydać niemal 900zł.
A to już pomijając własny ogródek.
Pamiętajcie tylko o jednej istotnej sprawie, dużo zależy gdzie się mieszka.
To prawda. Choć praktycznie wszystkie zakupy robimy, jak pisałem, w sieciówkach. Nie wiem, czy tam ceny różnią się w zależności od regionu.
W Biedronce się różnią i to zauważalnie. Oczywiście wiele produktów ma stale ceny, ale ceny mięsa, warzyw i owoców są inne. Podobnie w wypadku niektórych wędlin nie markowych, są na przykład dostępne tańsze zamienniki. Do tego potrafią być inne promocje itd.
Właśnie porównywaliśmy kiedyś paragony z mazur i Gdańska i wyszły zauważalne różnice, oba z biedry.
Nawet Lidl się kiedyś reklamował tym, ze w przeciwieństwie do biedry mają wszędzie takie same ceny (tylko, ze Lidle na wsiach to bardzo zadki widok).
Uczciwie powiem, że nie wiem ile wydajemy na jedzenie. Jest to dla nas bez znaczenia, dwie osoby z przyzwoitym dochodem dysponowanym, ze wszystkimi potrzebnymi (mieszkanie, samochody) rzeczami, bez kredytów. Nie mam potrzeby stosować ograniczeń, tylko zdrowy rozsądek.
W Biedronce się różnią i to zauważalnie.
Muszę to kiedyś z ciekawości sprawdzić. Zwłaszcza że Podhale to region turystyczny, gdzie ceny są raczej wysokie. Nie bez powodu jednak powtarza się (a propos mojej profesji), że nauczyciel w mieście ma problem, żeby utrzymać się z pensji, ale na wsi już jakoś sobie daje radę. ;)
BTW, na zakupy zawsze jeżdżę (specjalnie) do pobliskiego miasta, dlatego właśnie robię większe zapasy dwa razy w miesiącu, a nie zaopatruję się codziennie. Wychodzi to dużo taniej niż częste zakupy w wiejskich marketach. Niestety, na wsi nie ma również u mnie Biedronki. :(
Kurcze no nie chcę się kłócić, bo specjalistą nie jestem ale za cholerę mi to nie pasuje
Po pierwsze - pstrąg kosztuje 30 zł za kg. Jeśli jesz te 200g to już masz 6 zł.
Po drugie kalorie - te placuszki jak to nazwałeś to mają ze 300 kal na osobę. PStrąg z cukinią ze 400. A gdzie pozostałe 1500?
Gdzie kawa, czy inne napoje? Nie mówiąc już o słodyczach. Batony proteinowe to 5 zł sztuka.

To i tak mało wydajecie jakoś, mi wyjdzie miesięcznie z 900 zł jeśli chodzi o żarcie samotnie, ale ja lubie zjeść i dużo jem hehe.
Dieta czokoszokowa w 2015 a 2021 - >
500 złotych na miesiąc to jest niemożliwe jedząc nawet największy syf.
Nie licząc cen energii wyszło mi 1500 na osobę za same obiady (liczę koszt tylko domowych dań). Dziennie zjadam jedną dużą porcję pstrąga lub halibuta lub soli lub dorsza lub mintaja lub tuńczyka lub krewetek lub małży (zwykłych lub nowozelandzkich). Do tego dochodzi ryż lub makaron (czarny do krewetek do ryb ryż a małże same) oraz warzywa i / lub owoce. Nie wliczam kosztu wina ale doliczam kawę lub herbatę. Średnio za jeden obiad dla jednej osoby wychodzi mi 50 złotych dziennie. Czasem dla odmiany zjem wołowinę z ziemniakami i duszonymi warzywami ale koszt plus minus pozostaje ten sam (nieco taniej mięso ale więcej na warzywa w których najdroższe są papryka i pomidory).
Koszt śniadania (kawa zbożowa na mleku, 3 jajka, sałatka z tuńczyka w puszce i groszku konserwowego oraz kiszonego ogórka plus jasne pieczywo i szczypiorek oraz pomidor i dwa lub trzy plastry żółtego sera) to jakieś 12 -15 złotych.
Kolacji nie jem w ogóle tak jak ciast chipsów rogalików czy innych croissantów. Napojów gazowanych i niegazowanych nie spożywam (w ich miejsce piję wino i wódkę).
Średnio wychodzi mi więc 60-65 zeta za samo jedzenie i kawę / herbatę dziennie nie wliczając kosztów przygotowania. Oczywiście bez alkoholu który w przeliczeniu na dzień kosztuje z 30-40 złotych najmniej.
Też mi się wydaje że małe wartości coś podają, przed robotą rano trzeba sobie sniadanie kupić, potem po robocie wracasz obiad, no chyba że ktoś je suchy chleb.
Dziennie zjadam jedną dużą porcję pstrąga lub halibuta lub soli lub dorsza lub mintaja lub tuńczyka lub krewetek
na horyzoncie zatrucie rtęcią.
na horyzoncie zatrucie rtęcią.
Bez kitu jest nawet specjalna nazwa na zatrucie rtecią robaków, którzy oprócz normalnych owoców i warzyw żarli ryby na potęgę. Spodziewaj się wypadania włosów i kiepskiej kondycji skóry
Także uważam że 500 zlotych to nawet nie starczy na obiady z wysoko-przetworzonych mięs. Jesli ktoś jest jaroszem i żywi się serami oraz warzywami i owocami to tym bardziej nie zmieści się w tym budżecie.
na horyzoncie zatrucie rtęcią.
Z gatunków które wymieniłem jedynie tuńczyk podlega wysokiej bioakumulacji rtęci. Prym wiodą duże i/lub dlugo żyjące osobniki takie jak miecznik rekin szczupak makrela okoń węgorz sandacz czy panga.
Pstrąg halibut mintaj i dorsz grenlandzki posiadają bardzo niskie stężenie (do tego pstrąg jest na ogół hodowlany i często pozbawiony toksycznej metylortęci). Przepisy UE dla większości ryb dopuszczają stężenie wynoszące 05 mg/kg a dla ryb drapieżnych do 1 mg/kg.
W każdym jedzeniu (mięsie czy zbożach) znajdziesz mniejsze lub większe stężenie takich czy innych metali ciężkich.
Bez kitu jest nawet specjalna nazwa na zatrucie rtecią robaków,
O jakich robakach mówisz? U mnie nie jest to możliwe gdyż żaden nie wytrzymałby stężenia alkoholu w moim organizmie.
Spodziewaj się wypadania włosów i kiepskiej kondycji skóry
To nie Fallout. Nawet jeśli to zostanę ghoulem :(
Edit:
No bez kitu. Że o alkoholu zamiast normalnego picia nie wspominamy
Alkohol to także produkt spożywczy. Nie wyobrażam sobie obiadu z ryb czy owoców morza bez wina i wołowiny bez wódki.
Ludzie się tłumaczą co jedzą i za ile. Piękny wątek. Tak, tak - to forum dyskusyjne, ale i tak śmiesznie to wygląda.
Typek kupuje premium na ledwo żyjącym forum. Tak, tak, to jego kasa ale i tak to śmiesznie wygląda.
Ludzie się tłumaczą co jedzą i za ile. Piękny wątek. Tak, tak - to forum dyskusyjne, ale i tak śmiesznie to wygląda.
,,Jeśli nie chcecie tego robić, wasza działalność nie ma sensu"
Ok. 4k miesięcznie (czasem trochę więcej czasem trochę mniej) na 3 osoby nie wliczając jedzenia na mieście. Do tej kwoty nie zaliczam obiadów w pn-pt (na mieście). Generalnie średnio całościowo za jedzenie domowe + na mieście ok. 6-6.5k miesięcznie. Warszawa.
Jakieś 700-900 zł, i są to IMHO naprawdę skromne zakupy
Gdybym miał bardziej wyszukaną dietę albo pozwalał sobie na więcej szaleństw, musiałbym wydawać znacznie wyższe kwoty.
Ale się śliczna przekrojówka zrobiła :)
Śmieszki śmieszkami, ale niektórzy to chyba moooocno odlecieli od "statystycznego obywatela" (a jeśli to prawda, to na zdrowie tych homarów :) )
OFC wszystko zależy od a) ile jest gęb do wykarmienia, b) jakiej wielkości miejscowość, c) czy wolimy na mieście, czy samemu. A te zmienne potrafią być w naprawdę szerokich widełkach :)
Mnie z różnych statystyk wychodzi i tak co miesiąc 600-700zł/os. (wliczając fanaberie, zachcianki etc). Ale gdybym nie lubiła gotować, to kwoty na pewno by się podwoiły..
...teraz zrób ktoś mądry wykres w excelu, jak to faktycznie wygląda ;)
Obecnie
6 494,63zł za 89 dni kateringu, co daje 72,97/dzień | 2189/msc
Dieta specjalistyczna FODMAP 3 posiłki do wyboru ~2100kcal/dzień
Zanim ktoś zacznie hejtować - pamiętajcie - doliczcie czas spędzony na zakupy, paliwo, czas na gotowanie, zmywanie itd. ;-)
Ludzie często tego nie biorą pod uwagę
Kiedyś byłem na tańszej diecie, wyższa kaloryka i wychodziło bodajże 1750/msc ale po zmianach menu odpadli z gry
Ile wydajecie na jedzenie miesięcznie?
Wlasnie sie dowiedzialem, ze zdecydowanie za duzo.
Nie wiem jak ludzie to robia, ze mieszcza sie w 16zl dziennie ale zazdroszcze umiejetnosci zarzadzania budzetem. U mnie wychodzi roznie ale okolo 30-50zl na dzien, bez wliczania jakichs mniej regularnych zakupow typu oliwa, kawa czy glupia zgrzewka wody. :/ Musze przemyslec swoje postepowanie.
Kilka tysięcy (zakupy, głównie dowóz + jedzenie w dowozie), trzyosobowa rodzina, Warszawa. Próbowałem to jakoś optymalizować i wydaje mi się, że partnerka za dużo wydaje, ale jak sprawdzam rachunki, to naprawdę nie bardzo jest z czego ścinać
Via Tenor
wydaje mi się, że partnerka za dużo wydaje
Jak kobita za dużo wydaje, to waliza za drzwi.
Hyhyhy. Alez samiec alfa się objawił :) ja mam na to krótka ripostę - "chyba twoja" ta walizka.
Alez samiec alfa się objawił :)
Powiedziała RB przedstawiająca „zalety” typowej ikrzycy.
No takie 16zł dziennie od osoby, to mi zalatuje lekką patologią. Jakiś chleb ze smalcem, pasztetem, salcesonem i najtańszą wędliną? Kilo zimnioków i korpus? :D Czy moze jak taki mój znajomy Zbysiu, twarogu sernikowego nakupił, bo sie data zblizała i był na przecenie po 2zł i wpier*alał tylko to, jak Łysack czokoszki? I uprzedzając pytania, to nie jest żul, normalnie rok w rok pracuje 8h, alkohol moze pil kilkanascie lat temu.
A co do tematu: nie liczę, bo jestem na lekkiej diecie (szczupły szczypior, ale lekkie problemy zdrowotne), nie mogę jeść wszystkiego. Jeżeli bym patrzył na to, ze wołowina jest za droga, nie kupię sobie awokado, ani borówki, to bym chyba zapadł w jakąś depresję. Za to nie palę i nie piję, podobnie jak moja druga połówka, mogę sobie pozwolic zjesc troche jak czlowiek.
Jakiś chleb ze smalcem, pasztetem, salcesonem i najtańszą wędliną? Kilo zimnioków i korpus?
Wychodzi na to, że podobnie jak Megera (ona - ok. 600-700 zł, ja - ok. 600 zł) jem "chleb z salcesonem" oraz "zimnioki i korpus". Patologia żywieniowa. Zdjęcia tych marnych posiłków zamieściłem wyżej. :)
Bukary
Chyba już stąd wyjdźmy, bo powoli pretendujemy na biedaków co tylko chleb ze smalcem ;)
Ale chleb ze smalcem i skwarkami to pycha jest, a jak dorzucić kiszonego ogóreczka to już całkiem cudo!
Zaczynam mieć wrażenie że różnice mogą też wynikać z wielkości miejscowości gdzie się żyje i gdzie się te zakupy robi.
W końcu ten chleb ze smalcem może być za kilkanaście złotych za mały bochenek, a smalec za 70 zł za kilogram.
Napiszę to jeszcze raz, wydaje mi się że wielu z nas nie jest sobie w stanie wyobrazić jak by wyglądała dieta za 16 zł dziennie, dzień w dzień przez miesiąc. Naprawdę bardzo biednie.
W Krakowie jak źle trafisz, to 16 zł to kawa kosztuje.
Soulcatcher
a teraz to co próbujesz udowodnić, że nie wszyscy mieszkamy w Krakowie? :)
Ja mam np. możliwość porównania cen warzyw w Krakowie i Nowym Sączu i różnice są spore.
Różnice wynikają raczej z tego co się zjada. Można kupować wielkie paki „wędliny” z zawartością mięsa na poziomie 60 proc. za „grosze” jednak takie, które mają tego mięsa 95+ proc. kosztują często 2 razy tyle albo i więcej. Parówki w markecie pakowane w wielkie torby z zawartością mięsa na poziomie 40-50 proc. kosztują i 3 razy mniej od takich, które tego mięsa mają 90+ proc. I można tak długo. Jak ktoś pisze o dziennej porcji jedzenia w okolicach 20 PLN to ja mu odpowiem, że głupie pierogi które nie są totalnym syfem kosztują w Warszawie w okolicach 25 PLN za pół kilo. A gdzie śniadanie, gdzie kolacja, gdzie warzywa, owoce, pieczywo, masło, etc. Oczywiście można kupić - tak jak wędlinę jw - mrożone kilo pierogów za 14 PLN ze składem takim że się rzygać chce. Jak ktoś nie chce jeść totalnego syfu i chce te minimum 3 pełnoprawne posiłki dziennie to NIEMOŻLIWYM jest zejść poniżej tych 40-50 PLN dziennie za osobę.
Soulcatcher
ok, ale przecież to już zostało napisane, że sporo zależy od czynników.. :)
świetny przykład zresztą dał aope powyżej - te pierogi są wcale niegłupie. Za dobre pierogi trzeba zapłacić 50zł/kg lekko. Jak ktoś chce taniej, to może kupić "syf" za połowę ceny. Ale jest jeszcze trzecia opcja.. wyobrażacie sobie, Panowie, że pierogi można ulepić samemu?! Normalnie TADAM! ;) :P (i gwarantuję, że cena byłaby znacznie niższa niż te syfy z sieciówek ;) )
Nie jestem aż taka żmija, żeby komuś do portfela zaglądać - przecież niech każdy robi tak jak lubi - ale jak czytam po raz enty jak to trzeba wydawać miliony monet, żeby się wyżywić, to mam takie "hola hola, a nie pomyślałeś, że taniej by wyszło jak obiad po prostu... ugotujesz, zamiast zamawiać?" OFC jak kogoś stać na to, by obiad codziennie przyjeżdzał, a nie był zrobiony to gratuluję i zazdroszczę - jednak poprzestanę na tym staniu przy garach
Tylko weźcie się za bardzo nie rozpędzajcie, bo nagle się okazuje, że wszyscy jedzą sążaki i wołowinę wagyu, i tyko ja i Bukary chlyb ze smalcem.

Soul, dość często "odwiedzam" krakowskie restauracje. Za śniadanie, które mam w domu w cenie ok. 3 zł (produkty), w knajpie zapłaciłbym pewnie ok. 40 zł.
Czynników, które wpływają na to, ile wydajemy na jedzenie, jest wiele. Miejsce zamieszkania, pora roku (np. truskawki w grudniu albo więcej warzyw latem na straganach czy targach), zapotrzebowanie kaloryczne, nawyki żywieniowe, częstotliwość zakupów (zawsze jakiś "bonus" wrzucisz do koszyka), a przede wszystkim (jak słusznie zauważyła Megera) - samodzielne lub niesamodzielne gotowanie. Liczba osób, dla których gotujemy, też ma znaczenie (często: im więcej, tym taniej w przeliczeniu na osobę).
Poza tym, wiesz, jak jedna osoba ma "bóla" w czasie sesji "Far Cry 6", może wsunąć batona i paczkę ciastek Milki; z kolei inna zje jabłko i trzy marchewki. Kto wyjdzie na tym lepiej (nie tylko finansowo)? (I żeby nie było: na jedzeniu szczególnie nie oszczędzam, a w moim przypadku chrupanie marchewki nie jest jakimś wyrzeczeniem, bo ją po prostu lubię i nierzadko biorę do pracy jako jedną z przekąsek).
A co do kawy... Jeśli ktoś kupuje kawę na mieście, wydatki na jedzenie rosną znacząco. Ale jeśli ktoś ma w domu ekspres, to z kilograma kawy (dajmy na to lepszej za 100 zł) masz ok. 55 kaw (ok. 1,80 zł za podwójne espresso). Zaznaczę jednak od razu, że ja (w przeciwieństwie do drugiej połówki) kawy nie piję (tylko czasem w knajpie lub w gościach). Po prostu nie potrzebuję i jakoś szczególnie nie przepadam. Warto też odnotować, że w pracy często kawa jest "za darmo". ;)
A na obrazku mój dzisiejszy "smalec" (pieczona owsianka a la tiramisu).
BTW, jak ktoś chce się przekonać, że można jeść smacznie i zdrowo, a zarazem tanio, to zachęcam do wejścia na profil Malwiny Bareły (makebentonotwar) na Instagramie (tam m.in. konkretnie dania i kwoty zakupowe). To autorka m.in. serii "Lunchbox":
https://lubimyczytac.pl/autor/170129/malwina-barela
Jej strona:
Uważam że da się tanio. Można kombinować z promo w Biedrze/Lidlu. Samemu gotować. Większy sens to ma jak się ma rodzinę, dzieci. Jest to trochę zachodu, zwłaszcza jak chce się trochę zdrowiej.
Ile? Nie mam teraz pojęcia. 2-3 lata temu na rodzina 2+2 spokojnie 1500 zł. Teraz na pewno wiecej. Ale w 2-2,5k za wszystkich da się zmieścić. Ofc bez stołowania się na mieście i zamawiania z dowozem.

Raczej do 600-700 zł, ale musial bym to kiedyś policzyć. Dużo gotuję sam w domu i robię obiady w trasę. Nie wliczam do tej ceny jakiegoś kebaba czy kupna kawy z 2-3 razy w miesiącu, to wychodzi w granicach 150 zl. Myślę ze w marcu postaram sie policzyć ile wydałem bo aż sam jestem ciekaw.
Jeśli się nie je "na mieście" i na dowozach to można naprawdę oszczędnie i (o dziwo) zdrowo i sycąco się odżywiać.
Przykład: paczka mięsa mielonego wołowego 400 g (ok. 16 zł, bez kuponów i promocji) + paczka ziemniaczków gotowych (5,99 zł, bez kuponów, można też makaron pełnoziarnisty) + wiadro kapusty kiszonej, kimczi, ogórków na wiele razy (lub kupować sobie surówkę, sałatkę, warzywa mrożone za każdym razem, powiedzmy około 6 zł za porcję warzyw).
Czyli jeden, ogromny posiłek mamy za około 30 zł.
Do tego dajmy jakiś deser, np 2 banany (około 2 zł), jabłko pink lady (około 2,30 zł), garść boróweczek (około 50 g, 2,50 zł), trochę odżywki białkowej + łyżeczka masła orzechowego + łyżeczka chia = około 13-15 zł
Zawyżam, mamy jedzenie za 45 zł, nie żałując sobie nic i nie patrząc na promocje, kupony, przeceny. A da się o wiele taniej, bo tak robię. Kiedy np zastąpi się rodzaj mięsa też będzie taniej. Zamiast gotowych ziemniaków można sobie naobierać, nagotować i jest cały gar. Jest sporo opcji.
Do mięska można dodać cebulę, czosnek, przyprawy, pół słoika jakiegoś fajnego sosu np słodko-kwaśnego. Czyli wychodzi 50 ziko na dzień = 1500 zł za miesiąc dużo zawyżając i nie ograniczając się
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A jako przeciwwagę, da się za nawet 100-200 zł "przeżyć" (zdarzało się). Kilogram mąki i podpłomyki z powietrzem się da, ale to nie na całe życie. Przy mega ciężko życiowej sytuacji, jak najbardziej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A średnio skrajnie, to gdy do diety wchodzi więcej węglowodanów typu pieczywko, płatki śniadaniowe, bułeczki to idzie się zamknąć w kwotach 500, 600, 700 i nie oszaleć. Co kto lubi ogółem i na ile ma możliwość ogarnąć sobie jedzonko. No i oczywiście suplementacja, ale to już na inny temat.