Gdzie ceny najbardziej odleciały w kosmos, że aż złapaliście się za głowę?
Obiad w restauracji za 150 zł, gałka lodów za dyszkę, czy hydraulik, który za 10 minut dokręcania uszczelki krzyknął 300 zł?
W którym momencie ostatnio złapaliście się za głowę i uznaliście, że kogoś tu absolutnie po********lo?
To że zestawy w McDonalds i podobnych fast-foodach bez promocji dochodzą już do 50 zł.
Ja nie mam tego problemu, gdyż:
- pamiętam gry za 300 złotych w czasach, gdy ludzie zarabiali 600 zł
- gra u ruskiego pirata na rynku kosztowała wtedy 40 złotych, czyli kradziona podróbka była droższa w relacji do przeciętnej pensji, niż dziś oryginał
- rzadko kiedy kupuję grę na premierę, ale jeśli kupuję, to jestem jej absolutnym fanem, jestem oddany idei i to nie wydaje mi się wygórowana kwota, a jeszcze niektórzy odsprzedają potem takie gry
- nie uważam, żeby 300 zł to było dużo za kilkadziesiąt lub kilkaset godzin zabawy, 90 minut w kinie kosztuje ok. 100 zł
Reasumując, moim zdaniem gry nie są drogie, przez większość mojego życia były droższe w relacji do zarobków, ale i tak rzadko kiedy kupuję gry na premierę, bo aż tak mi się nie pali, a kupka wstydu duża.
Dlatego uważam, że jest szczytem bezczelności domagać się gry natychmiast na premierę, po czym jeszcze ją odprzedać by ktoś dalej w nią grał (czyli producent nie zarabia) i jeszcze pyszczyć, że gry są drogie.
Bo multi czy nie odrobiliście lekcji dzielenia się? No to faktycznie tu się robi drogo, ale ja od kilkunastu lat wyznaję zasadę, że gra powinna być dobrem niematerialnym. Kupujesz licencję raz, nie masz prawa odsprzedania, ale za to tę samą grę możesz odpalać na różnych platformach, no i dawać też dzieciom.
Ale czasem trzeba kupić kilka razy to samo
Dla mnie dentyści to była zawsze magia cenowa, a już totalny kosmos to ortodoncja. Moim rekordem było wejście na dosłownie 30sec i 300zł kilka lat temu.
Wapno.
Nie miałem pojęcia, że to tyle teraz kosztuje. Przy większej ilości wychodzi naprawdę absurdalna kwota. Człowiek zaczyna doceniać, jak tanio kiedyś można było ogarnąć różne rzeczy wokół domu.
Tak bardziej serio to owszem, rzeczy drożeją, ale nie na tyle żebym to jakoś bardzo odczuwał bo z drugiej strony też lepiej zarabiam i na coraz więcej mogę sobie pozwolić. Z takim przyziemnych rzeczy to chyba żarcie na dowóz i fast food. Nie no wywalenie 50 zł na podłęgo kebaba powoduje juz wyrzuty sumienia.