Czego NIE robisz w grze, żeby nie psuć sobie humoru?
Małe dziwactwa których nigdy nie zrobicie, ze względów czy to estetycznych czy to po prostu tak macie.
Ja np. nie potrafię mieć bałaganu w ekwipunku. Wolę stracić 10 minut na układanie mikstur kolorami i niszczenie śmieci, niż biegać z chaosem w plecaku.
Mam trochę takich natręctw i wymienię kilka z nich które mi aktualnie przychodzą do głowy.
Nie lubię szybkiej podróży w grach i czy to TES, Wiedźmin czy Gothic to popylam sam lub konno bo po prostu sprawia mi to dużo przyjemności. Podróże konne we Wiedźminie 3 to coś co naprawdę uwielbiam i nigdy mi się nie nudzą.
Również staram się mieć porządek w ekwipunku, a także czyścić go na bieżąco ze zbędnych śmieci.
Trochę pasuje do powyższego, ale nauczyłem się tak grać w wiele gier że nie zbieram wszystkiego co popadnie. Idę głównie po ten przedmiot po który mnie wysłali i ewentualnie przygarniam coś co mnie zainteresowało.
W strzelankach gdzie podczas trudniejszego starcia zmieniam co chwile bronie to gdy się sytuacja uspokaja to zatrzymuje się aby wszystkie przeładować aby były gotowe na kolejną rzeź.
To takie pierwsze jakie mi przyszły do głowy, a jak coś sobie jeszcze przypomnę to uzupełnie.
I jest jeszcze jedno, ale to bardziej dotyczy ustawień graficznych bo nigdy nie używam generatorów klatek i tych wszystkich pozostałych ulepszaczy. Jestem fanem surowej mocy, nawet kosztem mniejszej ilości klatek.
Nie biegam "na przełaj" byle jak, nie skaczę z wysokości (nawet jeśli nie zabiera to życia) by nienaturalnie skrócić sobie drogę. W grach, gdzie jest otwarty świat i samochody, też jeżdżę gdzie się da po drogach lub uważając na trudny teren.
Z reguły nie gram na wysokim poziomie trudności, chyba że jest za to jakieś trofeum.
Nie cisnę tylko głównego wątku by skończyć jak najszybciej tytuł, nie skipuje dialogów i nie opuszczam misji pobocznych. To samo też sie tyczy wszystkich czytanek.
Większość z tego co napisali powyżej 😅
Ale też np. jak jest możliwość, to nie zabijam (patrz np. Technomancer, Kingdome Come Deliverence, Deus Ex).
Ciekawe. Podobają mi się powyższe odpowiedzi. Myślałem że tylko ja jestem taki wykręcony. Wszystkie powyższe zachowania z postu 1 2 3 i 5 (tu z zastrzeżeniem do postu 2 że zbieram wszystko głównie żeby później sprzedać lub odzyskać materiały) znajdę i u siebie podczas grania.
Dodać mogę jeszcze:
- szybka podróż kompletnie rozwala immersje poza jednym rozwiązaniem tj dorożka w Skyrim. W sumie na 850h gry skorzystałem z niej może z 6 razy ale muszę przyznać że jest to ciekawe rozwiązanie i wpisywało mi się w wykonywane w grze czynności (albo byłem pijany albo zmęczony albo musiałem się dostać szybko do innego miasta)
- na przełaj chętnie znajduje drogę ale nie jak głupek a raczej z przyczyn krajoznawczych (turystycznych i topograficznych oraz chęci odkrycia „czegoś nieznanego”)
- przyzwyczajam się do zwierząt z którymi podróżuje i nie lubię się z nimi rozstawać a gdy mogą zginąć robię wszystko aby temu zapobiec (zaczęło się od pamiętnej misji finalnej w Fallout gdzie walczyłem z 5h tylko dlatego żeby Dogmeat przeżył)
- nie zabijam zwierząt (chyba że jestem przez nie atakowany (a i wtedy staram się raczej oddalić tj uciec)
- nigdy nie okradam biednych a sporadycznie bogatych (tj tylko gdy fabuła zadania tego wymaga)
- nigdy nie romansuje z osobami tej samej płci
- zawsze kupuje domy / mieszkania i urządzam je
- staram się pić jeść i spać oraz chodzić w różnych ubraniach które na nic zdejmuję (oczywiście jeśli gra lub mod do niej oferuje takie możliwości tu prym wiodą produkcję Beth ale i w innych grach jest to możliwe)
- zawsze gdy jest taka możliwość gram dziewczyną
- czy to gra SP czy MP za wszelką cenę staram się nie zginać
- gram w grę tak jak uważam za stosowne a na achievementy mam wywalone
edit - i zawsze dużo pływam jeśli gra daje taką możliwość.
Wybieranie nietypowych dróg ma swoją zaletę, bo można odkryć wiele ciekawych lokacji czy po prostu zobaczyć coś innego.
Też zawsze broniłem psiaka w Fallout, zdarzało mi się że kiedy czekała mnie bardzo ciężka przeprawa zostawiałem go w bezpiecznym miejscu i potem po niego wracałem.
W open worldach zanim zaczne misje czekam na odpowiednią pore dnia, najczęściej ranek. Około godz. 18 w świecie gry jak zaczyna sie zachód słońca ide postacią spać, albo uruchamiam jakiś tryb przeczekania tych kilku godzin.
Czemu? Nie lubie zachodów słońca.
O właśnie, też nie kradnę w grach, jeśli nie muszę. Tzn. nie okradam postaci oraz staram się nie okradać domów, raczej nie robię wlamów w RPG, które dają taką możliwość, zbieram tylko czasem loot z opuszczonych budynków albo pobieram należny podatek od zysków kapitałowych bogaczy ;)
Jeśli kogoś nie lubię w grach RPG, to zwykle nie biorę go do drużyny pomimo korzyści.
No i nie gram na wysokich poziomach trudności 😆 (poza ścigałkami, ale tam też jest to umiarkowanie wysoki, a nie najwyższy - za cienki na to jestem).
Aha, pewnie trudno nazwać to nie robieniem czegoś, bo trudno takie rzeczy ominąć, ale irytują mnie w grach walki, które są w jakoś sposób przesadnie nierealistyczne w stosunku do reszty świata - sporadyczne pojedynki z przegiętymi bossami, a czasem - jak w przypadku Doom Eternal - walka sama w sobie, gdy trzeba nienaturalnie wręcz skakać czy żonglować bronią (Serious Sam to przy tym realistyczny symulator pola wałki ;)) jeśli można, obniżam wtedy poziom trudności - a w przypadku bossów czasem próbuje wykorzystać znane exploity, jeśli istnieją... (Czego zwykle nie lubię w grach robić, bo uważam, że jeśli znaczną przewagę czy możliwość zwycięstwa daje jedynie błąd albo użycie skrajnej strategii, to gra jest popsuta, źle zbalansowana, pozbawiona sensu)
I tak samo jak chodziłem na "własne" włamy to też zabierałem tylko cenne rzeczy zostawiając całą resztę z tego samego powodu co powyżej. Sprawiało to znacznie więcej frajdy niż wyniesienie całego powozu w kieszeni postaci 😅
Z poziomami trudności u mnie jest loteria, gry gdzie nie czuję się zbyt pewnie ale lubię w nie grać często wybieram poziom łatwy. Natomiast są gry gdzie jadę po bandzie z poziomami jak choćby Gran Turismo gdzie wyłączam nawet ABS i TCS, bo tylko wtedy daje mi to pełną satysfakcję. Zresztą w prawdziwym życiu też lubię takie pojazdy, szczególnie z epoki kiedy takie bajery były za ekstra dopłatą. Fajnie było poszaleć na torze taką furą nad którą to ja mam władze, a nie komputery sterujące pojazdem. Kolejna gra to taki Splinter Cell Chaos Theory, również najtrudniejszy poziom trudności bo satysfakcja z gry jest ogromna czy Hitman Blood Money.
Biorąc za przykład takiego choćby Stalker Zew Prypeci zawsze na każdą poważniejszą misję lubię odpowiednio się przygotować, naprawić bronie które zamierzam wykorzystać. Ocenić ilość amunicji jaka będzie potrzebna na taką wyprawę, a także prowiant i środki lecznicze. Podobnie też czyniłem w grach typu Gothic i tym podobnych.
I wracając jeszcze raz do poziomów trudności, to na wyższych poziomach przeważnie gram na PC gdzie mam mysz i klawiaturę. Na konsolach w wielu grach wybieram poziomi niższe jak łatwy czy normalny, ale wynika to z tego że na padach mimo wszystko trudniej się celuje. Pomijam oczywiście platformery czy ścigałki gdzie kontroler jest najlepszym przyjacielem w tego typu grach, chociaż mam wrażenie też że w przypadku konsol się zestarzałem trochę. Bo kiedyś całą serię Halo na Xboxa i X360 wciągałem nosem na legendarnym w pojedynkę, było ciężko ale satysfakcja gwarantowana. Więc albo nie ten wiek już lub wtedy kontrolery były lepsze bo PS2/PS3/X/X360 pawie we wszystkim wybierałem wysokie, a nawet najwyższe poziomy trudności.
NIE robię radiant questów
NIE biorę do drużyny postaci, które mnie irytują nawet jeżeli mechanicznie są przydatne, często olewam też ich questy
NIE robię achievmentów w większości gier, tylko kilka jest wyjątkiem tutaj, gdzie nakierowują one na ciekawe doświadczenie (np. w EU IV zrobiłem kilka jako ciekawe wyzwanie), ale nie robię platyn nigdy
NIE zmuszam się do skończenia gry gdy mnie nudzi
NIE pędzę z głównym wątkiem byleby grę skończyć jak najszybciej, raczej nie śpieszę się w grach
NIE toleruję a więc nie kupuję nigdy nic w wbudowanych sklepikach za prawdziwą kasę z wyjątkiem funkcjonalnych DLC, olewam kosmetykę
Unikam grania na wysokich poziomach trudności, generalnie unikam gier trudnych z samego założenia. Nienawidzę się wkurzać i powtarzać jednego etapu po wielokrotność, bo najczęściej kończy się tym że gra wylatuje z dysku. Dla mnie gry muszą być odskocznią od trudu rzeczywistości i dać niczym nieskrępowaną przyjemność i relax, albo być wymagającą ale sprawiedliwą (Taką grą był dla mnie Prince of Persia and The Lost Crown). Co prawda można mnie teraz nazwać hipokrytą, bo teraz gram w Lies Of P na Nintendo Switch 2, i bawię się umiarkowanie dobrze, ale jak powtarzam jakiś etap lub bosa któryś już raz, to po prostu wyłączam i wracam do tematu kilka dni później. Zmuszam się, ale ciągnę ten wózek dalej.
Aaa i a propos LoP. Nienawidzę systemu niszczejących się broni w grach. To jedyny większy minus który wstępował dla mnie w moim ukochanym Fire Emblem Three Houses.
Często spędzam bardzo dużo czasu w kreatorze postaci by dostosować postać pod specyfikę, klimat czy ogólny wydźwięk gry. Wkurza mnie to niemiłosiernie kiedy postać którą gramy odbiega od ogólnego klimatu gry.
Już napisane wyżej. Nie gram na najwyższych poziomach trudności chyba, że są znośne i nie tak tragiczne. Nie zbieram też pierdyIiona znajdziek, jeśli jest to niepotrzebne i uciążliwe.
Poziom trudności bo im wyższy to w sumie musisz się zmagać z oszustwem lub przeciwnik to gąbka na ciosy.
Nie gram w soulsy i ich podróby z uwagi na moją niską cierpliwość i brak skilla.
Nie zostawiam domyślnie włączonych upiękrzaczy pokroju rozmycia, aberracji chromatycznej, głębi ostrości itp. Uważam, że wszystkie te opcje powinny już dawno znaleźć się na śmietniku historii.
Nie zmuszam się do grania w grę kiedy uświadamiam sobie, że strasznie się przy niej nudzę.
Nie robię misji pod stoperem (i nie gram też przez to w gry wyścigowe), ani żadnych gówno-aktywności stworzonych tylko do wkurzania graczy, za które ktoś powinien dostać lepę (siatkówka gestrali w CO:E33, minigry z pchłami w Silksong itd). Nie gram w gry, w których muszę jeść, pić albo kąpać się co kilkanaście minut (chyba że mogę praktycznie olać tę mechanikę, np. przez granie robotem, jak w Kenshi). Nie robię też durnych zagadek, jeżeli psują klimat gry lub rempo gry - jak skakanie po blokach światła w AC:Valhalla.
A i kiedy gram pierwszy raz w jakąś grę, to często ją sprintuje, a gdy mi się spodoba, to czyszczę w drugim podejściu. (Często, żeby unikać spoilerów przy świeżych premierach).
Bleeee, wszystko już w zasadzie powiedziano wczesniej. Nie gam w Soulsy i soulslike, nie mam cierpliwości do powtarzania walk i uczenia się bossow (ale przyznaję, te gry mnie fascynują i uważam, że są zajebiste). Nie gram na najwyższych poziomach trudności (poza grami diablopodobnymi). Nie robię jakichkolwiek osiągnięć/trofek (poza diablopodobnymi, gdzie nagodą jest jakiś kosmetyk). Do drużyny nie wybieram postaci mnie irytujących, nieważne jak przydatne i op są. Nie gram w gry gdzie trzeba jeść i defekować. Nie gram rasami/gatunkami innymi niż człowiek, jeśli jest taki wybór. Nie buduję domów, baz, instalacji etc., jeśli nie jest to konieczne.
Nie ogram konkretnej gry zanim nie ukończę ściśle powiązanych z nią fabularnie poprzedników. Dla przykładu jeśli wychodziłby Wiedźmin 3 a ja nie ograłbym jeszcze poprzednich to nie włączyłbym nowej części psując sobie fabułę poprzedniczek. Nie ważne jak bardzo chce mi się zagrać w nową grę to włączę jej (naj)starszą część(istotną dla fabuły) najpierw. Są to gry istotne dla mnie i wybierane pod własny gust więc nie z każdą serią tak też jest. Zazwyczaj też wiem które będą mi się podobać i je starannie wybieram. Co innego gry, które wychodzą jako prequele, wtedy najczęściej to celowy zabieg by ogrywać tak jak wychodziły.