Cienka granica między zaufaniem, a naiwnością.
Jeśli szliście przez życie z wiarą w udowodnione fakty, być może czasem dezorientowała was niespójność tych faktów. Naukowcy przedstawiający przeciwne stanowiska? Lekarze i prawnicy wydający sprzeczne diagnozy? Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów takiego stanu rzeczy jest historia „dziecka z Geauga”.
W 1993 roku w miejscowości Geauga w stanie Ohio na szosie znaleziono okaleczone zwłoki noworodka. Jak się okazało, dziecko wkrótce po urodzeniu zostało włożone do foliowego worka i porzucone w rowie. Odnalazły je tam zwierzęta, które wywlokły ciało na jezdnię, wcześniej pozbawiwszy je kilku kończyn. Znalezisko wywołało szok u okolicznej ludności. Społeczność zorganizowała pogrzeb, ale sprawa pozostawała niewyjaśniona.
W 2019 roku, na podstawie badań DNA odnaleziono wreszcie matkę dziecka. Była nią Gail Ritchey, spokojna i cicha gospodyni domowa, gorliwa chrześcijanka, matka trójki dzieci. Przyznała, że rzeczywiście niemal 30 lat wcześniej urodziła dziecko. Gail pochodziła z silnie religijnej, patriarchalnej rodziny, udzielała się w kilku organizacjach baptystów. W jednaj z nich poznała Marka i uczucie między nimi rozgorzało. Oczywiście widziała jakiś zgrzyt między utrzymywaniem grzesznych relacji a poglądami kościoła, ale w akcie iście chrześcijańskiego oddania poświęciła własną duszę dla zaspokojenia potrzeb wybranka. Jak sama zresztą wspominała, nie była jakoś przesadnie ładna ani inteligentna, i bała się że chłopak ją zostawi.
Gail utrzymywała, że do momentu urodzenia nie wiedziała, że jest w ciąży. Była kobietą przy kości, i jej figurę z okresu ciąży trudno nazwać szczupłą, ale też nie widać było typowego ciążowego brzucha. Nie miała mdłości, bólów, nie czuła ruchów dziecka, nie powiększyły się piersi. Zrobiła nawet test ciążowy, z wynikiem pozytywnym, ale nie dopuściła tego do świadomości. Pewnego dnia, gdy opiekowała się czyimiś dziećmi, poczuła się źle, poszła do toalety i urodziła dziecko. Jak sama wspomina, nie widział oznak życia noworodka, więc spakowała je do worka i pozbyła się ciała. Nie wiedziała nawet jakiej płci było. W jej wspomnieniach z tego okresu pełno jest jednak luk, twierdzi, że wszystkie czynności wykonywała mechanicznie, jakby nie myśląc o tym, jakby to nie jej dotyczyło.
Linia obrony oparta została na przypadkach wypartej ciąży, które, jak się okazuje, wcale nie są rzadkością. Psychiatrzy sądowi opisują sytuacje, w których umysł ogranicza somatyczne objawy ciąży. Nie występują typowe fizyczne dolegliwości, dziecko potrafi ułożyć się w pionie (!) przez co figura odbiega od typowej ciążowej sylwetki. Występują nawet comiesięczne krwawienia (!!). Brzmi to absurdalnie. A nawet jeśli pojawi się jakiś objaw, umysł go wypiera. Nie są tworzone wspomnienia związane z tym okresem życia, co tłumaczy stan otępienia w momencie, gdy nagle po 9 miesiącach wypierania pojawia się jawny dowód. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy kobieta bardzo nie chce być w ciąży. Wpływ ma na to oczywiście środowisko i rodzina, a świadczy o głębokich i nieleczonych problemach psychicznych.
Postępowanie w takich sprawach zależy od stanu i konkretnego sędziego. Emile Weaver została skazana na dożywocie, ale Skylar Richardson uniewinniono od zarzutu morderstwa, a za zbezczeszczenie zwłok (próbowała skremować niemowlę) skazano na 3 lata w zawieszeniu. Potem jeszcze dostała pracę w kancelarii, która ją reprezentowała. Na nieszczęście dla Gail, sąd nie dopuścił zeznań biegłego psychiatry. Natomiast biegły patolog na podstawie badania tkanki płuc udowodnił, że dziecko po urodzeniu oddychało, choć nie da się ustalić jak długo. Uznano ją niewinną zabójstwa kwalifikowanego, ale winną umyślnego spowodowania śmierci. Nie znam się na prawie, ale wygląda na to, że ława uwierzyła w wypartą ciążę, ale nie w śmierć przy narodzeniu. Gail została skazana na dożywocie z możliwością ubiegania się o zwolnienie po 15 latach.
I historia do tej pory trzyma się kupy, gdyby nie to, że… 2 lata wcześniej Gail w ten sam sposób powiła i pozbyła się innego dziecka. Ciała nie znaleziono, więc nie było postępowania. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że pomimo naukowo udowodnionych faktów ktoś próbował mnie i ławę przysięgłych zrobić w balona.