Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Solasta: Crown of the Magister Przed premierą

Przed premierą 11 czerwca 2021, 12:00

autor: Hubert Sosnowski

Szop w przebraniu. Łowca ciastek. Pisuje o grach, filmach i serialach, a zdarza się, że i prozę.

Baldur's Gate 3 nie spełnia oczekiwań? Solasta może być RPG dla Ciebie

Wśród wyjadaczy izometrycznych RPG istnieją też ci, którym wielowątkowa fabuła jest potrzebna jak psu buty, a Baldur's Gate 3 traktują jak obrazę względem zasad Dungeons & Dragons. To dla nich powstało Solasta: Crown of the Magister.

Ten tekst był przygotowany przed premierą gry.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Swego czasu mieszkałem z kumplem, z którym mieliśmy diametralnie inne podejście do RPG. Ja uwielbiałem produkcje w stylu Arcanum, Planescape’a: Tormenta czy Baldur’s Gate, snujące monumentalne opowieści z mnóstwem wątków, postaci i ogromnymi miastami, pełnymi społecznych zawiłości. Mechanika czy min-maxing to były kwestie drugorzędne, miały nie przeszkadzać. Mój przyjaciel odwrotnie – szukał wyzwań rodem z dungeon crawlerów, przebijanie się przez miasta było dla niego mordęgą, a zamiast towarzyszy z dopisaną fabułą wolał wykreowanych przez siebie, dopieszczonych do ostatniej cyferki wymiataczy. To właśnie dla niego powstała gra Solasta: Crown of the Magister.

Porzuceni

Pathfinder: Kingmaker, Pillars of Eternity, Tyranny i Divinity: Original Sin miały za dużo gry wstępnej przed walką? Wzdychacie tęsknie do takich tytułów jak Świątynia Pierwotnego Zła, Fallout: Tactics czy Icewind Dale? Witajcie w domu. Tactical Adventures ma coś dla Was.

Baldurs Gate 3 nie spełnia oczekiwań? Solasta może być RPG dla Ciebie - ilustracja #1
… No więc siedzicie w karczmie…

Swego czasu ten sam kumpel prowadził sesję RPG do piątej edycji Dungeons & Dragons. Była tam jakaś prosta przygodowa tajemnica, mogliśmy pobawić się postaciami i mieć z tego sporo frajdy. Było trochę śmiechu, nieco wyzwań i dużo zamaszystych rzutów kostką. Bo nie zawsze jest czas na fabułę, która rozmontuje naszą osobowość na części i zmusi, byśmy zapłakali nad miałkością egzystencji. Niekiedy chodzi o to, by zaserwować jaszczuroludowi takiego criticala, że gad się nogami nakryje. Czasem to wystarczy, by przeżyć wielką przygodę.

Solasta to właśnie ten typ rozgrywki. Jakąś fabułę tu znajdziemy, jeśli dobrze poszukamy, bywa nawet sympatycznie lekka, a momentami zabawna, zaś w lokacjach nastawionych na walkę i eksplorację natkniemy się na moralny dylemat czy dwa. Miasto jest pretekstowe do bólu – to właściwie hub oferujący noclegownię, zleceniodawców i miejsce dla handlarzy. W dialogach bierze udział cała drużyna (ciekawe rozwiązanie), a z wybranej podczas kreacji postaci przeszłości wynikają pewne konsekwencje przy niektórych konwersacjach. Większość tego możemy bezboleśnie przeklikać i przejść do creme de la creme rozgrywki. Do taktycznej, „dedekowej” walki staczanej tak, jak bogowie „Lochów i smoków” przykazali.

Do paru elementów w Solaście można się przyczepić (o czym zaraz), ale jeśli chodzi o jatkę, to RPG Tactical Adventures lśni, tańczy i śpiewa. Gra udostępnia cały wachlarz taktycznych manewrów, ataków oraz zaklęć i zmusza do nieszablonowego myślenia. Choć natura podłoża nie jest tu aż tak ważna jak w Baldur’s Gate 3 i Divinity: Original Sin 2, Solasta nadrabia to opcjami związanymi z ukształtowaniem terenu. Model zabawy odbiega od zwykłego przesuwania pionków po płaskiej planszy tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Baldurs Gate 3 nie spełnia oczekiwań? Solasta może być RPG dla Ciebie - ilustracja #2
To nie jest gra dla miłośników rozbudowanych miast.

Przeciwnicy faktycznie korzystają z trzech wymiarów rzeczywistości i tak np. inaczej trzeba radzić sobie z piechurem, inaczej z pokraką, która lata, a jeszcze inaczej z podstępnym skurczybykiem, który pełza po ścianach niczym Spider-Man. Generalnie broń dystansowa to obok czarów nasz najlepszy przyjaciel w tej grze. A jeśli bydlę przygotowało się i walczy opancerzone jak czołg? Zawsze można spróbować zepchnąć dziada w przepaść, o ile odpowiednio się ustawi i kości dopiszą. A jeśli nie?... Cóż, wrogowie potrafią konkretnie dowalić, ale taka jest przecież magia D&D. Czasem musi boleć.

Myślę też, że Solasta pożyje naprawdę długo. Do gry dołączono edytor, w którym da się tworzyć własne lokacje, a może nawet i kampanie, więc jeśli komuś znudziły się narzędzia do Neverwinter Nights i Divinity: Original Sin (swoją drogą, wiecie, że Arcanum też miało wbudowany edytor?), to właśnie dostał nową zabawkę. I możliwe, że to narzędzie – oraz obowiązkowy już tryb Game Master – zapewni Solaście wiele lat życia.

Ale to nie tak, że wszystko jest tu tip-top. Z gry często wyłazi budżetowość. Bohaterowie i NPC miewają tak paskudne ryje, że aż oczy bolą (z drugiej strony, niech będzie, że to potęguje wrażenie, iż startujemy na ścieżce od przegrywa do herosa). Wszelkie elementy HUD-a (menu, ramki, opisy) wyglądają bardzo generycznie i trochę wybijają z klimatu, jeśli ktoś przywiązuje do tego wagę albo rozbestwił się przez kontakt z dowolną izometryczną klasyką. Generalnie oprawa nie ma tego pazura co np. w Icewind Dale, które mogło pochwalić się lekko artystycznym zacięciem przynajmniej na poziomie audiowizualnym. Choć trzeba przyznać, że lokacje – poza nudnym miastem – wyglądają naprawdę ładnie i sprytnie ukrywają klockowatą konstrukcję.

Baldurs Gate 3 nie spełnia oczekiwań? Solasta może być RPG dla Ciebie - ilustracja #3
…Ale dla miłośników walk i eksploracji już owszem.

Kwestia oczekiwań

Czego nie mogę wybaczyć, to tego, że Solasta bezczelnie pograła z moimi oczekiwaniami w menu głównym, gdzie leci motyw muzyczny bardzo podobny do tego z pierwszego Baldur’s Gate. Łobuzy z Tactical Adventures zagrały na moim skojarzeniu z klasyką, tymczasem serwują zupełnie inne podejście do izometrycznego RPG. W „Baldurach” dostawaliśmy przygodę z dość osobistą motywacją, stawkami i suspensem. W Solaście fabuła to tylko sympatyczny pretekst, by wparować do lochu na piątym biegu.

...I bardzo dobrze, że taka gra powstała. W epoce postkickstarterowej twórcy raczej stawiają na RPG z bogatą narracją. Pillarsy, Divinity, Shadowruny i Pathfinder skręciły w tę stronę. Nie mówiąc już o Tyranny, Tormencie: Tides of Numenera czy wreszcie Disco Elysium. Miłośnicy zachodniej estetyki fantasy i science fiction mogli poczuć się niedopieszczeni, bo oprócz Wastelanda 2 i Wastelanda 3 za wiele w tej niszy się nie podziało (może jedynie Tower of Time i jeszcze bardziej niszowe produkty albo azjatyckie przeboje). A takiego „czystego” doświadczenia, niemal jak z przygodowej sesji RPG, ze świecą było szukać. Dlatego cieszę się, że fani gier z tego segmentu wreszcie dostali tak solidną pozycję jak Solasta.

Szczerze? To nie jest do końca RPG dla mnie. Kocham izometryczną rozgrywkę i zbieranie drużyny, a twórcy postarali się, by nie było całkiem bezdusznie – możliwe zresztą, iż ktoś kiedyś zmontuje w edytorze taką kampanię, że klękajcie narody (choćby po to, by mieć potem wpis do CV). Po prostu dla kogoś wychowanego na narracyjnych cRPG w Solaście będzie za mało mięcha. Ale przynajmniej mój przyjaciel się ucieszy.

OD AUTORA

Pograłem dobrych kilka godzin w Solastę, by sprawdzić, o co to całe halo, i podzielić się pierwszymi wrażeniami w tym felietonie. Już rozumiem, skąd entuzjazm opinii na Steamie. Takiej gry – w dodatku stabilnej – po prostu brakowało. W moim osobistym rankingu do Baldur’s Gate 3 czy Divinity: Original Sin 1 i 2 nie ma nawet startu, bo preferuję dobrze napisane, bogate w fabularne meandry przygody, ale jestem pewien, że wielu graczy oczaruje. Jestem też ciekaw, jak rozwinie się scena moderska. I tę ostatnią będę obserwował z zainteresowaniem.

Hubert Sosnowski | GRYOnline.pl

Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian
Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian

Przed premierą

Nadciąga drugi Elex, czyli kolejne dzieło kultowych twórców kultowego Gothica. Jak bardzo Elex 2 różni się od pierwszej części? Mieliśmy okazję się przekonać.

Elden Ring za bardzo trąci Dark Souls, ale FromSoftware i tak ma moje pieniądze
Elden Ring za bardzo trąci Dark Souls, ale FromSoftware i tak ma moje pieniądze

Przed premierą

Miłośnicy FromSoftware szaleją z powodu masy drobnych smaczków w zwiastunie, laicy zastanawiają się, dlaczego nowe Dark Souls nazywa się Elden Ring. Japońskie studio zdaje się w swoim nadchodzącym projekcie popadać w lekką artystyczną stagnację.

Jestem zachwycony Diablo 2 Resurrected, ale nie wiem, dla kogo jest ta gra
Jestem zachwycony Diablo 2 Resurrected, ale nie wiem, dla kogo jest ta gra

Przed premierą

Zanim zagramy w Diablo 4, powróci stary król gatunku, Diablo 2 Resurrected. Problem ze wskrzeszaniem choćby najlepszego monarchy jest taki, że władca może i rządził świetnie, ale państwo się od tego czasu zmieniło. I my też.