autor: Adam Bilczewski
Sea Dogs II - zapowiedź - Strona 2
Jest to druga część najlepszego remake’a słynnej gry autorstwa Sida Meiera – Pirates, którego pojawienie się pobudziło do życia wielu pozostających w cieniu fanów morskich wojaży i pirackich rabunków.
Ten tekst był przygotowany przed premierą gry.
Żeglując, natkniemy się na wysepki będące gniazdami przemytników, przystaniami dla krwiożerczych korsarzy, albo nawet miejscami, gdzie ukryto przeróżne skarby, łącznie z potężnymi artefaktami, które mogą się nam bardzo przydać. Niestety, nie ma możliwości dowolnego ich zwiedzania, bo poruszać się będzie można tylko po wytyczonych ścieżkach :(.
Wrogie porty będą dobrze chronione przez flotylle własnych statków i obsadzone ciężkimi działami forty, ale dysponując odpowiednią potęgą będziemy mogli poradzić sobie z wieloma przeciwnościami, jakie zły los i jeszcze gorsi ludzie przed nami postawią. Zaczniemy naszą karierę jako kapitan małego stateczku, aby ją skończyć, kto wie, być może nawet jako władca całego morskiego świata!?
Rzeczą najbardziej rzucającą się w oczy jest grafika. Nowy engine graficzny Akelli „STORM II” pozwoli na wykorzystanie możliwości, jakie oferują nam obecnie najlepsze karty graficzne. Efekty znane z pierwszej części zyskały nową oprawę: cykle dnia i nocy oraz efekty pogodowe od ciszy morskiej do sztormu wyglądają teraz jak wycięte z filmu. Natomiast dzięki zwiększonej liczbie poligonów i dokładniejszym teksturom oraz użyciu szkieletowej animacji wszystkie postacie napotkane w grze (a będzie ich ponad 150) będą w znakomity sposób animowane. Roślinność poruszająca się razem z wiatrem i rozstępująca, kiedy przechodzi przez nią gracz, dodatkowo podniosą realizm gry.
Do tego dochodzi około trzydziestu okrętów, oddanych pod naszą komendę, których wygląd został opracowany na postawie planów jednostek z tamtego okresu. Zwłaszcza faza walki na morzu, z wystrzałami armatnimi, kłębami dymu spowijającymi opadające żagle i hakami zarzucanymi na nieprzyjacielskie statki przy abordażu, ma być najbardziej realistyczna, w porównaniu do innych gier (za bardzo, co prawda nie ma z czym tego porównywać, ale skoro twórcy tak twierdzą, to pewnie wiedzą, co mówią :-)). Sam abordaż nie sprowadza się już tylko do pojedynku pomiędzy dowódcami okrętów, ale walczymy teraz na pokładzie statku mając do pomocy po czterech marynarzy, których stan zdrowia odpowiada liczebności załogi. Każdy z nich walczy z jednym przeciwnikiem, a po pokonaniu go może wspomóc kolegę. Wrogowie mogą się teraz poddać w obliczu miażdżącej przewagi, a sprzymierzonym jednostkom możemy wydawać rozkazy. Walka będzie odbywała się w czasie rzeczywistym a dzięki dużej ilości dostępnych ciosów i zasłon, na pewno niejednemu w jej trakcie nieźle podniesie się poziom adrenaliny w organizmie. Dodatkowym atutem będzie możliwość znalezienia kilku rodzajów ręcznych pistoletów pomocnych w walce, choć ze względu na umiejscowienie akcji w XVII wieku będą się one długo ładować, żeby zrównoważyć przewagę siły ognia nad bronią białą.
Najciekawszą jednak rzeczą, jaką ma nam do zaoferowania dwójka Sea Dogs jest możliwość gry sieciowej. Nawet do szesnastu graczy jednocześnie będzie mogło spróbować swoich sił w kilku trybach: od Deathmath po Team Capture the Fort, a nawet wykonując proste misje (np. ochrona statku handlowego), podobnie jak to było w Counterstrike. Nie pozostaje, więc nic innego jak tylko czekać z niecierpliwością na te wspaniałości - na szczęście już niedługo, mając tylko nadzieje, że wszystko to, co nam obiecują autorzy zostanie dotrzymane.
Adamus