Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Far Cry 4 Przed premierą

Przed premierą 14 października 2014, 18:00

autor: Pawlik

Nadużywający sarkazmu geek, miłośnik siłowni i rysownik komiksowych pasków.

Graliśmy w Far Cry 4 - uroczy wypad w Himalaje

Przez kilka godzin mieliśmy okazję rozkoszować się nową odsłoną serii Far Cry. Po bardzo udanej "trójce", firma Ubisoft oferuje nam doskonale znana już rzeź, tyle, że w nieco innym środowisku. Jest bardzo dobrze!

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Far Cry 4 - strzelankowy sandboks niemal bez granic

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Kocham trzecią część Far Cry. Dość powiedzieć, że jest to w moim odczuciu jeden z najlepiej napisanych i zbalansowanych shooterów ostatnich lat, a także bezapelacyjnie gra roku 2012. Wyniki sprzedaży produkcji Ubisoft Montreal oraz średnia ocen na Metacritic oscylująca na granicy 90/100 świadczą o tym, że nie jestem w mym zauroczeniu osamotniony. Nic więc dziwnego, że francuski deweloper postanowił pójść za ciosem i zaledwie dwa lata po premierze „trójeczki” wypuszcza czwarty epizod uznanej gry, który dla odmiany przenosi gracza do himalajskiej krainy Kyrat, znacznie bardziej urozmaiconej od wysp Rook zarówno pod względem morfologii terenu, jak i znajdujących się tam flory oraz fauny. O tym jak bardzo zróżnicowano nową lokację, miałem okazję przekonać się na własnym padzie podczas czterogodzinnej zabawy z betą gry, udostępnioną mi w trakcie zamkniętego spotkania dla dziennikarzy w Paryżu. Trzy godziny singla plus sześćdziesiąt minut trybu kooperacji dla dwóch graczy wystarczyły, by rozwiać wszelakie moje wątpliwości na temat finalnego kształtu najświeższego dziecka Ubisoft Montreal i Alexa Hutchinsona, odpowiedzialnego m.in. za Assassin's Creed III. Mamy zatem do czynienia z prawdziwą rewolucją czy może jest to zwyczajne odcinanie kuponów od wziętej marki? Na dobrą sprawę... ani jedno, ani drugie.

Zacznę od najbardziej oczywistego spostrzeżenia, kłócącego się ze stwierdzeniem, iż nie ocenia się książki po okładce. W przypadku Far Cry 4 owa „okładka” – czytaj: strona wizualna – wprost zachęca do obcowania z grą, która onieśmieli wzrokowców jeszcze bardziej, niż jej dwuletni poprzednik. Zalesione niziny, mieniące się wczesnojesiennymi barwami, majestatyczne i ośnieżone szlaki górskie czy oniryczne, acz nasączone ciepłymi barwami widoki w mitycznej krainie Shangri-La, to tylko część atrakcji czekających na graczy (a warto zaznaczyć, że na PlayStation 4 grałem we wrześniowy build gry, który już na tę chwilę znacznie podrasowano, nie mówiąc o finalnej wersji trafiającej w Wasze ręce). Podobnie jak w ostatniej odsłonie, efekt pracy grafików najlepiej podziwiać z lotu ptaka, w tym przypadku korzystając z paralotni czy wiatrakowca. Orientację w terenie ułatwi nam z kolei jeszcze bardziej kolorowa mapa, na której zgodnie z tradycją zaznaczono miejsca występowania poszczególnych gatunków zwierząt, skrzynie z przydatnym wyposażeniem, pojazdy, miejsca obronne w razie niespodziewanego rendez-vous z żądnymi krwi oponentami itd. A ci mogą nas zaskoczyć w każdej chwili, pod postacią patrolującej Kyrat gwardii królewskiej, ale także dzikiej zwierzyny zwykle nietolerującej nieproszonych gości na własnym terytorium.

Graliśmy w Far Cry 4 - uroczy wypad w Himalaje - ilustracja #2
Przyjdą momenty, kiedy będziemy zmuszeni wybrać, czyja strategia odpowiada nam bardziej. A za każdym wyborem kryją się konsekwencje.

Świat gry wprost tętni życiem, co zachwyca równie mocno (jeśli nie bardziej), jak w przypadku przebojowego Far Cry 3. Po lasach ganiają za sobą makaki, górskie szlaki próbują zdominować przemieszczające się w stadach wilki tybetańskie, w zbiornikach wodnych czyhają na nas wiecznie głodne ryby-demony, zaś przestworzami rządzą bengalskie sępy, stanowiące realne zagrożenie dla innych zwierząt i nieuważnych ludzi. Twórcy niejednokrotnie zaznaczali, że gra zmusi nas do wertykalnego postrzegania wirtualnego świata Kyrat, który znajduje się wśród himalajskich szczytów. Ataku możemy więc spodziewać się z dosłownie każdej strony. Mogą to być śnieżne lamparty, nieustępliwe nosorożce, pozornie niegroźne jaki, a także słonie, tygrysy czy... dzikie pszczoły. Naturalnie część z nich będziemy mogli przerobić na portfele oraz torby na amunicję w dobrze nam znanym z poprzedniej części trybie craftingu (trzy skóry tapira dają większą kaburę itd.). Trochę szkoda, że nie pokuszono się o jakieś świeższe rozwiązania, ale z drugiej strony po co zmieniać coś, co już się wcześniej sprawdziło.

Ratchet & Clank Rift Apart będzie najładniejszą grą na PS5!
Ratchet & Clank Rift Apart będzie najładniejszą grą na PS5!

Przed premierą

Po generacyjnej przerwie Ratchet & Clank ruszają z nową opowieścią na PlayStation 5. Z nową technologią przyszły nowe pomysły, ale co najmniej równie ważne są postacie. I te stare, i te nowe, jak Rivet.

Graliśmy w Sniper Ghost Warrior Contracts 2 - sequel lepszy dokładnie o kilometr
Graliśmy w Sniper Ghost Warrior Contracts 2 - sequel lepszy dokładnie o kilometr

Przed premierą

Sniper: Ghost Warrior Contracts było w końcu popchnięciem serii w dobrą stronę. „Dwójka” nie stawia więc na rewolucję, tylko kontynuuje sprawdzoną wcześniej formułę. Z małym, a raczej dłuuugim dodatkiem.

Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił
Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił

Przed premierą

Enlisted nie jest złą grą, ale ma złe korzenie. Albo raczej specyficzne, bo politykę free-to-play twórców War Thundera albo się akceptuje, albo nie. Ja nie jestem ich fanem, ale strzelało mi się tutaj lepiej niż w Battlefieldzie 5.