Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 25 października 2013, 09:00

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Recenzja gry Batman: Arkham Origins - prequel bazujący na sprawdzonym schemacie

Seria Arkham po raz trzeci i ostatni w tej generacji sprzętu trafia pod strzechy. Batman: Arkham Origins, choć chronologicznie pierwszy, jest najmniej oryginalny, ale czy to przeszkadza w dobrej zabawie?

Przed premierą głośno było o ulepszonym trybie detektywa. Faktycznie – zbieranie informacji na miejscu przestępstwa i późniejsze poszukiwanie dowodów poprzez przewijanie rozgrywających się w przeszłości zdarzeń wprowadza trochę świeżości i na tych kilka minut mocno angażuje w zabawę. Szkoda więc, że tego typu działań trafia się przez całą grę zaledwie kilka, z czego jedno z bardziej skomplikowanych, z udziałem Deadshota, zdążyliśmy zobaczyć w całości na długo przed premierą.

...nie zaniedbuje nauki nowych. - 2013-10-25
...nie zaniedbuje nauki nowych.
Recenzja gry Batman: Arkham Origins - prequel bazujący na sprawdzonym schemacie - ilustracja #2

Po raz pierwszy w serii trafiamy do jaskini Człowieka Nietoperza. Lokacja jest niewielka i nie stanowi większej atrakcji. Może poza odważnym lokajem Alfredem, który przypomina swojemu panu o tym i owym oraz oczywiście przekazuje odpowiednie informacje, przedmioty czy gadżety.

Superłotry pełnią w grze rolę bossów, przygotujcie się więc na godne ich rangi walki. A właściwe niegodne, bo te z minimalnymi wyjątkami są całkowicie sztampowe, a czasem nawet... żenujące, jak np. starcie z Electrocutionerem. Batman wyprowadza jeden cios i koniec. Przeciwnik leży pokonany. Z niektórymi zbirami nawet nie musimy walczyć, ponieważ misje z ich udziałem oznaczono jako poboczne. Pamiętacie Arctic Lounge z Arkham City? Trafiamy do niemal identycznego pomieszczenia (teraz to bank) z mostkiem przerzuconym przez środek sali, patrolowanego przez kilku uzbrojonych łachmytów, a pomiędzy nimi spaceruje sobie boss. Kilka cichych podejść i ataków z zaskoczenia wieńczy przestępczą karierę tego złoczyńcy. No cóż, panowie deweloperzy poszli po linii najmniejszego oporu. Jest też paru bardziej przekonujących bossów. Mnie szczególnie spodobała się walka, w której pierwsze skrzypce gra Deathstroke – wymagała wyczucia czasu i korzystania z gadżetów.

Przemysław Zamęcki | GRYOnline.pl

Zostało jeszcze 50% zawartości tej strony, której nie widzisz w tej chwili ...

... pozostała treść tej strony oraz tysiące innych ciekawych materiałów dostępne są w całości dla posiadaczy Abonamentu Premium

Abonament dla Ciebie