Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 września 2013, 15:38

autor: Hed

Recenzja gry Grand Theft Auto V – 10 gwiazdek dla GTA V!

Po kilkudziesięciu godzinach GTA V nie przestaje bawić i zadziwiać. Historia gangsterów Michaela, Franklina i Trevora to spore osiągnięcie studia Rockstar, które po raz kolejny pokazało, że gra w zupełnie innej lidze niż większość deweloperów.

Napad na rutynę

Michael, Franklin i Trevor działają wspólnie, ale mają też swoje sprawy w Los Santos – znajomych, przedsięwzięcia, zobowiązania. W grze możemy przełączać się między nimi, by realizować się na różne sposoby. Ta nowinka teoretycznie zmienia strukturę kampanii, ale w praktyce nie ma aż tak znaczącego wpływu na jej kształt. Na mapie miasta pojawiają się różnokolorowe literki i znaki zapytania symbolizujące misje główne i poboczne – różnica polega na tym, że każdy z kolorów przypisano konkretnemu bohaterowi. Niektóre zlecenia są więc dostępne tylko dla danej postaci. Rockstar nie wpada przy tym w rutynę i stara się zapewnić różnorodność, oferując wiele konfiguracji. To Trevor „buja się po dzielni” z Franklinem, to korzysta z pomocy swoich pozostałych, niezbyt rozgarniętych znajomych. I dobrze, bo zadania z udziałem całej trójki są fajne, ale nie stwarzają okazji do poznania charakterów – najbardziej cierpi na tym Franklin, który w konfrontacji z pozostałymi panami może tylko załamywać ręce i prosić ich, żeby się uspokoili.

Z trzema gwiazdkami nudzić się nie będzie. - 2013-09-24
Z trzema gwiazdkami nudzić się nie będzie.
Recenzja gry Grand Theft Auto V – dziesięć gwiazdek Rockstara! - ilustracja #2

Rockstar wykorzystał opcję przełączania się między postaciami do serwowania dodatkowych informacji o bohaterach i ich przyzwyczajeniach. Michaela zwykle zastajemy z butelką drogiego alkoholu, podczas kłótni z rodziną lub w pozie człowieka zmęczonego życiem. Franklin przeważnie przebywa na osiedlu ze swoimi kumplami. Trevor... cóż, Trevor to nieco inny przypadek. Raz przyłapujemy go w trakcie ucieczki przed policją, kiedy indziej w stanie wskazującym na cmentarzu w samych gaciach...

Rockstar wiedział, co chce osiągnąć swoim gangsterskim triumwiratem. A chciał opracować mechanikę robienia skoków, rozwinięcie bodaj najlepszej misji z „czwórki”. Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest to bardzo rozbudowany system, bo większość napadów rozgrywa się „sama”. Otrzymujemy jednak namiastkę swobody – wybór jednej z dwóch metod. Po przeanalizowaniu sytuacji i określeniu taktyki musimy przygotować potrzebne materiały. Kradniemy ciężarówkę, zdobywamy gaz usypiający, najmujemy ludzi – wszystko zależy od wyboru techniki. Przyznam, że to mój ulubiony etap akcji, bo gra przeważnie nie mówi dokładnie, jak zrealizować cele i kto powinien się tym zająć. W samych misjach motyw przełączania się między bohaterami jest za to mocno trzymany w ryzach. Zdarza się, że możemy pobawić się tą opcją, ale przeważnie program określa, kiedy i kim gramy. Mechanika skakania między trójką postaci stanowi więc częściej środek narracji niż system, z którym można eksperymentować. Nigdy zatem nie zostaje on w pełni rozwinięty i uwolniony spod jarzma ograniczeń. Zaskakujące jest to, że wcale mnie to nie rozczarowało – myślę, że Rockstar podjął dobrą decyzję i zgrabnie balansuje między grą liniową a swobodną (mówię rzecz jasna o mechanice napadów, a nie samym świecie).

„Dzień dobry, poproszę kilka granatów”. - 2013-09-24
„Dzień dobry, poproszę kilka granatów”.

Obecność trzech lub więcej postaci – bo niekiedy możemy przecież najmować pomocników – oznacza, że często musimy polegać na sztucznej inteligencji. Misje i zdarzenia wieloosobowe są na tyle dobrze zaprojektowane i zgrabnie poprowadzone, że nigdy podczas około 50 godzin gry nie miałem powodów, by narzekać, że zawiódł mnie kompan. Także dzięki temu gangsterskie skoki są najjaśniejszym punktem GTA V i rzeczą, która naprawdę się udała. Wykonano je z polotem, mają swój klimat i nie dają nam odczuć, że odgrywamy zarejestrowane wcześniej scenki – nawet jeśli po części nimi są. Dlatego jedyny poważny minus kampanii stanowi dla mnie fakt, że owych skoków jest tak mało. Zdziwiło mnie to, bo spodziewałem się, że Rockstar zaoferuje ich więcej – da na przykład parę dodatkowych celów do obrobienia poza fabułą. Teoretycznie rzecz biorąc, można napadać na sklepy czy furgonetki bankowe, ale to tylko substytut. Producent pozostawił mnie z niedosytem i jeśli teraz wypuści DLC z nowymi robotami, to ma mnie w kieszeni.