Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 1 grudnia 2010, 14:04

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Gran Turismo 5 - recenzja gry

Prawie sześć lat kazało Polyphony Digital czekać swoim fanom na kolejną część Gran Turismo. Czy ten długi okres i miliony dolarów przeznaczone na tę produkcję przełożyły się na jakość finalnego produktu?

Recenzja powstała na bazie wersji PS3.

Sześć długich lat przyszło fanom marki PlayStation dzielnie znosić oczekiwanie na pełnoprawną kontynuację jednej z najważniejszych gier poprzedniej generacji – Gran Tuismo 4. „Piątka” prawie od samego początku miała pod górkę. Ciągle przekładana data premiery drażniła fanów i można było odnieść wrażenie, że Kazunori Yamauchi dołączył do szacownego grona deweloperów, tłumaczących wszystkie opóźnienia „blizzardowym” dopinaniem na ostatni guzik. W niniejszej recenzji spróbujemy przyjrzeć się ostatecznemu rezultatowi prac. Oczywiście Gran Turismo 5 jest grą przeogromną pod względem zawartości i nie ma fizycznej możliwości, aby w tydzień po premierze wiedzieć o niej wszystko czy prawie wszystko. Postaram się jednak spojrzeć w miarę obiektywnie na dzieło Japończyków, czasem zdając się na porównania z jego największym konsolowym konkurentem – Forzą Motorsport 3. Z tego tekstu nie dowiecie się jednak, która z tych gier jest lepsza. Każda ma swoje plusy i minusy, oferując nieco inne doznania. Obie na pewno są świetnym źródłem rozrywki dla miłośników motoryzacji. I żadna z nich nie jest symulatorem.

Spokojnie, to tylko tryb foto.

W Gran Turismo 5 autorzy upchnęli ponad 1000 różnorakich pojazdów. To ogromna, przytłaczająca wręcz liczba, będąca doskonałą pożywką dla domorosłych matematyków. Zakładając bowiem, że każdym z dostępnych samochodów gracz chciałby wykonać jedno okrążenie na słynnym Nordschleife, a średni czas przejazdu wahałby się w granicach 10 minut, to osobnik ów musiałby poświęcić tylko na tę jedną czynność prawie 170 godzin. Nie jest to imponująca liczba, ale jeżeli dodam, że na każde z tych aut trzeba najpierw zarobić odpowiednią ilość kredytów w trybie kariery, to wyzwanie stojące przed niektórymi fanami jest już niebagatelne.

Wśród dostępnych samochodów prym wiodą oczywiście tzw. modele premium. Jest ich 200 i wyróżnia je od pozostałych to, że zostały przygotowane specjalnie do tej odsłony gry. Jakość ich wykonania jest wyśmienita, prezentują się wręcz obłędnie, a na dodatek każdy oferuje również widok z kokpitu. Znajdziemy tu samochody właściwie z wszystkich klas. Od pamiętającego II wojnę światową Kubelwagena, przez typowe autka miejskie, na supercarach, rajdówkach i Nascarach kończąc. Wszystkie samochody premium kupujemy nowe, prosto z salonu.

Pozostałe 800 to tzw. standardy. Bryczki są do nabycia u dilerów w sekcji aut używanych. Autorzy, zapewne chcąc zwiększyć realizm uzupełniania garażu, nie pozwalają nam jednak przebierać w nich jak w ulęgałkach. Oferta zawsze jest niezbyt duża i co jakiś czas się zmienia, tak więc niekiedy trzeba dłużej polować na jakieś znalezisko. Mnie się takie rozwiązanie podoba, bo czuję, że inaczej zupełnie pogubiłbym się w szaleństwie zakupowym, ale wydaje mi się także, że może ono mieć sporą grupę przeciwników.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.

Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja
Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja

Recenzja gry

To, co zrobił Ubisoft z The Crew 2, zakrawa niemal na skandal. Takiego recyklingu w sandboksach jeszcze nie było. Ale wiecie co? Nie chce mi się podnosić larum, bo jeżdżenie po USA (a także latanie i pływanie) wciąż potrafi być nad wyraz przyjemne.