Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 października 2010, 12:06

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Star Wars: The Force Unleashed II - recenzja gry

Nowa nadzieja fanów Gwiezdnych wojen kontratakuje i powraca w drugiej części Star Wars: The Force Unleashed. Starkiller ponownie dołącza do Rebelii by zadrwić sobie z potężnego Imperium. A także z graczy.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Od redakcji: W niniejszym tekście znajduje się wiele odniesień do fabuły gry Star Wars: The Force Unleashed II, które mogą popsuć zabawę fanom zainteresowanym kontynuacją przygód Starkillera.

Jak wyglądałby świat bez Gwiezdnych Wojen? Na pewno byłby uboższy o jedną prostą, ale za to wyśmienicie przedstawioną w tej filmowej sadze opowieść. Do kinowego pierwowzoru szybko dołączyły komiksy i książki osadzone w coraz bardziej rozrastającym się uniwersum. W końcu dołączyły również i gry. Jedne lepsze, jak X-Wing czy Dark Forces, inne gorsze (tu przede wszystkim powinno znaleźć się kilka tytułów, które ukazały się jedynie na konsolach poprzednich dwóch generacji, ale przez litość ich nie wymienię). Pierwszą część Star Wars: The Force Unleashed na pewno można zaliczyć do tych ciekawszych tytułów, choć kilka elementów okazało się być w niej nie do końca doszlifowanych. Tym bardziej więc po zapowiedzi kontynuacji wzrósł apetyt graczy. Fabuła w „jedynce” była przecież niezła, poziomy ciekawie zaprojektowane, przerywniki filmowe oglądało się z przyjemnością, grafika, animacja i fizyka też wypadły niczego sobie. Cóż więc mogli myśleć sobie Stefan, Włodek, Marcin czy Jolanta? Jak nic wyjdzie sequel, pozbawiony błędów poprzednika, i znokautuje konkurencję w gatunku slasherów.

Niestety, w tym momencie nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością, choć na początku nic nie wskazywało na to, że do moich rąk trafił – nie boję się użyć tego słowa – półprodukt.

Po zainstalowaniu gry pojawił się napis: „Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce” - w naszym ojczystym języku, co jeszcze bardziej pozytywnie nastawiło mnie do odbioru gry. Nowy The Force Unleashed wydany został w wersji kinowej, co niewątpliwie trzeba zaliczyć na plus, tym bardziej, że tłumaczenie jest naprawdę przyzwoite i nie zauważyłem w nim żadnych błędów. Asekuracyjnie powiem, że może to przez wartką akcję, podczas której nie bardzo miałem czas patrzeć na pojawiające się w dole ekranu literki. Kontrowersyjne mogą być jedynie nazwy własne.

The Force Unleashed II to ładna gra o zabijaniu złych Imperialistów...

Po chwili przenosimy się na planetę Kamino, gdzie zostajemy wprowadzeni w fabułę. W tym miejscu osoby, które nie grały jeszcze w część pierwszą, proszę o natychmiastowe skierowanie wzroku na następny akapit, ponieważ w kolejnym zdaniu zamierzam wyjawić jej zakończenie. Otóż, jak zapewne pamiętacie, w kanonicznym finale „jedynki” główny bohater poległ w starciu z Imperatorem. A przynajmniej takie wrażenie miał odnieść gracz.

Tymczasem na wspomnianej planecie Kamino Vader wyjaśnia nam, że jesteśmy już którymś z kolei klonem prawdziwego Starkillera, ale ponieważ nasza obecna powłoka wciąż nie potrafi oddać się do końca Ciemnej Stronie Mocy, zasługujemy na śmierć. Tu następuje nagły zwrot akcji. Nasz podopieczny buntuje się, wyskakuje przez iluminator i spada wiele pięter niżej, gdzie zaczyna się slasherowa młócka.

Muszę przyznać, że na początku opadła mi szczęka. Głównym powodem była śliczna grafika, płynna animacja, utrzymująca stałe 30 klatek na najwyższych ustawieniach graficznych, i kocie ruchy głównego bohatera. Aż miło popatrzeć, jak w śmiertelnym tańcu, pośród lejących się z nieba strumieni wody, wywija on dwoma ostrzami świetlnego miecza, którym na dodatek nie tylko można zmienić kolory, ale także pewne właściwości. Wszystko oczywiście dzięki wyszukiwaniu niespecjalnie mocno poukrywanych znajdziek.

Przeciwko Starkillerowi tłumnie wyległo imperialne mięso armatnie w postaci szturmowców, uzbrojonych w energetyczne lance żołnierzy prewencji, kilku miotających karbonitem droidów, pojazdów kroczących AT-MP, AT-ST, no i oczywiście myśliwców TIE. Bułka z masłem.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

sekret_mnicha Ekspert 24 listopada 2010

(PC) Miało być pięknie i po brzegi uwalane w Mocy. Tymczasem jest tylko nieźle, ale krótko i frustrująco.

6.0
Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu
Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu

Recenzja gry

Resident Evil Village łączy ze sobą dwie mocno lubiane odsłony kultowej serii, dorzucając sporo od siebie – znacznie więcej niż tylko Lady Dimitrescu, na punkcie której oszalał internet.

Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5
Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5

Recenzja gry

Returnal ma być dla studia Housemarque początkiem nowej drogi. Znany do tej pory z niszowych, arcade’owych gier fiński zespół deweloperski wchodzi w segment AAA bez żadnych kompleksów. I przy okazji ratuje graczy w trakcie wyjątkowej suszy na rynku.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.