Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 15 września 2008, 14:30

autor: Maciej Jałowiec

Mercenaries 2: World in Flames - recenzja gry

Gra wzorowana na serii Grand Theft Auto z najemnikiem w roli głównej. Brzmi interesująco, lecz – jak to bywa z naśladowcami – Mercenaries 2 nie uniknęło kilku irytujących błędów.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Problem z grami wzorowanymi na serii Grand Theft Auto polega na tym, że ich twórcy nie za bardzo potrafią pomyślnie przenieść popularną ideę zabawy w inne realia. Tu natychmiast przychodzą na myśl takie tytuły, jak Just Cause czy nawet Boiling Point (który, choć grą TPP nie był, w założeniach i tak niezbyt różnił się od GTA). Te produkcje, chociaż zapowiadały się całkiem nieźle i na papierze wyglądały rewelacyjnie, to jednak nie zdołały przyciągnąć do siebie wielu fanów komputerowej rozrywki. Dlatego z obawami siadałem do Mercenaries 2 – ten tytuł również zapowiadał się dobrze, w założeniach przypomina GTA, a jego akcja toczy się w lasach Ameryki Południowej – dokładnie tak jak w przypadku dwu wymienionych wyżej gier.

Zabawę rozpoczynamy od wyboru postaci. Do dyspozycji mamy dwóch najemników i jedną najemniczkę. Każde z nich charakteryzuje się inną cechą specjalną. I tak: Mattias Nilsson odznacza się szybszą regeneracją zdrowia, Chris Jacobs uniesie najwięcej amunicji, a Jennifer Mui biega najszybciej z całej trójki. Są to różnice w gruncie rzeczy kosmetyczne i dają się odczuć jedynie podczas bardzo intensywnych, trudnych walk. Możliwość szybkiej ucieczki, błyskawicznego leczenia lub odpowiedzenia ogniem dzięki jednemu magazynkowi więcej, staje się szalenie ważna wyłącznie w krytycznych momentach. Do tych można jednak nie dopuścić, jeśli przed walką zadba się o kilka kwestii.

Cygaro w ustach i RPG na plecach. Czy istnieje lepszy sposób, na uczynienie bohatera gry twardzielem na miarę Arnolda?

Najważniejszą sprawą w grze jest paliwo. Nim napełniamy baki helikoptera i odrzutowca – maszyny te znajdują się na wyposażeniu grupy najemników, do której należy nasz bohater. Trzeba więc zawsze mieć benzyny pod dostatkiem. Dobrze też wykupić sobie dodatkowe wsparcie, takie jak naloty, ostrzały artyleryjskie czy zrzuty wyposażenia. Dzięki pilotom maszyn powietrznych można zatem stać się praktycznie niezniszczalnym najemnikiem – likwidujemy czołgi bombami przeciwpancernymi, budynki kruszymy artylerią, a piechotę wykańczamy granatnikiem znalezionym w paczce podesłanej na pole bitwy. Osoby lubiące ostre strzelaniny i potężne eksplozje będą miały się czym zachwycać. Co więcej, dzięki różnego typu wsparciu z powietrza, Mercenaries 2 oferuje mnóstwo sposobów na wydanie pieniędzy. Nie ma niebezpieczeństwa, że gracz po pewnym czasie skoncentruje się na kupowaniu tylko kilku niezbędnych gadżetów, zupełnie zapominając o całej reszcie sprzętu. Asortyment sklepów jest wyjątkowo bogaty i naprawdę warto przyjrzeć się każdej nowej zabawce, do której uzyskujemy dostęp.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.