Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 grudnia 2000, 08:16

autor: Jeż

Might & Magic VIII: Day of the Destroyer - recenzja gry

Might & Magic VIII to gra dobra, ale chyba zapowiadająca upadek tej serii – przynajmniej z tym engine. Jest to po prostu poprawna kontynuacja serii, bez żadnych rewelacji. Każdy prawdziwy fan i tak ją kupi, więc moje zarzuty nic tu nie znaczą ...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Kiedy już dobre kilka lat temu pojawiła się na rynku gra Might & Magic 6: “Mandate of Heaven” wszyscy chyba wielbiciele gatunku byli zachwyceni. Nowy engine wyglądał wspaniale, bogactwo świata wręcz przytłaczało. Gra zabrała z życia każdego gracza kilka miesięcy, uzyskując bardzo wysokie noty w prasie fachowej. Później było M&M 7: ”For blood and honor” – gra wyglądała nieco lepiej, dodano m.in. obsługę Direct 3D i znakomitą „grę w grze” - karcianą Arcomage - ale ogólnie to już nie było to samo. Zacząłem się obawiać, że ta, znakomita skądinąd seria, chyli się ku upadkowi. Teraz mamy część ósmą, która niestety, przynajmniej po części, potwierdziła moje obawy.

Fabuła gry prezentuje się dość oryginalnie. Otóż w wyniku zachwiania naturalnego porządku w Enroth, otworzyły się wrota do światów ognia, wody, powietrza i ziemi, a zamieszkujące je kreatury nie mają nic innego na głowie prócz zniszczenia twojej planety. Musisz więc sformować grupę pięciu śmiałków, którzy ocalą świat... a może to jednak nie jest oryginalne :).

Co oferuje nam „Day of the destroyer” ? Niestety, niewiele więcej niż części poprzednie. Mamy stare, znajome rasy, plus egzotyka w stylu trolle, smoki itp. Grę zaczynamy jedną postacią, pozostałe zatrudniamy w karczmie. I to jest chyba największe novum w Might & Magic część ósma. Nie jest to zły pomysł, choćby dlatego, że jak ktoś chce pograć jednym bohaterem zamiast pięcioma to ma wreszcie taką możliwość (chociaż gra samotnym herosem wydaje się mi być odrobinę za trudna). Minusem tej koncepcji jest zmniejszony wpływ gracza na skład drużyny i jej charakterystyki, a co za tym idzie – zmniejszone „przywiązanie” do konkretnych postaci w swojej drużynie. A kto grywa w gry cRPG wie, jak niezwykle ważna jest to rzecz. Poza tym jeszcze jeden mały feler – postaci do przyłączenia jest, jak na mój gust, zdecydowanie za mało. Jednak kiedy już sformujemy jakoś swoją drużynę stanie przed nami pierwsze zadanie - będziemy musieli wydostać się z wysp Dagger Wound wypełniając kilka prostych misji. Już na pierwszej mapie spotkamy za to smoka, ale walka z nim jest raczej daremna (chyba że ktoś lubi biegać przez godzinę z łukiem ostrzeliwując przeciwnika). Potem, jeżeli chodzi o scenariusz, jest dość ciekawie... Ale nie będę psuł wam zabawy i nie ujawnię nic więcej.

Jeżeli chodzi o interface, to jest dość przyjazny i raczej bazuje na instynkcie, jednak gracze mający wcześniej do czynienia z M&M7 będą mieli, w niektórych sytuacjach, ułatwione zadanie.

Cała przyjemność gry w komputerowe RPG sprowadza się do rozwiązywania zadań, a co się z tym wiąże: walki, znajdowania przedmiotów i zdobywania doświadczenia. Walka w M&M 8 nie różni się niczym od walki w M&M 6 i 7 – nadal możemy wybrać tryb turowy lub real-time. Czary to, niestety, dość duży minus dla tej gry. Osiem szkół magii (fire, air, earth i water dla magów; spirit, body i mind dla kleryków, oraz dark i light magic) praktycznie nie różni się zawartością od tych w M&M 7. Czarów jest dużo, ale czemu ciągle te same ? Programiści mogli chociaż zmienić ich nazwy. Ciekawostką jest natomiast dodanie specjalnych umiejętności magicznych dla poszczególnych ras. I tak, Ciemny Elf może oślepiać przeciwników czy rzucać bardzo przyjemny czar – kombinację efektów pochodni, swobodnego spadania i Wizard Eye. Smoki mogą odstraszać wrogów, zionąć ogniem i oczywiście latać. Oprócz tego potrafią odepchnąć wrogów oddechem, ale jest to raczej mało przydatna zdolność. Natomiast wampiry zaskoczą nas lewitacją, wysysaniem życia, czy bardzo ciekawą zdolnością przejścia w „mglistą formę” – wampir jest wtedy odporny na obrażenia fizyczne, ale sam też nie może ich zadawać (jest za to wrażliwy na magię i sam może jej używać).

Recenzja gry Outward – to miał być Gothic, Skyrim i Soulsy w jednym...
Recenzja gry Outward – to miał być Gothic, Skyrim i Soulsy w jednym...

Recenzja gry

Wziąć większość lubianych i udanych mechanik rozgrywki z ostatnich lat, wymieszać je i na bazie tego co wyjdzie zbudować własną grę. Przepis na hit? Outward udowadnia, że niekoniecznie.

Recenzja gry Kenshi – Mount and Blade dla fanów Gothica
Recenzja gry Kenshi – Mount and Blade dla fanów Gothica

Recenzja gry

Z jednej strony model rozgrywki, który powinien stanowić wzór i inspirację dla wszystkich, którzy chcą robić prawdziwe erpegowe piaskownice dla pojedynczego gracza. Z drugiej natomiast festiwal gliczy niczym z najgłębszych odmętów steamowego piekła.

Graliśmy w DLC Legacy of the First Blade do AC Odyssey – wreszcie asasyni w asasynie
Graliśmy w DLC Legacy of the First Blade do AC Odyssey – wreszcie asasyni w asasynie

Recenzja gry

Podobnie jak przy Tyranii króla Waszyngtona, Ubisoft dzieli DLC do Assassin's Creed: Odyssey na trzy części. Sprawdziliśmy, jak sprawdza się pierwsza z nich. Oto Legacy of the First Blade.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
28.09.2002 10:59
👍
zanonimizowany34436
1
Junior

nie wiem jak wam ale mi sie ta gra podoba :)))