Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 13 lutego 2007, 14:24

autor: Metatron

Sam & Max: Season 1 – The Mole, the Mob, and the Meatball - recenzja gry

Krótkie terminy oddzielające poszczególne epizody sprawiły, że podstawową wadą gry stała się potworna wtórność. Zabrakło świeżości i elementu zaskoczenia.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Nie ukrywam, że pierwsza część przygód Sama i Maksa niezwykle przypadła mi do gustu. Przesympatyczni bohaterowie i wspaniałe poczucie humoru sprawiły, że z przyjemnością ukończyłem ją kilkukrotnie. Gra stała na wysokim poziomie i świetnie oddawała klimat komiksów Steve Purcella, w których zadebiutowały postacie bohaterów. Niestety pewna myśl nie pozwała mi być spokojnym o przyszłość serii. Wiedziałem bowiem o tym, że przygodówka Sam & Max: Season 1 – Culture Shock jest zaledwie pierwszą częścią sześcioodcinkowego cyklu. Dlatego też zastanawiałem się – co dalej? Co jeszcze autorzy wymyślą, by opłacało się co miesiąc kupować nowy epizod? Czym przykują uwagę graczy? Jak rozwinie się fabuła?

Po zapoznaniu się z The Mole, the Mob, and the Meatball – trzecią częścią serii – zmuszony jestem przyznać, że odpowiedzi na powyższe pytania nie były takie, jakich bym oczekiwał. Fabuła utknęła w miejscu, akcja osadzona została w znanych z poprzednich odsłon lokacjach, a zagadki są tak proste, że nazwanie ich banalnymi byłoby eufemizmem.

Wydawanie gier w odcinkach już od początku wzbudzało liczne kontrowersje. Niektórzy z chęcią przystali na propozycję nabywania w regularnych odstępach czasu kolejnych poziomów do zakupionych produkcji, inni kręcili na to nosem, twierdząc, że skoro płacą, powinni otrzymać w pełni skończony produkt. Obawiam się, że w przypadku Sama i Maksa droga, którą podążają twórcy z Telltale, jest argumentem przeciwko takiemu rozwiązaniu. Krótkie terminy oddzielające poszczególne epizody sprawiły, że podstawową wadą gry stała się potworna wtórność. Zabrakło świeżości i elementu zaskoczenia. Nie myślcie jednak, że z miejsca należy przekreślić trzecią część jako słabą. Zapewniam, że tak nie jest. W dalszym ciągu potrafi bawić i porządnie rozśmieszyć, bo zachowała swój pierwotny klimat. Niestety wraz z nim również całą resztę: konstrukcję fabuły, sposoby rozwiązania zagadek oraz lokacje. Nic nie pomogły nawet kosmetyczne zmiany przeprowadzone w wyglądzie poszczególnych miejsc.

Biuro Sama i Maksa – czy nie macie wrażenia deja vu?

Fabuła trzyma poziom części pierwszej, jednak nie uniknęła powtórzeń. Podobnie jak w poprzednich odsłonach, mamy do czynienia z szaleńcem, który zagraża obywatelom miasta. Nie zdradzę jednak jego tożsamości, żeby nie zepsuć wam niespodzianki. Nasi dzielni detektywi muszą przedostać się do kasyna będącego przykrywką wcale-nie-mafii misiów, które wcale-nie-prowadzą-działalności-przestępczej. Policja wysłała co prawda na inwigilację wspomnianej organizacji agenta specjalnego – kreta. Niestety kontakt z nim nagle się urwał. Zadaniem bohaterów jest dowiedzieć się, co się stało, a jednocześnie nie wzbudzić podejrzeń prowadzących kasyno misiów, które wcale-nie-są-mafiozami. Jak to zwykle bywa, jedynym sposobem na przeniknięcie do środka i zdobycie potrzebnych informacji i nawiązanie kontaktu z policyjną wtyczką jest wejście w szeregi wcale-nie-mafii. Żeby tego dokonać, trzeba będzie ukończyć trzy zadania, które pokażą, że protagoniści godni są zaufania Misia Chrzestnego.

Wilkołak występuje w Puszczy - Recenzja gry Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest
Wilkołak występuje w Puszczy - Recenzja gry Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest

Recenzja gry

Powrót do świata żywych wilkołaków ze Świata Mroku okazuje się ambitniejszy niż mogliśmy przypuszczać – Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest to bowiem ciekawa gra tekstowa, która spróbuje udowodnić, że czytelnictwo w Polsce nie jest w odwodzie.

Recenzja Tell Me Why – przerost treści nad formą
Recenzja Tell Me Why – przerost treści nad formą

Recenzja gry

Nowa Gra twórców Life is Strange zaskakuje delikatnością, z jaką przedstawia relacje między bohaterami oraz historią, która łapie za serce i co chwilę odkrywa przed graczem nowe niespodzianki.

Recenzja Beyond a Steel Sky - gry, na którą czekaliśmy 25 lat
Recenzja Beyond a Steel Sky - gry, na którą czekaliśmy 25 lat

Recenzja gry

Beyond a Steel Sky udowadnia, że na właściwy sequel warto poczekać nawet ćwierć wieku. Albo, że i dziś warto zapoznać się z 26-letnią grą z Amigi, by lepiej bawić się przy tej nowszej produkcji.