Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 6 lutego 2006, 10:28

autor: Crash

Shadow of the Colossus - recenzja gry

Wcielamy się w postać młodzieńca, który podejmuje się niemożliwego. Aby ocalić swą ukochaną od śmierci, zmuszony będzie stawić czoła szesnastu kolosom. Tylko tylu i aż tylu...

Recenzja powstała na bazie wersji PS2.

Ubiegły rok z perspektywy graczy był niezwykle udany, do sklepów trafił pierwszy przedstawiciel konsol nowej generacji, ukazało się sporo udanych kontynuacji hitów sprzed lat i przede wszystkim powstały nowe, oryginalne programy. W gronie tych ostatnich bez wątpienia znajduje się recenzowany Shadow of Colossus, program tak niepowtarzalny i świeży, iż nie sposób porównać go do żadnej innej gry.

Światowa premiera tego tytułu miała miejsce w październiku ubiegłego roku, zaś Europa jak często bywa, została zmuszona do wykazania się odrobiną cierpliwości. Z uwagi na to, iż rok 2005 jest już za nami przeprowadzono masę podsumowań i konkursów. Zagraniczne serwisy, oraz społeczności graczy przyjęli grę bardzo ciepło, tytuł zgarnął masę pochlebnych ocen i wiele wyróżnień. Dla mnie, Shadow of Colossus pośród zeszłorocznych gier jest bezkonkurencyjnie najlepszy.

W grze wcielamy się w postać młodego chłopca, który by ocalić swą ukochaną, podejmuje się karkołomnego wyzwania. Jego głównym zadaniem jest unicestwienie szesnastu kolosów, rozrzuconych po malowniczej krainie – tylko w ten sposób może przywrócić ją do życia. Uczynić ma to wyłącznie przy użyciu miecza, łuku i własnego sprytu. Jednak jak często bywa w tego typu historiach, towarzyszyć mu będzie wierny kompan – koń. W świątyni, w której złożona została wybranka serca, znajdują się wizerunki wszystkich przeciwników (posągi), po pokonaniu któregoś z nich kamienny odpowiednik ulega zniszczeniu, a tajemniczy głos zwiastuje nowe wyzwanie. Fabuła w grze ma dość małe znaczenie, sama rozgrywka jest tak porywająca, iż jak przypuszczam nawet największa bestsellerowa historia niebyła by wstanie się przezeń przebić. Ponadto będzie moment w grze, w którym się autentycznie wzruszymy, a nie zdarza mi się to graczom nazbyt często.

Na co się gapisz, dryblasie?

Trzonem gry sprawiającym, iż SoC jest tak niepowtarzalny, są walki, pojedynki z tytułowymi kolosami. Tak naprawdę stanowią one około 80% całej rozgrywki, gdyż innych przeciwników nie ma, a samo przemieszczanie się po mapie nie zajmuje specjalnie dużo czasu. Jak już zdążyłem wspomnieć, wystąpią w liczbie szesnastu, a każdy jest diametralnie inny, no może ze dwa mogą być uznane za podobne. Nie zdradzę, czym się cechują i jak wyglądają, ponieważ chwila napięcia przed stanięciem oko w oko z żywą górą jest bardzo przyjemna i pcha rozgrywkę do przodu. Nie zapomnę tych momentów, gdy ciąłem wiatr, by poznać kolejnego przeciwnika. Cały świat przestawał istnieć i nawet najważniejsze czynności do wykonania odwlekałem w czasie: „jeszcze tylko jednego... ten już na pewno ostatni”.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.