Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 10 czerwca 2005, 12:51

autor: Wolfen

Recenzja gry Psi-Ops: The Mindgate Conspiracy - bez pamięci

Wcielamy się w postać Nicka Scryera, tajnego agenta zajmującego się walką z organizacjami terrorystycznymi. Zapowiadała się grubsza afera wymagająca dyskrecji. Aby w przypadku wpadki wróg nic z Nicka nie wyciągnął, ten zgodził się na wymazanie pamięci.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem tytułów spod znaku TPP i zawsze bardziej ciągnęło mnie do gier akcji z widokiem z pierwszej osoby. Pomimo tego skusiłem się na kilka tego typu produkcji i muszę przyznać, że nie pożałowałem. Odkrywanie mrocznej i pogmatwanej intrygi w Maxie Paynie oraz dosłowne mielenie nazistów w BloodRayne przykuło mnie do monitora na wiele długich godzin, ale traktowałem to bardziej jako wyjątki tylko potwierdzające regułę. Kiedy do recenzji otrzymałem Psi-Ops: The Mindgate Conspiracy, tytuł o którym nie wiedziałem dosłownie nic, byłem niemal na sto procent pewny, że po kilku chwilach będę chrapał przed monitorem z nudów. I owszem zachrapałem, tyle że z wyczerpania spowodowanego kilkunastoma godzinami ciągłej rozgrywki.

Zacznijmy jednak od początku, czyli o co tu tak naprawdę chodzi. Otóż wcielamy się w postać niejakiego Nicka Scryera, tajnego agenta należącego do specjalnego oddziału, zajmującego się walką z organizacjami terrorystycznymi. Tym razem zapowiadała się grubsza afera wymagająca dyskrecji, więc Nick postanowił dobrać się do nowego przeciwnika od wewnątrz. Aby w przypadku wpadki wróg nic z niego nie wyciągnął, główny bohater zgodził się na wymazanie pamięci. Od tej pory miał w głowie tylko jedną myśl – infiltrację organizacji terrorystycznej o nazwie The Movement i wypełnienie postawionego przed nim zadania, jakim było pokrzyżowanie bandyckich planów. Jak to się mówi, sprawa się [...], Nick został zdemaskowany i wtrącony do lochu, gdzie jego ciało gnije do dziś. Coś Wam śmierdzi? To pewnie jego rozkładające się mięso. Dobra widzę, że jakiś dwumetrowy, łysy pan z pierwszego rzędu łypie na mnie okiem, więc wracam do głównego wątku. Po kilku nudnych godzinach spędzonych w lochu naszego bohatera odwiedziła podwójna agentka – Sarah. Dzięki niej Scryer opuszcza ciasną celę i rusza wykonać powierzone mu zadanie, starając się przy okazji odzyskać utraconą pamięć.

Początkowo nic nie wskazuje na to, że Psi-Ops będzie czymś więcej niż zwykłym TPP, gdzie przemierzamy kolejne korytarze tajnej bazy, wystrzeliwując za pomocą zdobycznego arsenału wszystkich napotkanych przeciwników. Na szczęście już na tym etapie widać małą różnicę w porównaniu z innymi tego typu produkcjami. W głównej mierze to od gracza zależy, czy ma ochotę przeć naprzód, pozostawiając za sobą jedynie krwawe ślady po swoich przeciwnikach, czy też woli zajść wroga od tyłu i po cichu go wyeliminować. Wprawdzie o możliwościach Sama Fishera nie mamy w ogóle co marzyć, ale i tak miło, że autorzy postanowili dać graczowi wolną rękę. Sprawy ulegają małej zmianie w momencie, kiedy Nick przypomina sobie o swoich dawnych, paranormalnych zdolnościach.

Sam proces przywracania głównemu bohaterowi dawnych umiejętności, twórcy bardzo sprytnie wpletli w rozgrywkę. Otóż przemierzając kolejne miejsca od czasu do czasu trafiamy do punktu, gdzie Nick łapie się za głowę, :-) a sama gra przenosi nas o kilka lat do tyłu. Lądujemy w tajnej bazie naszej dawnej organizacji, gdzie testujemy niedawno nabytą moc Psi. Wszystko odbywa się pod okiem instruktora, zlecającego nam kolejne, coraz bardziej skomplikowane zadania. Po ukończeniu treningu (nie jest on obowiązkowy i można go w każdej chwili przerwać) wracamy do głównej części gry i kontynuujemy naszą przygodę, bogatsi o nową zdolność. Mnie osobiście ten system nabywania mocy bardzo przypadł do gustu, tym bardziej iż całość została tak sprytnie skonstruowana, że gracz pokonuje kolejne misje niecierpliwie wypatrując, co ciekawego autorzy przygotowali tym razem.

Psi-Ops: The Mindgate Conspiracy - recenzja gry
Psi-Ops: The Mindgate Conspiracy - recenzja gry

Recenzja gry

Broń w Psi-Ops jest wprawdzie przydatna, ale nie najważniejsza. Tutaj to dochodzimy do kwintesencji gry i źródła jej wysokiej grywalności – mianowicie umiejętności psychicznych naszego bohatera.

Recenzja gry Gears 5 – tryby w maszynie wskakują na swoje miejsce
Recenzja gry Gears 5 – tryby w maszynie wskakują na swoje miejsce

Recenzja gry

Lubimy, kiedy twórcy wyciągają wnioski ze swoich potknięć. Gears 5 porzuca harcerską otoczkę wyprawy bandy wymoczków z poprzedniej odsłony i serwuje nam „twarde kino akcji”.

Recenzja Control – nie interesuje Was ta gra? Popełniacie duży błąd
Recenzja Control – nie interesuje Was ta gra? Popełniacie duży błąd

Recenzja gry

Najnowsza gra twórców Maxa Payne’a i Alana Wake’a nie budzi przed premierą wielkich emocji, a szkoda, bo to zdecydowanie więcej, niż tylko solidna strzelanka.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.06.2005 12:56
Amo
😡
Amo
101
Pro-vocator

w minusach nie jakies zidiociale "hmmm" ,tylko brak mozliwosci save ...

10.06.2005 13:19
odpowiedz
zanonimizowany201494
0
Generał

nie no gra jest swietna :]

10.06.2005 14:08
odpowiedz
zanonimizowany185877
68
Legend

Recka dobra, jak zwykle zapomniano o cenie (o której jest mowa tylko i wyłącznie w grze gorky 02, której wydawcą jest axel springer, którego gol ekhem... sponsoruje), która jest niewiarygodna. Ocena zgodna z moim gustem. Mimo to gra ma trochę błędów takich jak czasami niemożliwość ruszenia kursorem (gdy gra zwalnia), brak save, wychodzenie (choć bardzo rzadko) do windowsa bez przyczyny. W końcu strzelanka w, której się choć trochę myśli. Polecam.

13.06.2005 21:09
odpowiedz
zanonimizowany175251
19
Centurion

na poczatku myslalem ze snowu sknoca swietny tytul poprzez chora konsolowy rodowad starowania, ale na szczescie milo sie rozczarowalem. Havok 2.0 daje rade, chociaz w ograniczonym stopniu