Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 6 stycznia 2004, 16:26

autor: Shuck

Judge Dredd: Dredd vs Death - recenzja gry

Sędzia Dredd - twardziel jakich mało, a jednocześnie osoba, która śmiertelnie poważnie traktuje swoją pracę – to postać, w którą wcielamy się w tej produkcji. Gra nie ma nic wspólnego z filmową adaptacją przygód Dredda jak można by początkowo przypuszczać

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Rozmawiałem onegdaj z pewnym doktorem, a przedmiot naszej dyskusji luźno oscylował wokół uzależnień ludzi przeważnie młodych. Doktor ów, niemłody przecież acz tak całkowicie za gówniarza mnie nie mający, starał się zwrócić moją uwagę na wszystkie te elementy życia, których pozbawiam się niejako dobrowolnie tylko dlatego, iż zbyt wiele czasu spędzam przed komputerem. Argumentowałem, że co prawda to prawda, że życie i tak jest za krótkie, że światy wirtualne jak czasem powabne są, że gro mojego czasu spędzanego przed monitorem podpada pod szeroko pojętą pracę i zarabianie na życie – w każdym razie, jak każdy narkoman, choć dość kulturalnie, starałem się przybliżyć mu spostrzeżenie, iż g... się na tym zna. Przed ostateczną klęską moich napromieniowanych szarych komórek uratowało mnie odniesienie się do historii ludzkości w ogólności, a dziejów introwertyków w szczególe. „Panie doktorze”, jęknąłem, „odkąd świat światem, zawsze znalazł się jakiś okularnik, który nosa zza książki nie wyściubił, wychodząc na ulicę chronił się w skorupce opasłych tomów przewiązanych sznurkiem lub w bliższych nam czasach całe kieszonkowe przepuszczał na bilety do kina. Komputery przynależą szatanowi jedynie z racji swojego młodego jeszcze wieku.” I mniejsza już o to, że sam jestem takim introwertykiem, jak moje dzieci fizykami jądrowymi – rzecz w tym, że uczony człowiek przyznał mi rację.

Od tamtej rozmowy upłynęło już dobre dziesięć lat. Wspomniany pan doktor jest już panem profesorem, a koleje mojego życia tak się pokręciły, że ze wzruszeniem przywołuję w pamięci epokę, gdy miałem jeszcze czas na niczym nieuzasadnione siedzenie przed monitorem. Życie staje się bardzo skomplikowane, gdy człowiek wstaje od komputera. A w myśl mojej argumentacji sprzed lat również: wychyla nosa zza książki lub wyłącza magnetowid.

Kubusiu, ale co balonik ma do miodu? Ano, ma. I to dużo.

Człowiek odizolowany od realiów świata go otaczającego, osobnik z przerostem szkła na gałkach ocznych i z dalece posuniętą atrofią mięśniową, a jednocześnie dziecko, w którego żyły bezlitosny organizm zaczyna pompować testosteron nie bacząc na jego bezużyteczność przy obsłudze klawiatury i myszki, względnie pióra – taki człowiek marzy. Sztampowe te marzenia przybierają postać herosa – jeśli nie umięśnionego to przynajmniej ponadprzeciętnie sprawnego. Superpostaci egzystującej trochę ponad prawem i poza społeczeństwem w ogóle, a jeśli w jego ramach to i tak zauważalnie tajemniczej. Bohatera ratującego świat między poranną gimnastyką a równie poranną kawą, a przy tym mężczyzny kobiet nie szukającego, a ze znalezieniem ich nie mającego nijakich problemów. Tam, gdzie homo sapiens już swojej natury nie przeskoczy pojawia się superszybki motocykl, samochód, samolot i zatrzęsienie podobnych zabawek, czasami biologicznie z postacią zespolonych. A wszystko powyższe przez wszechogarniające pragnienie przykutej do krzesła mizeroty: „ja im wszystkim kiedyś pokażę...” Oczywiście pokazanie komuś czegoś wymaga przynajmniej przeniesienia się z krzesła do łóżka, a optymistycznym jest to, iż większość nastolatków w końcu do tego wniosku sama dochodzi. To zaś, co balonik ma do miodu to sterty komiksów, które po młodzieńczych marzeniach pozostają. Wśród nich „Judge Dredd”.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.